Kard. Sarah: Głosząc Chrystusa Kościół nie może się bać szokować i iść pod prąd

Kryzys epidemii pokazał, że nasze społeczeństwa, często nie wiedząc o tym, doznają głębokich cierpień natury duchowej. Nie potrafią nadać sensu cierpieniu, swej skończoności i śmierci. Pisze o tym kard. Robert Sarah na łamach francuskiego dziennika Le Figaro.

Polub nas na Facebooku!

Prefekt watykańskiej Kongregacji ds. Kultu Bożego odnosi się do tego, co działo się w ostatnich tygodniach, kiedy to świat stanął bezbronny wobec grozy śmierci, a domy starców stały areną dramatycznych wydarzeń. Zarówno bowiem we Francji, jak i we Włoszech masowo i w osamotnieniu umierali ich podopieczni. Zamiast przygotować ich na prawdopodobną śmierć, z godnością i w nadziei na życie wieczne, odmówiono im kontaktu z kapłanem i krewnymi, aby za wszelką cenę chronić ich doczesne istnienie.

Kard. Sarah przewiduje, że współczesny człowiek wyjdzie poraniony z tej epidemii. Będzie szukał pomocy u psychologów, aby poradzić sobie ze świadomością, że pozwolił swym najbliższym umierać w osamotnieniu. Ale jeszcze bardziej będzie potrzebował kapłanów, aby go nauczyli modlitwy i nadziei.

Zdaniem kard. Saraha pokazało to, że zarówno państwo, które w przeciwieństwie do poprzednich epidemii, w pełni przejęło pieczę o chorych i umierających, jak i nowoczesne społeczeństwo nie radzą sobie z tajemnicą śmierci. Współczesny człowiek stara się od niej uciec, ignoruje ją, a tymczasem podczas tej epidemii stanęła ona przed nim w pełnej grozie. Kard. Sarah przypomina, że w obliczu śmierci wszystkie ludzkie słowa okazują się bezradne. Pomóc może jedynie nadzieja na życie wieczne. Któż jednak z ludzi odważy się ją głosić? Tylko słowa objawione nam przez Boga pozwalają wierzyć w życie bez końca i na ich głoszeniu polega dziś główne zadanie Kościoła – pisze szef watykańskiej dykasterii.

Zauważa zarazem, że Kościół powinien się zmienić, aby mógł pełnić to zadanie. Nie może się bać szokować i iść pod prąd. Musi pamiętać, że jego jedyną racją bytu jest głoszenie zwycięstwa Chrystusa nad śmiercią. Kard. Sarah przewiduje, że współczesny człowiek wyjdzie poraniony z tej epidemii. Będzie szukał pomocy u psychologów, aby poradzić sobie ze świadomością, że pozwolił swym najbliższym umierać w osamotnieniu. Ale jeszcze bardziej będzie potrzebował kapłanów, aby go nauczyli modlitwy i nadziei. Kryzys ten pokazał bowiem, że nasze społeczeństwa, często nie wiedząc o tym, doznają głębokich cierpień natury duchowej. Nie potrafią nadać sensu cierpieniu, swej skończoności i śmierci.

KAI, zś/Stacja7

Szukasz wartościowych treści?

Zapisz się na cotygodniowy newsletter Stacji7


 

 



Katedra Notre Dame może stać się muzeum

We Francji trwa dyskusja na temat przyszłości paryskiej katedry Notre Dame, którą po tragicznym pożarze w nocy w kwietniu 2019 r. czeka wieloletnia odbudowa. Ostatnio coraz częściej słychać głosy, aby ten symbol historii i wielkości Paryża i całej Francji stał się muzeum i aby przestał pełnić funkcje katolickiej świątyni.

Polub nas na Facebooku!

Pandemia koronawirusa, która nad Sekwaną szerzy się bardzo gwałtownie, wstrzymała na razie konkretne prace, ale za to sprzyja wysuwaniu różnych projektów co do ostatecznego kształtu i przeznaczenia świątyni po jej odbudowie.

Przywrócenie sakralnego charakteru tego wspaniałego obiektu nie budziło początkowo żadnych wątpliwości. Podkreślił to m. in. arcybiskup Paryża, Michel Aupetit podczas Mszy św., którą odprawił na tymczasowo uprzątniętym pogorzelisku w kasku na głowie w miesiąc po pożarze. Arcybiskup przypomniał, że katedra Notre Dame to przede wszystkim miejsce kultu religijnego a kamieniem węgielnym tej katedry jest sam Chrystus.

Bardzo szybko jednak zaczęły się też pojawiać głosy o ewentualnej zmianie obecnej świątyni po jej odbudowaniu. Przypomniano też, że już wcześniej pojawiały się takie pomysły. Architekt Rémi Fromont, zajmujący się odnową obiektów zabytkowych, pracujący dziś przy odbudowie spalonej katedry, zauważył, że „budynek ten jest czymś więcej niż inne, ma w sobie coś duchowego, ale i materialnego i sądzę, że jest jednocześnie po trosze tym wszystkim. Istnieje coś, co łączy te wszystkie kamienie”.

Nazajutrz po pożarze, prezydent Francji Emmanuel Macron w przemówieniu telewizyjnym na ten temat ani razu nie wspomniał o Notre Dame jako o budynku katolickim czy choćby chrześcijańskim, a Pałac Elizejski dał do zrozumienia, że istnieje pomysł wniesienia do spalonej katedry w trakcie jej odbudowy „pewnych współczesnych elementów architektonicznych”. Jean-Pierre Servel – wielki mistrz Wielkiej Loży Wschodu Francji (głównej organizacji masońskiej w tym kraju) – oświadczył, że widzi w katedrze wyłącznie zabytek historyczny, a nie miejsce kultu.

Na łamach paryskiego katolickiego dziennika „La Croix” ukazał się artykuł, którego autor, mediewista Michel Pastoureau zaproponował jako „mniejsze zło” uczynienie z tej świątyni muzeum. Zadał pytanie retoryczne, co mają robić „ludzie, wchodzący do tego miejsca na modlitwę czy choćby tylko na medytację, gdy przez cały dzień przetaczają się tam hordy turystów, nie zawsze trzymając się barierek, odgradzających ich od wiernych lub podczas Mszy i nabożeństw”. W tej sytuacji publicysta, uważając, że nie da się pogodzić interesów turystów i wiernych, zaproponował dekonsekrację katedry po jej odbudowie.

Sakralnego charakteru głównej świątyni Paryża broni natomiast jej rektor prał. Patrick Chauvet. W opracowanej przez siebie dokumentacji „Sauver Notre Dame” (Ratować Notre Dame) podkreślił, że jest ona „duszą człowieczeństwa, spoczywającą na tym stosie kamieni, ustawionych na sobie niczym cudowny geniusz”. W swym materiale autor wspomniał też o walce w obronie duchowego wymiaru katedry, którą nazwał „tajemnicą Maryi”.

Paradoksalnie cała ta niepokojąca dyskusja toczy się w roku, w którym Kościół francuski świętuje 600. urodziny św. Joanny d’Arc i jubileusz patronki Paryża św. Genowefy w związku z 1600. rocznicą jej urodzin i trwa jeszcze jubileusz bazyliki Sacré Coeur (Najświętszego Serca) na paryskim Montmartre, wzniesionej na życzenie narodu we Francji niemal całkowicie zeświecczonej po rewolucji i konsekrowanej w 1919 r.

Wszystkie te fakty tworzą w tym kraju wielowiekową tradycję katolicką, którą od stuleci próbuje się usunąć, co potwierdzają m.in. trwające od kilku lat, i to coraz częstsze, ataki na świątynie w całej Francji. Świadczy o tym także rosnąca liczba kościołów dekonsekrowanych, których nikt od dawna nie wykorzystuje do potrzeb religijnych, bo spada liczba nowych kapłanów. Według najnowszych danych w tym roku święcenia ma przyjąć jedynie 114 diakonów (rok wcześniej było ich 133), w tym 82 diecezjalnych. Na razie brak jest najnowszych danych o liczbie zamkniętych kościołów, wiadomo jednak, że Francja przoduje pod tym względem w Europie. Inne kraje, mające podobne problemy, to m.in. Belgia, Holandia, Szwajcaria, Stany Zjednoczone i Kanada.

Zamykane świątynie albo popadają w ruinę, albo są zamieniane na muzea, albo całkowicie zmieniają swe funkcje na świeckie, nieraz stając się nawet nocnymi lokalami. Wybór na rzecz muzeum jest często lepszy od porzucenia, gdyż kościół pozostaje przynajmniej miejscem sztuki, w którym wszystkie znajdujące się tam dzieła mówią o Bogu.

Dyskusja towarzysząca przyszłym losom Notre Dame ma charakter przede wszystkim kulturalny i wiele mówi o świecie świeckim, który próbuje wykorzystać każdy chwyt do kontrolowania kościołów. Tak było w czasach rewolucji francuskiej, gdy katedrę paryską zamieniono najpierw w świątynię rozumu, a później w stajnię, potem w czasie rewolucji bolszewickiej, gdy miejsca kultu przekształcano m.in. w składy i magazyny.

KAI

Szukasz wartościowych treści?

Zapisz się na cotygodniowy newsletter Stacji7


 

 



Copy link
Powered by Social Snap