Prymas Polski na Niedzielę Dobrego Pasterza: Dzisiaj widzimy, jak bardzo potrzeba kapłanów z powołania

„Dzisiaj wyraźnie widzimy jak bardzo potrzeba kapłanów z powołania, którzy niezależnie od panujących warunków, własnym życiem wskażą na Chrystusa, ukochają Kościół i staną blisko człowieka” – pisze abp Wojciech Polak w liście na Niedziela Dobrego Pasterza. To szczególny dzień modlitwy za powołanych i o powołania.

Polub nas na Facebooku!

W liście, który będzie czytany w kościołach archidiecezji gnieźnieńskiej w niedzielę 3 maja metropolita gnieźnieński przyznaje, że w obecnym czasie słowo powołanie odzyskuje swoje głębokie znaczenie.

„Czas epidemii w pewien sposób odkrył, kim naprawdę jesteśmy. Pokazał i na nowo uświadomił nam, kto i co faktycznie się w życiu liczy” – przyznaje Prymas Polski zapewniając o modlitwie za zmarłych i chorych oraz dziękując wszystkim, którzy w różnoraki sposób służą dziś potrzebującym.

Osobne słowa podziękowania Prymas kieruje do osób konsekrowanych, młodych przygotowujących się do kapłaństwa i życia zakonnego, a także do kapłanów, którzy „w zupełnie nowej sytuacji duchowo jednoczą wiernych, będąc dla nich podporą i udzielając konkretnej pomocy”.

„Miałem już okazję przekazać to w osobistych słowach, ale chcę to również wypowiedzieć wobec całej naszej archidiecezjalnej rodziny. Dziękuję za to, że pomimo różnych trudności, jesteście dobrymi pasterzami tej owczarni, z którą cierpicie, którą pocieszacie i której służycie” – pisze abp Wojciech Polak.

Metropolita gnieźnieński zachęca też młodych, aby – jeśli słyszą głos powołania – poszli za najgłębszymi pragnieniami swego serca.

„Dzisiaj wyraźnie widzimy, jak bardzo potrzeba kapłanów z powołania, którzy niezależnie od panujących warunków, własnym życiem wskażą na Chrystusa, ukochają Kościół i staną blisko człowieka. Pomyślcie proszę o tym, gdy w czerwcu rozpocznie się kolejny nabór do naszego seminarium” – zachęca abp Polak, prosząc jednocześnie o dalszą wytrwałą modlitwę o powołania i za powołanych.

„Szczególną modlitwą obejmijmy pięciu diakonów – Adama, Jakuba, Marcina, Michała i Ryszarda, którzy 30 maja przyjmą święcenia kapłańskie. Ze względu na obecną sytuację tego dnia w katedrze towarzyszyć im będzie jedynie najbliższa rodzina i wspólnota seminaryjna, niemniej jako Kościół gnieźnieński dajmy im odczuć naszą duchową bliskość, a następnie przyjmijmy ich z otwartością we wspólnotach parafialnych, do których zostaną posłani” – prosi arcybiskup gnieźnieński.

Na koniec Prymas Polski przypomina o majowej modlitwie do Matki Bożej, w którą w tym roku włączymy szczególne wołanie o ustanie epidemii, a także o deszcz „tak bardzo potrzebny, by nie zabrakło chleba naszego powszedniego, o który prosimy w codziennym pacierzu”.

KAI/ms

Reklama

Szukasz wartościowych treści?

Zapisz się na cotygodniowy newsletter Stacji7


Reklama

 

 


Reklama

“Umierałem razem z Chrystusem”. Historia ks. Pawła wyleczonego z COVID-19

Podobno był jedynym takim przypadkiem w Warszawie: młody, zdrowy organizm, bez chorób współistniejących, który po zarażeniu koronawirusem właściwie otarł się o śmierć. - I w życiu i w śmierci należymy do Pana - mówi dziś ks. Paweł Komar z Grójca, wyleczony z COVID-19. 

Anna Druś
Anna
Druś
zobacz artykuly tego autora >

Polub nas na Facebooku!

Wszystko, co go spotkało, niezwykle nałożyło się w czasie na Triduum Paschalne i Wielkanoc. Cały ten czas, gdy Kościół przeżywał umęczenie i śmierć swojego Zbawiciela, on, Paweł, Chrystusowy kapłan, przebywał jakby w otchłani – czarnej dziurze śpiączki farmakologicznej, w którą wprowadzili go walczący z jego krytyczną niewydolnością oddechową lekarze.

– Podłączony do respiratora, pozbawiony świadomości, razem z Chrystusem przeszedłem Jego mękę i śmierć. I to On nie pozwolił mi całkiem umrzeć, wysłuchał tysięcy modlitw, zanoszonych w mojej intencji, których ja – w tej mojej otchłani – nie byłem zupełnie świadom

– mówi dziś ks. Paweł. 

Jego historia zaczyna się ok. 2 tygodnie przed Świętami, kiedy po powrocie z nocnego biegania, które regularnie trenuje, ks. Paweł odczuł pierwsze objawy anginowe: ból gardła, gorączkę. Lekarz przepisał mu antybiotyki, ale nie przynosiły żadnej poprawy, jedynie stan się pogarszał, bo zaczęły pojawiać się trudności z oddychaniem. Nie wyjeżdżał wcześniej za granicę ani z parafii. Pełnił po prostu posługę duszpasterską: odprawiał Msze św., udzielał Komunii, spowiadał, pracował w kancelarii. Prawdopodobnie więc właśnie wtedy się zaraził. Jego parafia leży przecież w “polskim Wuhan”, jak dziś już nazywa się Grójecczyznę. 

Do szpitala trafił w Wielką Środę. Było z nim już naprawdę źle: gorączka, duszności, osłabienie. Ponieważ karetka, po która zadzwonili, zapowiedziała przyjazd dopiero po kilku godzinach, proboszcz zdecydował się swojego księdza zawieźć do szpitala osobiście. I pojechał prosto do Warszawy, do Wojewódzkiego Szpitala Zakaźnego na Woli. 

Już wtedy rodzina, parafia, przyjaciele i ich znajomi szturmowali Niebo z jedną prośbą: aby ks. Paweł z tego wyszedł.

 

 

Po wstępnych badaniach w namiotach przed szpitalem określono jego stan jako ciężki, przeprowadzono testy na koronawirusa i umieszczono w izolatce. W nocy zadzwonił lekarz prowadzący z wynikiem: ma pan COVID-19 i ciężkie zapalenie płuc. Wkrótce potem nadeszła następna wiadomość: księdza stan jest tak zły, że musimy wprowadzić w śpiączkę farmakologiczną, by łatwiej pokonać niewydolność oddechową. To wtedy zaczęła się jego “czarna dziura”, w której ani nie śnił, ani z niczego nie zdawał sobie sprawy. Ani z tego, że lekarze wszelkimi siłami walczą o jego życie; ani z tego, że kard. Kazimierz Nycz – jego biskup – odprawiał w jego intencji Mszę Krzyżma w prawie pustej katedrze; ani z tego, że na kolanach o jego życie błagały tysiące osób, w tym misjonarze w Afryce czy Polacy w USA; ani z tego, że jego rodzice odmawiają teraz koronkę za koronką, różaniec za różańcem i wspólnie z całą rodziną walczą, aby ten ich syn przeżył, bo wcześniej stracili już jego brata. 

Przełom nastąpił w Wielkanocny Poniedziałek. Lekarz powiadomił rodziców: jest z nim kontakt. Ks. Paweł jeszcze tego nie pamięta, ale pamięta, że gdy się obudził nie miał świadomości niczego. Poza tym, że został ocalony. Że Pan Bóg jeszcze zdecydował się go nie zabierać, że pewnie ma jakiś plan, “który będę musiał uważnie odkryć, aby pójść tą wyznaczoną przez Niego na nowo drogą”. 

Czuję, jakbym został ponownie przywrócony z Chrystusem do życia. Że On pozwolił mi – swojemu kapłanowi – przejść z Nim mękę i zanurzyć się w umieranie. Jak pisze św. Paweł “nikt z nas nie żyje dla siebie i nie umiera dla siebie, i w życiu i w śmierci należymy do Pana” – mówi teraz ks. Paweł. 

Obserwuje, że podobnie przeżyła to też jego rodzina, która przez to ciężkie doświadczenie mocniej przylgnęła do Pana Boga. – Wcześniej to się właściwie nie zdarzało, ale teraz, gdy już byłem przytomny i w izolacji, dzwonili do mnie często aby się wspólnie przez telefon pomodlić – mówi. 

Przeżywa też ten czas jako okazję większego zawierzenia Bożej Opatrzności. – Kilka miesięcy temu nadchodząca Wielkanoc kojarzyła się w rodzinie przede wszystkim ze ślubem mojej siostry, który miał odbyć się 1 maja i który miałem błogosławić. Ten czas stał się jednak polem walki o moje życie, a siostra ślub przełożyła. Zobaczyliśmy, że w tym wszystkim Pan Bóg troszczy się o nas jak o dzieci, poważnie podchodzi do naszych modlitw, wysłuchuje ich. Pokazuje też, że wszelkie nasze ludzkie plany mogą być zawodne. 

Na koniec zostaje więc wdzięczność Panu Bogu. – I lekarzom wraz z pielęgniarkami – dodaje ks. Paweł. “Byli moimi Aniołami Stróżami”.

 

 

 

Anna Druś

Anna Druś

dziennikarka i redaktor, w latach 2018-20 odpowiedzialna za sekcję news w Stacji7. Wcześniej pracowała w “Pulsie Biznesu”, “Newsweeku” i Katolickiej Agencji Informacyjnej. Z wykształcenia teolog i dziennikarz

Zobacz inne artykuły tego autora >

Reklama

Szukasz wartościowych treści?

Zapisz się na cotygodniowy newsletter Stacji7


Reklama

 

 


Reklama

Anna Druś
Anna
Druś
zobacz artykuly tego autora >
Copy link
Powered by Social Snap