Nasze projekty
Reklama
Fot. Piotr Stachiewicz, Legenda o Matce Boskiej/ zakony-zenskie.pl

Matki Bożej Siewnej. Dobry zasiew łatwo w życiu przeoczyć

Wielka historia zbawienia zaczęła się od małego początku. Od narodzin dziecka, od ziarna ukrytego w ziemi, od początku, którego wielkość znał tylko Bóg.

Są takie dni w kalendarzu, które na pierwszy rzut oka mogą wydawać się trochę zaskakujące. Dlaczego świętować czyjeś narodziny, skoro nie znamy dokładnej daty, miejsca ani szczegółów tego wydarzenia? Co więcej, Biblia nie przekazuje nam żadnej opowieści o narodzinach Maryi. A jednak Kościół od wielu wieków 8 września świętuje Jej przyjście na świat. Skąd więc czerpiemy wiedzę o początkach Jej życia?

ZOBACZ TAKŻE >>> Narodzenie Maryi. Dlaczego 8 września?

Reklama

Co wiemy na pewno?

Z późniejszej tradycji chrześcijańskiej, obecnej między innymi w pozabiblijnych źródłach, przede wszystkim w Protoewangelii Jakuba i Ewangelii Pseudo-Mateusza. To właśnie z tej tradycji znamy imiona rodziców Maryi – Anny i Joachima – oraz opowieść o ich długim oczekiwaniu na upragnione dziecko. Samo święto Narodzenia Najświętszej Maryi Panny wywodzi się z tradycji Kościoła Wschodniego, a po Soborze Efeskim w 431 roku, który ogłosił Maryję Bogurodzicą, zyskało jeszcze większe znaczenie i z czasem dotarło także na Zachód.

ZOBACZ TAKŻE >>> 8 września ważne święto maryjne. Czy tego dnia trzeba iść na Mszę Św.?

Możemy więc na chwilę zajrzeć do domu Anny i Joachima. Na świat przychodzi ich upragniona córka. Nadają jej imię – Maryja. Nie wiemy, jak wyglądał ten dzień. Nie znamy szczegółów. Wiemy tylko, że urodziło się dziecko. I właśnie tutaj zaczyna się niezwykła tajemnica tego święta. Wielkie Boże historie często zaczynają się zupełnie zwyczajnie.

Reklama

Nikt nie wiem kim będzie jego dziecko

Dla świata były to po prostu narodziny kolejnej dziewczynki. Dla Anny i Joachima – spełnienie wielkiego pragnienia. A w Bożym planie – początek historii, której rozmiarów nikt wtedy nie mógł jeszcze zobaczyć.

Rodzice Maryi nie wiedzieli, że ich córka kiedyś usłyszy słowa anioła: „Bądź pozdrowiona”. Nie wiedzieli, że zostanie Matką Jezusa, że będzie Mu towarzyszyć aż po krzyż i że przez kolejne pokolenia będą spełniały się słowa: „błogosławić mnie będą wszystkie pokolenia”.

Gdyby Maryja urodziła się dzisiaj, być może media miałyby o czym pisać. „Dziewczynka z królewskiego rodu przyszła na świat!” – moglibyśmy przeczytać. Pojawiłyby się zdjęcia, komentarze i pytania o jej przyszłość.

Reklama

ZOBACZ TAKŻE >>> „Powierz się Matce”. Modlitewnik Maryjny

Tymczasem Bóg rozpoczyna wielką historię po cichu. W zwyczajnym domu, w ramionach matki, bez fleszy i nagłówków. Czy nie jest to także ważna lekcja dla nas?

Świat lubi wielkie i głośne początki

Żyjemy w świecie, który lubi wielkie początki. Chcemy od razu widzieć rezultat, sukces i znaczenie. Tymczasem Bóg często zaczyna od czegoś, co wydaje się małe. Od jednego człowieka. Jednej decyzji. Jednego „tak”. Od dobra, którego jeszcze prawie nikt nie zauważa. Dlatego 8 września możemy zobaczyć Narodzenie Maryi jako święto początku. 

Nie oglądamy jeszcze całej historii. Nie widzimy Betlejem, Nazaretu ani Golgoty. Widzimy dopiero początek. Małe dziecko, w którym Bóg już zna całą przyszłość.

Coś jak ziarno rzucone w glebę

Pięknie łączy się to z polską tradycją tego dnia. 8 września nazywany jest również świętem Matki Bożej Siewnej. Od wieków był związany z początkiem jesiennych zasiewów. Rolnicy przynosili ziarno do kościoła, prosząc o błogosławieństwo, a potem powierzali je ziemi. Ziarno jest niezwykłym obrazem wiary i nadziei. 

Jest małe, niepozorne, niemal niewidoczne. Wrzuca się je w ziemię i ono znika. Przykrywa je ciemność. Potem pozostaje tylko czekanie. A czekania chyba najbardziej nie lubimy. 

Chcielibyśmy wiedzieć, że coś się uda. Chcielibyśmy od razu zobaczyć owoce naszych modlitw, decyzji i wysiłków. Tymczasem ziarno potrzebuje czasu. Pod powierzchnią, której nie widzimy, zaczyna się życie. I może właśnie dlatego obraz ziarna tak dobrze pomaga zrozumieć Narodzenie Maryi. Mała dziewczynka w domu Anny i Joachima. To jeszcze nie był cały plan. To był dopiero początek. Ziarno, którego przyszłego owocu nikt nie potrafił jeszcze zobaczyć. Czy podobnie nie jest czasem z naszym życiem?

Co się dzieje z naszym zasiewem? Ginie?

Patrzymy na swoje plany, nadzieje i modlitwy i myślimy: „Nic się nie dzieje”. Czasem nawet wydaje nam się, że coś się skończyło. Tymczasem ziemia, która z wierzchu wygląda jak koniec, może być właśnie miejscem początku. Może dzisiaj Bóg rozpoczyna w nas coś, czego jeszcze nie potrafimy nazwać. Może zasiewa nadzieję tam, gdzie jej prawie już nie ma. Może daje odwagę do podjęcia decyzji, pragnienie przebaczenia, powrót do modlitwy albo cierpliwość potrzebną, by poczekać. Może trzeba po prostu zaufać i nie wykopywać ziarna tylko dlatego, że jeszcze nie widać, czy rośnie.

Narodzenie Maryi mówi nam również coś bardzo ważnego o Niej samej. Jej życie nie będzie historią skupioną na Niej. Maryja nie zatrzymuje światła dla siebie. Całe Jej życie prowadzi do Jezusa. Jest jak jutrzenka – jeszcze nie słońce, ale już zapowiedź, że nadchodzi dzień. I może właśnie dlatego święto Jej narodzenia jest świętem nadziei. Nie tylko nadziei na to, że Bóg kiedyś coś uczyni. To także nadzieja, że Bóg już działa, nawet jeśli jeszcze tego nie widzimy.

Ważne by nie przeoczyć!

8 września warto więc nie tylko spojrzeć na Maryję, ale także na własne życie i zapytać: Co Bóg chce dzisiaj rozpocząć we mnie? Może coś bardzo małego. Tak małego, że łatwo to przeoczyć. Ale przecież wielka historia zbawienia też kiedyś zaczęła się od małego początku. Od narodzin dziecka, od ziarna ukrytego w ziemi, od początku, którego wielkość znał tylko Bóg.

Reklama

PRZECZYTAJ RÓWNIEŻ

PRZECZYTAJ RÓWNIEŻ
WIARA I MODLITWA
Zatrudnij nas