Nasze projekty

„Rz”: Sąd ustalił inne okoliczności sprawy pani Weroniki. „Lekarz nie namawiał, a informował”

„Rzeczpospolita” dotarła do uzasadnienia wyroku w sprawie Weroniki K., ułaskawionej przez prezydenta Karola Nawrockiego. Z dokumentu wynika, że sąd nie podzielił narracji, według której kobieta miała być wielokrotnie namawiana do aborcji przez gdańskiego lekarza.

O ułaskawieniu pani Weroniki Kancelaria Prezydenta poinformowała w połowie kwietnia. W komunikacie wskazano, że o decyzji przesądziły m.in. incydentalny charakter czynu, ustabilizowany tryb życia skazanej, jej sytuacja rodzinna, w tym opieka nad trójką małoletnich dzieci, oraz względy społeczne. Ułaskawienie objęło darowanie kary ograniczenia wolności, środków karnych, obowiązku przeproszenia pokrzywdzonego oraz zatarcie skazania.

Wcześniej z apelem o ułaskawienie zwrócił się do prezydenta bp Ryszard Kasyna, biskup pelpliński. W Niedzielę Miłosierdzia w kościołach diecezji pelplińskiej odczytano list biskupa Kasyny w sprawie pani Weroniki z prośbą o modlitwę za nią. Pisaliśmy o tym na portalu stacja7.pl.

Sprawa była powszechnie przedstawiana jako historia matki, która została skazana za ostrzeżenie innych kobiet przed lekarzem mającym namawiać ją do aborcji. Inny obraz sprawy pokazuje jednak uzasadnienie wyroku, do którego dotarła „Rzeczpospolita”. Dziennik podaje, że sądowa wersja wydarzeń znacząco różni się od tej, która przez ostatnie miesiące funkcjonowała w mediach.

Reklama

Co ustalił sąd

Spór dotyczył tego, czy wpisy pani Weroniki były zgodne z przebiegiem zdarzeń. Najważniejszy fragment ustaleń sądu dotyczy samego kontaktu kobiety z lekarzem. Według „Rzeczpospolitej” z uzasadnienia wynika, że pani Weronika była u niego tylko raz. Sąd uznał więc, że lekarz nie mógł proponować jej terminacji ciąży w 14. czy 15. tygodniu, bo w tym czasie już się z nią nie widział. Sama oskarżona miała tego nie kwestionować.

Sąd wskazał również na sprzeczności w wyjaśnieniach kobiety. Jak podaje dziennik, pani Weronika twierdziła, że lekarz proponował jej terminację ciąży także wtedy, gdy wiedziała już, że dziecko jest zdrowe. Sąd uznał jednak, że nie wiadomo, w jakich okolicznościach miałoby do tego dojść, skoro kontakt z lekarzem był jednorazowy. W uzasadnieniu odnotowano także, że kobieta zaprzeczyła, by otrzymała od lekarza adres kliniki aborcyjnej, choć wcześniej napisała tak we wpisie internetowym.

Według sądu lekarz poinformował pacjentkę o możliwości terminacji ciąży zgodnie z obowiązującym wówczas prawem, ale jej do niej nie namawiał. W 2016 r. aborcja z powodu ciężkich wad płodu była w Polsce legalna. Sąd zwrócił też uwagę, że lekarz nie stawiał kategorycznej diagnozy, lecz wskazywał na możliwość wystąpienia zespołu Downa i zalecał dalszą diagnostykę.

Reklama

Czy miała prawo ostrzegać?

Jak podaje „Rzeczpospolita”, zdaniem sądu kobieta nie przedstawiła dowodów potwierdzających zarzuty zawarte we wpisach. Nie wskazała także innych kobiet, które miałyby mieć podobne doświadczenia z tym lekarzem w czasie ciąży, choć wypowiadała się w ich imieniu i sugerowała szerszy problem.

Sąd odniósł się również do argumentu wolności słowa. Uznał, że jej granicą są prawa innych osób. W ocenie sądu pani Weronika nie wykazała prawdziwości swoich twierdzeń, a jej wpisy mogły podważyć zaufanie potrzebne lekarzowi do wykonywania zawodu.

Wyrok w pierwszej instancji zapadł 10 lutego 2025 r. po pięciu rozprawach. Weronika K. została skazana na cztery miesiące ograniczenia wolności z obowiązkiem wykonywania 20 godzin nieodpłatnej pracy społecznej miesięcznie oraz na pokrycie kosztów pełnomocnika lekarza. Sąd zobowiązał ją także do przeproszenia pokrzywdzonego na Facebooku i orzekł publikację wyroku na stronie Fundacji Życie i Rodzina Kai Godek.

Reklama

„Rz” przypomina jednocześnie, że lekarz Piotr A. rzeczywiście został w 2008 r. skazany za wykonywanie nielegalnych aborcji. Lekarz nie stracił jednak prawa wykonywania zawodu, a w rozmowie z dziennikiem podkreśla, że poniósł konsekwencje dawnych czynów i obecnie działa zgodnie z prawem.

O sprawie portal stacja7.pl pisał w połowie kwietnia, dlatego relacjonujemy dalszy ciąg tej sprawy. Warte podkreślenia jest przede wszystkim to, że ostatecznie nie doszło do aborcji, a dziecko pani Weroniki jest zdrowe.

ml/stacja7.pl

Reklama

WYDAWNICTWO STACJA7

Reklama

PRZECZYTAJ RÓWNIEŻ

WIARA I MODLITWA
Zatrudnij nas