Nasze projekty
ks. Przemysław Śliwiński

Kod konklawe

Zaledwie 4 procent wszystkich wyborów papieskich w historii zakończyło się zgodnie z przewidywaniami. Jakie będzie konklawe 2013?

Reklama

Kiedy jestem w domu rodzinnym w Lubawie i mam z reguły czas na "lektury nie najważniejsze", przejeżdżam palcem po książkach, które są tam od zawsze, nieczytane albo niedoczytane, i wybieram jedną.

 

Tak było i wówczas, gdy kilka lat temu sięgnąłem po „Z tamtych lat” Teofila Ruczyńskiego. Może to pożółkłe kartki papieru, może ten zapach starej literatury, może fakt, że od zawsze tę książkę "widziałem", choć nigdy dotąd mnie nie zainteresowała. A może to, iż pan Ruczyński to mój sąsiad z bloku, zmarły w 1979 literat i regionalny poeta.

Reklama

 

To w tej książce przeczytałem fragment, który najpierw mnie rozśmieszył, a potem zastanowił. Spośród najwcześniejszych wspomnień ze swego dzieciństwa, Ruczyński wydobywa epizod z 1903 roku. Opowiada o czasie po śmierci papieża Leona XIII. „Do mojej matki przyszły sąsiadki i między innymi rozmawiały o sposobie wyboru nowego dostojnika Kościoła. Według ich opowiadania, wybór następuje w ten sposób: Kardynałowie całego świata przybywają do Rzymu i gromadzą się w jednym z kościołów na wspólnej modlitwie. Przed każdym z nich stoi niezapalona świeca. Którego świeca zapala się sama, ten kardynał zostaje papieżem”.

 

Reklama

***

Kod konklawe

W erze rozwijających się w niesamowitym tempie środków komunikacji społecznej, w czasach, gdy informacja kosztuje najwięcej i nic przed światem nie może się ukryć, istnieje zjawisko, którego reguły nie zmieniają się od lat. Otoczone wyjątkową scenografią Kaplicy Sykstyńskiej, którą Michał Anioł tak jakby chciał przygotować na ten moment: ze "Stworzeniem Adama" i "Sądem Ostatecznym". Osadzone w czasie, którym rządzi rytuał: pogrzeb, żałoba, w końcu Msza Pro eligendo Romano Pontefice. Pełne symboli i znaczeń: złamanie Pierścienia Rybaka, procesja purpuratów śpiewających Litanię do Wszystkich Świętych, Extra omnes, zamykające się drzwi Sistiny, które rozpoczynają czas wyborów cum clave. A potem biały dym, Habemus Papam z logii zewnętrznej Bazyliki św. Piotra i w końcu papież w białej sutannie po raz pierwszy pokazuje się światu.

Reklama

 

Niezmienne konklawe, niezmienny rytuał, coś przeciwnego wzorcom, których chce świat. Tam – transparentność, tu – sekret. Tam – demokracja, która pozwala głosować wszystkim, tu – głosują wybrani, kardynałowie. Tam – wybory trwają jeden, dwa dni, tu – nikt nie wie, ile potrwają. Wszystko zamknięte, wszystko w tajemnicy, cum clave, tylko oni i Sąd Boży.

 

I mass-media, które zwykle biorą to, co jest newsem, opisują rzeczy wyjątkowe, nowe, niespodziewane, na czas sede vacante zawieszają swe reguły i zaczynają opisywać rytuał. Tym bardziej go opisują, im rytuału jest więcej. W końcu same ulegają rytuałowi. Ich relacja – gdy popatrzeć na to z góry, z perspektywy historii, sama staje się rytuałem.

 

Gdy rytuału czasem zabraknie, gdy dzieje się coś niespodziewanego, niezgodnego z regułą, prasa nie wie co robić. Gdy niespodziewanie umiera Jan Paweł I (przecież to news absolutny!) zainteresowanie prasy było o wiele mniejsze niż zwykle. Gdy pontyfikat Benedykta XVI nie kończy się śmiercią, lecz rezygnacją, gdy informacja nie może być zasilana rytuałem, bo go nie ma, w miejsce rytuału wchodzi mit.

 

***

Kod konklawe

Ale nie. Nie wolno ulec czarowi, złudzie, nie należy poddać się rytualnym tańcom. Konklawe „czymś” jest, nie wystarczy powiedzieć: wybory papieskie. Reguły co prawda są znane, spisane w konstytucjach apostolskich, wiadomo, co się tam w środku dzieje, ale chciałoby się wiedzieć więcej, wejść do środka, podejrzeć przez dziurkę od klucza.

 

I najważniejsze: chciałoby się rozgryźć kod konklawe, strategię, która rządzi wyborami papieża, która pozwoli zawczasu przewidzieć, poznać sposób postępowania wyboru.

Czasem rozgryza się konklawe narodowościowo. Z którego kraju będzie ten, kto wygra? Do 1978 pytanie brzmiało: Włoch czy nie-Włoch? Od 1978 pyta się już nie o Europę, a o świat, dokładnie o Czarny Ląd. Papież z USA, Ameryki Łacińskiej, Afryki czy Azji – to dopiero będzie wybór zdolny pokonać medialność wyboru Karola Wojtyły.

 

Pasterz czy polityk? Reforma kurii stoi od zawsze w centrum konklawe. Media zawsze chcą „pasterza”, broń Boże „kurialisty”. Po latach doświadczeń zdały sobie sprawę, że potrzeba jednak, by ten „pasterz” miał jakieś doświadczenie kurialne, bo przecież nie zreformuje kurii ktoś, kto jej nie zna, kto nie jest Włochem. Najwięksi zwolennicy Jana Pawła II przyznawali, że z kurią sobie nie poradził. Więc jednak polityk? Kurialista? Nie, prasa nie odważy się tak napisać. Choć pytanie o reformę kurii jest chyba najczęstszym zadawanym w Sala Stampa.

 

***

Kod konklawe

Czym jest konklawe? Umysł szuka podobieństw, by móc zdefiniować podobieństwem właśnie. To dlatego tak często wybory papieskie porównuje się do dobrze nam znanych, politycznych. Oczywiście, kardynałowie są ludźmi, więc mogą wśród nich istnieć zachowania podobne do tych wśród polityków, którzy wszakże ludźmi są również.

 

Kolegium kardynałów jest dzielone zatem na frakcje, partie, które zupełnie jak w państwach i demokracjach toczą ze sobą bój. Każda frakcja ma swojego lidera, jedna jest prawicowa, tradycjonalistyczna, druga lewicowa, chcąca zmian. Obie wystawiają najmocniejszych kandydatów. Do pierwszych głosowań kandydatów di bandiera, wyrazistych przedstawicieli nurtu, którzy jednak nie wygrają głosowań, nie po to służą te pierwsze scrutinia. Obie partie mają się dopiero policzyć, aby, znając już swoją siłę, do kolejnych głosowań wystawić kandydatów kompromisowych, zdolnych przekonać do siebie i partii zwanej centrum, które okazuje się, też jest! Jeśli to się nie uda, trzeba szukać jednego kandydata, na którego zgodzą się obie partie, skoro żadna z nich nie uzyska dla swojego kandydata dwóch trzecich głosów. To tak zwani "przejściowi", outsiders" a ten sposób wyjścia z impasu został nazwany "alla Wojtyla", bo podobno tak było w październiku 1978 roku, choć nigdy nikt tego nie udowodnił.

 

Kto dobrze przeczyta powyższy akapit, zauważy że prasa zawsze przewidzi przebieg konklawe, cokolwiek nastąpi, mimo tego, iż nigdy nie dowiemy się prawdy. Wystarczy powiedzieć: do konklawe frakcja liberałów wystawia kardynała X, ta tradycjonalistów – kardynała Y. Prawdopodobnie żaden z tych dwóch nie uzyska 2/3 głosów, trzeba więc będzie sięgnąć po kandydata Z, A, B, C. Zależnie od tego, który z kandydatów wygra, będzie można powiedzieć: „X pokonał Y” bądź „Y pokonał X”, bądź „w wyniku deadlocka trzeba było sięgnąć po Z (A, B, C)”. Trzy scenariusze, jeden z nich zawsze zwycięży. Podstawcie sobie nazwiska z tego roku. Piękna klisza medialna, bo zawsze się sprawdzi.

 

***

Historyk Ambrogio Piazzoni obliczył, że zaledwie 4 procent wszystkich wyborów papieskich w historii zakończyło się zgodnie z przewidywaniami. 

 

Ostatnie lata nie obalają bynajmniej tezy Piazzoniego. Weźmy 10 ostatnich konklawe od momentu przeniesienia się do Kaplicy Sykstyńskiej. 1878 – kard. Pecci (Leon XIII) był jednym z papabili, ale nie najsilniejszym, 1903 – wybór kard. Sarto (Pius X) był absolutną niespodzianką. 1914 – kard. Della Chiesa (Benedykt XV) był jednym z dwóch papa bili, 1922 – kard. Ratti (Pius XI) nie był brany pod uwagę. 1939 – kard. Pacelli (Pius XII) był murowanym faworytem i właściwie to jego wybór, zwłaszcza w obliczu wojny, dopiero przewidziano.

 

Właśnie. Nie chodzi o to, żeby ułożyć listę papabili, ale żeby przewidzieć, obstawić wybór kogoś konkretnego, nawet nie dwóch, ale jednego. W ostatnim stuleciu jest bowiem tak, że wśród papabili wymienia sie nawet 20-30 kardynałów i wygrana jednego z nich nie oznacza wcale konklawe zakończonego „zgodnie z przewidywaniem”. W 1958 najczęściej wskazywano kard. Agaganiana, a jednak papieżem został drugi-trzeci w „rankingu”, kard. Roncalli (Jan XXIII), o którym bardzo często wspominano w kontekście negatywnym, iż wiek wyklucza go z grona kandydatów. Konklawe 1963, w których wybrano kard. Montiniego (Paweł VI),  to kolejny przykład wyborów zakończonych zgodnie z przewidywaniami, czego dowodem są wyraźne tytuły w prasie. Oba konklawe w 1978 roku zakończyły się niespodzianką, zarówno kard. Luciani (Jan Paweł I) jak i Wojtyła (Jan Paweł II) byli poza pierwszą dziesiątką, ba, nawet dwudziestką.

 

A 2005? Nie, to nieprawda, że wygrał faworyt przewidywań, kard. Ratzinger (Benedykt XVI). Owszem, był to najczęściej wymieniany papabile, ale z innych powodów: jako dziekan kolegium, przewodniczył Mszy papieskiej oraz Mszy inaugurującej konklawe. Dwie wielkie homilie sprawiły, że mówiło się o nim najwięcej. Ale prasa przewidywała inny przebieg konklawe: że kard. Ratzinger (wraca wersja z „partiami”) nie osiągnie 2/3 głosów, podobnie jak kandydat frakcji liberalnej. Poszukiwania „trzeciej drogi" przedłużą konklawe. A jeśli zdarzali się i tacy, którzy uznawali kard. Ratzingera za faworyta, korzystając z twierdzenia: „kto wchodzi na konklawe papieżem, wychodzi zeń kardynałem”, wykreślali jego szanse. I jeszcze jedną rzecz trzeba dodać: kard. Ratzinger był papabile najbardziej nielubianym.

 

Podobnie jest teraz. Nie mamy faworyta. Papabili jest zbyt wielu, faworytów dwóch, a powinien być jeden. Konklawe 2013 nie powiększy tych 4 procent.

 

***

Kod konklawe

Cztery procent. Niewiele jak na machinę „papa-lotto”, która rozkręca się przed każdym konklawe i nie bez powodu przypomina tytuł gry, w której wygrana, zwłaszcza najwyższa, jest bardzo mało prawdopodobna.

 

Ale włącza się żyłka sportowca. Zapala się chęć zostania kibicem, obstawienia zwycięscy i kibicowania mu aż do końca, by biały dym był równoznaczny z okrzykiem: „Wygrałem!”. Grę prowadzą wszyscy, ale przewodzą watykaniści. To oni "kreują" papabili, bacznie obserwując kardynałów z całego świata. To ich typowania są znaczące. Gdyby któryś z nich przez przypadek umieścił zamiast nazwiska X nazwisko Y, to momentalnie powtórzy je prasa hiszpańska, niemiecka, francuska, amerykańska, "bo tak napisał słynny włoski watykanista", w ten sposób powtarzane przez media całego świata nazwisko Y stanie się "papabile".

 

Chcę jednak oddać szacunek włoskim watykanistom, kilku najlepszym, którzy stoją u początku łańcucha spekulacyjnego, ale ich nazwiska są owocem rzetelnych analiz i trzeźwych przewidywań, którzy oddzielają swoje oczekiwania od profesji. Są świadomi, że ich „baza” jest z reguły bardzo przeinterpretowana, i często przestrzegają przed tym w udzielanych wywiadach.

 

Ale wróćmy do gry.

Nie tylko media, ale i ludzie, katolicy, niekatolicy, wybierają swoich faworytów, na podstawie krótkiej charakterystyki dostarczonej przez media, może na podstawie zdjęcia, może na podstawie koloru skóry czy kraju pochodzenia. Na Plac św. Piotra wybieramy się jak na mecz, gdzie jednak grają nie dwie drużyny, ale kilkudziesięciu papabili. Dobrze, że to gra, bo nierozczarowanych będzie niewielu. Ilu? Matematyka jest bezwzględna. Jeśli wygra jeden z około dwudziestu pięciu papabili, to wygra… „jedna dwudziesta piąta” kibiców – cztery procent.

 

***

Kod konklawe

Chcemy złamać kod konklawe. Przewidzieć przed, wiedzieć co się dzieje w trakcie, dowiedzieć się po. Ale wszystkie trzy możliwości są zamknięte na klucz. Pozostają spekulacje, które bierzemy ze świata polityki – bo do czegóż innego porównać wybory papieskie – oraz sportu czy innych gier lub gierek.

 

Pewnie mało kto z czytających dotrze do tego fragmentu tekstu. A tu dopiero zamierzam napisać o prawdziwym kodzie konklawe, prawdziwej tajemnicy, która żadnym sekretem nie jest.

 

Konklawe to wydarzenie w życiu Kościoła, to wybór papieża, choć, ten wybór ciągle sprowadza nam skojarzenia wprost ze świata demokracji.

Przecież kardynałowie zbierają się na modlitwie (co podkreśla Msza św. na początku konklawe), będą wzywać Ducha św., zapraszać Boga do swoich sumień, by to On wskazał każdemu z nich, na kogo oddać głos. Czy słyszeliście w mediach, że przed każdym głosowaniem jest liturgia Słowa z czytaniami, że kardynałowie odmawiają codziennie wspólnie jutrznię i nieszpory, że do dyspozycji są spowiednicy, że to wyborom papieskim naprawdę blisko do atmofery rekolekcji w górach, w odosobnieniu, a kto miał takie doświadczenie, wie, jak bardzo wówczas można otworzyć się na Boga.

 

Że konklawe przyjęło tak skomplikowaną, zrytualizowaną formę, otoczoną sekretem i klauzurą, wynika z racji historycznych. Obecna forma konklawe jest formą dojrzałą, reguły niczym druga Kaplica Sykstyńska zbudowana z przepisów, nie z cegieł, zapewniają kardynałom przestrzeń do modlitwy, wymiany poglądów, konfrontacji, głosowań, tak aby wspólnie dojrzeć do konsensusu, do rozeznania jednego nazwiska, tego który zwycięży.

 

Na koniec konklawe, kiedy jeden z kardynałów zdobywa 2/3 głosów i zaakceptowawszy wybór, staje się papieżem, wszyscy kardynałowie oddają mu homagium. Wszyscy kardynałowie, nie tylko 2/3 głosujących na niego, uznają, że to Bóg wskazał tego człowieka na nową głowę Kościoła. Tak nie jest w demokracjach. To nie tylko rytuał i formalny gest na zakończenie konklawe. To przecież znak, że papieża wybrali nawet ci, którzy na niego nie zagłosowali. Wybrali, oddając mu hołd.

 

W czasach seminarium wybieraliśmy seniora. Prefekt polecił nam, by ten wybór przemodlić. Bo modlitwa pomaga oddzielić sympatię od prawdziwego przekonania, wobec którego z kolegów należy oddać odpowiedzialnie głos. Kilka razy brałem udział w takim głosowaniu. Brałem je na serio, modliłem się o dobry wybór. Za każdym razem modlitwa zmieniła moje dotychczasowe przekonanie. I przynajmniej raz głosowałem na kogoś, kogo po ludzku nie lubiłem i wcześniej nawet nie pomyślałem, by głosować na niego.

 

***

Prawdy o konklawe nie poznamy na podstawie doniesień prasowych, gdzie więcej języka z dziedziny sportu i polityki, a najmniej języka religii, choć to wybór stricte religijny, a jeśli ktoś tak nie uważa – to na pewno wybór kościelny. Studiując ewolucję wyborów papieskich w ciągu wieków, pasjonowałem się tym, w jaki sposób w różnych wiekach zastanawiano się nad tym, jak przepisami umożliwić wskazanie wybrańca Boga.

 

Jaka jest prawda o konklawe? Na zajęciach z retoryki utkwiło mi zdanie profesora Alberto Gila: bajka to kłamstwo które mówi prawdę. Utkwiło mi tak mocno, jak wspomnienie Teofila Ruczyńskiego spisane w książce "Z tamtych lat".

 

Dziś uważam, że opowiastka o kardynałach, którzy gromadzą się na modlitwie w kościele, a przed każdym z nich stoi niezapalona świeca i którego świeca zapala się sama, ten kardynał zostaje papieżem – to kłamstwo które mówi prawdę. Na pewno jest jej więcej niż w przekazie medialnym. Bo tam pomija się… świece. A dokładnie Tego, który tę jedną świecę zapala.

Najciekawsze artykuły

co tydzień w Twojej skrzynce mailowej

Raz w tygodniu otrzymasz przegląd najważniejszych artykułów ze Stacji7

Reklama

PRZECZYTAJ RÓWNIEŻ

PRZECZYTAJ RÓWNIEŻ
Reklama
WIARA I MODLITWA
Wspieraj nas na Patronite