Daj mi trochę wiary

Gdybym miał tylko troszkę wiary, odrobinę, jak ziarnko gorczycy, to by wystarczyło, to bym góry przenosił, mury rozwalał, z pułapek się uwalniał, zranienia wybaczał. Przecież to obiecał Chrystus, że tylko tyle potrzeba. Bo jak tę troszkę wiary znajdzie we mnie Bóg, będą się działy cuda

Ks. Krzysztof Porosło
Ks. Krzysztof
Porosło
zobacz artykuly tego autora >

Wybierz 02, aby zobaczyć tekst piosenki "Wuchta wiary" z płyty "Petarda" Arki Noego, której dotyczy artykuł

„WUCHTA WIARY”

NIE MA TAKICH MURÓW

KTÓRYCH NIE DA SIĘ ROZWALIĆ

NIE MA TAKIEJ PUŁAPKI

Z KTÓREJ NIE DA SIĘ UWOLNIĆ

NIE MA TAKICH PRZEPAŚCI

KTÓRYCH NIE DA SIĘ PRZESKOCZYĆ

NIE MA TAKIEJ RANY

KTÓREJ NIE MOŻNA WYBACZYĆ

DAJ MI TROCHĘ WIARY

A PRZESZKODY WSZYSTKIE POKONAMY

SĄ TAKIE MURY

KTÓRE CHCIAŁBYM PRZESKOCZYĆ

SĄ TAKIE PUŁAPKI

Z KTÓRYCH CHCIAŁBYM SIĘ SIĘ UWOLNIĆ

SĄ TAKIE PRZEPAŚCI

KTÓRE CHCIAŁBYM PRZESKOCZYĆ

MAM TAKIE RANY

KTÓRE CHCIAŁBYM WYBACZYĆ

DAJ MI TROCHĘ WIARY

A PRZESZKODY WSZYSTKIE POKONAMY

[01][02]

Od 7 lat organizuję rekolekcje liturgiczne Mysterium fascinans. Historia powtarza się wręcz rok w rok. Wrześniowe dni rekolekcji zbliżają się wielkimi krokami, a tu brakuje pieniędzy, żeby wszystko jakoś podomykać. W tym roku brakowało kilku tysięcy. Idę do kaplicy i rozmawiam szczerze, jak syn z Tatą: „Ojcze, chcesz tych rekolekcji, to decyduj, są Twoje. Jak chcesz to wiedz, że to kosztuje. Co Cię będę oszukiwał, potrzeba pieniędzy i tyle”. W ciągu tygodnia dostaję telefon, że znalazł się sponsor, wpłacił całą brakującą kwotę. Po raz kolejny mur mojej niemocy został obalony. Ziarno gorczycy, trochę wiary – więcej nie trzeba było, żeby zobaczyć, że nie ma takich murów, których nie da się rozwalić.

Jest noc, prawie nic nie widać, słychać tylko szum fal. Wprawdzie księżyc daje odrobinę światła, ale już po kilku metrach delikatne fale zupełnie zlewają się z ciemnością rozciągającą się na horyzoncie. – Gdzie jest brzeg, jak daleko stąd? Za mną słychać już tętent koni przy rydwanach faraona. Przede mną rozciągająca się morska otchłań, wodna przepaść, która nas zaraz pochłonie, ciemność nie do przekroczenia – pewnie takie myśli rodziły się w głowie Mojżesza, kiedy wyprowadziwszy Izrael z Egiptu, stanął na brzegu Morza Czerwonego, pogrążył się w ciemności beznadziei i mrokach niewiary całego ludu: – Czyż brakowało grobów w Egipcie? Czy nie mówiliśmy ci wyraźnie: zostaw nas w spokoju? Wtedy Mojżesz zaczął wołać, krzyczeć, wręcz drzeć się do Boga, tak że sam Bóg w końcu zwraca się do niego: – Co się tak drzesz, co tak krzyczysz do mnie? Przecież Ja cię słyszę, przecież Ja widzę, co się dzieje, przecież wiem, czego potrzebujesz. Wejdź w tę ciemność, zaryzykuj i uwierz, że Ja jestem po drugiej stronie. Wejdź w tę ciemność, a Ja ci rozdzielę tę wodę. Mojżesz wszedł i morze się rozdzieliło.

Zaufaj Mu, powierz Mu swoje życie i wejdź w tę przepaść, która się rozciąga przed tobą – Bóg jest po drugiej stronie. Jeżeli wejdziesz, zobaczysz, że nie ma takiej przepaści, której nie da się przeskoczyć.

Daj mi trochę wiary

Głoszę jakiś czas temu rekolekcje. Jest osoba, która od pierwszego dnia wyraźnie z czymś walczy, miota się. Widać, że bardzo by chciała coś zrobić, ale jest w niej za dużo lęku. Tak jakby była czymś zniewolona, jakby nie mogła sama podjąć decyzji. Patrzę na nią w czasie Mszy, a po policzkach płyną łzy, do Komunii nie przychodzi. Dzień po dniu. Przychodzi dzień spowiedzi, czekam w konfesjonale, przyszli wszyscy, tylko nie ona. A na Eucharystii znów łzy skrzętnie zasłaniane. „Co ją tak zniewala, co to za pułapka, z której nie może się wydostać?” – zastanawiam się. W końcu głoszę rekolekcyjne słowo: Jeśli masz wiarę to będziesz sprawdzać, czy Bóg ma moc. Jak uwierzysz to będziesz patrzeć, jak Bóg cię uzdrawia, oczyszcza, przywraca życie. Potrzeba tylko odrobiony wiary, żeby spróbować, żeby zaryzykować, oddać mu swoją chorobę, swoją niewolę i zobaczyć, co Bóg z tym robi.

Wieczorem ta osoba podchodzi, najpierw wylewa morze łez, a potem przez te łzy mówi: – Proszę księdza, chcę się wyspowiadać, po długim okresie czasu. Ja po prostu nie wierzyłam, że Bóg może mnie uzdrowić, uwolnić z mojego grzechu. Bałam się, że się wyspowiadam, a jutro znów zrobię to samo. Dzisiaj proszę o spowiedź.

Odrobina wiary wystarczyła, bo nie ma takiej pułapki, z której Bóg nie mógłby cię uwolnić.

Wieczernik, niedziela wieczorem, kilkadziesiąt godzin po tym, jak umarł na krzyżu ich Mistrz. Pewnie są tacy, którzy są po prostu wściekli, bo miało być zupełnie inaczej. Inni siedzą sparaliżowani lękiem, bo skoro Jego zabili to pewnie i nas zabiją. Pewnie są tacy, jak Tomasz, którym już jest wszystko jedno, co się będzie działo, bo chyba tak trzeba rozumieć jego wyjście z pozamykanego na wszystkie spusty Wieczernika. Piotr pewnie siedzi ze swoim własnym grzechem i zastanawia się, jakby można było naprawić tę sytuację, choć jest ona chyba nie do naprawienia. Wtedy wchodzi tam Zmartwychwstały. Przychodzi także tydzień później, specjalnie dla Tomasza, aby pokazać mu Swoje rany. A apostołowie wchodzą w sam środek miłosierdzia, zanurzają się w tych ranach Jezusa, tak jak to uczynił Tomasz. Zrobił on najsensowniejszą rzecz, jaką można było wtedy zrobić – zanurzył się w samym sercu miłosierdzia, wszedł ze swoim życiem w rany Jezusa Chrystusa, a jak mówi Izajasz, w tych ranach jest nasze zdrowie. Zanurzył się właśnie w tym miejscu, w którym znalazł uzdrowienie. Jego konsekwencją było natychmiastowe wyznanie wiary. Choć pewnie tę odrobinę wiary miał już wcześniej. Była mu potrzebna tamta chwila, żeby zanurzyć się w ranach Jezusa.

Daj mi trochę wiary

Zanurzenie się w miłosierdziu Pana to nie jest łatwe spotkanie, ponieważ rany, które pozostały po Zmartwychwstaniu, wołają: „Ty mi to zrobiłeś, to jest twoja wina”. Jednak Chrystus pokazując nam te rany, od razu dodaje: „Ja to wziąłem na siebie, ja poniosłem twoją karę i przebaczyłem ci. Moje rany są znakiem mojej miłości do ciebie. Moje rany są po to, żebyś ty ich nie miał. Wystarczy odrobina wiary, żeby i twoje rany zaczęły owocować, żeby z nich wypłynęła miłość.

 

Odrobina wiary wystarczy, jeśli wpierw spotkasz się z ranami Chrystusa, tak jak Tomasz. On w nich właśnie zobaczył, że nie ma takiej rany, której nie można wybaczyć.

Daj mi, Panie, trochę wiary. To mi całkowicie wystarczy. Naprawdę, tylko trochę wiary.


Jeśli podobają Ci się nasze artykuły, możesz nas wesprzeć:

Wesprzyj nas
Ks. Krzysztof Porosło

Ks. Krzysztof Porosło

Zobacz inne artykuły tego autora >
Ks. Krzysztof Porosło
Ks. Krzysztof
Porosło
zobacz artykuly tego autora >

8 kroków, aby zwolnić

"W tyle zostaje świat, ja chcę coraz więcej, we włosach szumi wiatr, pędzę coraz prędzej". Możesz tak powiedzieć o sobie? Czas, żebyś zwolnił!

Krzysztof Pałys OP
Krzysztof
Pałys OP
zobacz artykuly tego autora >

Zobacz również teledysk do piosenki "Rozpędzony" z nowego albumu "Petarda" Arki Noego!


Wybierz 02, aby zobaczyć tekst piosenki "Rozpędzony" z płyty "Petarda" Arki Noego, której dotyczy artykuł

„ROZPĘDZONY”

MÓJ ANIOŁ STRÓŻ NIE NADĄŻA JUŻ

GUMOWE DRZEWA Z TYŁU TYLKO KURZ

CISNĘ NA GAZ ŻYJE SIĘ TYLKO RAZ

MÓJ ANIOŁ STRÓŻ NIE NADĄŻA JUŻ

W TYLE ZOSTAJE ŚWIAT

JA CHCĘ CORAZ WIĘCEJ

WE WŁOSACH SZUMI WIATR

PĘDZĘ CORAZ PRĘDZEJ

JUŻ ZAPALONE ŚWIATŁA CZERWONE

MINĘŁY DAWNO ŚWIATŁA ZIELONE

GUMOWY LAS WYPRZEDZIŁEM CZAS

ZNÓW ZAPALONE ŚWIATŁA CZERWONE

a kiedy się tak rozpędzę rozkręcę

uważać stale muszę

żeby nie rozbić się o ścianę

uważać na swoją duszę

[01][02]

1. Naucz się czekać

Chrześcijanin podobny jest do osoby czekającej na przystanku na autobus. Autobusu nie widać, ale on czeka. Przez swoją cierpliwość mówi: „Wiem, że przyjedzie”. I zachęca innych do czekania.

Każdy zazwyczaj na coś czeka i on również. 

Nasze życie jest tak naprawdę czekaniem. Pewnych spraw nie da się, ale i nie powinno się przyśpieszać.

2. Włączaj "jałowy" bieg

Nasz mózg potrzebuje nieustannie faz bezczynności, a przełączanie go na „jałowy” bieg jest niezbędne dla zachowania duchowej równowagi.

Nadmiar bodźców, zajęć, obrazów temu nie sprzyja.

Bez stawiania sobie ograniczeń i mądrze przeżywanej ascezy, niemożliwy jest pokój serca, a żadne twórcze idee ani myśli nie mają możliwości dojrzeć.

8 kroków, aby zwolnić

3. Pokochaj mnichów, a nawet stań się jednym z nich

Święty Pachomiusz, który tworzył pierwsze wspólnoty cenobickie w IV wieku, twierdził, że należy posiąść umiejętność bycia samemu w tłumie, żeby skupić myśli na Bogu. Dlatego w klasztorach kładziono nacisk na ciszę i wymiar samotności.

Mnich to ktoś, kto jest oddzielony od wszystkich, a zarazem złączony ze wszystkimi.

Mnichem staje się także człowiek, który nie chce już o Bogu słuchać, ale chce go oglądać.

Monachos(z jęz. greckiego) – oznacza człowieka zintegrowanego wewnętrznie. To ten, który jest jednym, dla którego ważna jest tylko jedna rzecz, to znaczy – dążenie do Boga.

W tym znaczeniu, mnichem staje się każdy człowiek, dla którego sensem życia jest Bóg.

 

8 kroków, aby zwolnić

4. Znajdź swoją celę

Błogosławiony Humbert z Romans, generał dominikanów z XIII wieku, zalecał braciom:

Mądry kaznodzieja po głoszeniu kazań powinien powrócić do samego siebie i uważnie zbadać wszystko, co mu się przydarzyło, tak aby mógł obmyć się z wszelkich doznanych nieczystości i naprawić wszystko, co się zepsuło. Powinien być jak podróżny, który czyści i naprawia swoje buty, gdy dotrze do schroniska, aby później móc lepiej wędrować.

 

Myślę, że nie tylko kaznodzieje, ale i każdy człowiek powinien mieć taki kąt, gdzie nikt go nie znajdzie, nikt nie przeszkodzi, nikt nie zauważy. To miejsce powinno być przestrzenią, w której możemy rozsupłać więzy łączące nas ze światem, zakosztować zdrowej samotności. A kiedy już znajdziemy taki kąt, należy go uznać za swój, pokochać, wracać do niego kiedy to tylko będzie możliwe i nie śpieszyć się z zamienianiem go na inny.

Chrześcijańscy mnisi taki pokój nazywali celą, która wskazuje niebo (caelum – z łac. niebo). Taka „cela”, jako miejsce samotności, może być piecem babilońskim, w którym trzech młodzieńców ujrzało Syna Bożego, ale i słupem obłoku, z którego Bóg przemawiał do Mojżesza.

8 kroków, aby zwolnić

5. Nie opuszczaj znalezionej celi

Ryby giną, jeśli pozostają zbyt długo poza wodą. Podobnie mnisi, którzy pozostają zbyt długo poza swoimi celami, albo marnują czas, tracą intensywność swojego spokoju (stan wewnętrznego pokoju nazywany jest przez mnichów wschodu hesychią).

Musimy śpiesznie wracać do naszych cel – tak jak ryby do morza, ponieważ jeśli pozostaniemy poza celami zbyt długo, zatracimy naszą wewnętrzną czujność.

Jeśli człowiek nie powie sobie w sercu, że na świecie istnieje tylko Bóg i on, nie zazna spokoju.

8 kroków, aby zwolnić

6. Przetrwaj ogień

Mój kilkuletni siostrzeniec Nikodem rozwiązywał na religii krzyżówkę. „Gdzie Bóg stworzył człowieka?” – brzmiało jedno z pytań. Odpowiedź zawiera cztery litery, trzecia to: „E”. „PIEC” wpisał Nikodem bez chwili zastanowienia, a na zdziwioną minę mamy trzeźwo odpowiedział: „To przecież oczywiste. Skoro Bóg stworzył człowieka z gliny, to musiał go gdzieś wypiec!”.

Intuicja duchowa całkiem trafna. „W ogniu doświadcza się złoto, a ludzi miłych Bogu w piecu utrapienia” – pisał autor Mądrości Syracha.

Bóg stwarza, a potem hartuje nowego człowieka przez ogień.

Biblijny bohater Azariasz i jego towarzysze, nawet będąc otoczeni ogniem, wciąż wielbili Pana. Zginęli? To doświadczenie uczyniło ich jeszcze mocniejszymi. Stali się „wypróbowani”. Stali się kimś więcej.

Kto wytrwa do końca, przetrzymując oczyszczający ogień utrapień, ten będzie zbawiony.

To obiecuje nam Jezus.

8 kroków, aby zwolnić

7. Rezygnuj ze wszystkiego, co zbędne

Kiedy amerykański trapista Thomas Merton został zapytany przez dziennikarza, co uważa za główną chorobę obecnej epoki, nie wymienił żadnej rzeczy, której można by się było spodziewać po katolickim mnichu (braku modlitwy, braku wspólnoty, niskiego poziomu moralnego, braku troski o sprawiedliwość i biednych), ale odpowiedział jednym słowem: „skuteczność”. Dlaczego? „Bo od klasztoru po Pentagon zakład musi pracować i mało czasu oraz energii zostaje na cokolwiek innego”.

Zły duch w tradycji chrześcijańskiej utożsamiany był z tym, który rozprasza, zabiera pokój i przynosi zamęt.

W odniesieniu do Boga problemem może być więc nie tyle nadmiar zła, ile nadmiar zajęć.

Kiedy stajemy się za mało kontemplacyjni, tracimy zdrowy dystans ducha, ponieważ wymogi życia absorbują całą energię i czas. Co gorsze, jeśli człowiek jest stale zajęty, to kiedy wreszcie ma czas wolny, może robić tylko coś bezmyślnego i rozpraszającego. Nie ma bowiem sił na nic innego. Presja zwiększa niepokój, czyni osobę mniej cierpliwą i niezdolną do skoncentrowania się dłużej na czymkolwiek.

Żeby nabrać wysokości należy się więc pozbyć zbędnego balastu.

Zamiast więc mówić: „Nie siedź tak po prostu, tylko coś rób”, powinniśmy żądać czegoś przeciwnego: „Przyjdź na adorację w ciszy i nie rób niczego, tylko po prostu siedź”.

Bóg będzie dokonywał reszty.

8 kroków, aby zwolnić

8. Oswajaj się z Obecnością

Żyjemy w kulturze użyteczności. „Czym się zajmujesz?”, „Co robisz?”. „Pokaż dyplomy”, „Jakie masz efekty?”.

Kultura „skuteczności” zabija kontemplację i duchowe życie. Kiedy poczucie własnej wartości zaczyna zależeć wyłącznie od osiągnięć, niewiele osób zdecyduje się na modlitwę odpocznienia, gdyż ta z definicji jest bezużyteczna, podczas niej niczego się przecież nie osiąga.

Modlitwa kontemplacji polega na oswajaniu się z Obecnością. Pozornie nie dzieje się nic „użytecznego”.

Tu najpierw tracimy, aby następnie zyskać więcej.

8 kroków, aby zwolnić

I co? Mimo to hamulec nie działa

Jesteś już tak rozpędzony i zaabsorbowany sobą, że nawet powyższe punkty nie pomagają? Masz wrażenie, że bez ciebie ziemia przestanie się kręcić? Zaczynasz sądzić, że Pan Jezus nie poradzi sobie w zbawianiu świata bez twojej osoby? Spróbuj więc nietypowej medytacji.

Usiądź w ciszy i wyobraź sobie, że nie żyjesz już na tej ziemi, na świat patrzysz z góry.

Czy coś się zmieniło? Ludzie nadal żyją, tramwaje dzwonią, a słońce pojawia się każdego ranka. Trudno w to uwierzyć, ale życie nadal się toczy.

Czy to nie jest uwalniające uczucie?


Zobacz również teledysk do piosenki "Rozpędzony" z nowego albumu "Petarda" Arki Noego!



Jeśli podobają Ci się nasze artykuły, możesz nas wesprzeć:

Wesprzyj nas
Krzysztof Pałys OP

Krzysztof Pałys OP

Dominikanin, pasjonat odnajdywania Pana Boga w ludziach, duszpasterz powołań dominikańskich. Nudny, tuzinkowy, powtarzalny. Nie potrafi grać na gitarze, śpiewać, ani być w centrum uwagi. Nie jest szalony, oryginalny, odjazdowy, błyskotliwy czy odjechany. Od czasu wstąpienia do zakonu dominikanów nic lepszego go w życiu nie spotkało. Fascynuje go tradycja monastyczna, dominikański charyzmat oraz wędrowne i żebracze kaznodziejstwo. Przejechał autostopem ponad 25 tys. kilometrów odwiedzając siedemnaście krajów. Lubi deszcz, swoich braci, suszone figi oraz paragwajską yerba mate. Myśli porządkuje w klasztornej kaplicy. Autor jednej książki z obrazkami. Od czasu wstąpienia do zakonu dominikanów nic lepszego go w życiu nie spotkało. Fascynuje go tradycja monastyczna, dominikański charyzmat oraz wędrowne i żebracze kaznodziejstwo. Przejechał autostopem ponad 25 tys. kilometrów odwiedzając siedemnaście krajów. Lubi deszcz, swoich braci, suszone figi oraz paragwajską yerba mate. Myśli porządkuje w klasztornej kaplicy. Autor jednej książki z obrazkami.

Zobacz inne artykuły tego autora >
Krzysztof Pałys OP
Krzysztof
Pałys OP
zobacz artykuly tego autora >