video-jav.net

Nie umiem się modlić

Maj to miesiąc, kiedy wiele dzieci przyjmuje pierwszy raz Jezusa w Komunii Świętej. Bardzo dobrze pamiętam dzień, w którym miałam swoją Pierwszą Komunię. W tym roku minęło osiemnaście lat od tego wydarzenia, więc jako „pełnoletnia” mogę chyba coś wyznać... Nie umiem się modlić.

Agata Rujner
Agata
Rujner
zobacz artykuly tego autora >

Polub nas na Facebooku!

Z różnych przyczyn i dzięki szczęśliwym okolicznościom, które prawdopodobnie tylko zanudziłyby czytelników, więc tego oszczędzę, miałam możliwość pierwszy raz w pełni uczestniczyć w Eucharystii podczas mszy świętej w kaplicy na Jasnej Górze. Nie było wtedy co prawda białej sukienki, gości, koleżanek, kolegów ani prezentów. Był natomiast Jezus w Chlebie i w Winie – w Ciele i we Krwi. Były też czułe spojrzenia Jego Mamy, które na dziewięcioletniej dziewczynce robiły nieopisane wrażenie (tak naprawdę do dziś robią).

 

Szóstka z religii, mierny z modlitwy

Kolejne rocznice I Komunii świętuję z namaszczeniem. Nie odbyła się ona w maju, ale w marcu, w dodatku w jubileuszowym roku 2000. Do tego dnia przygotowałam się wraz z innymi uczniami, na lekcjach religii, w domu, podczas specjalnych spotkań w kościele. Zdawałam „modlitwy”, „prawdy wiary” i inne katechizmowe podstawy. Z religii miałam ocenę celującą, także zaliczanie poszczególnych teoretycznych etapów, pozwalających przystąpić do sakramentów nie było dla mnie wyzwaniem. Problem polegał jednak na tym, że nie da się „wyuczyć” modlitwy. Nie da się „wyćwiczyć” sposobów na Boga i na rozmowę z Nim. To nie znaczy, że nie da się poznawać metod modlitwy albo że nie da się pogłębiać duchowości i dzięki temu modlić się pełniej. Chodzi bardziej o to, że wyklepane modlitwy i powtórzone ustami frazy nie są modlitwą. Zatem, kiedy przychodziło mi uwielbiać Jezusa w Eucharystii i klęczeć po komunii… byłam zakłopotana. Ten stan trwał wiele lat. Przyglądałam się ludziom, próbując zgadnąć, co mówią, jak się modlą, czy dziękują, czy proszą, czy czują coś szczególnego? Zastanawiałam się, czy odczuwają fizyczną obecność Jezusa? Rozglądałam się w poszukiwaniu inspiracji czy wsparcia, wyobrażałam sobie, że moje serce staje się monstrancją. Jednak roztargnione myśli nie były w stanie ułożyć nic, co byłoby „godne” tak wielkiego sakramentu. Czasem nie mówiłam nic, uznając że może lepiej po prostu pomilczeć. Czasem zmagałam się ze sobą, by jednak oddać Bogu chwałę. Innym razem wsłuchiwałam się w pieśni,  licząc na to, że może w ten sposób się pomodlę. Niemal zawsze pozostawał we mnie niedosyt i poczucie, że może i wiedzę o Bogu mam na dobrym poziomie, ale z modlitwy to jestem noga.

 

Duch Święty

Zwykle pocieszałam się tym, że skoro nawet Jezus uczył apostołów modlitwy, to znaczy, że to nie jest prosta sprawa. Ponadto z Biblii wiemy, że kiedy nie umiemy się modlić jak trzeba, sam Duch się modli, co sugeruje, że w tej materii potrzebne jest wsparcie z zewnątrz, choć od wewnątrz. Po osiemnastu latach przyjmowania Jezusa w Eucharystii nie sądzę, bym umiała modlić się lepiej. Dojrzałam jednak do tego, by zrozumieć, pojąć i poznać, że w modlitwie nie chodzi ani o lepiej ani o gorzej. W modlitwie nie chodzi o słowa, czy o wiedzę. Wystarczy tylko i aż szczerość, otwartość, wytrwałość i obecność. Zatem nie modlę się lepiej, modlę się inaczej, zostawiając przestrzeń na spotkanie. Mam też świadomość, że moja droga nie jest jedyna ani moje doświadczenie nie dotyczy wszystkich. To z kolei wzbudza we mnie radość, że w Kościele jest miejsce dla każdego, z jego własną historią i relacją do Boga. Może to właśnie robi dla Kościoła Duch Święty? Łączy to, co wydaje się nie mieć punktów wspólnych. Jednoczy to, co odległe. Pozwala przyjąć, że Żywy Bóg staje się dotykalny i jest Ten Sam, choć codziennie Inny.

 

Teraz czasem tak się modlę:

Przyjęłam Cię dziś w Eucharystii. Nie jako nagrodę za moje zasługi, dobro czy doskonałość. Przyjęłam Cię jako Pomoc w moich słabościach;

Pocieszenie w smutkach;

Ulgę w bólu;

Radość w samotności.
Jestem Ci wdzięczna, że przychodzisz Żywy, by dawać życie w mojej śmierci.
Przychodzisz Dobry, by wyprowadzać dobro z moich złych czynów.
Przychodzisz Łagodny, by obdarzać łaską moją zatwardziałość.
Przychodzisz Miłością, by kochać to, czego nienawidzę.
Przychodzisz Pokorny i zawstydzasz moją pychę.

Przychodzisz Uśmiechnięty, bym mogła się cieszyć.
Przychodzisz z Pokojem na moje burze, wojny, kłótnie.
Przychodzisz Bezbronny, by uczyć mnie wyrozumiałości.
Przychodzisz Otwarty, bym przestała być zamknięta.
Przychodzisz Światłością, by ciemność ze mnie zniknęła.

Przychodzisz Cichy, bym mogła Cię usłyszeć.
Przychodzisz Cierpliwy, by nauczyć mnie zrozumienia.
Przychodzisz Niepojęty, bym zauważała nieprzeciętność.
Przychodzisz z Wolnością, by wyzwalać ze schematów.
Przychodzisz Nowy, bym poznała, że byłeś w starym.
Przychodzisz Niezmienny, by pokazać mi stałość.

Jesteś, w tym Chlebie i w Winie.
Przychodzisz do mnie zawsze,
gdy tylko podejdę,
gdy tylko wyciągnę ręce.
Dziękuję.

Agata Rujner

Agata Rujner

Zobacz inne artykuły tego autora >
Agata Rujner
Agata
Rujner
zobacz artykuly tego autora >

Jak przyjmować komplementy?

„Ładna sukienka”, słyszysz od koleżanki w pracy. „Och, coś ty, stara, kupiona na wyprzedaży wieki temu...” machasz ręką zawstydzona. Chwilę później zerkasz na siebie w łazienkowym lustrze. Rzeczywiście, fajnie leży. Jest ci przyjemnie, że koleżanka doceniła twój wygląd i zastanawiasz się: Po co ja się tak głupio tłumaczyłam?

Dorota Smoleń
Dorota
Smoleń
zobacz artykuly tego autora >

Polub nas na Facebooku!

Refleksja czasem przychodzi, czasem nie, ale reakcja jest zazwyczaj automatyczna, bezwarunkowa. Komplement peszy i wywołuje w nas konsternację, najczęściej w całkowitej sprzeczności z zamiarami komplementującego.

Większość z nas nie umie przyjmować komplementów. To pokłosie sposobu, w jaki zostałyśmy wychowane, który doskonale streszcza się w kilku popularnych powiedzeniach: „Siedź w kącie, a znajdą cię”, „Nie wychylaj się”, „Nie patrz w lustro, bo diabła zobaczysz” i „Skromność skarb dziewczęcia”.

 

„Samochwała w kącie stała”

Wszystkie znamy wiersz Brzechwy o samochwale, piętnujący dziecięce przechwalanie się. Mimo siły oddziaływania poezji, w każdej piaskownicy można usłyszeć: „A ja mam w domu lepszą łopatkę”, „A mój tata ma tablet”, „A moja siostra ma wszy!”…

Dorastamy i uczymy się, że brzydko jest się przechwalać i siłą rozpędu przestajemy również chwalić się. Chwalić siebie – czyli doceniać to, co robimy: że ładnie się ubrałam, przygotowałam dobry projekt, ugotowałam smaczny obiad, sprawnie uporałam się z porządkami, napisałam dobry artykuł, że cokolwiek zrobiłam – zrobiłam po prostu dobrze.

 

„Mogłaś się bardziej postarać”

Co gorsza, ciągle nam się wydaje, że jednak można było zrobić lepiej. Najwyraźniej widać to w starszym pokoleniu. Przyjeżdżamy do cioci, która stawia na stole puszyste rogaliki drożdżowe, wspaniały piernik przekładany marmoladą i genialny sernik. Za każdym razem są tak samo smaczne, ale kiedy tylko zaczynamy kosztować i komplementować wypieki, natychmiast pojawia się refren „nie udało mi się”. „Nic mi się te ciasta nie udały, już stara jestem i tak nic mi się nie udaje, mąka była jakaś niedobra, nie wyrosły, nie udały się…” Sporo czasu mija nam na przekonywaniu cioci, że ależ, wszystko jak zawsze bardzo smaczne i bardzo udane. Taki motyw przewodni każdej wizyty.

To też pokłosie wychowania. „Dlaczego czwórka, nie piątka?”, „Co taka słaba ocena?”, „A co dostała Halinka?”. Takie słowa wbijają nas w przekonanie, że nigdy nie jesteśmy wystarczająco dobre, że nie zasługujemy na uznanie, że wciąż i wciąż powinnyśmy bardziej się starać. Choćby cały świat cukierniczy leżał u stóp cioci, ona i tak będzie przekonana, że jej ciasta nie są tak dobre, jak powinny być.

Tyle że nikt nie wie, jak powinny. W Sevres nie ma wzoru Piernika Idealnego.

 

Komplement? Na pewno nieszczery

Nasza reakcja negująca szczerość komplementu wynika często z nieufności do ludzi i przekonania, że jeśli ktoś jest dla nas miły, to na pewno nie bezinteresownie (matki są na to szczególnie wyczulone: kiedy młody człowiek, przed chwilą warczący, że nie rozładuje zmywarki, nagle wchodzi w tryb „do rany przyłóż”, to zapewne chce zagrać na komputerze albo dostać kasę na lody. Mam w tym 98% trafień).

Nieufność w przyjmowaniu komplementów to w dużej mierze wina wychowywania dzieci w przekonaniu, że świat jest zły, a ludzie tylko czyhają, by je skrzywdzić. Tymczasem świat jest dziełem Pana Boga, więc jest dobry, a zło pochodzi stąd, że miesza w nim Szatan. Miesza, ale nie rządzi.

Granica między zaufaniem do świata a naiwnością jest dość cienka i trzeba dużego wyczucia, żeby ją nakreślić dzieciom. Sama wolę przejechać się sporadycznie na swojej nadmiernej ufności, niż miałabym przeżyć życie w przekonaniu, że wszyscy wokół tylko udają życzliwych.

 

Doceń siebie i to, co zrobiłaś. Jak Pan Bóg

Patrząc na dzieło stworzenia Pan Bóg komplementował je. Fraza „I widział Bóg, że były dobre” powtarza się w biblijnym opisie świata cztery razy, podsumowująca brzmi: „Bóg widział, że wszystko, co uczynił, było bardzo dobre”. Można się zastanawiać, czy aby na pewno wszystko, bo jednak komary czy pchły budzą pewne wątpliwości, a jednak Bóg był przekonany, że wszystko co uczynił, jest bardzo dobre. Zaczerpnijmy nieco tego boskiego przekonania. Doceńmy wysiłek włożony w wyprasowane firanki, a nie wypatrujmy tej jednej fałdki gdzieś przy podłodze, pogratulujmy sobie dobrze napisanego, interesującego tekstu, a nie zadręczajmy się literówką przepuszczoną przez redakcję. Patrzmy na swoje dokonania mniej krytycznie. Patrzmy na swoje życie przez pryzmat dokonań a nie porażek.

 

Jak przyjmować komplementy?

Z wdziękiem i wdzięcznością.

Wystarczy po prostu „dziękuję” z uśmiechem. Czasem dodaję z nutką dumy w głosie: „starałam się”. Bo przecież starałam się, żeby tarta była jak najlepsza, na kruchym spodzie, z dobrze przyprawionym szpinakiem. Starałam się ubrać ładnie na kolację z koleżankami, nieprzypadkowo wyjęłam z szafy czerwoną sukienkę.

Kiedy ktoś mówi mi coś miłego, chce mi sprawić przyjemność. Może i chce zaskarbić sobie tym sposobem moje łaski, ale skoro mam się poczuć miło, to chcę się tak poczuć. Nie muszę od razu obdarzać komplemenciarza stuprocentowym zaufaniem czy rewanżować się, spełniając jego prośbę („Ładnie wyglądasz. A nie napisałabyś za mnie raportu?…”), ale przecież mogę sobie pozwolić na przyjemność płynącą z miłych słów pod moim adresem.

Przyjmuj komplementy i doceniaj siebie. Zasługujesz na to.

Dorota Smoleń

Dorota Smoleń

Dziennikarka, redaktorka, blogerka, żona, matka trzech chłopców. Autorka książek „Mamo dasz radę!”, „Sześciolatki w szkole” i "Jaś Pierwszoklasista i Połykacz Liter", koordynatorka akcji charytatywnej „Macierzyństwo bez lukru”.

Zobacz inne artykuły tego autora >
Dorota Smoleń
Dorota
Smoleń
zobacz artykuly tego autora >