video-jav.net

Dziś 2. rocznica śmierci o. Jana Góry OP

Są cztery osoby, które potrafią stworzyć coś z niczego - Trójca Święta i o. Jan Góra - taki żart krążył o znanym dominikańskim duszpasterzu, człowieku - instytucji, twórcy takich inicjatyw jak Lednica, kompleksu rekolekcyjnego na Jamnej, współorganizatora Światowych Dni Młodzieży. Dziś przypada 2. rocznica śmierci zakonnika.

Polub nas na Facebooku!

Był jednym z najbardziej rozpoznawalnych duszpasterzy młodzieży w Polsce. Był uwielbiany przez nią, ale też irytował swoim egocentryzmem i tendencją do autoreklamy. “Oj, Jasiu, żebyś Ty dominikańską Wiolettą Villas nie został” – przestrzegał go przed laty znany publicysta. Wszystko było mu jednak wybaczone, gdyż o. Jan kochał Kościół, swój Zakon i przede wszystkim młodzież, której towarzyszył, poświęcał długie godziny na rozmowy, uczył jak żyć. Był kopalnią pomysłów, które na pierwszy rzut oka wydawały się szaleństwem, a które realizował bez kompleksów i lęku, że może się nie udać.

 


Kłaniał się Prudnikowi


 

Urodził się 8 lutego 1948 r. w Prudniku koło Opola. Mieszkańcy miasteczka składali się z dwóch grup – zasiedziałej ludności śląskiej oraz przybyszy zza wschodniej granicy przedwojennej Rzeczpospolitej. Jego rodzice byli tu przybyszami, ale nie zostali wykorzenieni z wiary i zasad na całe życie, które przekazali dzieciom. Ważną postacią, kształtującą przyszłego twórcy Ruchu Lednickiego, miał jego stryj, ks. Jan Góra, proboszcz w Paleśnicy w diecezji tarnowskiej. Bratanek spędzał wakacje na probostwie u stryja, co wpłynęło na decyzję dalszej drogi życiowej. Po latach wspominał swoje szczęśliwe dzieciństwo i tęsknotę, która go nie odstępowała, gdy opuścił rodzinny dom, gdy pod wpływem dominikanów, którzy prowadzili miejscową parafię, wstąpił do Zakonu św. Dominika. Rodzinne miasteczko na zawsze zostało w jego sercu, poświęcił mu książkę “Ukłoń się, Jasiu, Prudnikowi”, w której z wdzięczną miłością opisuje świat dzieciństwa.

 


Dominikanin z krwi i kości


 

Zaraz po zdaniu matury, w wieku osiemnastu lat, wstąpił do Zakonu Dominikanów. W Zakonie chłopak z małego miasteczka czuł się początkowo nieswojo, imponowali mu współbracia po studiach lub wybitni ojcowie – chluba wspólnoty. Święcenia kapłańskie przyjął w 1974 r., studiował na ATK w Warszawie, w 1981 r. obronił doktorat z teologii.

W czasie formacji zakonnej pokochał Kraków i był rozczarowany, gdy przełożeni zdecydowali, że będzie pracował w Poznaniu. Podobno wybitny pisarz i poeta, z którym się przyjaźnił, Roman Brandstaetter, pocieszał go mówiąc, że w Krakowie jest tyle znakomitości, że nikt by ich nie zauważył, natomiast ich szanse wzrastają w stolicy Wielkopolski. Właśnie tutaj odkrył swój charyzmat i realizował pasje, choć jak przyznał, początkowo nie miał ochoty podejmować działkę, wyznaczoną przez przełożonych – miał być duszpasterzem młodzieży szkół średnich.

 

 

Klasztor poznański szczycił się duszpasterstwem młodzieżowym na najwyższym poziomie, młody zakonnik miał znakomite wzorce. “Nie jestem ideałem, ale uczyłem się u najlepszych. Ojciec Tomasz Pawłowski OP był, jest i będzie na zawsze moim mistrzem. Kardynał Wojtyła, a później Jan Paweł II, to był dopiero mistrz świata. (…). Nie bał się młodych, nie pobłażał im, ale był wymagający” – mówił w jednym z wywiadów.

 


Właściwy ton


 

Nie od razu znalazł właściwy ton. Na początku próbował zakumplować się z młodzieżą, ale szybko zorientował się, że to fałszywe rozwiązanie. Jedna z dziewczyn zwróciła mu uwagę, że nie potrzebuje kumpli, a ojca. Mówił do młodych otwartym tekstem, nie owijał w bawełnę, używał kolokwializmów, ale zachowywał dystans. Prowadził, pomagał w kształtowaniu człowieczeństwa. Przetrąconym, skonfliktowanym z rodzicami, zbuntowanym, uzależnionym, chorym. Poświęcał im czas, rozmawiał do późna w nocy. Stawiał wymagania, nie pobłażał, rozdzielał konkretne prace i zadania. Odkrył, jak wielki jest deficyt ojcostwa, jak bardzo młodzi spragnieni są miłości, akceptacji, wskazówek, żeby pięknie i mądrze żyć. Oni zaś czuli, że nie “ściemnia”, bo żyje tym, co mówi.

Od 1987 r. zaczęły się kolokwia w klasztorze w Hermanicach, kolejnym miejscem i szczególnym “gniazdem” stała się Jamna koło Paleśnicy w diecezji tarnowskiej, gdzie zaadoptował starą szkołę. Był tym duszpasterzem, który “pociągnął” organizację VI Światowych Dni Młodzieży w Częstochowie w 1991 r.

 

 

Sześć lat później zainaugurował spotkania nad Lednicą, w miejscu chrztu Polski. W jednym z wywiadów tłumaczył, że Lednica to “nowy sposób przekładania wiary na kulturę. Jeżeli widać, jak język wiary się zepsuł, jak ten język odbija się od współczesnej młodzieży, to my szukamy nowego języka wiary. Poprzez śpiew, taniec… Mamy propozycję kulturową, ale również mamy propozycję duchowo-intelektualną. Kiedyś Jan Paweł II napisał mi: “Jak ryba chwyciła haczyk, to ciągnij”.

Ciągnął Lednicę, gdzie przyjeżdżało dziesiątki tysięcy młodych z całej Polski. Przejście przez Bramę Trzeciego Tysiąclecia, śpiew, taniec, modlitwa, drobne pamiątki – cała subkultura, która miała przybliżyć uczestnikom prawdę o Bogu.

 


„Wszystko wie Pan Bóg. Ja o sumach nie mówię”


 

Miał wielki dar przekonywania ludzi do składania ofiar na realizowane przez niego projekty, nazywany przez młodzież “sępieniem”. Potrafił dotrzeć do najbogatszych Polaków, m.in. do Jana Kulczyka. Bramę Trzeciego Tysiąclecia sfinansowała w dużej mierze producentka bielizny damskiej, lista ofiarodawców jest bardzo długa, gdyż o. Jan potrafił przekonać darczyńców, że złożenie go to jedna z najlepszych rzeczy, jaka im się w życiu przytrafiła. − Czekam na was, spiżarnie mamy pełne, o suchym pysku nie wyjedziecie. Mamy też pełno książek, które będę podczas wakacji rozdawał za darmo – zachęcał młodych jeszcze w tym roku.

 

XVIII Spotkanie Młodych Lednica 2000 - fotorelacja

 

Nawet Jan Paweł II, którego o. Jan kochał i miał z nim “niesamowitą, osobistą relację” wiedział, że z pustymi rękoma nie należy go odprawiać. „Gdy spotykał się ze mną, mówił po krakowsku do ks. Stanisława Dziwisza „dej mu tam co”. W ten sposób dostałem buty, piuskę, a nawet szkaplerz papieża” – wspominał.

Zapytany o konkrety po śmierci Jana Kulczyka, potwierdzając, że hojnie wspierał dzieło ewangelizacji, stwierdził jedynie: „Wszystko wie Pan Bóg. Ja o sumach nie mówię”.

 


“Widzę Jego kształty”


 

Nie chciał indoktrynować, ale zarazić Bożą obecnością, zachęcać, by młodzi odkryli swoje prawdziwe szczęście. W głoszeniu był gorący. „Chciałbym opowiedzieć o Eucharystii, o Mszy świętej, którą żyję. Chciałbym się podzielić swoją miłością, bo mówienie o Mszy to jest mówienie o miłości” – mówił w tym roku w Łodzi, gdzie dojechał mimo że był chory. Nie oszczędzał się, mimo złego stanu zdrowia. Zapewnił, Eucharystia to miłość w najczystszej postaci. „Msza święta to jest spotkanie z Jezusem w dialogu. Ja mówię swoje, On mówi swoje i to jest najcudowniejsza chwila, ten dialog z Jezusem, to że się mu można totalnie ofiarować. Nie ma większego szczęścia dla mnie” – wyznał.

Dialog ten z pewnością prowadził także w poniedziałek, 21 grudnia 2015 roku. Uczestników Mszy św. zapewniał, że Pan jest blisko, że widzi Jego kształty. Zasłabł przy ołtarzu, zmarł niecałą godzinę później.


Alina Petrowa-Wasilewicz / Warszawa
KAI

Jak ocalić Boże Narodzenie?

Świąteczne dekoracje nie tylko w centrach handlowych, ale i w osiedlowych sklepikach, bilboardy, zachęcające do zakupów, gazetki z rabatami na poszczególne towary, reklamy, zachwalające "magię Świąt". Pojawiają się zaraz po Wszystkich Świętych, znikają dopiero po Nowym Roku. Chrześcijańskie Boże Narodzenie stało się pretekstem do największych "łowów" dla handlowców i wielu katolików ulega pokusie "zakupowego szał". Czy można wobec tego ocalić Boże Narodzenie?

Polub nas na Facebooku!

Skradzione Boże Narodzenie

 

Nie wolno się łudzić – analitycy wskazują, że w ciągu dwóch miesięcy – listopada i grudnia – sklepy zarabiają 20 proc. i więcej całorocznej sprzedaży. Oznacza to, że nie zrezygnują z walki o klienta i zmobilizują wszelkie wysiłki, by kupił u nich jak najwięcej towarów. Dlatego zaraz po Wszystkich Świętych pojawiają się świąteczne dekoracje. “W Arkadii zaczynają pojawiać się w listopadzie i mamy sygnały od naszych klientów, że umilają zakupy i wprowadzają pozytywny akcent w czasie coraz krótszych, późnojesiennych dni” – przekonuje KAI Monika Lewczuk-Kuropaś rzecznik prasowy Centrum Handlowego Arkadia w Warszawie. Choinki, renifery, brodate krasnale w czerwonych kubrakach i czapkach, są wszechobecne. Święto Narodzenia Jezusa może zamienić się w święto zakupów.

„To prawda, że ukradziono nam Boże Narodzenie, Wielkanoc, Wszystkich Świętych. Ale stało się tak również z naszej winy. Bo ci, którzy byli odpowiedzialni za przekaz wiary, nie dopełnili swoich obowiązków” – ubolewał przed pięciu laty abp Rino Fisichella, przewodniczący Papieskiej Rady ds. Nowej Ewangelizacji podczas prezentacji jego książki pt. „Święta ukradzione”.

Watykański hierarcha opisywał sytuację w swojej ojczyźnie dostrzegając komercjalizację głównych świąt katolickich i ich stopniowe przekształcenie w urodziny “gwiazdora”, święto wiosny czy Halloween. Zdaniem abp. Fisichelli dechrystianizacja tych świąt jest efektem wyboru samych katolików, którzy akceptowali te trendy i woleli nie manifestować swojej wiary z okazji ich świąt.

 

Nie poddawać się nurtowi

 

Abp Fisichella ma rację, to od katolików zależy, czym będą dla nich święta – “szałem zakupów” i “magicznym czasem” czy wspólnym obchodzeniem Wcielenia Boga w gronie najbliższych.

Jest jednak i trend odwrotny. “Coraz więcej ludzi zdaje sobie sprawę z pokus, jakie płyną z reklam i komercjalizacji Świąt. Zauważam coraz większa troskę żeby jak najlepiej przeżyć Święta. Ostatnio słyszałem bardzo wiele negatywnych komentarzy w związku z tym, że tyle jest elementów świątecznych, choć do Świąt jest wiele czasu. I widzę, że ludzie nie chcą się temu poddawać” – mówi KAI warszawsko-praski biskup pomocniczy Marek Solarczyk. – Jak przeżyjemy Święta, zależy od nas – dodaje.

 

 

Jak odzyskać święta?

 

Zgadzając z opinią, że religijne święta zamieniają się w kolejną okazję do konsumpcji i zabawy ginie zaś to, co istotne w świętach Bożego Narodzenia abp Stanisław Budzik, metropolita lubelski, stwierdził kilka lat temu, że chrześcijanie nie są na straconej pozycji. Wiarę można bowiem odzyskać, a im więcej się nią człowiek dzieli, tym bardziej się ona w nim pogłębia i umacnia.

Umocnienie wiary zależy zaś przede wszystkim od rodzin. Małgorzata Terlikowska, żona, matka pięciorga dzieci i publicystka stwierdza, że najważniejsze, by świętować w domu, w gronie rodzinnym, nie wyjeżdżać do hoteli. Samemu przygotować tradycyjną wieczerzę. – Czytam fora internetowe, wiele osób przyznaje, że nie znosi świąt. A to, jakie są, zależy przecież od rodziny. Przygotowaniem należy się podzielić tak, żeby nie obciążać jednej osoby, która później żali się, że nie znosi świąt. Prezenty nie powinny być w centrum zainteresowania, a wspólne spędzenie czasu kolacja i śpiew kolęd. I pójście na Pasterkę. Obecnie wielkim ułatwieniem jest fakt, że w niektórych kościołach przesuwa się ją z 24 na 22, wówczas mogą wciąż udział także kilkuletnie dzieci.

Ksiądz powinien być inspiratorem i animatorem i pokazywać wiernym, jak przygotowywać się do Świąt – mówi KAI ks. Piotr Sadkiewicz, proboszcz parafii pw. św. Michała Archanioła na Żywiecczyźnie. Kilka lat temu zaproponował parafianom, by ustawiali w ogrodach lub domach szopki. I kilka rodzin się zmobilizowało, a najpiękniejszą szopkę ustawia małżeństwo, które sporo lat pracowało we Włoszech. On jest stolarzem, robi więc z różnych drewnianych elementów coraz większą i piękniejszą szopkę, ostatnio zainstalował fotokomórkę, która włącza melodie kolęd. Szopki konstruują rodzice z dziećmi, najlepiej trafiać do dorosłych poprzez dzieci – uważa proboszcz Leśnej.

W Boże Narodzenie natomiast każde dziecko przychodzi do kościoła przebrane za którąś z postaci z szopek, zdarza się, że jest pięciu św. Józefów i wielka liczba aniołów, ale to też świadczy o tym, że zmobilizowały się całe rodziny, by uczcić narodzenie Pana Jezusa. – To też ewangelizacja – mówi ks. Sadkiewicz.

 

 

Bp Solarczyk potwierdza, że księża powinni zainspirować wiernych do przeżywania okresu Bożego Narodzenia. – W katedrze warszawsko-praskiej pw. św. Floriana i w wielu parafiach diecezji, do których jeżdżę w czasie Adwentu obserwuję, że w Roratach bierze udział bardzo pokaźna liczba ludzi, nie zmniejsza się też liczba obecnych na Pasterkach – stwierdza.

Ludzie próbują się angażować w modlitwę, ale warszawsko-praski bp pomocniczy zwraca uwagę, że ten czas jest także czasem licznych działań charytatywnych i że to od duszpasterzy zależy, czy zachęcą i zmobilizują wiernych do dzielenia się z ubogimi. W katedrze warszawsko-praskiej i wielu parafiach diecezji wystawiane są drzewka z gwiazdkami, na których wypisane są imiona i wzrost dzieci, zaś wierni je zabierają, kupują prezenty i składają pod choinką jeszcze przed Świętami, żeby w Wigilię dotarły do maluchów. A tych paczek z prezentami jest bardzo wiele. Oczekiwanie na Boże Narodzenie łączy się z dobroczynnością.

 

Co mówią statystyki

 

Z przeprowadzonych cztery lata temu przez CBOS badania wynika, że 72 proc. Polakom przeszkadza komercjalizacja świąt Bożego Narodzenia, a dwie trzecie (65 proc.) uważa, że atmosfera ta utrzymywana jest zbyt długo, przez co same święta przestają być czasem wyjątkowym. Ponad połowa badanych docenia jednak fakt, że kreowany przez handlowców już od listopada nastrój ożywia szare listopadowe i grudniowe dni (59 proc.) 48 proc. uważa, że przypomina o potrzebie przygotowań.

Polacy są wierni tradycji, zdecydowana większość – 73 proc. – wieczór wigilijny spędza w domu w gronie rodzinnym. Tylko 1 proc. deklaruje, że nie ma zwyczaju obchodzenia Wigilii.

Polskie rodziny zachowują zwyczaj dzielenia się opłatkiem, składania sobie życzeń i jedzenia wigilijnych potraw (po 98 proc.). W 94 proc. domów ubiera się choinki, przygotowuje dodatkowe nakrycie dla niespodziewanego gościa (91 proc.), zachowuje w Wigilię post (89 proc.), odwiedza krewnych i znajomych, składa im życzenia (89 proc.) oraz przygotowuje prezenty pod choinkę (86 proc.). W większości polskich domów śpiewa się kolędy (78 proc.), wkłada pod obrus siano (76 proc.), czeka z rozpoczęciem kolacji na pierwszą gwiazdkę (73 proc.), na wieczerzę wigilijną przygotowuje się zwyczajową liczbę potraw (68 proc.), a przed jej rozpoczęciem odmawia się modlitwę lub odczytuje fragment Pisma Świętego (66 proc.). W pasterce uczestniczy (70 proc.), odwiedza groby bliskich osób (68 proc.), wysyła kartki świąteczne (61 proc.).

Badane od końca lat 90. trendy wskazują na przywiązanie Polaków do świątecznych zwyczajów – zauważa się bardzo niewiele zmian pod względem popularności poszczególnych tradycji.


Alina Petrowa-Wasilewicz / Warszawa
KAI