WIARA

Polska pamięć japońskich chrześcijan

Polscy duchowni zapisali piękną kartę w historii Japonii. Pamiętają o tym Japończycy, nie tylko katolicy, których jest w końcu w Japonii niewielu.

Michał Kłosowski
Michał
Kłosowski
zobacz artykuly tego autora >

Polub nas na Facebooku!

Polska pamięć japońskich chrześcijan
Polscy duchowni zapisali piękną kartę w historii Japonii. Pamiętają o tym Japończycy, nie tylko katolicy, których jest w końcu w Japonii niewielu.

– Moja żona, która jest protestantką, bardzo ceni postać św. Maksymiliana Kolbe – mówi mi Akihiko Watanbe, wykładowca na tokijskim uniwersytecie Otusuma. Sam będąc katolikiem zna oczywiście postać o. Kolbe, słyszał także o innych polskich duchownych, którzy zasłużyli się dla japońskiego chrześcijaństwa. Ale to o. Kolbe jest tu dla najważniejszy. Japończycy nazywają go nawet „japońskim świętym”. – W kościele Toma, w zachodniej części miasta, blisko stacji Nagayama mamy nawet jego relikwie – dodaje Watanbe, wyraźnie dumny.

W Japonii katolicy stanowią od 0,04 do 0,06% społeczeństwa, ok. 500 tysięcy osób. Nie wiadomo dokładnie ilu, bo wielu katolików jest imigrantami z innych części Azji, Korei, Filipin czy Wietnamu. Ci ostatni to często diakoni i seminarzyści, którzy budują tu Kościół. – W Japonii pracuje kilku Polaków, a byli też tacy, którzy przybyli tu z pierwszymi misjonarzami z Portugalii – tłumaczy mi siostra Aneta Płonecka, polska misjonarka zgromadzenia Sług Ewangelii Miłosierdzia Bożego, pracująca w Tokio. Siedzimy, popijając kawę w turystycznej części miasta. Siostra Aneta ma na myśli o. Wojciecha Męcińskiego, zwanego też Alberto Polacco. Historia jego życia i gorliwość ewangelizacyjna nadaje się na scenariusz filmowy. Wstąpił do Towarzystwa Jezusowego niecałe pół wieku po jego powołaniu. Studiował na Akademii Krakowskiej. Odziedziczył 17 wsi i miasteczko Nowodwór, które pomimo protestów rodziny zapisał na wyposażenie kolegium św. Piotra w Krakowie. Po wyjeździe do Portugalii na studia teologiczne, wypłynął do Indii, jednak musiał zawrócić z powodu niesprzyjającej pogody. Ostatecznie do Indii dotarł w 1633 roku, wylądował w Goa, gdzie poświęcił się pracy charytatywnej. Rok później przybył na ziemie dzisiejszego Wietnamu, skąd popłynął do Malakki, by leczyć chorych żołnierzy, a stamtąd do Makau. Statek, którym później próbował przedostać się z Makau do Japonii został porwany, ale Męciński uciekł, trafił do Kambodży tam został przełożonym tamtejszej misji i zyskał poważanie króla. Kilka lat później odpłynął do Manili na Filipinach, skąd w przebraniu Chińczyka w końcu przedostał się do Japonii. Był tam krótko, wraz z towarzyszami został odkryty przez ludzi szoguna, zmarł po torturach. Uznawany jest dziś za męczennika. – To żar wiary porównywalny do tego, który miał w sobie ulubiony misjonarz Ojca Świętego, jezuita Franciszek Ksawery – twierdzi Tatsuo Shirahama, prezes Fundacji Yumenosya, zajmującej się badaniem oraz kultywowaniem japońskiej kultury i sztuki. – Warto aby tę historię poznał cały świat – dodaje.

Wielu spotkanych Japończyków poznało chrześcijaństwo dzięki papieżowi z Polski.

 

 

Japończycy pamiętają także wizytę Papieża-Polaka w 1981 roku. – Jan Paweł II wpisuje się w grupę kilku Polaków, o których pamiętają Japończycy. – Jest to Skłodowska-Curie, Kopernik, Wałęsa, Chopin i właśnie Jan Paweł II – mówi ambasador Polski w Tokio, Paweł Milewski. Wielu spotkanych Japończyków poznało chrześcijaństwo dzięki papieżowi z Polski. Papież-Polak spotkał się również z japońską młodzieżą, wśród której było wielu niechrześcijan, a którzy po jego wizycie w Azji ochrzcili się. – To była ostatnia silna iskra ewangelizacyjna w Japonii – mówi o. Paweł Janociński OP, pracujący w Japonii od ponad 40 lat. Podczas swojej podróży do Azji, Jan Paweł II odwiedził ponadto brata Zenona Żebrowskiego, 90-letniego polskiego franciszkanina-misjonarza który przybył do Japonii z ojcem Maksymilianem Kolbe w latach 30-tych i który był opiekunem ofiar bomby atomowej. „Brat Zeno”, jak nazywają go Japończycy, to postać niezwykle tutaj znana. Do dziś można znaleźć tu ludzi, którzy go spotkali i którym służył pomocą. Opiekował się bowiem tymi, którzy podczas wybuchów bomb atomowych ucierpieli, opiekował się także japońskimi sierotami. – Mamy wspaniałą historię o. Maksymiliana Kolbe i br. Zenona Żebrowskiego także salezjanina, ks.  Michała Moskwy – mówi Ambasador Polski w Tokio, Paweł Milewski. I dodaje. – Chcielibyśmy przypominać o tym, że Karol Wojtyła był nie tylko pierwszym Polakiem na Stolicy Piotrowej. Chcielibyśmy pomóc zintegrować polskie środowisko duchowieństwa w Japonii jeszcze mocniej, nie dlatego że kapłani tu potrzebują jakiejś specjalnej pomocy – twierdzi i nadmienia – Pracowałem jako Ambasador na Papui-Nowej Gwinei, gdzie jest 75 polskich misjonarzy i tam to zdecydowanie oni potrzebują pomocy. W Japonii natomiast tworzą oni szansę na wyjątkową promocję polskiej historii, kultury i wyjątkowych działań, które zasługują na docenienie. Rok Ojca Świętego będzie do tego okazją.

 

Jest więc na czym budować, zwłaszcza że wystawa o św. Maksymilianie Kolbe, która została przetłumaczona na język japoński dziś już przemierza Japonię. Wyruszyła z Nagasaki, kolebki japońskiego chrześcijaństwa gdzie pracował męczennik z Auschwitz. Japończycy, również ci niewierzący, doceniają cnoty polskich duchownych, a także ich rolę w otwieraniu Japonii na świat. A krajów takich, gdzie jak w Japonii, polscy duchowni zapisali się złotymi zgłoskami, jest więcej, zwłaszcza w Afryce i Ameryce Południowej. Warto wziąć to pod uwagę i spróbować odkryć to dziedzictwo.

Szukasz wartościowych treści?

Zapisz się na cotygodniowy newsletter Stacji7


 

 



Michał Kłosowski

Michał Kłosowski

Dziennikarz, sekretarz redakcji „Wszystko Co Najważniejsze”, twórca programu „Studio Raban” w Telewizji Polskiej, współpracownik „Stacji 7”. Współtworzył strategię komunikacji m.in. Światowych Dni Młodzieży Kraków 2016 i Panama 2019.

Zobacz inne artykuły tego autora >
Michał Kłosowski
Michał
Kłosowski
zobacz artykuly tego autora >

Adwent. Czas oczekiwania

Adwent to bogaty w symbolikę, czterotygodniowy okres przygotowania do Bożego Narodzenia oraz wzmożonego oczekiwania na koniec czasów i ostateczne przyjście Jezusa Chrystusa

Polub nas na Facebooku!

Adwent. Czas oczekiwania
Adwent to bogaty w symbolikę, czterotygodniowy okres przygotowania do Bożego Narodzenia oraz wzmożonego oczekiwania na koniec czasów i ostateczne przyjście Jezusa Chrystusa

Czterotygodniowy czas Adwentu, który nie jest okresem pokuty, ale radosnego oczekiwania, obfituje w zwyczaje i symbole. Jest podobny do całego ludzkiego życia, które jest oczekiwaniem na pełne spotkanie z Bogiem.

Adwent jest wyjątkowym czasem dla chrześcijan. Słowo adwent pochodzi z języka łacińskiego “adventus”, które oznacza przyjście. Dla starożytnych rzymian słowo to, oznaczało oficjalny przyjazd cezara. Dla chrześcijan to radosny czas przygotowania na przyjście Pana. Oczekiwanie na przyjście Chrystusa musi rodzić radość, gdyż jest oczekiwaniem na przyjście Jezusa. Dlatego też Adwent jest nie tyle czasem pokuty, ile raczej czasem pobożnego i radosnego oczekiwania. Opuszczenie hymnu Gloria nie jest wyrazem pokuty, jak w Wielkim Poście, lecz znakiem czekania na nowe zabrzmienie hymnu anielskiego śpiewanego w noc narodzenia Jezusa (Łk 2, 14).

Teologicznie czas ten wyraża oczekiwanie Kościoła na podwójne przyjście Chrystusa. W pierwszym okresie akcent położony jest na Paruzję, czyli ostateczne przyjście Chrystusa na końcu świata. Ostatni tydzień natomiast bezpośrednio przygotowuje do narodzenia Chrystusa, przez które Bóg wypełnia wszystkie obietnice złożone w historii.

Adwentowe czytania mszalne dotyczą m.in. dramatycznych nawoływań proroków, którzy zachęcają do nawrócenia, podkreślają zbliżający się kres czasu i ostateczne nastanie Królestwa Bożego. Równocześnie jednak Kościół przypomina o nadziei, jaka wiąże się z paruzją, czyli ponownym przyjściem Chrystusa – w każdej Mszy św. padają słowa: “abyśmy zawsze wolni od grzechu i bezpieczni od wszelkiego zamętu, pełni nadziei oczekiwali przyjścia naszego Pana Jezusa Chrystusa”.

 

RORATY

Najbardziej charakterystycznym zwyczajem adwentowym, zwłaszcza w Polsce, są Roraty. Jest to Msza św. sprawowana ku czci Najświętszej Maryi Panny, zwykle bardzo wcześnie rano. Wierni, często w ciemnościach przenikniętych jedynie blaskiem trzymanych w ręku świec, wraz z Maryją czekają na wybawienie jakie światu przyniosły narodziny Zbawiciela.

W niektórych miejscach na roratnich Mszach na początku w procesji z kruchty kościoła do ołtarza z lampionami w ręku idą dzieci. Mszę św. rozpoczyna się przy wyłączonych światłach, mrok świątyni rozpraszają jedynie świece i lampiony. Dopiero na śpiew “Chwała na wysokości Bogu” zapala się wszystkie światła w kościele.

Uczestnictwo dzieci w Mszach roratnich wiąże się ze zwyczajem podejmowania różnych dobrych postanowień na czas Adwentu. Dzieci często zapisują te postanowienia na kartkach, składanych następnie przy ołtarzu. Mają one wyrażać wewnętrzne przygotowanie do Bożego Narodzenia i chęć przemiany życia.

Z Roratami związany jest zwyczaj zapalania specjalnej świecy ozdobionej mirtem, nazywanej roratką. Symbolizuje ona Maryję, która jako jutrzenka zapowiada przyjście pełnego światła – Chrystusa. Innym zwyczajem jest zawieszanie w kościele wieńca z czterema świecami oznaczającymi cztery niedziele Adwentu. Z upływem kolejnych tygodni podczas Rorat zapala się odpowiednią liczbę świec. Świece i lampiony tak często używane w liturgii adwentowej wyrażają czuwanie. Nawiązują one do ewangelicznych przypowieści m.in. o pannach mądrych i głupich. Światło jest też wyrazem radości z bliskiego już przyjścia Chrystusa.

Nazwa “roraty” pochodzi od pierwszego słowa łacińskiej pieśni na wejście śpiewanej w okresie Adwentu – “Rorate coeli” (Niebiosa, spuśćcie rosę).

 

W liturgii adwentowej obowiązuje fioletowy kolor szat liturgicznych. Jako barwa powstała ze zmieszania błękitu i czerwieni, które odpowiednio wyrażają to co duchowe i to co cielesne, fiolet oznacza walkę między duchem a ciałem. Zarazem połączenie błękitu i czerwieni symbolizuje dokonane przez Wcielenie Chrystusa zjednoczenie tego co boskie i tego co ludzkie. Wyjątkiem jest III niedziela Adwentu – tzw. Niedziela “Gaudete” (radujcie się). Obowiązuje w niej różowy kolor szat liturgicznych, który wyraża przewagę światła, a tym samym bliskość Bożego Narodzenia.

 

Adwent dzieli się na dwa podokresy, z których każdy ma odrębne cechy, wyrażone w dwóch różnych prefacjach adwentowych.

Pierwszy podokres obejmuje czas od pierwszej niedzieli Adwentu do 16 grudnia, gdy czytane są teksty biblijne zapowiadające powtórne przyjście Zbawiciela na końcu świata i przygotowujące do spotkania z Chrystusem Sędzią. Dni powszednie w tym okresie przyjmują wszystkie obchody wyższe rangą (tzn. wspomnienia dowolne, obowiązkowe, święta i uroczystości).

Drugi okres Adwentu, od 17 do 24 grudnia, to bezpośrednie przygotowanie do świąt Bożego Narodzenia. W tym okresie w dni powszednie można obchodzić jedynie święta i uroczystości.

 

Dawniej Adwent był czasem szczególnej aktywności różnych bractw. Przy kościołach istniały kapele rorantystów, które śpiewem i muzyką uświetniały celebracje, przez co przyciągały wiernych i upowszechniały zwyczaj Rorat. W XIX w. w Warszawie istniało również bractwo roratnie, które ze sprzedaży świec uzyskiwało fundusze na pomoc ludziom ubogim. Obecnie corocznie podobną akcję sprzedaży świec prowadzi pod hasłem katolicka Caritas. Od 6 lat w akcji Wigilijnego Dzieła Pomocy Dzieciom uczestniczą też organizacje charytatywne Kościołów prawosławnego i ewangelicko-augsburskiego.

 

Pierwsze wzmianki na temat Adwentu jako okresu przygotowania do świąt Bożego Narodzenia pochodzą z IV w. W Rzymie zwyczaj ten znany był od VI w. i obejmował cztery tygodnie przed świętami. Przez pewien czas Adwent był okresem postu, co dalej jest zachowywane w liturgii wschodnie


mlk, mp / Warszawa
 
Katolicka Agencja Informacyjna

Szukasz wartościowych treści?

Zapisz się na cotygodniowy newsletter Stacji7


 

 



Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *