Listopadowe prezenty

Nie wiem czy lubisz rozdawać prezenty bliskim, a może także nieznajomym? Jeśli tak, to czytaj dalej, a dowiesz się jak można rozdawać prezenty, nie płacąc za nie ani złotówki. Cóż to za podarki, o których chcę Ci dziś powiedzieć? Oficjalnie nazywamy je w Kościele odpustami.

Bartłomiej Parys SVD
Bartłomiej
Parys SVD
zobacz artykuly tego autora >

Dla niektórych brzmi to zapewnie dziwnie, dla innych być może lekko trąci ciemnymi wiekami, gdzie takowymi dobrami handlowano za pieniądze. Zostawiając na boku owe negatywne skojarzenia, zatrzymajmy się dziś nad duchowymi prezentami i tym, jak możemy uczestniczyć w ich rozdawaniu.

Listopadowe prezenty

Aby jednak bardziej zrozumieć o co chodzi, musimy się nieco zastanowić nad tym, jak „działa” grzech w życiu człowieka. A ma on dwa skutki: grzech śmiertelny powoduje karę wiecznego odłączenia od Boga i powoduje też głęboki nieporządek w życiu. Mówiąc obrazowo, zostawia w duszy rany. Takie same rany pozostawiają grzechy, które nie powodują odłączenia od Boga, a które zwyczajowo nazywamy lekkimi.

Bóg w swoim miłosierdziu dał nam sakrament spowiedzi, który gładzi karę odłączenia od Boga jaki powoduje grzech śmiertelny. Spowiedź jednak automatycznie nie leczy wszystkich ran grzechowych. Pozostaje przed nami zadanie oczyszczania się z nich. Pozostając w terminologii choroby – potrzebna jest duchowa rekonwalescencja (a ta bywa bolesna i wymaga ofiar), która przywróci harmonię w duszy.

Jak pomóc duszy wyjść z czyśćca?

Owa rekonwalescencja może mieć miejsce już na ziemi, a dla odchodzących z tego świata w przyjaźni z Bogiem – lecz nie do końca wyleczonych z duchowych ran – trwa ona nadal w rzeczywistości, którą nazywamy czyśćcem. To stan, w którym człowiek jest zbawiony, ale jeszcze nie przeżywa radości życia na wieki z Bogiem, z powodu „niezaleczonych” powikłań po grzechu w duszy.

Czy możemy jakoś pomóc osobom, które w takim stanie przebywają? Oczywiście, że tak! A to dlatego, że jako ochrzczeni jesteśmy wszyscy „zespołem naczyń połączonych” i dzięki temu, że łączy nas Jezus, możemy przekazywać sobie nawzajem duchowe dobra.

Listopadowe prezenty

Teraz możemy przejść do tego, jak rozdawać owe prezenty. Klucz do nich jest w ręku Kościoła pod przewodnictwem papieża, który jako następca św. Piotra ma tę samą władzę od Jezusa „związywania i rozwiązywania”. Stąd to Kościół określa warunki w jaki sposób owe duchowe dobra są przydzielane. I dziś powiem jedynie o tych szczególnych, listopadowych, które są przeznaczone dla zmarłych (odpust w różnych okolicznościach można uzyskać też dla siebie samego, ale dziś nie będziemy zajmowali się tym tematem).

Warunki wspólne tym odpustom, o których za chwile napiszę, są następujące:

  • przystąpienie do spowiedzi sakramentalnej w bliskiej łączności z tym listopadowym czasem, oczywiście nie ma potrzeby przystępowania do spowiedzi za każdym razem kiedy chcemy uzyskać odpust, jedna celebracja tego sakramentu obejmuje wiele takich okazji do zyskania odpustu
  • przyjęcie Komunii Świętej
  • modlitwa „w intencjach” Ojca Świętego

Małe dopowiedzenie co do Komunii Świętej i modlitwy „w intencjach” Ojca Świętego. W przypadku listopadowych odpustów związane jest to z jednym odpustem za jedną duszę, czyli jeśli chcemy obdarowywać jedną duszę każdego dnia, codziennie trzeba przyjąć Komunię Świętą i pomodlić się w intencjach Ojca Świętego. Nie modlimy się tu za papieża, a raczej za sprawy, które on wyznacza na dany czas Kościołowi do modlitwy.

Jakkolwiek można tu użyć różnych modlitw, wystarczy odmówić Ojcze Nasz i Zdrowaś Maryjo.

Teraz kilka słów o okolicznościach w jakich po wypełnieniu powyższych warunków można uzyskać odpust zupełny za dusze czyśćcowe. A możliwości są dwie.

Pierwsza okazja do uzyskania odpustu zupełnego zaczyna się już w Dzień Wszystkich Świętych od południa, aż do końca Dnia Zadusznego. Związana jest z nawiedzeniem kościoła lub publicznej kaplicy i odmówieniu tam "Ojcze Nasz" oraz „Wierzę w Boga”.

Druga okazja trwa od 3 do 8 listopada i związana jest z nawiedzeniem cmentarza i z modlitwą za zmarłych tamże (dowolnej).

Listopadowe prezenty

Nasza pomoc w zależności od naszego usposobienia może sprawić, że dla duszy konkretnej osoby od razu zakończy się czyściec, albo pomoże jej aby do stanu całkowitej wolności od ran po grzechu przybliżyć. Od czego to zależy? Od tego czy podejmując te czynności będziemy mieli w sercu pragnienie oderwania się od jakiegokolwiek grzechu w naszym życiu. Nie chodzi tu tyle o jakieś uczuciowe podejście, a o pragnienie woli, które wyraziłbym w takim mniej więcej postawieniu sprawy „wiem, że jestem grzesznikiem, ale chcę podążać ku Bogu – być świętym i nie chcę dokonywać nawet maleńkiego zła”.

Zachęcam Cię więc po sięgnięcie po te duchowe prezenty, które Jezus daje nam przez Kościół. Tak najdoskonalej okażesz miłość swoim bliskim, którzy już odeszli z tego świata. Kochajmy więc naszych bliźnich, znanych i nieznanych, niecieszących się jeszcze radością nieba, którzy czekają na naszą pomoc.


o. Bartłomiej Parys, SVD – misjonarz werbista – Irlandia

www.barteksvd.net

Bartłomiej Parys SVD

Bartłomiej Parys SVD

Zobacz inne artykuły tego autora >
Bartłomiej Parys SVD
Bartłomiej
Parys SVD
zobacz artykuly tego autora >

Halloween? Nie, dzięki

Końcówka października. O mamo, jak ja nie lubię tego okresu. Ostatni dzień tego miesiąca jeszcze niedawno w Polsce nie wiązał się z niczym konkretnym. Jednak od jakiegoś czasu mamy wtedy do czynienia z halloween - “świętem”, które z amerykańskich filmów dla młodzieży trafiło pod nasze swojskie strzechy. I rozgrzewa tym samym wszystkie dyskusje toczące się wokół słuszności (lub niesłuszności) zabaw, których nieodłącznym elementem są trupie czachy i sztuczna krew.

Mateusz Ochman
Mateusz
Ochman
zobacz artykuly tego autora >

A skoro już przy krwi jesteśmy: krew mnie zalewa, gdy muszę w tych dyskusjach uczestniczyć, ponieważ obu stronom brakuje solidnych argumentów. Ja, zdaje się, również takich nie posiadam, ale chciałbym w prostych słowach opowiedzieć o tym, dlaczego nie obchodzę halloween i dlaczego innym katolikom zalecałbym to samo.

Halloween? Nie, dzięki

Jestem katolikiem i nie obchodzę halloween. Nie dlatego, że jest to obca dla nas kultura. Hamburgery czy cola też nie wpisują się w naszą tradycję, a mimo to chętnie po nie sięgam.

Nie dlatego, że to pogaństwo. Pogaństwo, co chyba oczywiste, jest samo w sobie złe, ale pogaństwem jest również ”trzymanie kciuków”, a mimo to nie występuje się przeciwko temu w tak zmasowanym ataku, jak w przypadku halloween. Moim zdaniem słusznie, ponieważ w wymyślonej przeze mnie, na potrzeby tego tekstu, skali zła, ściskanie palców znajduje się bliżej wartości “0” niż przebieranie się za demony.

Nie dlatego, że to zagrożenie duchowe. Sformułowania tego używa się do określenia tak wielu rzeczy, że samo w sobie stanowi pewien paszkwil. Zagrożeniem duchowym nazywano już korzystanie z komputera czy picie indyjskiej herbaty, której pąki zrywa się gdzieś na indyjskich zboczach, co, jak dla mnie, jest sporym nadużyciem. Oczywiście udział w zabawach halloweenowych jest zagrożeniem duchowym, ale zagrożenia mają to do siebie, że można z nich wyjść bez szwanku.

Jestem katolikiem i nie obchodzę halloween, ponieważ deprecjonuje ono znaczenie śmierci i zgubnego wpływu szatana, sprowadza te dwie sprawy do roli zabawy. Trupie czaszki o tyle mają mieć miejsce w kulturze, o ile przypominają nam o dobrym przygotowaniu do śmierci (memento mori – przecież to znacie). Nie możemy tego odkładać w nieskończoność, choć widmo śmierci ma nas raczej napawać radością i optymizmem niż strachem. Nie służy temu jednak halloween, które przez wnikanie w nasz sposób myślenia daje do zrozumienia, że śmierć to igraszka.

Krótko mówiąc: jestem katolikiem i nie obchodzę halloween, ponieważ katolicyzm to celebracja Życia, Jezusa Chrystusa, który życie daje, nie zaś śmierci.

 

Mateusz Ochman

Mateusz Ochman

Specjalista ds. social media. Autor bloga "Bóg, honor & rock`n`roll" oraz programu "Brzytwa Ochmana".

Zobacz inne artykuły tego autora >
Mateusz Ochman
Mateusz
Ochman
zobacz artykuly tego autora >