Nie bój się samotności

Nie ma ludzi, którzy nie doświadczaliby samotności. Nie oznacza to jednak, że trzeba od niej uciekać, bo doświadczenie samotności może pomóc lepiej zrozumieć siebie i drugiego człowieka.

Urszula Mela
Urszula
Mela
zobacz artykuly tego autora >
Otylia Sałek
Otylia
Sałek
zobacz artykuly tego autora >

Polub nas na Facebooku!

Z Urszulą Melą rozmawia Otylia Brendel


Czy są ludzie, którzy nie doświadczają samotności?

Wydaje mi się, że nie ma. Myślę, że każdy człowiek w jakiś sposób doświadcza samotności, chociaż czasem tego nie widać – bo to są pewne procesy wewnętrzne. Wiemy, że każdy z nas jest niepowtarzalny, wyjątkowy – i to jest oczywiście piękne, ale to też oznacza, że nikt z nas nie znajdzie nikogo tak bardzo podobnego do siebie, by być w pełni zrozumianym. Każdy doświadcza więc samotności w swojej wyjątkowości, inności, odrębności. Z jednej strony potrzebujemy się różnić, ale z drugiej to też powoduje w nas jakiś lęk tego, że nie ma nikogo takiego samego jak my.

 

A czy samotność może być czymś rozwojowym?

Oczywiście, samotność pozwala lepiej poznać siebie samego. Skoro jest niejako naszym lękiem, to warto – gdy się pojawia – dotknąć jej, doświadczyć egzystencjalnie. Na tym poziomie często możemy poznać swoje własne, podstawowe potrzeby, szukać odpowiedzi na pytanie – kim jestem, czego naprawdę chcę od życia, jaki sens ma moje życie. To bardzo ważny moment. Ten wewnętrzny obszar samotności jest też miejscem, w którym możemy spotkać się z Bogiem. To On zna nas w naszej osobności.

 

wood-light-fashion-people

 

To znaczy, że nie warto uciekać od samotności?

Raczej warto rzeczywiście ją poczuć – to może być punkt, z którego bardziej przytomnie popatrzymy na swoje życie. Jeśli pojawia się doświadczenie samotności i od razu nas wyrywa, żeby biec gdzieś do ludzi i się przykleić, to bieda z nami. Ten lęk będzie nas gonił cały czas – tak z nim jest. W jednej z książek – wprawdzie nie jest to jakaś katolicka książka – „Czarnoksiężnik z Archipelagu” jest taka historia: jeden z czarowników popełnił jakieś zło, a potem przed skutkami tego nieustannie uciekał. Im bardziej starał się uciec, tym miał wrażenie, że to, co go goni, jest coraz większe. Pewnego razu zdecydował się odwrócić i stanąć twarzą w twarz z – jak się okazało – ciemną stroną jego samego.

 

Trochę przypomina to porównanie do negatywnych emocji, które – kiedy nie da im się żadnego upustu – nadymają się jak balon. A balon musi w pewnym momencie pęknąć.

Dokładnie tak – a w dodatku z lękami jest tak, że się przekładają na wszystkie nasze życiowe sytuacje. Negatywne emocje są też dla nas sygnałem, że jakieś nasze potrzeby nie są zaspokojone – jeśli podejdziemy do tego w ten sposób, to możemy odnieść wielką korzyść. Tu przypomina się też Jung i jego teoria cienia. Każdy z nas ma swój cień i naprawdę nie jest bezpiecznie na niego nie patrzeć, bo on przejmie kontrolę. Trochę się to spotyka z koncepcją świętości – świętość nie polega na tym, że ktoś robi wyłącznie dobre rzeczy, to przecież niemożliwe. Chrześcijanin, który dąży do świętości, musi mieć świadomość swojego grzechu, świadomość, że jest zdolny do popełnienia absolutnie każdego grzechu – to zależy tylko od okoliczności – a miłosierdzie Boga po prostu do tego nie dopuszcza.

 

life-863037_1920

 

W jakich sytuacjach najbardziej doświadczamy samotności?

Można powiedzieć że są dwa rodzaje samotności – egzystencjalna, codzienna – że każdy z nas jest niepowtarzalny i u nikogo nie znajdziemy pełnego zrozumienia oraz samotność w cierpieniu. Jest taki wiersz Miłosza, „Campo di Fiori”. Opowiada w nim o śmierci Giordana Bruno (znany renesansowy myśliciel – przyp. red.) na jednym z rzymskich placów – został skazany. Wspomina też Miłosz sytuację z Warszawy – karuzela i bawiący się ludzie przy murze, za którym płonie getto. Są tam takie słowa „Ja jednak wtedy myślałem o samotności ginących”. Doświadczenie samotności w cierpieniu jest chyba najtrudniejsze – przeżywamy wtedy nierzadko rzeczy, które trudno jest nam nazwać. To sprawia też, że jeszcze bardziej czujemy się niezrozumiani.

 

Jak pomagać takim ludziom – samotnym w cierpieniu?

Taka pomoc polega na tym, by znaleźć w sobie podobną samotność. Chodzi o danie poczucia „wiem, gdzie jesteś, tam jest strasznie”. Taka solidarność w cierpieniu. Nie chodzi o jakieś wzajemne dołowanie się, ale zauważenie. Miłosz dostrzegł tych ludzi. Podobnie Jezus – przyszedł i wziął nasze cierpienie. W całym naszym poniżeniu, odrzuceniu – On jest. On to wszystko przeżył również jako człowiek – tak jak każdy z nas doświadcza.

 

Czyli najlepszą pomoc osobie samotnej może dać ktoś, kto przeżył coś podobnego?

Można tak powiedzieć, choć brzmi to okrutnie. Wiadomo też, że ja nie jestem w stanie doświadczyć wszystkich trudności tego świata. Są jednak pewne podobne mechanizmy np. uzależnień i w tych niejako kawałkach jakiegoś problemu mogę się z daną osobą realnie porozumieć – jakąś część naszych doświadczeń mamy wspólną.

Każdemu z nas trudno jest patrzeć na cierpienie. Dlaczego? Dlatego, że prawdopodobnie podobną trudność, podobne doświadczenie mamy w sobie nieprzepracowane. Czasami więc najlepszą pomocą dla takiej osoby jest przede wszystkim poradzenie sobie ze swoim cierpieniem. Wtedy mogę się spotkać na podobnej płaszczyźnie z kimś innym.

 

girl-1001192_1920

 

Dzisiaj na popularności zyskują bardzo media społecznościowe. Wydawałoby się, że to ma być pomoc w budowaniu znajomości, a jednak zdarza się częściej, że osoby coraz mocniej obecne w takich miejscach, mają coraz większe trudności z budowaniem relacji w rzeczywistym świecie. Z czego to wynika?

Myślę, że z kilku rzeczy. Przede wszystkim – to mogą być trudności z komunikacją. Wiemy, że mały procent, zaledwie 7% przekazu, to przekaz werbalny. Cała reszta to komunikacja niewerbalna – mowa ciała, ton głosu, mimika. Jeśli spotykam się z kimś twarzą w twarz, mogę lepiej, pełniej człowieka poznać. Zauważam wtedy więcej podobieństw między nami. Jeśli komunikacja idzie tylko za pomocą czatu – ogołacamy się z pełnego prawdziwego przekazu, nie możemy też do końca ufać temu, co ktoś do nas pisze. Nierzadko też mowa ciała mówi więcej, niż nasze słowa, bo w słowach jesteśmy w stanie przekazać tylko to, z czego sami zdajemy sobie sprawę. To, co widzimy w Internecie to tylko wycinek czyjegoś życia. W dodatku komputer można w każdej chwili wyłączyć, a człowiek potrzebuje realnej obecności, nawet milczącej.


Urszula Mela – z wyształcenia psycholog, mieszka z mężem i dwiema córkami w Malborku. Jej najstarszy syn, Jasiek, zdobył z Markiem Kamińskim dwa bieguny jako pierwsza osoba niepełnosprawna na świecie. W 2016 roku ukazała się nakałdem wydawnicwa Znak książka-wywiad z U. Melą, zatytułowana “Bóg dał mi kopa w górę”.

 

WKLEJKAULAMELA

Urszula Mela

Urszula Mela

Zobacz inne artykuły tego autora >

Otylia Sałek

Otylia Sałek

Z wykształcenia psycholog, z zamiłowania śpiewaczka, z Bożego (jak ufa) zamierzenia redaktor portalu Stacja7.pl. Wielbicielka muzyki liturgicznej, kawy i “Przyjaciół” oraz żywy dowód na to, że da się lubić Warszawę i Kraków jednocześnie.

Zobacz inne artykuły tego autora >

Szukasz wartościowych treści?

Zapisz się na cotygodniowy newsletter Stacji7


 

 



Urszula Mela
Urszula
Mela
zobacz artykuly tego autora >
Otylia Sałek
Otylia
Sałek
zobacz artykuly tego autora >
ROZMOWY

Trzy lata papieża Franciszka. Rozmowa z ks. Kowalczykiem

13 marca 2013 roku, pod dwóch dniach obrad konklawe, kardynałowie wybrali 266. biskupa Rzymu. Został nim argentyński kardynał Jorge Mario Bergoglio, który przybrał imię Franciszek.

Ks. Dariusz Kowalczyk
Ks. Dariusz
Kowalczyk
zobacz artykuly tego autora >
Patrycja Michońska-Dynek
Patrycja
Michońska-Dynek
zobacz artykuly tego autora >

Polub nas na Facebooku!

O trzech latach pontyfikatu Patrycja Michońska-Dynek rozmawia z ks. Dariuszem Kowalczykiem z Fundacji Dzieło Nowego Tysiąclecia. 

 

Pierwsze miesiące pontyfikatu Franciszka obfitowały w porównania z Janem Pawłem II i Benedyktem XVI. Czy po trzech latach, wciąż porównujemy tych trzech papieży?

Franciszek mówi językiem przede wszystkim prostym i zrozumiałym dla każdego, językiem ikonicznym, który bardzo lubią media.

Ks. Dariusz Kowalczyk: Myślę, że tak, a niektórzy nawet do wcześniejszych czasów i Pawła VI oraz Jana XXIII. Sam też bardzo często dokonuję pewnych porównań – choćby stylu nauczania. Franciszek mówi językiem przede wszystkim prostym i zrozumiałym dla każdego, językiem ikonicznym, który bardzo lubią media. Mówi o symbolach, obrazach, zdarzeniach z życia codziennego. W swoich homiliach Ojciec Święty często wychodzi od konkretnej sytuacji – spotyka wiernych i zaczyna mówić np. o gadulstwie albo plotkowaniu – na tym buduje swój przekaz i potem dochodzi do ewangelii. To się może podobać, bo wciąga w pewną historię. Papież Benedykt uwielbiał (co było zgodne z jego całym życiem: duchowym, naukowym i kościelnym) analizę i porównania wydarzeń z historii Kościoła. Pokazywał, że sytuacja, która dzieje się dzisiaj, ma już swoje miejsce w historii: 200, 500 albo 1000 lat temu… Był człowiekiem, który wyprowadzał wnioski, a potem kapitalnie potrafił  konkludować.

 

Mówi Ksiądz o sposobie nauczania. Niektórzy zarzucają Franciszkowi, że jest zbyt prosty i banalny, skrótowy i pozostawiający zbyt dużo miejsca na mylne interpretacje.

Niewątpliwie interpretacja jest zawsze właściwością osoby, która interpretuje. Musimy o tym pamiętać szczególnie w spontanicznym przemawianiu, gdy chcemy wciągnąć słuchacza w opowieść. Naturalnym jest ubarwianie pewnych historii… Spontaniczne mówienie ma swoje prawa i siłą rzeczy – ograniczenia. Papież Benedykt potrafił przygotowywać jedną homilię na przykład tydzień i wiemy, że zdarzały się takie sytuacje. Bardzo długo pracował nad homilią na pogrzeb Jana Pawła II. I kiedy dzisiaj ją czytamy, widzimy, że każde słowo jest wymuskane; widać mistrzostwo myśli, znakomity język, fenomenalny przekaz wiary wszelkiej: o powołaniu człowieka, o wielkości Jana Pawła II czy o zadaniach papiestwa. Pamiętamy piękne, serdeczne słowa: “mój umiłowany poprzednik”… Wszyscy mieliśmy wtedy łzy w oczach, bo wiedzieliśmy, że jest to prawdziwe i szczere. Kiedy zaś odkładamy kartki i musimy coś powiedzieć spontanicznie – siłą rzeczy narażamy się na niezrozumienie. Dokładnie tak samo Ojciec Święty może się narazić, że któreś z jego słów będzie opacznie zrozumiane, że ktoś specjalnie wyciągnie być może jakieś jedno zdanie z całości przekazu i dopisze do tego historię, będzie się doszukiwał skandalu. Natomiast jeśli chodzi o dokumenty papieskie, adhortacje czy encykliki – tam wszystko jest bardzo precyzyjnie sformułowane i konsultowane przez cały sztab  teologów i członków różnych dykasterii.

 

1.s7. foto Sławomir Dynek CogitoMedia_01

fot. Sławomir Dynek/Cogito Media

 

Przeżywamy Rok Miłosierdzia. Kiedy analizowałam różne wypowiedzi Franciszka, doszłam do wniosku, że od dawna jest mu ono bardzo bliskie. O miłosierdziu mówił od samego początku swojej posługi.

Wszyscy mamy ukazywać światu doświadczenie Boga bogatego w miłosierdzie.

Wszyscy mamy ukazywać światu doświadczenie Boga bogatego w miłosierdzie. Papież Jan Paweł II mówił o tym bardzo wyraźnie, dał nam Święto Miłosierdzia. Podczas swojej ostatniej pielgrzymki do Polski, w Łagiewnikach zawierzył świat Bożemu Miłosierdziu i wezwał nas do czynienia miłosierdzia. Papież Franciszek kontynuuje to nauczanie. Jak czytamy w bulli o miłosierdziu “Misericordiae vultus”, skoro od Ojca tyle dostaliśmy – musimy być tacy sami. Możemy to czynić na różne sposoby: od przebaczenia do prostowania dróg, od dobrej rady aż po uczynki co do ciała i co do duszy.

 

Jak Ksiądz wspomina swoje spotkanie z Franciszkiem?

Miałem wielka łaskę spotkania Ojca Świętego podczas kanonizacji Jana Pawła II. Pojechaliśmy do Rzymu z przedstawicielami stypendystów Fundacji Dzieło Nowego Tysiąclecia. Poprosiłem papieża o błogosławieństwo. Spojrzał na mnie i uśmiechnął się… Tego nigdy się nie zapomina. Pamiętam jego serdeczność, słynne zamienianie się na piuski, podnoszenie i całowanie dzieci, błogosławienie chorych. I widzę, że on jest w tym wszystkim niezwykle podobny do Jana Pawła II i do Benedykta. Oczywiście jest sobą jako człowiek, ma swój styl mówienia czy kontaktów z ludźmi, natomiast misja pozostaje niezmienna.

 

3.s7. foto Sławomir Dynek CogitoMedia_01

fot. Sławomir Dynek/Cogito Media

 

Na początku swojej posługi Franciszek zapowiedział, że jego pontyfikat będzie krótki. Wielu komentatorów nawet przewidywało, że po dwóch, trzech latach papież złoży rezygnację

Ja osobiście odebrałem te słowa jako pokłosie samopoczucia papieża. Przede wszystkim Ojciec Święty ma problem z płucami i dlatego bardzo rzadko śpiewa. Jest też świadomy tego, że przecież nie jest młodzieniaszkiem – ma 79 lat… A Pan Bóg pobłogosławił dobrym zdrowiem i mimo słabej ogólnej kondycji medycznej, łaska stanu działa. Być może papież chciał pokornie przyznać: słuchajcie, wiem, ile mam lat, wiem, jak się czuję no i czysto po ludzku sądząc, myślę sobie – no… niewiele mi zostało…

 

Co Franciszek przywiezie nam na Światowe Dni Młodzieży?

Papież przywiezie nam też krytyczną ocenę niektórych aspektów współczesności, a więc dążenia za wszelką cenę do sukcesu, do kariery, do materialnego zabezpieczenia.

Myślę, że przede wszystkim będzie świadkiem żywej wiary w Chrystusa. Przywiezie nam też krytyczną ocenę niektórych aspektów współczesności, a więc dążenia za wszelką cenę do sukcesu, do kariery, do materialnego zabezpieczenia. Pewnie przypomni nam, że Bóg jest większy niż to wszystko, co jest wokół nas. Wydaje mi się, że to będzie bardzo wyzwalające. Spodziewam się, że pojawią się jakieś wspaniałe gesty, wspaniałe słowa, proste przekazy, które zachwycą młodzież i rozejdą się po świecie. Przede wszystkim liczę na katechezę i świadectwo o miłosierdziu Boga, doświadczanym i świadczonym w życiu. Dziś możemy przewidywać, ale przecież Duch wionie kędy chce… Musimy pozwolić zaskakiwać się Bogu, bo to jest jeden z wymiarów Bożego działania. Naprawdę! Bóg zaskakuje człowieka, tak, jak zaskoczył Matkę Najświętszą w Zwiastowaniu. Czuję, że nas też zaskoczy.

 

franciszek_Milosierdzie_500pcxPolecamy książkę "Miłosierdzie to imię Boga" - wywiad z papieżem Franciszkiem!

Papież Franciszek w prostych i bezpośrednich słowach zwraca się do każdego człowieka, budując z nim osobisty, braterski dialog. Na każdej stronie książki wyczuwalne jest jego pragnienie dotarcia do osób, które szukają sensu życia, uleczenia ran. Do niespokojnych i cierpiących, do tych, którzy proszą o przyjęcie, do biednych i wykluczonych, do więźniów i prostytutek, lecz również do zdezorientowanych i dalekich od wiary.

W rozmowie z watykanistą Andreą Torniellim Franciszek wyjaśnia – poprzez wspomnienia młodości i poruszające historie ze swojego doświadczenia duszpasterskiego – powody ogłoszenia Nadzwyczajnego Roku Świętego Miłosierdzia, którego tak pragnął.

Kup teraz!

 

Ks. Dariusz Kowalczyk

Ks. Dariusz Kowalczyk

Członek zarządu Fundacji “Dzieło Nowego Tysiąclecia”

Zobacz inne artykuły tego autora >

Patrycja Michońska-Dynek

Patrycja Michońska-Dynek

Zobacz inne artykuły tego autora >

Szukasz wartościowych treści?

Zapisz się na cotygodniowy newsletter Stacji7


 

 



Ks. Dariusz Kowalczyk
Ks. Dariusz
Kowalczyk
zobacz artykuly tego autora >
Patrycja Michońska-Dynek
Patrycja
Michońska-Dynek
zobacz artykuly tego autora >
Copy link
Powered by Social Snap