video-jav.net

Spowiedź to nie psychoterapia

Trzeba jasno powiedzieć, że spowiedź nie jest psychoterapią i odwrotnie, pomoc terapeuty nie może zastąpić posługi spowiednika, jednakże by to zrozumieć warto zastanowić się jaką rolę mogą one odgrywać w życiu osoby religijnej.

Tomasz
Franc OP
zobacz artykuly tego autora >

Polub nas na Facebooku!

Wokół psychoterapii, w środowisku osób wierzących narosło bardzo dużo podejrzliwości, tę formę pomocy posądza się o to, że próbuje ingerować w sferę duchową człowieka. Niestety, także wśród terapeutów spowiedź często postrzegana jest jako magiczny rytuał mający za zdanie poradzić sobie, niejako automatycznie, z pojawiającym się poczuciem winy. Tymczasem zarówno sakrament pojednania jak i praca terapeutyczna nad samym sobą mogą współistnieć z korzyścią dla spowiadającego się i pacjenta zarazem.

Spowiedź to nie psychoterapia

Inny cel

Spowiedź z samej swojej natury jest sakramentem, którego celem jest przywrócenie ładu wewnętrznego w sferze zachowań i myśli spowiadającego się i odniesienie jego życia do kontekstu duchowego, to znaczy, w tym wypadku do pojednania z Bogiem i wspólnotą Kościoła, reprezentowaną przez spowiednika.

Można powiedzieć, że sakrament pokuty działa wielowymiarowo. W pionie, skierowany ku Bogu i w poziomie, ku drugiemu człowiekowi. Dla odmiany, celem terapii jest poszerzanie i pogłębienie wewnętrznej siły “ja” pacjenta, który w ten sposób może podejmować coraz bardziej samodzielne i odpowiedzialne decyzje co do swojego życia, bez kontekstu odwoływania się do autorytetu duchowego.

Oczywiście, w terapii nie oznacza to pozbycia się jakichkolwiek norm, ale uzdalnia pacjenta do poddawania ich weryfikacji, a gdy trzeba krytyce. Spowiedź dotyka przestrzeni intymnych wydarzeń z życia człowieka, niepowodzeń i błędów, zwanych grzechami, które poddawane są ocenie i odnoszone do norm oraz wartości absolutnych.

Spowiadający się korzysta z mądrości wspólnoty, jaką jest Kościół, z którą się utożsamia i której zasady życia pragnie wypełniać. Stąd spowiedź jest praktyką indywidualną, ale przeżywaną w odniesieniu do wspólnoty.

Inna droga

Motorem zmian dokonywanych w spowiedzi i w terapii są osobiste decyzje. Siła do ich realizacji czerpana jest z motywacji zakorzenionej w konkretnym cierpieniu. Chroni to spowiedź od bycia pustym, nic nie znaczącym rytuałem, a terapię od stania się egocentrycznym procesem, nakierowanym tylko na własne samodoskonalenie.

Człowiek cierpiący, to ten, który potrzebuje lekarstwa i lekarza. W obydwu analizowanych rzeczywistościach zmiana dokonuje się dzięki słowom. W przypadku spowiedzi, dla osoby wierzącej, tym ostatecznym słowem, które słyszy, pomijając osobisty wkład spowiednika, jest słowo pojednania, które w sakramencie ma wymiar boski.

W terapii, słowa które leczą odnoszą się do wewnętrznych struktur osobowości pacjenta, zbudowanych wokół wczesnodziecięcych wspomnień i relacji. Terapeuta jest tym, który towarzyszy pacjentowi, przyjmuje go, ale jednocześnie odnosi to, co usłyszy z powrotem do życia samego pacjenta. Tym samym, można powiedzieć, że w przeciwieństwie do sakramentu opierającego swoją skuteczność w znacznej mierze na działaniu łaski Bożej, nie umniejszając wartości jednego z warunków dobrej spowiedzi jakim jest mocne postanowienie poprawy, terapia jest pewnego rodzaju “samoleczeniem”.

Spowiedź to nie psychoterapia

Kiedy razem, kiedy osobno

Podkreślenie różnic pomiędzy psychoterapią a spowiedzią, nie ma charakteru wykluczającego jedno czy drugie, można raczej mówić o pewnego rodzaju współpracy.

Czasem, obecność psychoterapii, zgodnie z maksymą „w zdrowym ciele, zdrowy duch”, jest niezbędna dla prawidłowego rozwoju duchowego.

Oczywiście nie można w tym artykule stworzyć wyczerpującej listy takich sytuacji, niemniej warto zwrócić uwagę na te, które wydają się najczęstsze. Otóż, zdarza się, że pomimo podejmowanych wysiłków poprawy, człowiek popełnia te same grzechy. Jeżeli zaczyna to nabierać charakteru wewnętrznego przymusu, staje się uzależnieniem, to sama łaska sakramentu może okazać się niewystarczająca w tym, żeby wydobyć go z przymusu powtarzania.

Częstą sytuacją jest też pojawiająca się nadwrażliwość sumienia, związana z doświadczeniem skrupułów, roztrząsaniem nawet najdrobniejszych, nieistotnych z punktu widzenia życia duchowego szczegółów. W języku psychoterapii takie chorobliwe uwrażliwienie nazywa się zaburzeniem obsesyjno kompulsywnym, w leczeniu którego niezbędne może być nawet stosowanie farmakoterapii.

Psychoterapia, oprócz pomocy w leczeniu zaburzeń, może spełnić jeszcze jedną pożyteczną rolę w rozwijaniu życia wewnętrznego osoby wierzącej. Nawet jeśli penitent nie boryka się z większymi problemami natury emocjonalno psychicznej, może w procesie psychoterapii, doświadczając korektywnego związku terapeutycznego, przepracować swoją zdolność do tworzenia głębokiej i satysfakcjonującej więzi, a także pracując nad historią swojego życia, odnowić wewnętrzny obraz rodziców. Tak podjęte wysiłki mogą mieć pozytywny wpływ na wewnętrzne, duchowe przeżycia wierzącego pacjenta, który w twórczy sposób może zadać sobie pytania: jaką rolę w jego życiu pełni Bóg i jaki wpływ na kształtowanie się obrazu Boga, miało jego wychowanie, więź z rodzicami, a szczególnie z ojcem.

Spowiedź to nie psychoterapia

Istotny szacunek

By można było mówić o współpracy pomiędzy spowiedzią a terapią istotne jest zachowanie wzajemnego szacunku polegającego na uznaniu swoich specyficznych wartości i granic.

Z jednej strony spowiadający się, a także spowiednik może w bardzo niezdrowy sposób “zamadlać” problem, lub w przypadku tego drugiego, kreować się na wszechmocnego i wszechwiedzącego decydenta w sprawach boskich i ludzkich. Takie postępowanie prowadzi nie tylko do braku osobistego rozwoju człowieka, ale wręcz do pogłębiania jego wewnątrz psychicznych problemów. Spowiedź staje się wtedy nie sakramentem nawrócenia, ale utrwalenia patologii pod płaszczykiem sakralności.

Z drugiej strony, nie bez winy pozostają tacy terapeuci, którzy redukują przestrzeń ludzkiego funkcjonowania tylko do wymiaru psychiki i emocji, a gdy ich pacjent, wnosi tematy duchowe, nie dość, że nie stać ich na uznanie swojej niekompetencji w tym obszarze i odesłanie do duchownego, to wręcz dyskredytują i ośmieszają ten wymiar ludzkiego funkcjonowania, uznając go za przejaw infantylności swojego pacjenta.

Spowiedź to nie psychoterapia

Wspólny cel

Pisząc powyżej o różnych celach, właściwych terapii i spowiedzi, paradoksalnie nie można zaprzeczyć, że istnieje jeden ich wspólny cel. Wyraża się on w znaczeniu terminu „psychoterapia”. Słowo to, tłumaczone z języka greckiego oznacza: „leczenie duszy”.

Choć pojęcie „dusza” inaczej będzie rozumiane przez teologa, inaczej przez psychoterapeutę, to jednak dotyczy tego samego człowieka, dla którego szczęścia, wewnętrznej integracji i dobra czerpanego z relacjach międzyludzkich, spowiednik i psychoterapeuta powinni ze sobą współpracować.

Tomasz Franc OP

Zobacz inne artykuły tego autora >
Tomasz
Franc OP
zobacz artykuly tego autora >

Trzy osoby, dwa pytania

...czyli co jest najważniejsze w spowiedzi? Zapytaliśmy o to dwóch znakomitych spowiedników z Krakowa.

Jordan Śliwiński OFMCap
Jordan
Śliwiński OFMCap
zobacz artykuly tego autora >
Maciej Chanaka OP
Maciej
Chanaka OP
zobacz artykuly tego autora >

Polub nas na Facebooku!

Trzy osoby, dwa pytania


Ojciec Jordan Śliwiński OFMCap,

spowiednik, rekolekcjonista, doktor filozofii i publicysta

W spowiedzi to nie trzy rzeczy są ważne, ale trzy Podmioty. Po pierwsze Chrystus, potem penitent czyli ten, który przychodzi do spowiedzi i Kościół czyli wspólnota

Z jednej strony ważny jest ten, który przychodzi, czyli ja ze swoimi grzechami, z całą prawdą o mnie – przychodzę po to, żeby uzyskać przebaczenie. Z drugiej strony ważny jest Bóg, który mi przebacza – On tu jest zdecydowanie najważniejszy, bo to dzięki Jego miłosierdziu mogę wrócić do stanu łaski lub go umocnić. Z trzeciej strony ważny jest Kościół, reprezentowany przez kapłana, czyli tego, który też należy do wspólnoty, a od której ja odszedłem przez swoje grzechy. Kościół jest tą wspólnotą, w której odbywa się akcja przebaczenia moich grzechów. Najważniejsze są więc te trzy osoby. Zaś dialog jaki odbywa się między osobą spowiadającą się a kapłanem, jest możliwy dzięki temu, że Bóg jest w tym wszystkim obecny. On jest tym, który okazuje swoje miłosierdzie.

Jak się przygotować do spowiedzi, żeby była dobra?

Tu znowu jest podział na trzy, ale tym razem chodzi o trzy momenty. Mówił już o nich Sobór Trydencki, odpowiadając reformatorom, którzy negowali sakrament pokuty. To są:

1. żal za grzechy,

2. wyznanie grzechów,

3. zadośćuczynienie.

Kościół później rozwinął to do pięciu warunków dobrej spowiedzi.

Żeby żałować za grzechy, muszę uświadomić sobie, za co żałuję. I ten pierwszy moment rozbijam znowu na trzy kolejne, bo muszę wiedzieć za co żałuję, czyli robię rachunek sumienia, to znaczy przyglądam się przy pomocy łaski bożej swojemu życiu i widzę, że nie wszystko tam było zgodne z przykazaniem bożym. Nie wszystko było zgodne z tym, czego Bóg oczekuje ode mnie.

Z takie postawy rodzi się żal. Uświadamiam sobie, dochodzi do mnie, że nie byłem wierny Bogu, nie byłem wierny temu, czego On oczekuje ode mnie, że moje drogi nie były zawsze drogami Ewangelii, tylko drogami grzechu. Oczywiście, kiedy żałuję, że to nie było tak, jak Bóg chciał, to wtedy z tego płynie wola zmiany, poprawy życia i w końcu chcę żyć zgodnie z tym, czego On ode mnie oczekuje i to nazywamy postanowieniem poprawy.

[…] Nauczanie Kościoła mówi, że aby rozgrzeszenie było ważne, konieczne jest wyznanie wszystkich grzechów ciężkich popełnionych od ostatniej ważnej spowiedzi wraz z okolicznościami, które je opisują. I w końcu, po tym wyznaniu, kapłan udziela mi rozgrzeszenia oraz nakłada na mnie zadośćuczynienie, a ja przyjmuję je, nie jako matematyczną próbę wyrównania, ale jako wynagrodzenie Bogu i drugiemu człowiekowi tego zła, które wyrządził mój grzech.

Trzy osoby, dwa pytania


Maciej Chanaka OP, duszpasterz, spowiednik

Ja postawiłbym najpierw dwa pytania i spróbował udzielić na nie odpowiedzi:

1. Jaka jest relacja między złem a dobrem?

My chrześcijanie rozumiemy zło jako brak dobra lub jego wypaczenie. Czegoś nam zabrakło, coś zostało zniekształcone, wykoślawione… i dlatego jest źle. Świetnie tłumaczy to ojciec Jacek Salij, przywołuje dość zabawny obraz porównujący zło do dziurawych spodni:

„Dziura w spodniach to jest coś złego, większa dziura w spodniach, to jest coś jeszcze gorszego, ale nie da się wyobrazić, żeby dziura osiągnęła takie rozmiary, że już nie ma spodni”. Dziura może zrobić się tylko w spodniach. Analogicznie jest ze złem, ono żywi się dobrej, żeruje na nim, deformuje je i zniekształca.

2. Jakie są tego konsekwencje dla rachunku sumienia?

Pierwszy wniosek jest taki: dobry rachunek sumienia polega na tym, że jeśli coś wydaje się złe, to trzeba postawić sobie pytanie: jakie dobro zostało tutaj naruszone, czego w moim życiu zabrakło?

Drugi wniosek: jeśli zło jest brakiem dobra, to zwalczanie zła polega na naprawianiu brakującego dobra.  Jeśli będę chciał, żeby było jak najwięcej dobra w moim życiu, to nie będę się koncentrował tylko na tym, co robię źle, ale skupię się przede wszystkim na naprawianiu tego zła, zastanowię się komu pomóc, jak coś naprawić.

3. Po tych pytaniach trzecią ważną sprawą jest zadośćuczynienie!

Za przeszłość trzeba wziąć odpowiedzialność i tam, gdzie to tylko możliwe, łagodzić konsekwencje zła i zmniejszać jego rozmiary. Jeśli skrzywdziłem, staram się wynagrodzić, na tyle na ile to możliwe, a to czego naprawić się nie da, trzeba powierzyć miłosierdziu Boga. Jak to robić? Przez modlitwę, post i jałmużnę.

Jordan Śliwiński OFMCap

Jordan Śliwiński OFMCap

Zobacz inne artykuły tego autora >
Maciej Chanaka OP

Maciej Chanaka OP

Zobacz inne artykuły tego autora >
Jordan Śliwiński OFMCap
Jordan
Śliwiński OFMCap
zobacz artykuly tego autora >
Maciej Chanaka OP
Maciej
Chanaka OP
zobacz artykuly tego autora >