Nasze projekty
Agata Rujner

Nie umiem się modlić

Maj to miesiąc, kiedy wiele dzieci przyjmuje pierwszy raz Jezusa w Komunii Świętej. Bardzo dobrze pamiętam dzień, w którym miałam swoją Pierwszą Komunię. W tym roku minęło osiemnaście lat od tego wydarzenia, więc jako „pełnoletnia” mogę chyba coś wyznać... Nie umiem się modlić.

Reklama

Z różnych przyczyn i dzięki szczęśliwym okolicznościom, które prawdopodobnie tylko zanudziłyby czytelników, więc tego oszczędzę, miałam możliwość pierwszy raz w pełni uczestniczyć w Eucharystii podczas mszy świętej w kaplicy na Jasnej Górze. Nie było wtedy co prawda białej sukienki, gości, koleżanek, kolegów ani prezentów. Był natomiast Jezus w Chlebie i w Winie – w Ciele i we Krwi. Były też czułe spojrzenia Jego Mamy, które na dziewięcioletniej dziewczynce robiły nieopisane wrażenie (tak naprawdę do dziś robią).

Szóstka z religii, mierny z modlitwy

Kolejne rocznice I Komunii świętuję z namaszczeniem. Nie odbyła się ona w maju, ale w marcu, w dodatku w jubileuszowym roku 2000. Do tego dnia przygotowałam się wraz z innymi uczniami, na lekcjach religii, w domu, podczas specjalnych spotkań w kościele. Zdawałam „modlitwy”, „prawdy wiary” i inne katechizmowe podstawy. Z religii miałam ocenę celującą, także zaliczanie poszczególnych teoretycznych etapów, pozwalających przystąpić do sakramentów nie było dla mnie wyzwaniem. Problem polegał jednak na tym, że nie da się „wyuczyć” modlitwy. Nie da się „wyćwiczyć” sposobów na Boga i na rozmowę z Nim. To nie znaczy, że nie da się poznawać metod modlitwy albo że nie da się pogłębiać duchowości i dzięki temu modlić się pełniej. Chodzi bardziej o to, że wyklepane modlitwy i powtórzone ustami frazy nie są modlitwą. Zatem, kiedy przychodziło mi uwielbiać Jezusa w Eucharystii i klęczeć po komunii… byłam zakłopotana. Ten stan trwał wiele lat. Przyglądałam się ludziom, próbując zgadnąć, co mówią, jak się modlą, czy dziękują, czy proszą, czy czują coś szczególnego? Zastanawiałam się, czy odczuwają fizyczną obecność Jezusa? Rozglądałam się w poszukiwaniu inspiracji czy wsparcia, wyobrażałam sobie, że moje serce staje się monstrancją. Jednak roztargnione myśli nie były w stanie ułożyć nic, co byłoby „godne” tak wielkiego sakramentu. Czasem nie mówiłam nic, uznając że może lepiej po prostu pomilczeć. Czasem zmagałam się ze sobą, by jednak oddać Bogu chwałę. Innym razem wsłuchiwałam się w pieśni,  licząc na to, że może w ten sposób się pomodlę. Niemal zawsze pozostawał we mnie niedosyt i poczucie, że może i wiedzę o Bogu mam na dobrym poziomie, ale z modlitwy to jestem noga.

Reklama
Reklama

Duch Święty

Zwykle pocieszałam się tym, że skoro nawet Jezus uczył apostołów modlitwy, to znaczy, że to nie jest prosta sprawa. Ponadto z Biblii wiemy, że kiedy nie umiemy się modlić jak trzeba, sam Duch się modli, co sugeruje, że w tej materii potrzebne jest wsparcie z zewnątrz, choć od wewnątrz. Po osiemnastu latach przyjmowania Jezusa w Eucharystii nie sądzę, bym umiała modlić się lepiej. Dojrzałam jednak do tego, by zrozumieć, pojąć i poznać, że w modlitwie nie chodzi ani o lepiej ani o gorzej. W modlitwie nie chodzi o słowa, czy o wiedzę. Wystarczy tylko i aż szczerość, otwartość, wytrwałość i obecność. Zatem nie modlę się lepiej, modlę się inaczej, zostawiając przestrzeń na spotkanie. Mam też świadomość, że moja droga nie jest jedyna ani moje doświadczenie nie dotyczy wszystkich. To z kolei wzbudza we mnie radość, że w Kościele jest miejsce dla każdego, z jego własną historią i relacją do Boga. Może to właśnie robi dla Kościoła Duch Święty? Łączy to, co wydaje się nie mieć punktów wspólnych. Jednoczy to, co odległe. Pozwala przyjąć, że Żywy Bóg staje się dotykalny i jest Ten Sam, choć codziennie Inny.

Teraz czasem tak się modlę:

Reklama
Reklama

Przyjęłam Cię dziś w Eucharystii. Nie jako nagrodę za moje zasługi, dobro czy doskonałość. Przyjęłam Cię jako Pomoc w moich słabościach;

Pocieszenie w smutkach;

Ulgę w bólu;

Reklama

Radość w samotności.
Jestem Ci wdzięczna, że przychodzisz Żywy, by dawać życie w mojej śmierci.
Przychodzisz Dobry, by wyprowadzać dobro z moich złych czynów.
Przychodzisz Łagodny, by obdarzać łaską moją zatwardziałość.
Przychodzisz Miłością, by kochać to, czego nienawidzę.
Przychodzisz Pokorny i zawstydzasz moją pychę.

Przychodzisz Uśmiechnięty, bym mogła się cieszyć.
Przychodzisz z Pokojem na moje burze, wojny, kłótnie.
Przychodzisz Bezbronny, by uczyć mnie wyrozumiałości.
Przychodzisz Otwarty, bym przestała być zamknięta.
Przychodzisz Światłością, by ciemność ze mnie zniknęła.

Przychodzisz Cichy, bym mogła Cię usłyszeć.
Przychodzisz Cierpliwy, by nauczyć mnie zrozumienia.
Przychodzisz Niepojęty, bym zauważała nieprzeciętność.
Przychodzisz z Wolnością, by wyzwalać ze schematów.
Przychodzisz Nowy, bym poznała, że byłeś w starym.
Przychodzisz Niezmienny, by pokazać mi stałość.

Jesteś, w tym Chlebie i w Winie.
Przychodzisz do mnie zawsze,
gdy tylko podejdę,
gdy tylko wyciągnę ręce.
Dziękuję.

Reklama

Najciekawsze artykuły

co tydzień w Twojej skrzynce mailowej

Raz w tygodniu otrzymasz przegląd najważniejszych artykułów ze Stacji7

PRZECZYTAJ RÓWNIEŻ

PRZECZYTAJ RÓWNIEŻ
Reklama
WIARA I MODLITWA
Wspieraj nas na Patronite