Pełna mobilizacja

Fakt, że coraz mniej Polaków chodzi na niedzielne Msze katolików może smucić i niepokoić, ale powinien być przede wszystkim mobilizacją do aktywnego włączenia się w dzieło ewangelizacji, które jest zadaniem każdego ochrzczonego.

Dawid Gospodarek
Dawid
Gospodarek
zobacz artykuly tego autora >

Polub nas na Facebooku!

Warto zauważyć, że ten jeden procent, o który od zeszłego roku zmniejszyła się liczba dominicantes (przychodzących na niedzielne Msze) nie oznacza, jak sugerują niektóre media, ucieczkę od Kościoła. Opuszczenie niedzielnej Mszy nie stanowi aktu apostazji, tylko grzech. Pielgrzymujący Kościół składa się z grzeszników i to nikogo znającego ludzką (swoją) kondycję nie powinno zaskakiwać.

Nie mniej przy publikacji takich danych warto zastanowić się, czy rzeczywiście mamy do czynienia z jakimś poważnym kryzysem i ewentualnie jak mu zaradzić.

Trochę mnie bawią stwierdzenia niektórych księży socjologów mówiących, że co prawda mniej osób zajmuje kościelne ławy, ale za to więcej przystępuje do Komunii. Na Zachodzie czasem 100% zebranych na Mszy przystępuje do Komunii, a niestety raczej świadczy to o odrzuceniu przez tamtejszych chrześcijan katolickiego nauczania o grzechu oraz niepodzielaniu wiary w znaczenie spowiedzi i Eucharystii.

Moim zdaniem jedną z głównych przyczyn opuszczania niedzielnych Mszy stanowi bardzo słaba katechizacja. Nie potrafię wyobrazić sobie człowieka nie uczęszczającego na Eucharystię i dobrze wiedzącego, co się na niej dzieje: prawdziwe uobecnienie zbawczej ofiary Chrystusa dokonanej z miłości do każdego na Golgocie… Tu On sam karmi nas swoim prawdziwym Ciałem i Krwią. Czy z pełną świadomością można gardzić taką miłością?

Nie dziwi, że tam, gdzie liturgia jest traktowana poważnie, czyli gdzie zgodnie z zaleceniami Kościoła (przepisami liturgicznymi) celebruje się ją w taki sposób, by prowadzić do tej tajemnicy wiary, by uświadamiać czytelnymi i wypracowanymi przez tradycję znakami, czym jest Msza, kim jest człowiek, co działo się na Krzyżu i w czym mamy właśnie udział – wierni przychodzą licznie i chętnie. Stąd coraz większa popularność mszy w tradycyjnym rycie rzymskim („trydenckich”), fascynacja rytami wschodnimi, owocna działalność Dominikańskiego Ośrodka Liturgicznego i innych liturgicznych inicjatyw. Na sierpniowe warsztaty liturgiczne Ars Celebrandi, którym patronuje Stacja7.pl, zapisało się ok. 150 osób.

Biskupi i proboszczowie powinni z tych faktów wyciągnąć wnioski – nie chodzi o robienie z Mszy teatru, ściąganie na celebracje przeróżnych muzycznych kapel, wydziwianie na masę innych sposobów. Wystarczy celebrować z wiarą i ufnością w to, że co Kościół wypracował przez wieki dalej pociąga i nasyca spragnionych eucharystycznego sacrum.

Sami wierni nie mogą również swojej odpowiedzialności za własną formację zrzucać na kapłanów. Jeśli trudno ci odnaleźć się na Mszy, warto zastanowić się, kiedy ostatnio słuchałeś jakiejś liturgicznej katechezy (wiele bardzo dobrych dostępnych jest w sieci)? Kiedy ostatnio czytałeś jakiś artykuł czy książkę, wprowadzającą w eucharystyczne znaki i symbole?

A jeśli chodzisz co niedzielę do kościoła – kiedy ostatnio rozmawiałeś o miłości Boga uobecniającej się podczas każdej Mszy ze znajomymi, dla których niedzielna Eucharystia nie jest naturalnym sposobem świętowania Dnia Pańskiego?


Jeśli podobają Ci się nasze artykuły, możesz nas wesprzeć:

Wesprzyj nas
Dawid Gospodarek

Dawid Gospodarek

Zobacz inne artykuły tego autora >
Dawid Gospodarek
Dawid
Gospodarek
zobacz artykuly tego autora >

Nie ściągaj

Skłamałbym twierdząc, że nigdy nie ściągnąłem nielegalnie piosenki czy e-booka. Nie ma czym się chwalić.

Mateusz Ochman
Mateusz
Ochman
zobacz artykuly tego autora >

Polub nas na Facebooku!

Jeśli chodzi o prawo dotyczące pobierania dzieł kultury z internetu to jakie ono jest każdy widzi. Bardzo uproszczając można je zamknąć w kilku słowach: pobieranie jest w porządku, udostępnianie nie. I trzymając się tej wykładni, jeśli sumienie nie podpowiada nam czegoś innego, można się trzymać. Ale…

No właśnie, ale…

Może warto w ramach pracy nad sumieniem i własną uczciwością przeanalizować sytuację raz jeszcze?

Myślę, że dla nikogo nie jest tajemnicą to, że książki same się nie piszą. To samo dotyczy kompozycji muzycznych. W drugim przypadku czasem można mieć wątpliwości, ale nie rozstrzygajmy tego teraz. Za tym atramentem, który już wyschnął na papierze (albo, co charakterystyczne dla czasów, w których żyjemy, za pikselami na monitorze) stoi autor. Nad nutami, które niejednokrotnie oczarowują nas do granic możliwości pracuje często cały zespół. To ludzie poświęcający swój czas i wysiłek, aby ich dzieło mogło trafić w nasze ręce. Dlatego wynagrodzenie należy im się – za przeproszeniem – jak psu buda.

Niedawno byłem świadkiem bardzo przykrej sytuacji: Autorka kilku książek znalazła jedną z nich na stronie pewnego gryzonia, z której można pobierać różne multimedia. Dawno nie widziałem kogoś, kto byłby równie smutny. Nie rozgniewany, nie zezłoszczony. Smutny.

Dla nas to kliknięcie. Dla autorów miesiące a nawet lata ciężkiej pracy.

Na początku wspomniałem, że mnie też się zdarzało “wypożyczać” niektóre pliki z internetu. Dzięki Bogu to już raczej czas przeszły. Technologia i zapotrzebowanie na rynku doprowadziły do momentu, w którym możemy sięgać po kulturę na naprawdę dogodnych warunkach finansowych. Wystarczy wspomnieć o Spotify, Deezerze czy WiMP-ie gdy chodzi o muzykę i, chociażby, Legimi jeśli mówimy o książkach. Płacąc co miesiąc mamy dostęp do całej masy plików, które zapewnią nam i ukulturalnienie, i rozrywkę. A te 10 złotych to chyba niezbyt wielka cena za naszą uczciwość.


Jeśli podobają Ci się nasze artykuły, możesz nas wesprzeć:

Wesprzyj nas
Mateusz Ochman

Mateusz Ochman

Specjalista ds. social media. Autor bloga "Bóg, honor & rock`n`roll" oraz programu "Brzytwa Ochmana".

Zobacz inne artykuły tego autora >
Mateusz Ochman
Mateusz
Ochman
zobacz artykuly tego autora >