Zupa w Kato zbiera na nową kuchnię

Od dwóch lat wolontariusze Zupy w Kato co czwartek rozgrzewają serca i żołądki wielu osób ubogich i w kryzysie bezdomności. To oddolna inicjatywa, finansowana w większości przez samych wolontariuszy. Teraz zbierają na remont kuchni gdzie gotują bezpłatne posiłki na ubogich.

Redakcja portalu
Redakcja portalu
zobacz artykuly tego autora >

Polub nas na Facebooku!

Posilić może się każdy, różnice na Placu zacierają się, spotkania Zupy są cotygodniowym świętem wspólnoty, braterstwa i solidarności. Dla wielu to prawdziwa szkoła życia, w której najlepiej kształcą właśnie osoby ubogie. – Może mają mniej materialnie niż my i gorzej radzą sobie z niektórymi sytuacjami, ale tak naprawdę są tacy sami jak my. Mają uczucia, emocje, śmieją się i wzruszają. Myślę, że są dla nas nauczycielami. Nauczycielami uwagi i przekraczania samych siebie – przekonuje Aleksandra Jańdziak z Zupy w Kato.

– Co tydzień rozdajemy około 100-120 porcji zupy. Kiedy zaczynaliśmy dwa lata temu, Zupa miała być tylko pretekstem do czegoś więcej, do rozmowy, do wysłuchania, do działania. I dziś to się dzieje! Część naszych ubogich poszła nawet krok dalej, są gotowi, by Zupa stała się ich pretekstem do dawania! To coś, o czym zaczynając, nie mogliśmy nawet marzyć. Dzisiaj stajemy przy jednym stole z naszymi przyjaciółmi z Placu! – cieszy się Małgorzata Wiatr.

Zupę w Kato tworzą ludzie tacy jak ona: zwykli mieszkańcy Katowic, których zainspirowała krakowska Zupa na Plantach i również u siebie chcą karmić bezdomnych i ubogich. Dotychczas korzystali z kuchni Klubu Wysoki Zamek, którym zarządza Wspólnota Dobrego Pasterza, z którą związana jest część wolontariuszy Zupy. Niestety ta kuchnia z uwagi na stan nie nadaje się do dalszego serwowania posiłków dla ubogich, dlatego wolontariusze proszą o pomoc. Na serwisie zrzutka.pl założyli zbiórkę crowdfundingową>>, gdzie każdy może dorzucić swój grosz, aby zupa w Katowicach dalej się gotowała. 

 

 

Awaria palnika, wyścig z czasem, by zdążyć ugotować wiele litrów zupy mimo niewielkich zasobów sprzętowych, wpadki związane z brakiem gazu, brak pomieszczenia do składowania zapasowych butli, coraz gorszy stan wielu urządzeń – z takimi problemami borykają się wolontariusze Zupy w Kato.

Ich rozwiązaniem ma być remont kuchni. Szacunkowy koszt m.in. wykonania projektów, podłączenia do sieci gazowej, zakupu niezbędnych urządzeń i naczyń, przeprowadzenia remontu wykończeniowego, renowacji zaplecza kuchni to aż 27 tys. zł. Do piątku 13 grudnia udało się zebrać ok. 7. tys. zł. „Potrzeby są spore, ale wierzymy, że z Twoją pomocą będziemy mogli spełnić nasze marzenie i przeprowadzić kuchenne rewolucje” – czytamy w opisie zbiórki.

– Remont uratuje nas od kryzysu, który może się pojawić niebawem, ponieważ stan techniczny naszych kluczowych sprzętów może nie pozwolić nam na dalsze funkcjonowanie – uważa Wioletta Iwanicka-Richter, która wraz z mężem Markiem prowadzi Klub Wysoki Zamek, współtworząc również Wspólnotę Dobrego Pasterza i angażując się w Zupę w Kato. Każda złotówka przeznaczona na remont pomoże nie tylko Zupie, ale również podopiecznym Wspólnoty odwiedzających Wysoki Zamek. Są to m.in. osoby z różnego rodzaju uzależnieniami i znajdujące się w trudnej sytuacji życiowej.

Nie możemy powiedzieć „nie da się”

Gotujący w Wysokim Zamku są ostatnio wystawiani na wiele prób. –„Złośliwość rzeczy martwych” daje nam się we znaki, ale każda taka próba jest okazją do sprawdzenia, na ile jesteśmy zdeterminowani, by Zupa gotowała się co czwartek w naszym garze. Dzięki ogromnej życzliwości ludzi, którzy odpowiadają na nasze apele, nie było do tej pory czwartku bez Zupy – mówi Małgorzata Wiatr. – Staramy się to znosić z cierpliwością, ufając, że jest Ktoś, kto czuwa nad tym dobrem, jednak, jak mówił św. Ignacy, mamy się modlić tak, jakby wszystko zależało od Pana Boga, a robić wszystko tak, jakby zależało od nas! A więc musimy działać! Zupa się rozrasta, nie ogranicza się już tylko do jednego termosu i jednego kosza kanapek, widząc taki rozwój, trzeba nam za nim podążać, to nasze zadanie – dodaje.

Remont może diametralnie zmienić trudną sytuację. – Wiemy, że jesteśmy winni konkretne decyzje tym, w których rozbudziliśmy nadzieję. Nie możemy tak po prostu powiedzieć: „nie da się”. Lepiej wcześniej zareagować na sytuację, kiedy nie jest jeszcze tak źle, to jest ten moment graniczny w naszej działalności. Wierzymy, że się uda, bo nie jesteśmy sami, ale jest wielu ludzi, którzy chcą, by razem z zupą rozlewało się dobro. Nie jest ważne, czy ktoś wpłaci złotówkę czy tysiąc złotych, ale ważne jest, ile włoży w to serca. Takie zaangażowanie daje wzrost nie tylko tych, którym pomagamy, ale także tych, którzy pomagają. Dziękujemy pokornie za każde wsparcie i wierzymy, że będzie z tego piękny owoc – tłumaczy Wioletta Iwanicka-Richter.

 

 

Nie marzą o niemożliwym

W ostatnim czasie Zupa w Kato współorganizowała w Katowicach 3. Światowy Dzień Ubogich połączony ze swoimi 2. urodzinami. Wydarzenie zgromadziło na Placu Teatralnym kilkaset osób, które mogły się poczuć tego dnia w centrum dobrze rozumianej uwagi. Życzeniem osób tworzących Zupę jest, by o ubogich pamiętać nie tylko od święta. – Światowy Dzień Ubogich nie może się zakończyć! Zdaję sobie sprawę, że brzmi to bardzo górnolotnie, ale jeśli tak się stanie, jeśli zapomnimy, jeśli nic z tym nie zrobimy, to będzie w tym ogromne zaniedbanie. To będzie nasza wina, że nic się nie zmieniło. Nie wina sytemu, władz i owych „innych”, na których tak łatwo przychodzi nam zrzucać winę – podkreśla Małgorzata Wiatr.

Rozwinięciem święta ubogich może być właśnie Zupa w Kato. Aby cotygodniowe spotkania nie stały pod znakiem zapytania, potrzebne są konkretne działania. – Mamy sporo marzeń, które snujemy w związku z remontem. Większa przestrzeń działania, usprawnienie gotowania, ograniczenie ryzyka, z którym wiąże się każdorazowe postawienie naszego gara na ogień – wymienia Małgorzata Wiatr. Najbardziej motywuje ją jednak do działania inne marzenie. – Chciałabym, żeby Klub Wysoki Zamek, w którym gości Zupa, był miejscem, gdzie każdy potrzebujący może coś dobrego zjeść, a podczas posiłku nie być samotny. Coraz częściej słyszymy o abonamentach na posiłki, o wykupywanych posiłkach, z których mogą skorzystać ubodzy, ja do posiłku dodałabym bliskość. To śmiałe marzenia, ale przecież Pan Bóg nie pozwala nam marzyć o rzeczach niemożliwych!

 

ad, materiały prasowe/Stacja7

 

Redakcja portalu

Redakcja portalu

Zobacz inne artykuły tego autora >

Szukasz wartościowych treści?

Zapisz się na cotygodniowy newsletter Stacji7


 

 



Redakcja portalu
Redakcja portalu
zobacz artykuly tego autora >

Episkopat będzie rozmawiał o terminalach bezgotówkowych w Kościele

Możliwości szerokiego przyjmowania do kancelarii parafialnych terminali płatniczych będą jednym z tematów, które biskupi podejmą na najbliższym zebraniu plenarnym - zapowiedział przewodniczący KEP abo Stanisław Gądecki. Wspólnie z m.in. ministrem finansów wziął on udział w konferencji prasowej dotyczącej tego zagadnienia.

Polub nas na Facebooku!

Konferencja odbyła się w budynku Sekretariatu Episkopatu w Warszawie i wzięli w niej udział abp Stanisław Gądecki, Tadeusz Kościński minister finansów, dr Mieczysław Groszek prezes Fundacji Polska Bezgotówkowa oraz prof. Michał Polasik z Uniwersytetu Mikołaja Kopernika w Toruniu. Zaproszono też do udziału ks. Jarosława Stefaniaka, proboszcza z Tykocina na Podlasiu, który opowiadał o realiach korzystania z terminala płatniczego w kancelarii.

Już 110 parafii w Polsce korzysta z terminali płatniczych – poinformował prezes Fundacji Polska Bezgotówkowa. Formą, która ma zachęcać księży do stosowania tego rozwiązania jako dodatkowej możliwości dla wiernych do złożenia ofiary jest finansowanie terminala przez pierwszy rok używania.

– Zanim zaczniemy je polecać, biskupi muszą rozważyć wszystkie za i przeciw, przedyskutować ten temat i już mogę zdradzić, że będzie on dyskutowany na najbliższym zebraniu plenarnym Konferencji Episkopatu Polski – powiedział abp Stanisław Gądecki. Dodał, że może być tak, że jedni biskupi chętnie przyjmą u siebie w diecezji tę nowinkę, inni się na to nie zdecydują.

Zapytany przez Stację7, czy u siebie w archidiecezji poznańskiej arcybiskup przyjąłby terminale bezgotówkowe odpowiedział, że jest jeszcze za wcześnie na udzielenie odpowiedzi. – Muszę wcześniej omówić to z diecezjalnym ekonomem – dodał abp Gądecki.

Przyznał jednak, że takie rozwiązanie mogłoby pomóc zwłaszcza w uzyskiwaniu finansowania na niezbędne remonty świątyń, które – mimo pomocy różnych instytucji czy osób prywatnych – ciągle mają w tej dziedzinie problem.

– Boję się jednak tego, że podejmowanie w ogóle takiego tematu będzie dla niektórych osób czy dla mediów dowodem na pazerność Kościoła – przyznał przewodniczący KEP.

O praktyce stosowania terminala w parafii opowiadał proboszcz z Tykocina ks. Jarosław Stefaniak. Podkreślił, że nie używa tego urządzenia w samej świątyni, nie jest to alternatywa dla tzw. tacy, ale alternatywa do składania ofiar w kancelarii parafialnej. – Terminal stoi tylko tam, więc może z niego skorzystać tylko ten, komu zależy. Nigdy też nie narzucam kwot ofiar parafianom, to oni sami wpisują ile chcą i przykładają kartę – mówi ks. Stefaniak. Według jego obliczeń od momentu posiadania terminala parafia uzyskała większy wpływ z ofiar rzędu kilku tysięcy złotych. – Coraz częściej jest tak, że wierni nie mają gotówki przy sobie, że się odzwyczaili i z tym problemem niedługo cały Kościół będzie musiał się zmierzyć. A przecież opiera on swoje finanse wyłącznie na ludzkiej życzliwości – zauważył ks. Jarosław Stefaniak. Jego zdaniem również posiadanie terminala ułatwi transparentność finansów parafii, bowiem w tym rozwiązaniu wszystko od razu widać i łatwo wszystko sprawdzić.

ad/Stacja7

Szukasz wartościowych treści?

Zapisz się na cotygodniowy newsletter Stacji7


 

 



Copy link
Powered by Social Snap