Jutro Franciszek leci do Tajlandii

Już jutro 19 listopada papież Franciszek wsiądzie na pokład samolotu i uda się w swoją pierwszą podróż apostolską do Tajlandii i Japonii. Będzie drugim papieżem odwiedzającym te kraje.

Polub nas na Facebooku!

Jutro Franciszek leci do Tajlandii
Już jutro 19 listopada papież Franciszek wsiądzie na pokład samolotu i uda się w swoją pierwszą podróż apostolską do Tajlandii i Japonii. Będzie drugim papieżem odwiedzającym te kraje.

Motto podróży apostolskiej do Tajlandii związane jest z 350. rocznicą utworzenia pierwszego wikariatu apostolskiego w tym kraju i brzmi: „Uczniowie Chrystusa, uczniowie misjonarze”. Logo wizyty przedstawia uśmiechniętego i błogosławiącego Franciszka, poniżej którego znajduje się łódź, symbol ewangelizacji, z trzema żaglami oznaczającymi Trójcę Świętą. Łódź podtrzymywana jest stylizowaną ręką Matki Bożej, a pozłacany krzyż symbolizuje Kościół w Tajlandii, który jest świadkiem Dobrej Nowiny.

Papież został zaproszony do Tajlandii już we wrześniu 2013 r. Przekazała je ówczesna premier Yingluck Shinawatra podczas wizyty w Watykanie. Była ona drugim szefem tajlandzkiego rządu, który przyjechał do Watykanu. Pierwszym był w 1955 r. marszałek Plaek Pibulsongkram. Z kolei w 1960 r. papieża Jana XXIII odwiedził król Rama IX, a w 1972 r. u Pawła VI był najwyższy patriarcha buddyjski Ariyavangsagatayana VII.

W dniach 10-11 maja 1984 r. z „rewizytą” do Tajlandii przyjechał Jan Paweł II. Był w Bangkoku, gdzie m.in. spotkał się z królem Ramą IX i najwyższym patriarchą Jinavajiralongkornem, w obozie uchodźców w Phanat Nikhom i w seminarium duchownym w Sampran. Franciszek będzie więc drugim papieżem odwiedzającym Tajlandię.

Dominujący buddyzm

Niemal 95 proc. wśród 67 mln mieszkańców Tajlandii wyznaje buddyzm szkoły Therawada. Mianowany przez monarchę najwyższy patriarcha Tajlandii stoi na czele Najwyższej Rady Sanghi (wspólnoty mnichów), której zadaniem jest czuwanie, by mnisi (obecnie około 300 tys.) i nowicjusze (około 60 tys.) żyjący w tym kraju wiernie szli za wskazaniami Buddy i coraz lepiej wypełniali nakazane rytuały.

Tajlandia jest jednym z dwóch państw świata, które wymagają, aby na ich czele stał buddysta (drugim jest Bhutan). Przez 70 lat (1946-2016) panował tam król Rama IX – Bhumibol Adulyadej, który cieszył się wielkim autorytetem i miłością poddanych, w tym również katolików. W 2014 r. tajlandzcy biskupi ofiarowali mu relikwie św. Jana XXIII i św. Jana Pawła II, z którymi monarcha się spotykał.

Jeszcze do niedawna Tajlandia należała do najbardziej tolerancyjnych i otwartych na inne religie państw azjatyckich. Członkowie rodziny panującej odwiedzają katolickie szkoły, instytucje i kościoły. W 2006 r. rządowy Wydział Spraw Religijnych przeznaczył 3 mln bahtów (ok. 250 tys. zł) na renowację czterech kościołów w Bangkoku i Chanthaburi, które wcześniej monarcha odwiedzał.

Jednak przed kilku laty zaczął się nasilać ekstremizm religijny. Mnisi zaczęli wywierać nacisk na rząd, aby ogłosić Tajlandię państwem wyznaniowym, wnosząc odpowiednie zapisy do przygotowywanej nowej konstytucji (ostatecznie uchwalonej w 2017 r.). Miała to być odpowiedź na zaniepokojenie przenikaniem do różnych regionów kraju muzułmanów, stanowiących obecnie większość w czterech regionach południowych, graniczących z Malezją. Od 2004 r. dochodzi tam do gwałtownych starć i aktów przemocy, w których zginęło dotychczas ponad 6,5 tys. osób. Mnich Aphichat Promjan z jednej z najważniejszych świątyń buddyjskich Wat Benjamabophit w Bangkoku głosił nawet, że za każdego zabitego mnicha „należy spalić jeden meczet”. Jednak ostatecznie nie doszło do wpisania do konstytucji buddyzmu jako religii państwowej. Król pozostał obrońcą wszystkich religii obecnych w kraju.

Choć buddyzm dominuje, to jednak nie udaje mu się powstrzymać sekularyzacji. Mnisi starają się więc przyciągnąć wiernych do świątyń. W 2009 r. pod hasłem „Odwiedź świątynię w każdą niedzielę – będziesz szczęśliwy” rozpoczęli akcję, mającą na celu ożywienie praktyk religijnych wśród swych rodaków. Okazało się bowiem, że jedynie niewielka część buddystów, szczególnie w stołecznym Bangkoku, stosuje się do wskazań swej religii, a do pagód przychodzi tylko przy specjalnych okazjach. Wprawdzie 57 proc. mieszkańców stolicy daje żywność proszącym o nią mnichom (żyjącym niemal wyłącznie z jałmużny), ale zaledwie 8 proc. słucha kazań, a 3 proc. uprawia medytacje, co jest jednym z głównych elementów buddyzmu, gdyż „życie w pokoju rozpoczyna się od pokoju w umyśle w wyniku medytacji”.

Porzucanie praktyk religijnych niepokoi przywódców buddyjskich, którzy w związku z tym opracowali plan działań, mających zachęcić wiernych do odwiedzania miejsc kultu „z większą gorliwością”, do czytania nauczania Buddy, do spędzenia jednego dnia i jednej nocy w klasztorze oraz do wolontariatu dla dobra wspólnoty.

Od 350 lat

Katolicyzm dotarł do Syjamu (dawna nazwa Tajlandii) w połowie XVI w. za sprawą misjonarzy portugalskich: franciszkanów, jezuitów i dominikanów. W XVII w. dołączyli do nich Francuzi z Paryskiego Towarzystwa Misji Zagranicznych. W 1662 r. w ówczesnej stolicy, Ajutthaji, pracowało 11 księży, a trzy lata później otwarto seminarium duchowne. W 1674 r. było już 600 lokalnych katolików. W 1669 r. został utworzony wikariat apostolski Syjamu. Jednak po 1688 r. nastąpił okres prześladowania chrześcijan, który trwał z przerwami sto lat, a zakończyło go wygnanie misjonarzy.

Odbudowa misji zaczęła się na przełomie XVIII i XIX w. na prośbę króla Ramy I, który szukał sojuszu z państwami europejskimi. W 1811 r. było 3 tys. katolików, w 1872 r. – 10 tys., w tym sześciu lokalnych księży, a w 1909 r. – już ponad 23 tys. katolików i 21 rdzennych duchownych.

Na przełomie lat 30 i 40. XX w. doszło do kolejnego prześladowania Kościoła w Syjamie. Wydalono zagranicznych misjonarzy, zamknięto kościoły, zakazano kultu chrześcijańskiego, szkoły misyjne przekazano buddystom. Tamtejsi katolicy zyskali pierwszych męczenników, zamordowanych w 1940 r. Beatyfikował ich w 1989 r. Jan Paweł II.

W połowie XX w. zaczęto ewangelizować północno-wschodnią i południową część kraju. A w 1965 r. Kościół w Tajlandii zyskał stałą strukturę kościelną (podział na diecezje, metropolie), stając się w pełnym tego słowa znaczeniu Kościołem lokalnym.

Dopiero w 2014 r. ukazał się pierwszy katolicki przekład całego Pisma Świętego na język tajski. Prace nad nim trwały ponad 20 lat. Inicjatorami przedsięwzięcia byli świeccy katolicy, odczuwający potrzebę posiadania rodzimego przekładu Biblii. Wcześniej korzystano z nieco zmodyfikowanej wersji protestanckiej.

Kościół mniejszościowy

O ile muzułmanie stanowią 4 proc. mieszkańców Tajlandii, to chrześcijan jest niespełna 1 proc. Ich obecność jest jednak ceniona, głównie ze względu na sieć dobrych placówek oświatowych. Liczbę katolików szacuje się na 380 tys. (0,46 proc. mieszkańców kraju) Najwięcej spośród nich mieszka w środkowej i północnej części kraju. Kościół podzielony jest na 11 diecezji, skupionych w dwóch metropoliach (prowincjach kościelnych): Bangkok oraz Thare i Nonseng. Jest tam 436 parafii, ponad 670 księży (co oznacza, że na każdego z nich przypada mniej niż tysiąc wiernych) i niemal 1,5 tys. sióstr zakonnych.

Jeszcze w latach 70. XX w. bp Joseph Ek Thabping ubolewał, że po trzech stuleciach ewangelizacji katolicy wciąż stanowią ułamek procenta mieszkańców Tajlandii. – Prawdę mówiąc, nie wiemy jeszcze, jak w warunkach tajlandzkich szerzyć prawdę Ewangelii. Niewątpliwie misjonarze wykonali w Tajlandii wielką pracę, lecz ani oni, ani my, księża miejscowego pochodzenia, nie znaleźliśmy jeszcze odpowiedzi na to pytanie. (…) Stanowimy nikłą mniejszość w społeczności buddyjskiej, lecz rodziny chrześcijańskie mieszkają przeważnie niezbyt daleko od parafii, w związku z czym życie parafialne nie napotyka trudności. Chrześcijanie żyją w środowisku innowierczym. Wiadomo wszystkim, że są chrześcijanami i cieszą się oni szacunkiem. Jednakże szacunek, jaki buddyści żywią wobec chrześcijan, nie jest w stanie skłonić ich do przyjęcia chrześcijaństwa. Oto cały nasz problem: w jaki sposób przekazać wyznawcom buddyzmu przesłanie Ewangelii? – tłumaczył ówczesny ordynariusz diecezji Ratchaburi.

Za „wiosnę Kościoła” w Tajlandii uważany jest okres 37 lat (1972-2009), gdy arcybiskupem Bangkoku był Michael Michai Kitbunchu, pierwszy kardynał z tego kraju. – Kiedy przed 50 laty zostałem kapłanem, byliśmy w Tajlandii Kościołem typowo misyjnym, wszyscy biskupi byli tu obcokrajowcami. Dziś cały episkopat to Tajlandczycy, podobnie zresztą jak większość księży i zakonników – wspomina hierarcha.

Za największe wyzwanie minionych lat uznaje on przekonanie zdecydowanej większości tamtejszych buddystów, że Kościół katolicki nie jest czymś obcym, co pochodzi z Zachodu. Potwierdza, że największe zasługi dla kraju katolicy mają na polu edukacji. Prowadzą ponad 400 placówek oświatowych różnego szczebla, w których naukę pobiera ponad 300 tys. osób, w większości buddystów. Cieszą się one doskonałą opinią, a edukację otrzymało w nich wiele osobistości rządowych. Mimo że chrześcijanie są w nich niewielką mniejszością, to w programie szkolnym znajduje się etyka katolicka, natomiast w katechezie uczestniczą jedynie dzieci i młodzież z rodzin katolickich. „Postanowiliśmy, że każda katolicka szkoła powinna być ośrodkiem Dobrej Nowiny” – tłumaczy kard. Kitbunchu.

Bardzo pozytywnie wspomina on wizytę Jana Pawła II w 1984 r. – Pozwoliła ona wielu Tajlandczykom lepiej zrozumieć, czym jest Kościół. W wielu wzbudziła zainteresowanie naszą wiarą. Od tamtego czasu w archidiecezji Bangkok mamy co roku ponad 200 chrztów osób dorosłych – dodaje sędziwy tajlandzki hierarcha.

„Front misyjny”

Ojciec Piotr Honorat Ćwikła, który kilka lat przepracował na misjach w Tajlandii opowiadał w jednym z wywiadów, że tamtejszy Kościół to przede wszystkim „Kościół emigrantów”. – Misjonarze nie są tu od nawracania na katolicyzm, ale by zajmować się katolikami-emigrantami. Ponadto realizujemy raczej projekty społeczne, niż propagujemy wiarę. W ciągu czterech lat spotkałem tylko dwóch rdzennych Tajów-katolików. Jeśli Taj staje się katolikiem, to najczęściej w wyniku ślubu – mówił polski franciszkanin-bernardyn.

Nuncjusz apostolski w Tajlandii abp Paul Tschang In-nam zwraca uwagę, że tutejszy Kościół działa w innych warunkach na północy kraju, gdzie wciąż ma charakter katechumenalny, próbując nawracać lokalne plemiona, inny zaś w Bangkoku i innych dużych miastach, gdzie „katolicyzm jest bardziej zinstytucjonalizowany i zanurzony w kontekst tajski”. – Na północy mieszkają ludzi pochodzący z Chin, Wietnamu i Mjanmy. Tajowie, będący najliczniejszą grupą etniczną kraju, utożsamiają się od urodzenia z buddyzmem: jest wśród nich niewiele nawróceń i chrztów. Diecezje południowe – Chiang Rai i Chiang Mai – są głównym celem wysiłku misyjnego Kościoła w Tajlandii. Katolicy mają głęboką świadomość znaczenia dzieła misyjnego – mówi papieski dyplomata.

Mimo swej niewielkiej liczebności i faktu, że sama Tajlandia wciąż jest terenem misyjnym, tamtejszy Kościół katolicki od 2009 r. wysyła misjonarzy do sąsiednich, ubogich krajów azjatyckich: Kambodży i Laosu. Misjonarze, którzy podejmują pracę za granicą (albo w odległych rejonach swego kraju) są zakonnikami bądź pochodzą z różnych diecezji, wszyscy jednak należą do Tajskiego Towarzystwa Misyjnego. Powstało ono w 1987 r. z inicjatywy miejscowych biskupów.

Ewangelizacja w Tajlandii jest o tyle trudna, że tożsamość narodowa jest tam głęboko powiązana z buddyzmem. Na przykład, zgodnie z tajską tradycją, każdy mężczyzna przynajmniej na pewien czas powinien zostać mnichem. Wielu więc decyduje się na przystąpienie do Kościoła katolickiego dopiero po odbyciu owego „stażu” w buddyjskim klasztorze.

Jednym z podstawowych „frontów misyjnych” dla katolików jest więc siłą rzeczy dialog międzyreligijny. „Na co dzień żyjemy w kontakcie z buddystami” – tłumaczy włoski misjonarz ks. Raffaele Sandona. Dodaje, że tamtejsi „chrześcijanie, zwłaszcza w Bangkoku, to albo byli buddyści, albo na co dzień stykają się z buddystami. To z konieczności prowadzi do nieustannych spotkań, dialogu, konfrontacji. Zarazem jest to współistnienie harmonijne, pokojowe, a także konstruktywne, bo realizujemy też wspólne projekty, współpracujemy ze sobą”.

Giuseppe Bolotta z Instytutu Badań Azjatyckich na uniwersytecie w Singapurze zauważa, że u wielu katolików na domowych ołtarzykach stoją obrazy Jezusa i świętych, a obok nich – wizerunki bóstw z panteonu buddyjskiego czy chińskiego, a także portrety buddyjskich mnichów i tajskich władców. Szczególnie Rama IX cieszy się u nich niemal religijną czcią.

Wyzwania

Podobnie jak buddyści, również katolicy wskazują na galopującą sekularyzację jako główny problem Tajlandii, któremu muszą stawić czoła. – Kiedyś byliśmy religijni, dziś już nie – mówi abp Louis Chamniern Santisukniran, w latach 2009-2015 przewodniczący konferencji episkopatu. – Sekularyzacji doświadczamy wszędzie: w rodzinach, w społeczeństwie. Jest to tendencja, która dotyka nie tylko Europę. W Azji dzieje się to samo. Niegdyś o mieszkańcach Tajlandii, czy w ogóle Azji, można było powiedzieć, że wyróżniają się swoją religijnością. Dziś już tak nie jest. Dziś liczą się tylko pieniądze. Poważny jest problem narkomanii. Rośnie przestępczość. Więzienia są przepełnione. Kluczową rolę odgrywają media. Młodzi nie mają już czasu, by się zatrzymać, zastanowić. Edukacja jest coraz płytsza. W takiej sytuacji nawet buddyści zwracają się do nas, liczą na naszą pomoc. Wykorzystujemy nasze szkoły do ewangelizacji i nie budzi to napięć w relacjach z buddystami. Kiedy obchodzimy jakieś święto, oni w tym uczestniczą. Jesteśmy dobrymi przyjaciółmi – mówi metropolita Thare i Nonsengu.

Choć jest niewielką liczebnie wspólnotą, Kościół nie tylko modli się za rządzących, ale także zabiera głos w sprawach dotyczących całego społeczeństwa. Przy okazji kolejnych kryzysów politycznych, w które obfituje Tajlandia, episkopat wzywał wiernych do zachowania neutralności, gdyż „Kościół jako całość powinien krzewić wzajemne porozumienie”. Jednak w 2014 r. biskupi poparli wprowadzenie stanu wojennego w odpowiedzi na uliczne starcia po usunięciu premier Shinawatry przez sąd najwyższy, tłumacząc, że „interwencja wojska nie jest zamachem stanu, lecz służy zapobieganiu przemocy i chaosowi, jaki mógłby wyrządzić szkodę krajowi”.

Bardzo aktywna jest kościelna pomoc charytatywna. Gdy 5 mln ludzi zostało poszkodowanych w wielkiej powodzi w 2011 r. Kościół otworzył wszystkie swoje placówki, by przyjąć ich pod dach, a Caritas wezwała rząd do odpowiedniego zrekompensowania powodzianom poniesionych strat. Od dziesięcioleci Kościół niesie pomoc uchodźcom z Mjanmy i Laosu, zaspokajając ich podstawowe potrzeby materialne, ale także zapewniając kształcenie uchodźców, głównie młodzieży, przygotowując ją tym samym do samodzielności.

Kościół nie pozostaje obojętny na jednym z największych problemów tajskiego społeczeństwa, jakim jest prostytucja oraz handel kobietami i dziećmi, spowodowane biedą. Od 47 lat w najuboższej dzielnicy Bangkoku – Khlong Toei działa Fundacja Rozwoju Człowieka, założona przez księdza i zakonnicę. Prowadzi ona m.in. Ośrodek Miłosierdzia, który pomaga zwłaszcza dzieciom wykorzystywanym seksualnie przez zagranicznych turystów, często porzuconym przez własnych rodziców. Mieszka w nim na stałe 400 podopiecznych, wśród których są osoby zarażone wirusem HIV. Kierującemu Fundacją o. Joe Maierowi udało się wywalczyć od władz około 2 mln dolarów rocznie na jej działalność, obejmującą w sumie ponad 30 placówek wychowawczych dla dzieci i młodzieży, które wykształciły już 35 tys. młodych ludzi. – Wiele dzieci bywa po prostu podrzucanych pod nasze drzwi. Inne, przeznaczone już na sprzedaż do „przemysłu seksualnego”, staramy się wykupywać – tłumaczy amerykański redemptorysta.

W 2008 r. po raz pierwszy katoliczka została wybrana do tajlandzkiego senatu. Teresa Yuwadee Nimsomboon walczy o prawo do godziwej pracy i edukacji dla kobiet i dzieci pochodzących z ubogich rodzin. Uważa ona, że mniejszości religijne wywierają coraz większy wpływ na życie społeczne w kraju.

Pomocą w tej dziedzinie może służyć Centrum im. Jana Pawła II, mające służyć studiowaniu i promowaniu katolickiej nauki społecznej Kościoła. Zostało ono otwarte w 2007 r. na Uniwersytecie Wniebowzięcia Matki Bożej, prowadzonym przez zgromadzenie braci szkolnych św. Gabriela. Uczelnia ta jest największym i najbardziej prestiżowym uniwersytetem prywatnym w Tajlandii.

Oczekiwania

Wspomniany ks. Raffaele Sandona zauważa, że Franciszek cieszy się w Tajlandii dobrą opinią. Od czasu do czasu również do tamtejszych mediów docierają wiadomości o jego spektakularnych gestach pokory, prostoty i bliskości z ubogimi. „Papież przybywa do Tajlandii 30 lat po wizycie Jana Pawła II. Dlatego oczekiwania są wielkie. A wśród katolików jest z tego powodu dużo radości. Pragną przyjąć papieża jako symbol jedności w wierze” – mówi włoski misjonarz.

Z kolei nuncjusz apostolski w Tajlandii abp Paul Tschang In-nam uważa, że papieska wizyta „stanowi okazję do podziękowania Bogu za pierwsze dzieło ewangelizacji, a jednocześnie wezwanie do pójścia śladem misjonarzy poprzez przebudzenie powołania do głoszenia Ewangelii”.

Dodaje, że Tajlandczycy z entuzjazmem czekają na przybycie Franciszka. Atmosfera jest odmienna niż w 1984 r., gdy przyjazd Jana Pawła II spotkał się ze sprzeciwem „radykalnych ugrupowań buddystów”. – Aby uspokoić nastroje, musiał interweniować król Rama IX. Monarcha określił papieża mianem swego „osobistego gościa”, czym uciszył protesty. Zapowiedź wizyty Franciszka nie wywołała żadnej negatywnej reakcji: obecnie Ojciec Święty nie jest już uważany jedynie za głowę Kościoła katolickiego, ale za duchowego przywódcę całej ludzkości. Tajowie mają wielkie oczekiwania: wielu pragnie, by papież przywiózł także do Królestwa Tajlandii swe przesłanie pokoju, miłosierdzia i zgody – podkreśla papieski dyplomata.

Wizyta Ojca Świętego z pewnością wzmocni też dialog religijny, w który Kościół lokalny jest mocno zaangażowany. – Jego obecność umocni wiarę katolików i będzie sprzyjać głoszeniu Ewangelii w Tajlandii. Tym czego od niego oczekujemy jest ojcowska zachęta – zaznacza arcybiskup.

KAI/ad

Szukasz wartościowych treści?

Zapisz się na cotygodniowy newsletter Stacji7


 

 



Franciszek jedzie do Japonii

Już 23 listopada rozpocznie się papieska podróż apostolska do Japonii. Wprawdzie papież Franciszek będzie tam po raz pierwszy, ale będzie drugim następcą św. Piotra, który odwiedzi ten kraj. Pierwszym był Jan Paweł II w 1981 r.

Polub nas na Facebooku!

Franciszek jedzie do Japonii
Już 23 listopada rozpocznie się papieska podróż apostolska do Japonii. Wprawdzie papież Franciszek będzie tam po raz pierwszy, ale będzie drugim następcą św. Piotra, który odwiedzi ten kraj. Pierwszym był Jan Paweł II w 1981 r.

Franciszek uda się do Japonii w 470. rocznicę przybycia tam św. Franciszka Ksawerego – Apostoła tego kraju.

Cel wizyty

„Wyrażam podziw dla męczenników chrześcijańskich za ich wytrwałość i stałość w wierze, za obronę tego, w co wierzyli, za obronę przekonań oraz wolności chrześcijańskiej” – tymi słowami Ojciec Święty pozdrowił naród japoński w przesłaniu, jakie skierował przed wizytą. Wskazał w nim na dwa symboliczne miasta, które w historii były świadkami męczeństwa: Hiroszimę i Nagasaki. „Można mówić o innym męczeństwie, bardziej ogólnoludzkim, tym spowodowanym bombą atomową, która przyniosła cierpienie narodowi” – przypomniał autor przesłania. Wyraził podziw dla tego narodu za to, iż był zdolny do powstania po takiej piekielnej próbie. „Jesteście narodem zdolnym do powstania, narodem, który zawsze patrzy do przodu” – podkreślił papież, dodając, że szkody, jakie poczyniła bomba atomowa, były monstrualne. Wskazał, że stosowanie energii atomowej dla celów wojennych jest niemoralne.

Za swoim poprzednikiem – św. Janem Pawłem II Franciszek ogłosi pokojowe przesłanie przeciwko broni jądrowej w miastach-ofiarach atomowych ataków w sierpniu 1945: Nagasaki i Hiroszimie.

Papież przybywa do Japonii nie tylko jako zwierzchnik największej na świecie wspólnoty religijnej, ale także jako duchowy autorytet, który nieustannie przypomina społeczności międzynarodowej o fundamentalnych kwestiach, takich jak ubóstwo, pogłębiające się nierówności ekonomiczne, migracja i uchodźstwo, konflikty zbrojne, zdecydowana denuklearyzacja i kontrola międzynarodowa handlu bronią, co czyni go mentorem i sumieniem świata, a także misjonarzem pokoju.

Wizyta ta jest także spełnieniem jego marzenia. Jako młody jezuita ks. Jorge Mario Bergoglio chciał zostać misjonarzem właśnie w tym kraju, ale uniemożliwiła mu to choroba.

Program

Papież przyleci do stolicy Japonii w sobotę 23 listopada po południu czasu miejscowego. Po ceremonii powitania na lotnisku Tokio-Haneda uda się do nuncjatury apostolskiej, gdzie spotka się z miejscowymi biskupami.

Następnego dnia rano, w niedzielę Chrystusa Króla Wszechświata odleci samolotem do Nagasaki – najbardziej katolickiego miasta kraju, nazywanego “japońskim Rzymem”. Tam w Parku Pokoju, w którym znajdowało się epicentrum wybuchu bomby atomowej zrzuconej na to miasto 9 sierpnia 1945 r. (w jego wyniku zginęło ok. 74 tys. osób), wygłosi orędzie na temat broni nuklearnej a następnie na Wzgórzu Nishizaka przy Pomniku Męczenników – miejscu zagłady tamtejszych katolików i misjonarzy – złoży hołd ofiarom trwających ponad dwa i pół wieku prześladowań katolików. Ten bolesny okres zakończył się dopiero pod koniec XIX wieku. Jednym z zamęczonych na wzgórzu Nishizaka w 1643 r. misjonarzy był polski jezuita o. Wojciech Męciński. Tam też Franciszek odmówi modlitwę „Anioł Pański”.

Po obiedzie w Domu Biskupim Ojciec Święty odprawi Mszę św. na miejscowym stadionie baseballowym, po czym uda się samolotem do Hiroszimy, która jako pierwsza na świecie padła ofiarą ataku jądrowego w czasie II wojny światowej i wygłosi tam, przy Pomniku Pokoju przesłanie na rzecz pokoju. Następnie odleci do Tokio. W tym jednym dniu papież przemierzy w sumie 2400 km.

Przed południem 25 listopada, Franciszek spotka się w „Bellesalle Hanzomon” z ofiarami trzęsienia ziemi, tsunami i promieniowania spowodowanego 8 lat temu awarią w elektrowni jądrowej w Fukushimie. Złoży prywatną wizytę cesarzowi Naruhito i jego małżonce Masako (absolwentce katolickiego liceum) w Pałacu Cesarskim, po czym spotka się z młodzieżą w katedrze Najświętszej Maryi Panny. Po obiedzie w nuncjaturze, na stadionie Tokyo Dome papież odprawi Mszę św., po której spotka się z premierem Shinzo Abe oraz z władzami i korpusem dyplomatycznym w siedzibie rządu i parlamentu – Kantei w tokijskiej dzielnicy Nagatachō.

Nazajutrz Ojciec Święty odprawi prywatną Mszę św. z udziałem członków Towarzystwa Jezusowego w kaplicy Centrum Kulturalnego Uniwersytetu Sophia, zje z nimi śniadanie w Collegium Maximum, odwiedzi starszych kapłanów i chorych w Domu Loyoli oraz złoży odwiedzi społeczność uniwersytecką. Tuż przed południem odbędzie się na lotnisku Tokio-Haneda ceremonia pożegnania, po której Franciszek odleci do Rzymu.

Oficjalnym hymnem wizyty papieża w tym kraju będzie – zgodnie z jej hasłem – piosenka „Protect all Life” (Chronić każde życie), inspirwana papieską encykliką „Laudato si’”. Zabrzmi ona we wszystkich miejscach, które odwiedzi Franciszek. Słowa hymnu napisał piosenkarz i aktor Jun Inoue.

Chrześcijanie w morzu szintoizmu i buddyzmu

Religiami przeważającymi w Japonii są szintoizm i buddyzm, traktowane synkretycznie. Szintoizm, czyli „droga bogów [lub bóstw]”, jest tradycyjną religią Japończyków, opartą na tamtejszej mitologii i odznaczającą się wielobóstwem (politeizmem) oraz wielką różnorodnością przejawów i kultów. Ogólnie jest religią natury, stąd wielka wrażliwość jej wyznawców na przyrodę. Przeciętny Japończyk dobrze zna się na gatunkach kwiatów, drzew i zgodnie z szintoizmem oddaje im religijną cześć.

Z kolei buddyzm japoński, posiadający swoją centroprawicową Partię Nowe Komeito, która jest częścią obecnej koalicji rządzącej, jest podzielony na wiele różnych szkół i kierunków, z których najbardziej znany jest “buddyzm zen”. Od lat obserwuje się, że 75 tys. buddyjskich świątyń w Japonii stopniowo pustoszeje. Jednocześnie spada zainteresowanie ceremoniami buddyjskimi, które stanowią źródło dochodów tych świątyń. Wiele z nich stoi wobec groźby zamknięcia.

Według oficjalnych statystyk ok. 90 proc. Japończyków wyznaje obie religie. Ważnym elementem miejscowego krajobrazu religijnego są też tak zwane nowe religie, które rozprzestrzeniają się od połowy XIX w. Obecnie wymienia się ok. 300 takich wyznań.

Od zakończenia II wojny światowej Japonia szczyci się dużą tolerancją religijną. Panuje rozdział religii od państwa a wspólnoty religijne są zwolnione z podatków. Japończycy nie są bynajmniej ateistami, ale religia jest dla większości z nich czymś w rodzaju ideowego państwowo-społecznego rytuału i spoiwa. Gdy ktoś umrze, to w większości wypadków idzie się na pogrzeb buddyjski, gdyż w innym obrządku pochówku nie ma.

Także stosunki międzyreligijne są bardzo dobre, czego przykładem są wspólne modlitwy, dwa razy w roku, katolików, wyznawców innych Kościołów chrześcijańskich i buddystów za zmarłych. Relacje chrześcijańsko-buddyjskie dobrze pokazuje dom modlitwy w stylu zen – Semeizan (Góra Życia). Znajduje się on niedaleko Kumamoto na wyspie Kiusiu. Jego założycielem jest włoski misjonarz-ksawerianin o. Franco Sottocornola. W ośrodku, cieszącym się dużą popularnością, praktykowana jest modlitwa łącząca tradycję buddyjską, prawosławną i katolicką.

Jednym z fenomenów życia codziennego Kraju Kwitnącej Wiśni jest to, że Japończycy, zauroczeni chrześcijańską ceremonią, marzą o ślubie w kościele i aż 60 proc. młodych par zgłasza się do katolików i protestantów po błogosławieństwo. Aby mieć ślub w kościele katolickim, trzeba przejść przez specjalny kurs. Watykan w 1975 r. zezwolił, w drodze wyjątku, Kościołowi w Japonii na błogosławienie związków osób, które nie są chrześcijanami. Nie jest to sakrament, lecz zwykłe błogosławieństwo.

Kościół męczenników

Historia katolicyzmu w Kraju Wschodzącego Słońca zaczęła się 15 sierpnia 1549 r., kiedy św. Franciszek Ksawery, współzałożyciel Towarzystwa Jezusowego, wylądował w Kagoszimie na wyspie Kiusiu. Spędził on tam tylko nieco ponad dwa lata, ale w tym okresie ok. 500 Japończyków nawróciło się na wiarę chrześcijańską. W krótkim czasie powstało kilka ośrodków chrystianizacji Japonii. Działalność misji jezuickiej skupiała się na zakładaniu ośrodków, które były odpowiedzialne za katechezę, spotkania modlitewne oraz opiekę nad biednymi i chorymi.

W wyniku podburzania japońskich panów feudalnych – daimio, szogunów (zwierzchników sił zbrojnych, rządzących krajem w imieniu cesarza) i klasztory buddyjskie, przez protestanckich kupców holenderskich, którzy przestrzegali, że wraz z misjonarzami hiszpańskimi i portugalskimi nastąpi kolonizacja Japonii, rozpoczął się czas okrutnych prześladowań katolików. Zapoczątkowało je w 1597 ukrzyżowanie 26 miejscowych i zagranicznych chrześcijan w Nagasaki. 10 lat wcześniej (w 1587) szogun Toyotomi Hideyoshi, de facto władca Japonii, wydał dekret nakazujący wszystkim misjonarzom opuszczenie kraju oraz zakazujący wyznawania chrześcijaństwa pod karą śmierci. W okrutny sposób mordowano zarówno Japończyków, jak i cudzoziemców. Jednym z nich był w 1743 polski jezuita o. Wojciech Męciński.

Aby wykorzenić nową religię, stosowano różne formy tortur i egzekucji. W 1614 całkowicie zakazano wyznawania chrześcijaństwa. Ludzi zmuszano do deptania wizerunków “fumi-e”, przedstawiających Chrystusa lub Maryję. Ci, którzy się wahali, byli zabijani. Opowiada o tym m.in. powieść Shūsaku Endō „Milczenie” i oparty na niej film Martina Scorsese. Wielu chrześcijan uciekło na odległe wyspy. Inni pozostali w wioskach na głównych wyspach kraju, praktykując potajemnie swoją wiarę, chrzcili dzieci, uczyli katechizmu, w ukryciu zbierali się na wspólne modlitwy.

W latach 1639–1873 w rządzonej przez szogunów z rodu Tokugawa Japonii panował system zbliżony do totalitarnego, regulował on każdą dziedzinę życia, nawet małżeństw nie można było zawierać bez zgody władz. Ponadto opierał się on na szpiegostwie. Ludzie na wsi byli podzieleni na grupy pięcioosobowe i kontrolowali siebie nawzajem. Jeśli któryś z nich był podejrzany o chrześcijaństwo lub jakieś przestępstwo a drugi z tych pięciu nie doniósł o tym władzom, to wszyscy ponosili taką samą karę. Za donosy na chrześcijan dostawało się dużo pieniędzy; najwięcej za kapłana.

Jedną z postaci-symboli tego czasu jest beatyfikowany w 2017 r. Justo Ukon Takayama – „samuraj Chrystusa”, japoński pan feudalny, który w 1615 r. zmarł z wycieńczenia na banicji w Manili. Wraz z rodziną został wygnany z Japonii za to, że odmówił porzucenia wiary. Ze swoim ojcem prowadził dzieło ewangelizacji. Wspierał pracę misjonarzy w zachodniej Japonii. Wybudował kilkadziesiąt kościołów i kaplic. Przyczynił się do przyjęcia chrztu przez tysiące ludzi wywodzących się zarówno z klasy samurajów, jak i z nizin społecznych.

Dotychczas z pierwszego okresu prześladowań 26 męczenników w Nagasaki zostało kanonizowanych w 1862 r. W kilka lat później 205 męczenników z XVI wieku zostało beatyfikowanych. W 2008 r. błogosławionymi zostało kolejnych 188 męczenników, wśród których znaleźli się jezuita ks. Piotr Kibe, stracony w Tokio w 1639 roku i Julian Nakaura – członek delegacji japońskich katolików, wysłanej do Rzymu oraz rzesze japońskich chrześcijan, zamęczonych na początku japońskiej epoki Edo, w latach 1603-39.

W 1853 r. mocarstwa zachodnie zmusiły Japonię do otwarcia na wymianę handlową i na świat – rozpoczęła się wówczas tzw. epoka restauracji Meiji. Dzięki temu duchowni chrześcijańscy mogli przybywać do Japonii jako kapelani społeczności zagranicznej, ale samo chrześcijaństwo nadal było zakazane dla Japończyków. Prześladowania wyznawców Chrystusa nadal trwały. W latach 1867-70 ponad 3 tys. osób zesłano do innych części kraju, a przeszło 300 stracono. Zakaz wyznawania chrześcijaństwa zniesiono dopiero w lutym 1873 roku.

Chrześcijanie przekazywali sobie proroctwo, że prześladowania w Japonii będą trwały przez siedem pokoleń, po czym przyjedzie kapłan w białej szacie. Wiedzieli, że będzie on podporządkowany papieżowi, będzie żył w celibacie i czcił Maryję jako Matkę Bożą. Gdy więc przybył do nich ks. Bernard Petitjean ze Zgromadzenia Misji Zagranicznych w Paryżu (MEP), późniejszy pierwszy biskup, wikariusz apostolski Japonii z siedzibą w Nagasaki, zadali mu trzy pytania: czy przysłał cię papież, czy żyjesz w celibacie i czy jest tu figurka Matki Bożej? Na wszystko odpowiedział on twierdząco, po czym zaprowadził ich do figurki, a oni się przed nią przeżegnali. Byli to ludzie, którzy nigdy nie widzieli kościoła, figury Matki Bożej ani nawet krzyża. Było to pierwsze potwierdzenie, że japońscy chrześcijanie pozostali wierni Chrystusowi przez prawie 250 lat prześladowań. Bp Petitjean został beatyfikowany w czerwcu 2016 r.

W 1889 r. wprowadzono nową konstytucję , która zapewniała wolność wyznawania religii, co jednak nie znaczyło, że nowe prawo zaraz było wprowadzone w całym kraju. Kiedy Japonia powoli stawała się państwem silnym wojskowo, opanowała Koreę, potem Mandżurię i wreszcie pokonała carską Rosję w 1905 r., istniejące misje katolickie znów napotkały na olbrzymie trudności. Nie tylko nie było żadnej pomocy ze strony rządu japońskiego, ale dopatrywano się w misjonarzach i w chrześcijaństwie sił obcych i wrogich Japonii.

W czasie wojny na Pacyfiku, która wybuchła pod koniec 1941 roku, internowano wszystkich misjonarzy nie będących Niemcami, m.in. polskich franciszkanów przybyłych w latach 30. ze św. o. Maksymilianem Kolbem.

Po przegranej wojnie w 1945 r. do Japonii zaczęło napływać dużo misjonarzy z różnych krajów: z Hiszpanii, Francji, Włoch, Ameryki. Z Polski przybyli salezjanie, dominikanie, werbiści oraz siostry ze Zgromadzenia Opatrzności Bożej. Znacznie wzrosła liczba nawróceń. Początkowo nawracało się na katolicyzm ok. 5 tysięcy dorosłych na rok. Liczba ta stopniowo wzrastała, tak że w latach 1965-66 było ich nawet ok. 15 tysięcy rocznie. Potem wskaźnik ten zaczął powoli spadać. Zwrot w mentalności japońskiej, spowodowany nagłym wzrostem dobrobytu materialnego, doprowadził do szybkiej sekularyzacji kraju. Zaczęła się więc zmniejszać również liczba nawróceń.

Kluczowe problemy

Franciszek przyjedzie do kraju i Kościoła, którego jednym z największych problemów jest kryzys demograficzny i co za tym idzie – postępujące starzenie się społeczeństwa. Odsetek ludności Japonii poniżej 15. roku życia zmniejszył się w ub.r. do historycznego minimum 12,7 proc. ogółu mieszkańców kraju, czyli 16,17 mln. W 1950 osoby poniżej 15. roku życia stanowiły 35 proc. ludności i od tamtego czasu odsetek ten stale maleje. Ze szczególną ostrością zjawisko to jest widoczne w rejonach wiejskich. Spadek dzietności dotyka również społeczność katolicką, z wyjątkiem parafii w regionie tokijskim. Średni wiek chodzących na Msze św. jest dość wysoki i często można zobaczyć ministrantów w starszym wieku, gdyż nie ma już w danej wspólnocie młodych pokoleń. Sytuacja ta może dotknąć szereg parafii również pod względem finansowym, jako że mniejsza liczba wiernych oznacza też drastyczny spadek wpływów.

Papieska wizyta odbędzie się pod hasłem „Protect all life”, czyli „Chronić każde życie”. Japonia należy do krajów przodujących na świecie pod względem aborcji wśród nastolatek. Dzieci zabijane są w łonie matki do 12. tygodnia życia. W ciągu roku dokonywanych jest ponad 200 tys. aborcji. Jeszcze do niedawna miejscowe katoliczki nie widziały w tym niczego złego. Stąd zaangażowanie Kościoła polegające m.in. na organizowaniu przez ruchy Pro-Life różnych akcji uświadamiających, łącznie z corocznymi “Marszami dla życia”, w których każdego roku bierze udział coraz więcej ludzi.

Innymi problemami Japonii są: wysoka liczba rozwodów, również wśród młodych, rosnąca przemoc w rodzinie, znaczna liczba samobójstw (rocznie ok. 30 tys.) i śmierci z przepracowania, strach przed kontaktem ze światem zewnętrznym, formalizm duchowy, relatywizm moralny, obojętność religijna, obsesja na punkcie pracy i zarobków. Światową karierę zrobił syndrom hikikomori, czyli syndrom wycofania społecznego, który określa chorobę społeczną, jaka od kilkudziesięciu lat nęka naszą cywilizację a wzięła się od zjawiska obecnego w Japonii od lat 70. XX w. pod nazwą tôkôkyochi (unikanie szkoły), gdzie młody człowiek spotyka się z wielkimi wymaganiami oraz konkurencją i tego nie wytrzymuje.

Wyzwania Kościoła

Mówiąc o wyzwaniach, stojącymi przed japońskim Kościołem, arcybiskup Tokio Tarcisio Isao Kikuchi wskazuje na zaawansowany wiek duchownych, dlatego czasami trudno jest zarządzać parafiami. Ponadto wzrasta obecność katolickich imigrantów i opieka duszpasterska nad nimi staje się pilnym zadaniem. Odnotowuje się spadek liczby powołań, zarówno do kapłaństwa, jak i życia zakonnego. Zjawisko to ma swoje korzenie socjologiczne i antropologiczne, będąc lustrzanym odbiciem tego, co dzieje się w japońskim społeczeństwie, gdzie praktyki religijne znajdują coraz mniej miejsca w codziennym życiu. Choć Kościół w Japonii jest od lat samodzielną, narodową wspólnotą, to napływają stale do niego duchowni, ale już nie z Europy i Ameryki, ale z Wietnamu, Korei Południowej, Filipin a nawet z Indii.

Dla Kościoła w Japonii kończy się dziś epoka znaczącego wzrostu, jaki istniał tam po II wojnie światowej i obecnie trwa ewangelizacyjna stagnacja. Ludzie są tam nadal zainteresowani zachodnią kulturą chrześcijańską, sztuką i muzyką, ale nie przekłada się to na wzrost nawróceń. Zadaniem Kościoła jest jednak nie przekaz kultury, lecz głoszenie Ewangelii, dlatego bardzo ważne są więzi przyjaźni, osobiste towarzyszenie pojedynczym osobom, czyli ewangelizacja indywidualna. Japończycy z natury kochają rytuały. Dlatego piękna i dobrze sprawowana liturgia jest dla nich ważnym punktem zaczepienia i może się stać głębokim doświadczeniem wiary.

Także sam Kościół potrzebuje mentalności ewangelizacyjnej, gdyż jeśli ogranicza się tylko do działalności rytualnej, zachowawczej, do organizacji spotkań, konferencji, to w rzeczywistości nie dotyka istoty wiary. Ponadto w Japonii inne religie mają charakter czysto formalny a obowiązująca antropologia stawia w centrum nie osobę, lecz wydajność w pracy, sukces, zgodnie z nienaruszalnym harmonogramem. W takim kontekście osoba ludzka jest jedynie na służbie gospodarki, organizacji, wydajności.

Kolejnym zjawiskiem jest adogmatyczność Japończyków a co za tym idzie problem inkulturacji. Są oni bardzo praktycznym narodem i prawie nie mają zdolności abstrakcyjnego myślenia. Trzeba wiele czasu, by Japończyk pojął istotę chrześcijaństwa. Przygotowanie do chrztu św. japońskiego neokatechumena trwa najczęściej ok. 3 lat a nawet wtedy nie ma się gwarancji, że nie zapomni on o sensie tego sakramentu.

Księża katoliccy cały czas mają problemy, jak dotrzeć do Japończyków z podstawowymi pojęciami chrześcijaństwa takimi jak choćby: wiara – shinkō, nadzieja – kibō i miłość – ai. W tekstach teologicznych wykorzystuje się słownictwo szintoistyczne takie jak pojecie boga – kami, tengoku – niebo, rengoku – czyściec, jigoku – piekło. Z kolei kluczowe słowo dla chrześcijaństwa jakim jest “miłość”, po japońsku – “ai” w Polsce kojarzy się ono przede wszystkim z miłością matki do dziecka, rodzicielską, w ogóle z rodziną, a w Japonii relacje rodzinne rozumiane są jako zhierarchizowany łańcuch wzajemnych zobowiązań: opieki wobec rodziców, rodzeństwa, dziadków i dalszych krewnych.

Wszystkie pojęcie kluczowe trzeba tłumaczyć opisowo, obrazowo i przez porównania. Samo pojęcie “kościoła” – “kyōkai” to “dom nauki”, gdyż w japońskim nie ma terminu odpowiadającego łacińskiemu terminowi “ecclesia” – zgromadzenia ludzi powołanych przez Jezusa. Z kolei zgodnie z potocznym rozumieniem japońskim, świątynia to miejsce, gdzie pobiera się nauki. Japończycy często pytają, ile czasu trzeba się uczyć, aby przyjąć chrzest. Księża tłumaczą wtedy, że nauka dotyczy umysłu, a wiara to przede wszystkim formacja serca i dlatego często mówi się katechumenom, że jeśli ich serce jest już przygotowane na przyjęcie Jezusa, to jesteś gotowy na Jego przyjęcie. Tłumaczą, że trzeba mieć pewną wiedzę z Ewangelii i katechizmu, aby przyjąć chrzest, ale sama wiedza na ten temat nie wystarcza.

W sumie specyfika religijności Japończyka-katolika polega na tym, że przeżywa on wiarę po cichu. Nie pociągają go wielkie manifestacje wiary. W kościele lubi ciszę, pewien rodzaj skromności, dystansu, skupienie i atmosferę podniosłości. Nie kryje wiary i na co dzień lubi publicznie mówić o niej.

Kościół dzisiaj

Kościół katolicki to “mała trzódka” liczącą ponad 440 tys. wiernych co stanowi 0,3 procent ludności liczącego ponad 127 mln kraju. Oficjalna statystyka uwzględnia tylko tych, którzy są zarejestrowani w parafiach. Gdy doda się wszystkich katolików, przede wszystkim obcokrajowców z Filipin, Korei Południowej czy Brazylii, to liczba ta może się co najmniej podwoić. Wielu z nich przebywa w Japonii nielegalnie i niechętnie się rejestruje, aby nie pozostawić „śladu” organom imigracyjnym lub policji. Kilka z 16 diecezji ma więcej katolików, którzy nie są Japończykami.

Katolicy są najliczniejsi na obszarze metropolitalnym Tokio, który jest także centrum ludności kraju, przy czym miasto to jest największą metropolią świata z około 37 milionami mieszkańców. Na tym obszarze istnieją trzy diecezje: Tokio, Jokohama i Saitama i liczą w sumie ponad 174 tys. wiernych, wśród których ponad 97 tys. mieszka w archidiecezji tokijskiej.

Następne największe skupisko katolików znajduje się na wyspie Kiusiu, “katolickim centrum Japonii”, którego większość wiernych wywodzi się od „ukrytych chrześcijan” z okresu, gdy chrześcijaństwo było zakazane. Katolików w czterech diecezjach na wyspie jest ponad 106 tys., z czego ponad 60 tys. żyje w archidiecezji Nagasaki.

W sumie Kościół w Japonii liczy 29 biskupów, 1047 kapłanów i 29 diakonów. Spośród nich 529 to nie-Japończycy. Pod koniec 2018 r. do kapłaństwa przygotowywało się 74 seminarzystów, w tym 31 diecezjalnych.

Jednym z najważniejszych obszarów zaangażowania Kościoła w Japonii jest edukacja. – Podczas gdy parafie kurczą się, a coraz większym problemem staje się brak duchowieństwa, przetrwał prestiż katolickiego liceum i uniwersytetu katolickiego, a nawet się umocnił – twierdzi metropolita Tokio. Jezuicki Uniwersytet Sophia ma opinię jednej z najlepszych uczelni prywatnych w Kraju Kwitnącej Wiśni. Jest ona jedną z niewielu instytucji, które rywalizują z najlepszymi uniwersytetami japońskimi. Co ciekawe, we wszystkich kościelnych instytucjach edukacyjnych większość stanowią niechrześcijanie.

W sumie Kościół katolicki prowadzi 776 przedszkoli, szkół podstawowych, gimnazjów i liceów, z czego 508 to przedszkola. Liczba szkół wyższych i innych instytucji edukacyjnych wynosi łącznie 44, w tym 19 uniwersytetów.

Oczekiwania

Abp Ivan Jurkovič, stały obserwator Stolicy Apostolskiej przy ONZ w Genewie, zaznaczył, że historia ludzkości dzieli się na to, co było przed Hiroszimą (1945) i po zrzuceniu bomby atomowej. “Z tego, co wiem, papież będzie się starał skupić uwagę świata na konieczności podjęcia większych starań na rzecz budowania pokoju i zaangażowania wszystkich na drodze całkowitego rozbrojenia nuklearnego. Wprawdzie istnieje już odpowiednia konwencja, którą poparła też Stolica Apostolska, jednak wielcy gracze, którzy posiadają arsenał jądrowy, nie są nią zainteresowani. Trzeba rozbudzić większą świadomość w tym względzie. Myślę, że papieska podróż do Japonii ogromnie przyczyni się do uświadomienia wszystkim zagrożeń świata, w którym żyjemy i konieczności budowania dialogu oraz odważnego kroczenia drogą ku pełnemu rozbrojeniu” – powiedział watykański dyplomata.

Zdaniem arcybiskupa Tokio T. Isao Kikuchiego sam przyjazd Franciszka, choć na krótko, będzie dla katolików wspaniałą okazją do ożywienia wiary, nadziei i miłości w Jezusie Chrystusie. „«Ewangelia życia» jest bardzo ważna dla naszego społeczeństwa, które nie szanuje życia, które wartość człowieka mierzy jego wkładem w funkcjonowanie społeczeństwa, które marginalizuje ludzi niepełnosprawnych i zdarza się, że nie szanuje praw osób niepełnosprawnych do życia. Ludzi zabija wyobcowanie, ubóstwo, brak poszanowania dla ludzkiego życia i brak nadziei. Ojciec Święty przynosi nam przesłanie nadziei i miłości, abyśmy zdali sobie sprawę, że jesteśmy kochani przez Boga Stworzyciela” – powiedział metropolita stolicy kraju.


KAI/ad

Szukasz wartościowych treści?

Zapisz się na cotygodniowy newsletter Stacji7


 

 



Copy link
Powered by Social Snap