fot. EyeEm (freepik.com)/ Magdalena Mikulska - archiwum prywatne
Cisza w pokoju nastolatka to złudzenie bezpieczeństwa
“Nie da się w pełni zatrzymać hejtu czy presji porównywania. Można jednak nauczyć dzieci, jak nie oddawać całej swojej wartości w ręce innych ludzi” - mówi psycholog Magdalena Mikulska. Rozmawia z nią – Alicja Samolewicz-Jeglicka.
Alicja Samolewicz-Jeglicka: Usłyszałam w sklepie rozmowę rodziców, którzy byli dumni z tego, że ich dziecko ma “bezpiecznego przyjaciela”…. Zatrzymało mnie to. Chodziło o wirtualną postać. Jak to możliwe, że rodzice widzą w tym bezpieczeństwo?
Psycholog Magdalena Mikulska, prezes Fundacji Wsparcia i Rozwoju „Sztuka Życia”: Myślę, że to zdanie jest niezwykle symboliczne dla naszych czasów. Dla wielu dorosłych „bezpieczny przyjaciel” w wirtualnej przestrzeni oznacza, że dziecko siedzi w domu, nie naraża się na przemoc, alkohol, złe towarzystwo. Z pozoru wszystko wygląda dobrze. Jest cicho, spokojnie, „bezpiecznie”. Jednak cisza w pokoju nastolatka często jest złudzeniem bezpieczeństwa.
Za ekranem dzieją się bowiem prawdziwe emocje, prawdziwe więzi, prawdziwe rozczarowania. Tylko że my, dorośli, ich nie widzimy. Nie mamy dostępu do tego świata, a więc nie możemy go też współtworzyć. Kiedy dziecko szuka przyjaciela w wirtualnej postaci, to nie znaczy, że coś jest z nim „nie tak”. To być może znak, że w realnym świecie zabrakło mu wystarczającej bliskości, zrozumienia, akceptacji. To sygnał o samotności, nie o winie. Dlatego zamiast się oburzać warto się zatrzymać i zapytać: czego mu tak bardzo brakuje, że bezpieczniej czuje się przy kimś, kogo nie ma?
CZYTAJ>>> Patoinfluencerzy. Jak ochronić dzieci przed ich wpływem?
Media społecznościowe są drugim równoległym światem, w którym żyją dzisiejsi nastolatkowie. Jak dbać o to, by ten świat był bezpieczny? Da się?
Przeczytaj również
Nie da się oddzielić tych dwóch światów: realnego i wirtualnego. One dla młodych po prostu się przenikają. Media społecznościowe są ich przestrzenią ekspresji, kontaktu, szukania tożsamości. Problem zaczyna się wtedy, gdy ten świat zastępuje rzeczywistość, a nie tylko ją uzupełnia. Nie możemy udawać, że da się go wyłączyć. Możemy natomiast nauczyć się być w nim razem z dziećmi. Pytać, co oglądają, co je porusza, co ich złości, co im się podoba. Nie po to, by kontrolować, ale by rozumieć.
Bezpieczeństwo w sieci to nie tylko filtry i blokady, ale obecność dorosłego, który jest ciekawy świata swojego dziecka. Bo młodzi naprawdę nie potrzebują, żebyśmy znali wszystkie aplikacje. Potrzebują, żebyśmy chcieli poznać ich świat, zamiast go odrzucać.
Media społecznościowe są jak lupa – powiększają to, co już w nas jest. Jeśli młody człowiek ma w sobie dużo lęku, poczucia niewystarczalności, braku akceptacji, ten świat tylko to wzmocni.
Wyzwania w mediach społecznościowych, alienacja w grupach klasowych na aplikacjach typu WhatsApp, hejt i wyśmiewanie. To wszystko prowadzi do lęku, depresji, a niejednokrotnie do prób samobójczych. Da się nad tym zapanować?
Nie da się w pełni zatrzymać hejtu czy presji porównywania, ale można nauczyć dzieci jak nie oddawać całej swojej wartości w ręce innych ludzi. Media społecznościowe są jak lupa – powiększają to, co już w nas jest. Jeśli młody człowiek ma w sobie dużo lęku, poczucia niewystarczalności, braku akceptacji, ten świat tylko to wzmocni. Dlatego klucz nie leży w zakazach, ale w budowaniu odporności emocjonalnej. Umiejętności nazywania swoich uczuć, mówienia o zranieniu, proszenia o wsparcie. Dzieci, które wiedzą, że mogą przyjść do dorosłego z każdą emocją, nawet wstydem czy porażką, są dużo bardziej chronione przed dramatycznymi konsekwencjami przemocy w sieci. Nie zapanujemy nad wszystkim, ale możemy być obok. I czasem to „bycie obok” naprawdę ratuje życie.
Sprawdź naszą stronę >>>Zniknąć bez słowa
Wirtualny świat – co daje, co zabiera młodym ludziom?
Wirtualny świat daje młodym ludziom możliwość wyrażenia siebie, kontakt z rówieśnikami, odkrywania pasji – czasem nawet takich, które w realnym świecie byłyby niemożliwe. Daje poczucie przynależności, gdy w klasie czy szkole trudno je znaleźć. Ale zabiera coś równie ważnego: prawdziwą obecność, fizyczną bliskość, umiejętność radzenia sobie z emocjami twarzą w twarz. Kontakt przez ekran nie zastąpi rozmowy, gestu, spojrzenia, uśmiechu. To trochę jak spacer po pięknej alei wirtualnych możliwości. Jeśli tylko patrzymy pod nogi, możemy się potknąć o samotność, zazdrość czy porównanie z idealnym życiem innych.
Co zrobić, by media społecznościowe nie destabilizowały poczucia własnej wartości młodych ludzi?
Nie da się całkowicie odseparować dzieci od mediów, więc najważniejsze jest budowanie fundamentu poczucia własnej wartości poza siecią. Dzieci muszą wiedzieć, że ich wartość nie zależy od lajków, komentarzy ani opinii rówieśników. Pomocne w tym może być chwalenie wysiłku, docenianie małych kroków, wspólne odkrywanie pasji, czas spędzony razem w świecie realnym. To w realnych relacjach młody człowiek uczy się, że jest wystarczający taki, jaki jest. A dopiero wtedy świat online przestaje być źródłem lęku, a staje się przestrzenią ciekawych doświadczeń.
PRZECZYTAJ TEŻ>>> Narkotyki – duży, cichy problem wśród młodzieży. „Zaczynają w wieku 15-16 lat”
Jakie treści wywołują największe zainteresowanie? A jakie budują i utrwalają kompleksy?
Najwięcej uwagi przyciągają treści ekstremalne, emocjonalne, dramatyczne lub „idealne” wizualnie. Dzieje się tak, bo nasze mózgi reagują na intensywne bodźce. To niestety często treści, które porównują, wyśmiewają, pokazują „idealne życie” , a co za tym idzie wzmacniają poczucie niewystarczalności. Natomiast treści, które budują poczucie wartości, to te pokazujące różnorodność, proces nauki, kreatywność, autentyczność, np. posty o małych sukcesach, trudnościach, ale też o wzajemnym wsparciu. Kluczem jest świadomość młodego człowieka i rozmowa z dorosłymi tak, aby młody człowiek mógł spojrzeć krytycznie na to, co ogląda, zamiast biernie chłonąć każdy obraz i komentarz.
Młody człowiek, który czuje się zauważony i akceptowany w domu, ma większą odporność emocjonalną i nie potrzebuje lajków, by czuć swoją wartość.
Co mogą zrobić rodzice, aby budować poczucie wartości u nastoletniego dziecka? By nie budowało ono tego na opinii “ludzi z internetu”?
Najważniejsze jest codzienne bycie obecnym. Ta prawdziwa obecność to nie tylko fizyczne bycie, ale i emocjonalnie. Ważne, by słuchać bez oceniania: „Widzę, że ci trudno, opowiedz mi więcej.”, dostrzegać wysiłek, a nie tylko efekt: „Świetnie sobie poradziłeś” działa lepiej niż „Dobrze ci wyszło”, tworzyć przestrzeń do odkrywania pasji i sukcesów w świecie realnym poprzez sport, muzykę, sztukę czy wolontariat. Niezwykle ważne jest, by uczyć dzieci i nastolatków krytycznego myślenia o treściach w internecie, rozmawiać o tym, że życie na ekranie często jest wyidealizowane. Młody człowiek, który czuje się zauważony i akceptowany w domu, ma większą odporność emocjonalną i nie potrzebuje lajków, by czuć swoją wartość.
Kiedy dziecko ucieka w wirtualny świat?
Dziecko ucieka w wirtualny świat, kiedy w realnym doświadcza przeciążenia, samotności lub braku poczucia bezpieczeństwa. To nie zawsze oznacza, że coś jest „z nim nie tak”. To sposób radzenia sobie z emocjami, których nie potrafi jeszcze nazwać ani wyrazić. Często wirtualny świat oferuje poczucie kontroli: możemy wybierać, z kim rozmawiamy, co pokazujemy, jak wyglądamy. To miejsce, gdzie można się schować, poczuć akceptację, której brakuje w realnym życiu. Nie chodzi jednak o „zakaz” tego wirtualnego świata, ale o mądrą i uważną obecność dorosłych, którzy zauważają zmiany w zachowaniu dziecka i są gotowi wysłuchać, zanim izolacja stanie się chroniczna.
Skąd taka liczba prób samobójczych? Wiem, że odpowiedź nie jest łatwa…
Nie ma jednej przyczyny. To skomplikowana sieć czynników biologicznych, psychologicznych i społecznych: depresja, poczucie izolacji, presja rówieśnicza, przemoc, brak wsparcia w domu, trudności szkolne czy wizerunek „idealnego życia” w mediach. Najczęściej próba samobójcza bywa sygnałem desperackiej potrzeby bycia zauważonym i wysłuchanym. Młody człowiek nie chce umrzeć, on chce, żeby ktoś zrozumiał jego ból. Dlatego każde takie zdarzenie powinno być sygnałem, że potrzebna jest obecność, rozmowa i profesjonalna pomoc zanim kryzys osiągnie punkt krytyczny.
Depresja wśród nastolatków a z drugiej strony brak pomocy – długie kolejki do specjalistów, przepełnione szpitale psychiatryczne. Gdzie szukać pomocy?
Tak, to ogromny problem systemowy, który często pozostawia rodziców i młodych w poczuciu bezradności. Pomoc można szukać na kilku poziomach. Specjaliści: psycholodzy, psychiatrzy dziecięcy, terapeuci. Nawet jeśli kolejki są długie, warto zacząć szukać kontaktu już przy pierwszych sygnałach kryzysu. Wsparcie online i telefoniczne: istnieją linie interwencyjne, organizacje oferujące wsparcie psychologiczne dla młodych i rodziców. Powstają fundacje zajmujące się kryzysem suicydologicznym. Środowisko szkolne: pedagodzy, psycholog szkolny, nauczyciele, którzy mogą reagować na sygnały zagrożenia.
Ważne jest, by nie zostawiać dziecka samego, nawet jeśli dostęp do specjalisty jest ograniczony. Każda rozmowa, każda obecność dorosłego, który wysłucha, jest krokiem w stronę bezpieczeństwa. Ufam, że pomimo aktualnych ogromnych ograniczeń w dostępie do specjalistów, zacznie się coś zmieniać. Cieszą takie inicjatywy jak konferencje suicydologiczne, nagłaśnianie problemu w mediach, jak chociażby nasza rozmowa. Im mniej będziemy uciekać od tego, czego się obawiamy w tym temacie, tym większą mamy szansę na rozpowszechnienie wiedzy, a co za tym idzie – uratowanie życia.
Jak my, dorośli, możemy pomagać?
Możemy pomagać, przede wszystkim słuchając i będąc obecnymi. Nie chodzi o natychmiastowe rozwiązania ani idealne rady. Możemy zadawać pytania otwarte: „Jak się czujesz?”, „Co ci dziś jest trudne?” I uważnie słuchać odpowiedzi. Możemy dawać przestrzeń do wyrażania emocji: smutku, złości, lęku. I to bez oceniania, ale w przyjęciu dziecka takim, jakim jest w swoim trudzie teraz. Ważne też, by mówić głośno i pokazywać, że kryzys nie oznacza końca świata, tylko etap, który można przejść z pomocą. A pomoc i szukanie wsparcia nie jest oznaką słabości, a odwagi i mądrości. Uczmy tego. Ponadto pamiętajmy, że czasem to właśnie dorosły, który nie ucieka od bólu dziecka, ratuje życie.
Czasem wystarczy jedna osoba, która wysłucha bez oceniania, bez prób pocieszania. To obecność, a nie rady, jest najcenniejsza.
Wskazówki dla tych, którzy przechodzą przez trud – czy to stratę dziecka, czy depresję…
Przede wszystkim chciałabym, aby wybrzmiało, że jeśli ktoś teraz przeżywa taki trud, niech pamięta, że nie musi być w tym doświadczeniu sam/a. To zdanie może wydawać się oczywiste, ale w chwilach największego bólu jest fundamentem, od którego zaczyna się odbudowa. Niezwykle ważne jest, by pozwolić sobie na emocje. Smutek, złość, poczucie winy są naturalne. I pomimo, że chciałoby się od nich uciec, to jednak pomimo wszystko warto jest ich nie tłumić i nie oceniać, a zauważyć i pozwolić sobie je przeżyć. Te emocje nie zdefiniują całego życia, tylko są częścią procesu zdrowienia. Szukajmy bliskości. Czasem wystarczy jedna osoba, która wysłucha bez oceniania, bez prób pocieszania. To obecność, a nie rady, jest najcenniejsza.
Jeśli ktoś z Państwa jest w przeżywaniu trudnego doświadczenia, to chciałabym powiedzieć: daj sobie przyzwolenie na małe kroki. W trudnych chwilach nie oczekujmy od siebie natychmiastowego „powrotu do życia”. Każdy drobny krok, każda chwila spokoju to sukces. Wreszcie – nie bój się prosić o profesjonalną pomoc psychologiczną, terapeutyczną, czy grupy wsparcia. Nie oznacza to słabości, tylko mądrość i troskę o siebie. W trudnych doświadczeniach często rodzi się pytanie: „Dlaczego to mnie spotkało?” Nie znajdziemy pełnej odpowiedzi. Ale możemy odnaleźć sposób, by nie pozostawać sami z cierpieniem, by odnaleźć sens w bliskości, wspólnocie i działaniu.
O tym odnajdywaniu sensu po doświadczeniu trudnej sytuacji mówią właśnie działania naszej Fundacji „Sztuka Życia”. Powstała ona z potrzeby towarzyszenia tym, którzy mierzą się z chorobą, stratą czy emocjonalnym przeciążeniem. Działamy na styku psychologii, sztuki i edukacji, tworząc przestrzeń dialogu o tym, co w życiu najważniejsze: o obecności, empatii, bliskości i odwadze. Nasze obecne i planowane projekty: wystawy, publikacje, warsztaty i kampanie społeczne pokazują, że wrażliwość jest siłą, a każde doświadczenie może stać się początkiem czegoś nowego. Naszą misją jest pokazywanie, że po najciemniejszej nocy zawsze może wzejść światło, a życie, mimo wszystko, wciąż ma w sobie piękno i sens. Bo warto żyć z jakością, nie jakoś. A tego można się nauczyć.











