Nasze projekty
Tomasz Samołyk

Piękne i szokujące obrazy Męki Pańskiej

Prób ujęcia tematu Golgoty i Męki Pańskiej w historii sztuki było tak dużo, że można byłoby stworzyć na ten temat wielotomowe opracowanie. Zapraszam na subiektywny wybór dzieł, które dotykają mnie najmocniej i pomagają głębiej przeżyć Triduum.

Reklama

„Chrystus dźwigający krzyż” – Hieronim Bosch

Wściekłość, będąca zewnętrznym wyrazem nieporządku sumienia i ducha, objawia się tu w pełnej okazałości. Gdy patrzę na ten obraz to przypominają mi się te okresy mojego życia, w których ulegałem gniewowi. Miałem wtedy właśnie tak wykrzywioną twarz jak bohaterowie malowidła Boscha. Szkoda tylko, że nie dane mi było tego dostrzec, bo tak “umiłowałem sobie ciemność” (J 3, 19). Szpetność ta jest wręcz karykaturalna, jakby z pogranicza śmieszności.

Obraz ten mówi jednak coś więcej. To nie jest przecież wyłącznie ilustracja tłumu wściekłych ludzi. Jest tu aż troje pozytywnych bohaterów! Fakt, że tego nie dostrzegamy, mówi o naszej skłonności do patrzenia w mrok, a także są dowodem na to, jakim wysiłkiem jest dostrzeganie piękna.

W prawym górnym rogu możemy dostrzec także dobrego łotra, którego nawrócenie nie nastąpiło przez siłę argumentów czy świadectwo jakiegoś wiernego, ale dzięki byciu świadkiem Męki Chrystusa.

Reklama
Reklama

Jest też święta Weronika (w lewym dolnym rogu), dzięki której twarz Chrystusa jest namalowana na tym obrazie aż dwa razy. Fakt ten wzywa nas, by zwrócić wreszcie uwagę na Głównego Bohatera. A tam wręcz oszałamia nas spokój Zwycięzcy.

Mesjasz, ukojony w ciszy i kontemplacji, jest jakby zupełnie odłączony od wszechogarniającej wściekłości. Jest piękny, bo spokojny, a pełen pokoju, bo zjednoczony z Bogiem. I tu paradoks. Twarz Chrystusa, w przeciwieństwie do ludzi wokół, nie powinna bowiem zwracać uwagi: jest przecież cicha i spokojna. Tymczasem koncentruje całą uwagę odbiorcy. Nie zatem wściekłością i wrzaskiem zdobywamy uwagę, ale postawą pokory i jednością z Bogiem.


„Chrystus św. Jana od Krzyża” – Salvador Dali

W tej surrealistycznej wizji ukrzyżowania (brak śladów męki, gwoździ, krwi) urzeka mnie perspektywa – nie w warstwie techniki malarskiej, ale metafizycznego przekazu. Odwraca ona utarty porządek patrzenia na dzieło Zbawienia. Jesteśmy naturalnie przyzwyczajeni do kontemplacji dzieła Chrystusa, wchodząc z Nim w relację “Ty-ja”. Tymczasem dzieło Zbawienia jest także najpełniejszym wyrazem miłości Stwórcy do nas: “Albowiem tak Bóg umiłował świat, że Syna swego Jednorodzonego dał, aby każdy, kto weń wierzy, nie zginął, ale miał żywot wieczny” (J 3,16).

Reklama
Reklama

Dodatkowego pretekstu do zwrócenia uwagi na Stwórcę daje wrażenie optycznego “wystrzelenia” Chrystusa do nieba, które jest zapowiedzią Jego Zmartwychwstania. Na Boga Ojca wskazuje też zasłonięta twarz Chrystusa, którego oblicze mogłoby przecież odwracać uwagę od perspektywy Ojca. Bo tak On, Ojciec, widzi Swojego umiłowanego Syna na krzyżu. (“Ten jest mój Syn umiłowany” Mt 3, 13-17).

Dzieło hiszpańskiego artysty pomaga mi odnaleźć sens mojego życia w tej perspektywie.


“Zmarły Chrystus” – Hans Holbein Młodszy

Ten obraz przywołuje mnie do porządku. Przypomina o fakcie, który z jakichś powód wciąż jest dla mnie “niewygodny”: że Jezus umarł i leżał w grobie. Przyznaję, że lubię przywoływać sobie w myślach to dzieło w trakcie Wielkiej Soboty – szczególnie wtedy gdy “święconka” sprawia, że umyka nam to, co najważniejsze. Marzy mi się, by w trakcie święcenia pokarmów w centralnych punktach świątyni wystawiać reprodukcję tego dzieła.

Reklama

Zastanawiam się, skąd się bierze mój smutek, gdy patrzę na zmarłego Chrystusa. Dostrzegam, że moje myśli wędrują w stronę dramatycznego wezwania: “«Eloi, Eloi, lema sabachthani», to znaczy: Boże mój, Boże mój, czemuś Mnie opuścił?” (Mk 15, 34). Kontempluję sens dzieła Zbawienia. Nie ma tu boskiej wizji, wygładzonej struktury lecz jest po prostu trup. Co działo się w tej wielkiej samotności? Jak było Ci, Chryste, w Szeolu? Jak było Ci w wielkiej ciszy Wielkiej Soboty? Czym był ten czas przejściowego czuwania i czy godzę się na niego w swoim życiu?


„Ukrzyżowanie” – Matthias Grünewald

A to dzieło, będące główną częścią nastawy Ołtarza z Isenheim, cenię za bezczelną wręcz bezpośredniość i za prawdę, która wyzwala (J 8, 32). Urzeka mnie skrajny realizm tej sceny. Grünewald zdaje się być wyrzutem sumienia wszystkich przeszłych, a nawet przyszłych dzieł pasyjnych. Zdziera maskę poprawności i obnaża potworność Chrystusowej męki.

Scena jak z horroru. Główni bohaterowie wyłaniają się z zaćmienia słońca nad Golgotą. Po prawej stronie zaskakująca obecność Jana Chrzciciela, który wskazując na Chrystusa mówi: “Trzeba żeby On wzrastał, a ja żebym się pomniejszał”. Malarz zdaje się wychodzić naprzeciw temu pragnieniu i maluje optycznie Chrystusa większego w porównaniu do innych zebranych postaci.

Bo w centrum jest On, Bóg-człowiek. I tę drugą naturę mocno uwypukla tu artysta. Smaga pędzlem jak biczem, wyodrębniając rany i niszcząc ciało Chrystusa. Przypomina, że Chrystus jest owszem Miłością, Wybaczeniem i Miłosierdziem, ale jest także Cierpieniem. Zwraca naszą uwagę na Wielki Piątek, bez którego nie byłoby i wciąż nie może być Wielkiej Niedzieli.


„Złożenie do grobu” – Michelangelo Merisi da Caravaggio

A w tym obrazie jest wszystko, za co cenię Caravaggia: dynamika, realizm i “oburzająca” wręcz bezpośredniość malarstwa, która mówi więcej o nas samych niż o samym dziele.

Bezwładne ciało Chrystusa, owinięte w białą tkaninę przytłacza wszystkich.

Dla kobiet jest powodem do smutku. Największy pokój dostrzegam w Matce Bożej, która jako jedyna wpatruje się w oblicze Chrystusa. Może ta kontemplacja to remedium na wszelką rozpacz – nawet taką, która jest doświadczeniem utraty Syna przez Matkę.

Zwróćmy uwagę bowiem, że im dalej od Chrystusa, tym więcej rozpaczy. Maria Kleofasowa (na ostatnim planie po prawej), jest przecież w dramatycznym lamencie, jakby sama miała ochotę już zejść z tego świata.

A Chrystus? Jego Ciało zdaje się wyrywać z rąk niosących i być nadnaturalnie ciężkie. Wyraźnie widać, że jest przytłoczone grzechami ludzkości. Postać Nikodema, który wraz z Janem niosą Zbawiciela, zdaje się odwracać twarz w moją stronę i mówić: “Widzisz? To także za Ciebie”. I rozpadam się wtedy na kawałki, na kolanach podziwiając tę wciąż zadziwiającą Miłość.


► TRIDUUM ZE STACJĄ7

Reklama

Najciekawsze artykuły

co tydzień w Twojej skrzynce mailowej

Raz w tygodniu otrzymasz przegląd najważniejszych artykułów ze Stacji7

PRZECZYTAJ RÓWNIEŻ

PRZECZYTAJ RÓWNIEŻ
Reklama
WIARA I MODLITWA
Wspieraj nas na Patronite