video-jav.net

Papież przyjął wicepremiera Socjalistycznej Republiki Wietnamu

Dzisiejsza audiencja u papieża Franciszka i rozmowy z Sekretarzem Stanu, kard. Pietro Parolinem to główny cel wizyty w Watykanie wicepremiera Socjalistycznej Republiki Wietnamu, Truonga Hoa Binha. Jak podaje wietnamska agencja rządowa, VNA wicepremier Binh przekazał kard. Parolinowi zaproszenie do odwiedzenia swej ojczyzny, które zostało przyjęte z zadowoleniem.

Polub nas na Facebooku!

Jak donosi agencja VNA wicepremier Binh podczas spotkania z Ojcem Świętym mówił o polityce wyznaniowej władz w Hanoi, twierdząc, że oferują one dogodne warunki dla działalności religijnej. Natomiast Papież Franciszek z zadowoleniem przyjął wizytę wicepremiera Binha, zaznaczając, iż jest to ważny krok, pomagający umocnić wzajemne zrozumienie i wyrażając radość z pozytywnych zmian w relacjach między Stolicą Apostolską a Wietnamem.

Podczas spotkania z watykańskim sekretarzem stanu obie strony wymieniły poglądy na ważne kwestie dotyczące relacji dwustronnych i potwierdziły potrzebę utrzymywania spotkań na wysokim szczeblu oraz prowadzenia regularnego dialogu. Uzgodniono wolę podniesienia stosunków dyplomatycznych do szczebla nuncjatury i ambasady. Zadanie to ma omówić szczegółowo podczas swego siódmego spotkania specjalna grupa robocza.

Wicepremier Binh przekazał Sekretarzowi Stanu Stolicy Apostolskiej zaproszenie premiera Nguyena Xuan Phuca do Wietnamu, który kard. Parolin przyjął z zadowoleniem – podaje agencja VNA. Wietnam i Stolica Apostolska nie mają stosunków dyplomatycznych na szczeblu nuncjatury i ambasady. Jednak od 2011 roku Watykan posiada specjalnego wysłannika, nie rezydującego w tym kraju którym jest obecnie nuncjusz w Singapurze Polak, abp Marek Zalewski.

KAI/ad

Tiburcio Arnaiz Muñoz. Mamy nowego błogosławionego

Był sługą Boga, który ze swego życia uczynił nieustanną, przykładną i heroiczną drogę całkowitego oddania się Panu i braciom, szczególnie tym najsłabszym – tak o wyniesionym dziś na ołtarze nowym błogosławionym Tiburcio Arnaizie Muñozie mówił kard. Angelo Becciu. W hiszpańskiej Maladze prefekt Kongregacji Spraw Kanonizacyjnych przewodniczył w imieniu Papieża Mszy beatyfikacyjnej.

Polub nas na Facebooku!

Kard. Becciu podkreślił, że nowy błogosławiony czuł się współodpowiedzialny za zło duchowe i moralne swoich czasów i wiedział, że nie zbawi się bez zbawienia innych. Wskazał też na aktualność przesłania błogosławionego jezuity, którego nazywano „Jezusowym szaleńcem”.

„Jest on przykładem człowieka, który nie zadowala się tym, co już osiągnął, ale posłuszny pragnieniom serca pragnie się powierzyć Bogu z jeszcze większą radykalnością” – mówił homilii beatyfikacyjnej kard. Becciu. Wskazał, że odpowiedział on na miłość Boga poprzez coraz większe oddanie się służbie i miłości do ostatnich, odrzuconych. „Jak bardzo nasze czasy potrzebują coraz większych serc, otwartych na potrzeby duchowe i materialne tak wielu braci, którzy oczekują od nas słów wiary, pocieszenia i nadziei, jak również troskliwych gestów przyjęcia i wspaniałomyślnej solidarności” – podkreślił Prefekt Kongregacji Spraw Kanonizacyjnych.

Bł. Tiburcio Arnaiz Muñoz żył w Hiszpanii na przełomie XIX i XX w. Po 12 latach posługi jako ksiądz diecezjalny wstąpił do zakonu jezuitów, aby doskonałej wypełnić swoje pragnienie służby Bogu i ludziom. Czynił to poprzez bardzo głębokie i intensywne życie duchowe, które pomagało mu w pełnym oddaniu się tym, którzy potrzebowali jego posługi szczególnie w szpitalach i więzieniach.

Gdy przełożeni wysłali go do Malagi zaangażował się w pomoc i formację najuboższych robotników w najbardziej peryferyjnej części miasta, gdzie Kościół praktycznie był nieobecny, a przechodzących tamtędy kapłanów obrzucano zdechłymi szczurami. Swoją działalnością apostolską objął także biedaków mieszkających w wioskach okalających miasto. Dla nich utworzył grupę katechistów i katechistek, którzy docierali tam z Ewangelią. Analfabetów i biedaków uczył czytać i pisać. Szybko stał się znany oraz kochany i szanowany przez wszystkich. Zmarł w 1926 r. W czasie mszy pogrzebowej nazwano go „Jezusowym szaleńcem”, który nawet jeżeli osierocił swoje miasto, to z nieba nie przestaje go chronić i wspierać.

KAI/ad