Synu, głośniej! Legendarny kurs lektorski ks. Kądzieli ma już 50 lat

Zaliczam, ale pod warunkiem, że śpiewać będziesz tylko na porannych Mszach i to za zgodą twojego proboszcza! - usłyszał od niego na egzaminie ze śpiewu jeden z kandydatów na lektora. Legendarny Kurs Lektorski ks. Wiesława Kądzieli w Warszawie właśnie obchodzi 50-lecie istnienia.

Anna Druś
Anna
Druś
zobacz artykuly tego autora >

Polub nas na Facebooku!

Synu, głośniej! Legendarny kurs lektorski ks. Kądzieli ma już 50 lat
Zaliczam, ale pod warunkiem, że śpiewać będziesz tylko na porannych Mszach i to za zgodą twojego proboszcza! - usłyszał od niego na egzaminie ze śpiewu jeden z kandydatów na lektora. Legendarny Kurs Lektorski ks. Wiesława Kądzieli w Warszawie właśnie obchodzi 50-lecie istnienia.

W ciągu tych 50 lat przewinęło się przez niego 5 tysięcy osób. Dziś są dziennikarzami, przedsiębiorcami, nauczycielami, naukowcami, politykami i księżmi, a nawet biskupami! – ludźmi naprawdę różnych powołań, talentów i zawodów. Ale wszyscy jak jeden mąż, gdy pada hasło “ks. Kądziela” najpierw się uśmiechają, dodają “pamiętam, pamiętam”, a potem najczęściej zaczynają opowiadać. Anegdot i historii związanych z prowadzonym przez ks. prałata w Warszawie kursem lektorskim są dziesiątki.

 

Wygrabcie liście!

Wielu najpierw mówi o “liściach”. – Pamiętam te liście! Ks. Kądziela mówił, że da nam grabki, a wy wygrabcie te liście” – wspominają. O co chodzi? O ćwiczenie z właściwego akcentowania słów w języku polskim. Wszystkim kandydatom na lektorów ks. Kądziela dawał  po kolei do głośnego czytania słynny fragment Ewangelii wg św. Mateusza, w którym Pan Jezus dzieli wybranych na tych, którzy przyszli z pomocą potrzebującym lub nie przyszli. “Gdy byłem głodny – nakarmiliście mnie, gdy byłem spragniony – napoiliście mnie” – czytali lektorzy. I właśnie wtedy większość z nich słyszała, że zaraz dostaną grabki do tych “liści” ponieważ jak wielu przed nimi i po nich – niewłaściwie akcentowali na przedostatnią sylabę, podczas gdy w niektórych polskich słowach takich jak “poszliście”, “przyszliście”, “nakarmiliście” – należy akcentować na trzecią od końca. Wtedy nie słychać tak “liści”. 

Sam ks. Kądziela przyznaje, że nauczenie poprawnej akcentacji w języku polskim jest trudne.

W szkole nie zwraca się na to już w ogóle uwagi. Zawsze pytam na początku kursu lektorskiego: kto z was miał zwróconą uwagę na akcentację w języku polskim? Niewiele rąk się podnosi

– mówił w wywiadzie ks. prałat.

Potrzeba zaś właściwej akcentacji wynika wprost z troski o właściwy przekaz Słowa Bożego, za co w Kościele odpowiedzialni są właśnie lektorzy. “Ministranci, lektorzy, komentatorzy i członkowie chóru niech wykonują swój urząd z tak szczerą pobożnością i dokładnością, jak to przystoi wzniosłej posłudze i odpowiada słusznym wymaganiom ludu Bożego” – podkreślił Sobór Watykański II w Konstytucji o liturgii. Funkcja lektora oczywiście istniała w Kościele już wcześniej, ale wcześniej związana była ściśle ze święceniami kapłańskimi, i miała rangę tzw. święceń niższych. 

Po Soborze lektorami mogą stać się również świeccy, np. posługujący w liturgii niedzielnej ministranci. Sobór jednak tu zastrzegł, że “należy ich starannie wychować  w duchu liturgii oraz przygotować do odpowiedniego i zgodnego z przepisami wykonywania przypadających każdemu czynności”.

 

 

Kto czyta na Mszy?

Archidiecezja warszawska, podobnie jak wiele diecezji na świecie, w odpowiedzi na to wezwanie zorganizowała swój pierwszy kurs niedługo po zakończeniu Soboru. Był rok 1965, gdy ruszyło pierwsze nieregularne szkolenie starszych ministrantów. Potem zaczęło być organizowane już w formie regularnych spotkań w trzyletnim cyklu i zakończone obrzędem zwanym “święceniami lektorskimi”, choć w przypadku osób świeckich chodzi o “posłanie do funkcji lektora” przez biskupa. Teoretycznie czytać podczas Mszy św. powinni bowiem wyłącznie mężczyźni, którzy mają takie posłanie. Praktyka – jak wiemy z obserwacji – jest jednak często inna. 

 

Z tego ogromnego zapotrzebowania na przygotowanych lektorów wziął się zapewne i fenomen Kursu prowadzonego w archidiecezji warszawskiej. Uczestniczą w nim głównie licealiści będący starszymi ministrantami w parafiach, ale w 2015 r. zdarzyła się rekordowa rozpiętość wieku między najmłodszym a najstarszym uczestnikiem, która wynosiła 66 lat. Najmłodszy miał 14 a najstarszy 80 lat.

Kurs odbywa się w gmachu Wyższego Metropolitalnego Seminarium Duchownego przy Krakowskim Przedmieściu w Warszawie i jest w całości bezpłatny. W programie znajdują się zajęcia z liturgiki, biblistyki i fonetyki, a w ich prowadzenie zaangażowani są również klerycy miejscowego seminarium

Nie bez znaczenia jest również osobowość, profesjonalizm i charyzma samego prowadzącego – ks. Wiesława Kądzieli – dyplomowanego muzyka i muzykologa, absolwenta klasy skrzypiec, autora muzyki do wielu pieśni kościelnych w tym do śpiewanej chyba we wszystkich kościołach “Panie dobry jak chleb”. 

Ks. prałat Kądziela był dla nas jak ojciec czy wychowawca. Dla wielu – w tym dla mnie – w czasie rozeznawania powołania, zastanawiania się nad pójściem do seminarium – jedyną osobą, z którą można było o tym porozmawiać, jedynym znajomym z seminarium

– mówi ks. dr Bartosz Szoplik, liturgista i kapłan archidiecezji warszawskiej. – Moja mama do tej pory uważa, że to ks. Kądziela jest winowajcą tego, że zostałem księdzem – dodaje żartem.

 

Dziesięcina

O tych kapłańskich powołaniach spośród kursantów “winowajca” – ks. Kądziela – wprost mówił żartem, że chodziło o “dziesięcinę”. Termin wymyślił jeszcze w 1969 r. bp Bronisław Dąbrowski, który podczas pierwszej promocji lektorskiej zażartował, że “powinni teraz złożyć dziesięcinę Kościołowi. Skoro jest was 50 to przynajmniej pięciu powinno podjąć dalszą drogę i zostać księdzem”. 

Okazało się, że ten niewinny żart biskupa Dąbrowskiego był proroctwem: nie tylko pięciu absolwentów tamtego kursu zostało potem księżmi, ale też działo się podobnie w przypadku wielu  następnych edycji kursów. Ostatecznie wiemy o 400 kapłanach wywodzących się z Kursu Lektorskiego ks. Kądzieli. 

Jednym z nich jest dzisiejszy proboszcz katedry warszawsko-praskiej ks. Bogdan Kowalski. W jego przypadku nie było tak, że powołanie kapłańskie odkrył już na kursie lektorskim, jako licealista, ale przyznaje, że rozmiłowanie w czytaniu Słowa Bożego, które z kursu wyniósł odegrało poważną rolę w odkryciu, że ma być księdzem. 

– Na kurs przyjmowali wtedy od 8 klasy podstawówki. Ja byłem dobrze zapowiadającym się ministrantem, ale dopiero w 7. klasie. Gdy proboszcz mnie wysyłał powtarzał: gdyby pytali, z której klasy – mów żeś w ósmej, tak mu zależało na tym przyjęciu. Ostatecznie jednak przyjęli bez pytania – wspomina ks. Kowalski. W pamięci zapadły mu zwłaszcza wykłady biblijne, prowadzone przez – wówczas diakona Waldemara Chrostowskiego, dziś wybitnego profesora biblistyki. Pamięta również zajęcia z dykcji, które prowadził słynny ks. Kazimierz Orzechowski – aktor, który wstąpił do seminarium już jako rozpoznawalna postać scen polskich. 

– Pamiętam go jak mówi niezwykle wyraźnie: “Lektor musi czytać tak GŁOŚNO i tak WYRAŹNIE, żeby go dobrze było słychać z końca kościoła”. Nagle spod chóru, z ostatniego rzędu, odzywa się jeden z kursantów: głośniej, nic nie słychać!

 

Kurs lektorski u ks. Kądzieli kończył także warszawsko-praski biskup Marek Solarczyk. Tak wspominał dzień swojej promocji lektorskiej na Instagramie:

 

 
 
 
 
 
Wyświetl ten post na Instagramie.
 
 
 
 
 
 
 
 
 

Warszawski Kurs Lektorski świętuje dziś 50-lecie. Promocja z 1985 roku. Bogu niech będą dzięki!

Post udostępniony przez  Marek Solarczyk (@bpmsolarczyk)

 

A tak swój kurs lektorski u ks. Kądzieli wspomniał na Twitterze red. Tomasz Krzyżak z “Rzeczpospolitej”, laureat tegorocznej nagrody “Ślad” im. bp Chrapka:

 

Wymagania czyli “Synu, głośniej!”

Wszyscy absolwenci Kursu wspominają wysokie wymagania stawiane im zarówno przez ks. Kądzielę, jak i innych prowadzących zajęcia, którymi najczęściej byli klerycy seminarium warszawskiego. Także wymagania dotyczące wyglądu: 

Byłem na kursie w latach 1993/94 i wówczas jasnym było, że promocji lektorskiej nie dostanie żaden chłopak z długimi włosami. I jeden mój kolega, któremu bardzo zależało na zostaniu lektorem – ściął swojego pielęgnowanego długo kucyka. Dziś to nie do pomyślenia!

– wspomina ks. dr Bartosz Szoplik, liturgista, dziesięcina ‘2004.

Z kolei Piotr Kluczyk, inny absolwent kursu, tak wspominał na Facebooku swoje rekolekcje kończące szkolenie:

Ks Kądziela miał wtedy poranną Mszę świętą, oczywiście zaspałem i dużo nie myśląc poleciałem do kaplicy w krótkich spodenkach i koszulce na ramiączka. Ksiądz spokojnie i kulturalnie: – Kluczyk, idź się ubierz jak na Mszę św, a my z Panem Jezusem poczekamy na ciebie… Do końca swoich dni nie zapomnę jak należy ubierać się na Mszę św. i przekazuję to swoim dzieciom dumnie.

 

Inni wspominają:

Nieśmiertelne: Synu, głośniej!

 

 

Legendy krążyły również o ćwiczeniach z dykcji, na których ks. Kądziela zadawał uczestnikom trudne wierszyki do wymawiania. Absolwenci wspominają zwłaszcza ten:

 

Tracz tarcicę tarł tak takt w takt jak takt w takt tarcicę tartak tarł

Czarny dzięcioł z chęcią pień ciął

 

Żarty

Uczestnicy cenili jednak również humor wymagającego prowadzącego. Wspominając swój kurs na Facebooku Mariusz Kamiński pisze: 

Kandydat na lektora przeczytał: “pocieście! pocieście mój lud!” (Zamiast “Pocieszcie, pocieszcie mój lud”). Na co ks. Kądziela: “po cieście, synu, to się można kawy albo herbaty napić!

 

Żartował też stawiając wymagania: 

Egzamin na koniec kursu. Ksiądz po wysłuchaniu mojej próby śpiewu stwierdził, zaliczam, ale pod warunkiem, że śpiewać będziesz tylko na porannych Mszach i to za zgodą twojego proboszcza

wspomina jeden z absolwentów. 

 

Oni nie pozostawali mu dłużni i bardzo szybko któryś z roczników kursu wymyślił Psalm O Kądzieli czyli śpiewaną na najpopularniejszą w Polsce melodię psalmu pieśń o refrenie:

“W każdą niedzielę / wysławiaj Kądzielę”

 

Te i inne wspomnienia posypały się w ciągu zaledwie paru godzin na stronie Archidiecezji Warszawskiej na Facebooku, gdy rok temu ukazał się tam wywiad z ks. Kądzielą. Niektórzy pisali tylko rocznik kursu, inni wywoływali znajomych, którzy też go ukończyli, wszyscy wyrażali sympatię i wdzięczność dla wymagającej osoby ks. Kądzieli. 

On sam na te wszystkie pochwały odpowiada prosto:

Bardzo mi miło, że tak odbierają, chociaż ja zawsze „oskarżam” o to Pana Boga. On tutaj robi całą robotę i bardzo Mu za to dziękuję. A to, że jest tyle powołań to jest zasługa Pana Boga! A że czasem jesteśmy nieudolnymi pomocnikami – to tylko dzięki Bogu.


Szukasz wartościowych treści?

Zapisz się na cotygodniowy newsletter Stacji7




 

 

Anna Druś

Anna Druś

dziennikarka i redaktor sekcji news, w Stacji7 od marca 2018. Wcześniej pracowała w "Pulsie Biznesu", "Newsweeku" i Katolickiej Agencji Informacyjnej. Z wykształcenia teolog i dziennikarz

Zobacz inne artykuły tego autora >
Anna Druś
Anna
Druś
zobacz artykuly tego autora >

Ks. Łukasz Michalczewski dyrektorem Biura Prasowego Archidiecezji Krakowskiej

Diecezjalny Duszpasterz Młodzieży Archidiecezji Krakowskiej, ks. Łukasz Michalczewski, od października pełni funkcję Dyrektora Biura Prasowego Archidiecezji Krakowskiej.

Polub nas na Facebooku!

Ks. Łukasz Michalczewski dyrektorem Biura Prasowego Archidiecezji Krakowskiej
Diecezjalny Duszpasterz Młodzieży Archidiecezji Krakowskiej, ks. Łukasz Michalczewski, od października pełni funkcję Dyrektora Biura Prasowego Archidiecezji Krakowskiej.

Abp Marek Jędraszewski powierzył ks. Łukaszowi Michalczewskiemu zadanie kierowania Biurem Prasowym i powołanie zespołu osób do obsługi medialnej archidiecezji krakowskiej. Koordynatorem biura został Przemysław Radzyński.

Ks. Łukasz Michalczewski (ur. 1983 r.) pochodzi z Myślenic. Jest kapłanem archidiecezji krakowskiej – wyświęconym w 2008 roku przez kard. Stanisława Dziwisza. Był jednym z koordynatorów przygotowań do Światowych Dni Młodzieży w Krakowie. Jest Diecezjalnym Duszpasterzem Młodzieży Archidiecezji Krakowskiej. Ma wielkie zamiłowanie do liturgii i piękna sprawowanych celebracji.

Przemysław Radzyński (ur. 1986 r.) pochodzi z Trzebnicy. Studiował dziennikarstwo (UJ) i teologię (UPJPII). Współpracował z kilkoma redakcjami mediów katolickich (m.in. Katolicką Agencją Informacyjną, eSPe, portalami Profeto.pl, Franciszkanska3.pl, Aleteia.pl). Jest współautorem książki o wolontariuszce misyjnej Helenie Kmieć zamordowanej w Boliwii „Helena. Misja możliwa”.

KAI/kh

Szukasz wartościowych treści?

Zapisz się na cotygodniowy newsletter Stacji7