Nasze projekty

Odziedziczone ojcostwo cz. I

Dar, którym był mój rodzony ojciec stał się naturalnym fundamentem, na którym wyrosło moje własne powołanie do ojcostwa, ukształtował się sposób, w jaki traktuję ludzi szukających u mnie wsparcia.

Reklama

Ilekroć myślę o ojcostwie w naturalny sposób wracam myślą do mojego taty. Jeśli w moim powołaniu zakonnym i kapłańskim staram się być ojcem dla ludzi, którzy ojca we mnie szukają, to bardziej lub mniej świadomie naśladuję model ojcostwa, z którym spotykałem się od pierwszych chwil mojego życia. Nie mam zamiaru kreślić tu wiernego obrazu mojego taty, ani też wymieniać wszystkich aksjomatów ojcostwa. Pragnę raczej przywołać te momenty mojej relacji z tatą, które najbardziej utkwiły mi w pamięci, które nadal mnie fascynują i kształtują moje podejście do ludzi.

 

Mój ojciec jest geografem. Z zamiłowania i zawodu. Jak tylko sięgam pamięcią, zawsze gdzieś jeździliśmy lub coś zwiedzaliśmy, zdobywaliśmy szczyty lub przemierzaliśmy szlaki. Wyprawom z tatą towarzyszył czasem ciekawy rytuał. Wyprowadzał mnie w teren, a gdy docieraliśmy do celu wycieczki, ja miałem wybierać drogę powrotną prowadzącą do domu. Tato szedł za mną, ale to ja, już jako kilkulatek wskazywałem kierunek marszu. Nawet jeśli pobłądziłem, tato nie korygował mnie, do momentu, gdy sam się orientowałem, że prowadzę w niewłaściwym kierunku. Wtedy zadawał pytania, przypominał szczegóły i w ten sposób pomagał mi wrócić do punktu, w którym wybrałem niewłaściwą drogę. Czułem się przy tym z jednej stronie bezpiecznie, bo wiedziałem, że tato jest ze mną, a jednocześnie bardzo poważnie, bowiem, to ja prowadziłem nas do domu.

Reklama
Reklama

 

Odziedziczone ojcostwo cz. I

Gdy minęło kilkanaście lat i już bez taty, a z przyjaciółmi zanurzałem się w lasy i zdobywałem szczyty, tato chętnie słuchał opowieści o tych wyprawach. Gdy mama martwiła się, że Tatry w zimie są niebezpieczne, tato uspakajał ją i wspierał mnie kupując nieosiągalny w PRL-u sprzęt. Wyposażał mnie w czekany, raki czy odzież wiedząc, że z tym ekwipunkiem będę bezpieczniejszy, że łatwiej sobie poradzę z zaśnieżonymi graniami.

Reklama
Reklama

 

Podobnie było z podejmowaniem ważnych decyzji życiowych. Ja wybierałem w podstawówce kółka zainteresowań, ja decydowałem, do którego pójdę liceum, jaki kierunek będę studiował. Wszystko bez żadnych nacisków ze strony moich rodziców. Nawet gdy zaskoczyłem ich oznajmiając, że wstępuję do zakonu, nie usłyszałem słowa sprzeciwu. Byłem absolutnie wolny w swoich wyborach, a jednocześnie czułem ich wsparcie.

 

Reklama

Nie znaczy to, że tato nie kształtował mojego patrzenia na rzeczywistość. Czynił to nieustannie. Próbował fascynować, zainteresować, pokazać nowe światy. Podsuwał książki i pomysły na sensowne spędzenie czasu, wskazywał na autorów i konkretnych ludzi.

Tak było na przykład wtedy, gdy pod koniec podstawówki zacząłem się nudzić w swojej parafii, a niedzielne chodzenie do kościoła przychodziło mi z pewną trudnością. Rodzice niczego mi wtedy nie tłumaczyli, nie namawiali, tylko zaczęliśmy razem jeździć na msze do kościoła dominikanów, gdzie kształt liturgii i treść kazań pozwoliły mi odnaleźć się w Kościele. Podczas okresu zniechęcenia parafią tato nie polemizował ze mną, gdy mówiłem, że ksiądz nudzi na kazaniu. Opowiadał  tylko, co sam z danego kazania wyniósł, co ono mu dało, na co on zwrócił uwagę. Byłem niejednokrotnie zdumiony, że z kaznodziejskiego gniota można tyle wynieść. Do ludzi i zdarzeń miał bowiem tato podejście pozytywne, tak jakby nie istniały złe sytuacje. Tylko dobre i lepsze. Nigdy nie atakował wprost moich zapatrywań, nie krytykował wyborów. Pokazywał tylko, że są lepsze rozwiązania, że warto wziąć pod uwagę inne warianty. Działo się tak nawet wtedy, gdy ojcu coś się wyraźnie nie podobało. Tak było na przykład z harcerstwem, do którego chciałem się zapisać w pierwszych latach podstawówki, bo wszystkie dzieci w klasie należały do zuchów, miały mundurki, czerwone chusty i zdobywały sprawności, a ja też chciałem. Nie usłyszałem zakazu, ale tato tak pokierował sytuacją, że inne obszary stały się dla mnie bardziej interesujące i romans z ówczesnych harcerstwem bardzo szybki się skończył.

 

Odziedziczone ojcostwo cz. I

Obraz mojego taty były niepełny gdybym nie wspomniał, że był on człowiekiem wymagającym w drobiazgach i na co dzień nie miałem takiej swobody, którą opisywałem wyżej. Na przykład gdy moi koledzy z podstawówki opowiadali sobie telewizyjne filmy z poprzedniego wieczoru, ja nie mogłem ich w domu oglądać. Tato wymagał ode mnie, bym planował dzień, wypisując na kartce, co i o której godzinie będę robił. Potem sprawdzaliśmy, co się udało zrealizować, a czego nie i dlaczego. Pod wpływem mojego taty zapisywałem przychody z kieszonkowego, sumy, które dostałem od babć i dziadków oraz moje wydatki. Za każdym wyjściem z domu musiałem opowiadać się gdzie i idę i kiedy wrócę…

 

Długo mógłbym wymieniać listę wymagań, które stawiał mój tato. Często się przeciwko nim buntowałem i próbowałem wyminąć. Długo nie rozumiałem tej dysharmonii: rygorystycznego wymagania w drobiazgach i absolutna wolność w życiowych wyborach.

 

Dopiero z czasem zobaczyłem, że tato wymagając w codzienności, dawał mi do ręki narzędzia, które pozwalały panować nad sobą, że nauczyły mnie praktycznej ascezy. Była to również nauka wolności, świadomego wybierania tego co ważne, a rezygnowania z rzeczy drugorzędnych.

 

Dar, którym był mój rodzony ojciec stał się naturalnym fundamentem, na którym  wyrosło moje własne powołanie do ojcostwa, ukształtował się sposób, w jaki traktuję ludzi szukających u mnie wsparcia.


Przeczytaj również drugą część artykułu: „W pewnym momencie odkryłem bowiem, że moją posługę wobec ludzi, do których jestem posłany na mocy święceń kapłańskich, najlepiej opisują terminy i kategorie, które zawierają się w słowie „ojcostwo”. Tę rzeczywistość nie ja stworzyłem, nie ja wymyśliłem – odziedziczyłem ją.”


 

 

Reklama

Dołącz do naszych darczyńców. Wesprzyj nas!

Najciekawsze artykuły

co tydzień w Twojej skrzynce mailowej

Raz w tygodniu otrzymasz przegląd najważniejszych artykułów ze Stacji7

PRZECZYTAJ RÓWNIEŻ

PRZECZYTAJ RÓWNIEŻ
Reklama
WIARA I MODLITWA
Wspieraj nas - złóż darowiznę