Na Hawaje z Jezusem

Przedwczoraj w trakcie rozmowy z żoną powiedziałem coś, co mnie samego nawróciło. Rozmawialiśmy o tym, jak to jest trudno ufać w obietnice Boże, kiedy wszystkie znaki na niebie i ziemi mówią, że rzeczywistość zmierza w dokładnie odwrotnym kierunku niż obiecywał Bóg.

Bartek Szkudlarek
Bartek
Szkudlarek
zobacz artykuly tego autora >

Jak trudno musiało być Abrahamowi, kiedy obchodził 80 urodziny ufać, że jednakowoż będzie miał potomstwo i to w sporej liczbie. O ile trudniej mu było uwierzyć, skoro z Sarą świętowali jego 85 wiosnę! Ostatecznie, doczekał się – Bóg spełnił to co mu obiecał (Rdz 21, 5). Albo – bliżej naszych czasów – jakże trudno jest uwierzyć i trwać w zaufaniu obietnicom Bożym rodzinie, której długi intensywnie czyszczą konto w banku, perspektyw na zmianę nie widać, a Bóg na modlitwie obiecuje dobrobyt? Jakże trudno jest uwierzyć jak dziecko. W czasie rozmowy o tych mniej więcej sprawach, nieoczekiwanie przyszła mi na myśl nasza pięcioletnia córka, która już smacznie spała sobie za ścianą. Wyobraź sobie – mówię do żony – że jutro rano mówimy jej, że za tydzień polecimy samolotem na Hawaje i będziemy skakać z najwspanialszych trampolin świata do basenu przez piętnaście dni! Co by zrobiła? Z miejsca zaczęłaby skakać do sufitu z radości i wszystkie kolejne dni wybierałaby ubranka i zabawki, szykując się na wycieczkę.

Czyli – uwierzyłaby od razu. Dlaczego? Bo Tata tak powiedział.

Na Hawaje z Jezusem

Teraz my, dorośli. Gdyby Bóg dziś na modlitwie powiedział tobie, że ma dla ciebie wielki plan na dalsze życie, chce cię obficie obdarować (również materialnie) i pobłogosławić tylko dlatego, że cię kocha. I że nie chce nic w zamian.

Uwierzysz? Nie sądzę, też jestem dorosły i znam nasze – dorosłych słabości. Będziesz czekał aż zobaczysz.

A dziecko? Od razu wyskoczy do góry z radości. Wstyd nam? No mnie trochę tak. A Tobie?

Pan Jezus powiedział, żebyśmy w wierze stali się jak dzieci. Nie infantylni jak to niektórzy błędnie rozumieją. Jak dzieci czyli ufający od razu, z miejsca, bez kalkulacji i rachunku prawdopodobieństwa. Wiedział co mówi (Łk 18, 15-17).

Niedziela jest właśnie po to – byśmy pozwolili sobie być jak dzieci. Na niedzielnej Eucharystii uczyli się takiej innej postawy. Msza Święta jest ucztą. Tam jemy, karmimy się. Są na niej dwa stoły, stół Słowa Bożego i Ołtarz. Najpierw karmimy się Słowem Bożym, które ma moc. Potem karmimy się żywym, mistycznym Ciałem samego Jezusa Chrystusa. Czy Pan Jezus powiedział coś o tym, dlaczego zaprasza nas na taką ucztę? Obiecał coś?

Obiecał i to sporo. Odnośnie Słowa Bożego rzekł: „Każdego więc, kto tych słów moich słucha i wypełnia je, można porównać z człowiekiem roztropnym, który dom swój zbudował na skale. Spadł deszcz, wezbrały rzeki, zerwały się wichry i uderzyły w ten dom. On jednak nie runął, bo na skale był utwierdzony” (Mt 7, 24-27). Zwykło się rozumieć ten fragment oględnie rzecz ujmując w ten sposób, że jak jesteś mądry to słuchasz Słowa Bożego i wypełniasz je, a to oznacza, że nie zginiesz, boś mądry. Jak jesteś głupi to tego nie robisz i zginiesz, boś głupi.

Gdybyśmy jednak spróbowali przeczytać ten fragment inaczej, nie jak przestrogę, ale jak obietnicę. Że jak będę słuchał Słowa Bożego to choćbym był głupi, stanę się mądry.

Nie przez siebie samego, ale dzięki Słowu, które przyjmuję i które mnie buduje, umacnia i czyni mądrzejszym. Słowo Boże jest pokarmem dla duszy, bo sam Pan Jezus powiedział, że nie samym chlebem żyje człowiek, ale każdym słowem, które pochodzi z ust Bożych. (Mt 4,4) Innymi słowy Jezus tobie i mnie mówi, byśmy poszli w niedzielę na Mszę Świętą i nakarmili się Słowem.

I obiecuje, że jak się już posilimy i będziemy żyli tym, w co wierzymy, to każdą burzę z danego tygodnia przeżyjemy i nic nam się nie stanie. Wierzysz?

Gdybyśmy mieli wiarę jak dziecko, to pędem na sumę w niedzielę byśmy lecieli, a każdego słowa czytanego przez lektora, śpiewanego w psalmie i usłyszanego w Ewangelii słuchalibyśmy z otwartą buzią. Gorliwość by nas rozpalała. Niech nas rozpala!

Jest jeszcze druga obietnica, jeszcze większa. Odnosząc się już wprost do Komunii Świętej Pan Jezus powiedział: „Ja jestem chlebem życia. Zaprawdę, zaprawdę, powiadam wam: Jeżeli nie będziecie jedli Ciała Syna Człowieczego ani pili Krwi Jego, nie będziecie mieli życia w sobie. Kto spożywa moje Ciało i pije moją Krew, ma życie wieczne, a Ja go wskrzeszę w dniu ostatecznym. Ciało moje jest prawdziwym pokarmem, a Krew moja jest prawdziwym napojem” (J 6; 48, 53-55). Co to oznacza? Po pierwsze, że kto będzie przystępował do Komunii Świętej, będzie miał życie w sobie. Pomyślisz – przecież żyję i mam się dobrze. Oczywiście, ale problem polega w tym, czy jako dwudziestoparolatek czy trzydziestolatek – nie czujesz się staro? Że już się nie chce, że musisz sobie trochę pomarudzić, że nie masz już na nic siły, że masz dość?

Empirycznie sprawdzone: to nie napój energetyczny doda ci skrzydeł, ale Bóg.

Nie chcę w jednym rzędzie stawiać mojego Pana, Jezusa, z napojem energetycznym, ale chodzi mi o coś szczególnego. Kiedy przyszedłem do naszej wspólnoty przy Kościele oo. jezuitów w Łodzi, zobaczyłem kilka pań sporo po siedemdziesiątce. Wszystkie były duchowo młode jak sarenki. Bystre, uśmiechnięte, z humorem i z …. ikrą.

Super babki! Wszystkie one były fajniejsze i o niebo młodsze duchowo niż ja i wszystkie moje nakręcone energią tego świata koleżanki.

Po czasie zobaczyłem pewną prawidłowość. Im częściej karmiłem się Ciałem Pana Jezusa, tym stawałem się wewnętrznie młodszy i radośniejszy. I zrozumiałem skąd Bronia i inne kobitki miały aż tyle werwy. Od Boga.

Na Hawaje z Jezusem

On mówi wprost, że taki człowiek „nie umrze” (J 6,50). Św. Augustyn w swoim dziele „Wyznania” napisał, że zrozumiał, iż Komunia Święta to pokarm dla dojrzałych ludzi. Oznacza to, że w Komunii Świętej to nie tyle człowiek przyjmuje do serca Pana Jezusa, ale Pan Jezus przyjmuje człowieka w swoje Ciało i to człowiek zatapia się w Bogu. De facto dzieje się i to i to, ale chodzi o kierunek myślenia – to ja wtapiam się w Boga, Jemu się oddaję i zaczynam żyć w Jego Ciele.

Kiedy spożywam Ciało Pana Jezusa, to fizycznie ten pokarm trafia do każdej komórki mojego ciała. Przenika mnie całego – czyli ja cały jestem w Bogu. Fizycznie.

Już w tym momencie jestem nieśmiertelny, bo choćby ciało zasnęło, moja dusza nie zaśnie, bo trwa w Tym, który jest wieczny. Czy ktoś ma wątpliwości, że Ciało Boga to pełnia bóstwa? Czy ktoś ma wątpliwości, że kiedy przyjmujesz Komunię Świętą to Twoje dłonie, serce, głowa, oczy, usta i wszystko – są częścią Jego Ciała? Jesteś wówczas święty, bo przenika cię Ten, który jest Święty.

Gdybyśmy przyjęli tę prawdę, o której mówi Pan Jezus, jak dzieci, to od 7 rano w niedzielę przebieralibyśmy nogami, żeby iść na Mszę, usłyszeć Słowo i przyjąć Ciało, w którym jest Życie. Inni niech sobie ćwiczą wygibasy, co ich mają naenergetyzować na tydzień. Ty – jeśli pragniesz – idź na Mszę. Tam się nakarmisz do syta i otrzymasz prawdziwą moc do życia.

Bartek Szkudlarek

Bartek Szkudlarek

Zobacz inne artykuły tego autora >
Bartek Szkudlarek
Bartek
Szkudlarek
zobacz artykuly tego autora >

SACROLABORKI: Msza Święta – cz.5

Ksiądz dr Grzegorz Strzelczyk opowiada o najważniejszym momencie we mszy świętej. Przeprowadza nas przez to, co trudno jest zrozumieć

ks. dr Grzegorz Strzelczyk
ks. dr Grzegorz
Strzelczyk
zobacz artykuly tego autora >

Modlitwa Eucharystyczna, Przeistoczenie

Fragmenty wypowiedzi z filmu:.

Po przygotowaniu darów zaczyna się Modlitwa Eucharystyczna…. Najpierw następuje śpiew dziękczynienia, w którym opowiadamy Bogu, za co chcemy mu dziękować. I wychwalamy Go wołając „Święty, święty”…

Ten śpiew przygotowuje nas do przeżycia najważniejszego momentu w czasie mszy świętej – Przeistoczenia…. I przez powtarzanie słów Chrystusa z ostatniej wieczerzy, On sam stanie się obecny pośród wspólnoty…. Jego Zbawienie stanie się obecne pośród nas…

Ta część mszy świętej – po Przeistoczeniu – kończy się wielkim hymnem chwały, czyli Wielką Doksologią. Ksiądz woła „Przez Chrystusa, z Chrystusem i w Chrystusie, Tobie Boże Ojcze Wszechmogący, w jedności Ducha Świętego, wszelka cześć i chwała, przez wszystkie wieki wieków”.

Wszyscy odpowiadamy po tym wezwaniu Amen, które jest najważniejszym Amen w całej Eucharystii. To jest „tak” naszego zbawienia.

Słownik:

Amen to jedna z najczęściej stosowanych w liturgii chrześcijańskiej aklamacji. Należy do słów uprzywilejowanych podobnie jak Alleluja. Słowo to pochodzi z hebrajskiego i jest trudne do przetłumaczenia. Rdzeń amen: oznacza opierać się na kimś (czymś), być silnym, pewnym, trwałym.

Amen występujące w formie przysłówkowej znaczy: zaprawdę, z pewnością, niech się tak stanie

Doksologia (od gr. doksa – wielkość, wspaniałość, szacunek, chwała, i logos – słowo). To formuła uwielbiająca wspaniałość i wielkość Boga. Zwykle są to krótkie, ale głębokie, często hymniczne zwroty wychwalające jakiś Boży czyn czy wymiar działania.

Na podstawie Leksykonu liturgii, Pallottinum, Poznań 2006

ks. dr Grzegorz Strzelczyk

ks. dr Grzegorz Strzelczyk

Zobacz inne artykuły tego autora >
ks. dr Grzegorz Strzelczyk
ks. dr Grzegorz
Strzelczyk
zobacz artykuly tego autora >