video-jav.net

Jak się wspinać, to zawsze wysoko!

Myślę, że gdybym nie odkryła powołania zakonnego, całkowicie oddałabym się pasji do gór - mówi w rozmowie z Agatą Puścikowską s. Jolanta Glapka.

Polub nas na Facebooku!

Fragment książki “Siostra na krawędzi” – z s. Jolantą Glapką


Tata zaszczepił ci miłość do gór?

Góry nie były jego pasją. Tata wolał np. pływanie po jeziorach. Ja sama powoli odkrywałam Tatry i pasję wspinaczkową. Gdy miałam tak z szesnaście lat, przyjeżdżałam do Zakopanego, do cioci Czesi, i chodziłam po Tatrach sama. W zasadzie biegałam. Na Orlą Perć i z powrotem.

 

O! Najbardziej niebezpieczny szlak polskich Tatr.

Orla Perć nie jest tak straszna, jak czasem mówią. Wszystko jest kwestią ostrożności i wyboru odpowiedniego dnia, czyli dobrej pogody. I oczywiście wcześniejszej zaprawy. Ja powoli zdobywałam doświadczenie, byłam bardzo sprawna fizycznie. W zasadzie nie wyobrażałam sobie już życia bez gór.

 

A studia jakie sobie „wyobraziłaś”?

Psychologiczne. Ale za pierwszym razem nie zdałam. Rok po maturze mieszkałam więc w Zakopanem. Pracowałam fizycznie w hotelu, żeby zdobywać tzw. punkty dodatkowe, które w tamtych czasach pozwalały dostać się na studia. Jednocześnie się pilnie uczyłam. Połączenie nauki i zdobycie tzw. punktów za pochodzenie (taka specyfika PRL-owskich uczelni, która teoretycznie pomagała dostać się na uczelnie młodzieży z rodzin chłopskich i robotniczych) pozwoliło mi na rozpoczęcie studiów na Uniwersytecie Wrocławskim. Oczywiście wciąż chodziłam po górach, aż uległam poważnemu wypadkowi i musiałam, chcąc nie chcąc, zrobić sobie rok przerwy na leczenie nogi. Przeszłam dwie operacje. Na studia się w końcu dostałam, zamieszkałam we Wrocławiu.

 

Mimo wypadku dalej się wspinałaś?

Oczywiście, gdy wyleczyłam nogę. Rozpoczął się najbardziej „górski” okres w moim życiu. Poznałam Wandę Rutkiewicz, która przyjęła mnie do Akademickiego Klubu Wysokogórskiego. Z okresu studiów mam na koncie liczne „wyczyny” typowo wspinaczkowe: droga Motyki na Zamarłej Turni, Kazalnica i oczywiście Mnich, który zdobywałam z kilku stron. Kiedy tylko mogłam, wyjeżdżałam w góry, by się wspinać. Po studiach również: wyprowadziłam się z Wrocławia i zamieszkałam w Jeleniej Górze, gdzie wstąpiłam do Sudeckiego Klubu Wysokogórskiego. Wtedy wspinałam się dużo w Karkonoszach – zimą w Śnieżnych Kotłach, których mikroklimat w tamtych czasach był porównywany z himalajskim, a latem w Górach Sokolich. Z Jeleniej Góry jechało się pociągiem i wysiadało na stacji Trzcińsko. Na wyciągnięcie ręki był Sokolik Duży i Mały. Kiedy zaczęłam się wspinać w Górach Sokolich, Wanda była już w Warszawie. Po niej prezesem został Bogdan Jankowski – dusza człowiek.

Wspinacze to szczególny typ ludzi: oddani swojej pasji, każdą wolną chwilę poświęcający na wyprawy, na trening. W tym środowisku o niczym innym się nie rozmawiało, tylko jak ktoś nową drogę zrobił, wyprostował, czyli uprościł szlak, poprowadził swój wariant trasy. Wszyscy coś „łoili”, tzn. zdobywali, osiągali. Oczywiście byli też tacy, którzy chodzili „na żywca”, bez asekuracji. To był świat pasjonatów, cudownych wariatów, ludzi, którzy marzyli o wielkich ścianach, o zdobywaniu kolejnych szczytów. Ton nadawali tacy właśnie liderzy jak z Wrocławia: Wanda Rutkiewicz, Ewa Panejko, Marek Kęsicki, Bogdan Jankowski, a z Jeleniej Góry: Jolanta Brynda, Władzio Janowski, Kaziu Śmieszko czy Jurek Pietkiewicz i Jurek Woźnica.

 

Wśród takich ludzi pojęcie strachu czy niebezpieczeństwa w ogóle istnieje?

To rzeczywiście nieco inny gatunek człowieka (śmiech). Ale wspinaczka to nie jest sport ekstremalnie niebezpieczny. Wszystko zależy od grupy, od tego, kto prowadzi, szczególnie gdy trasa jest nowa. Nie wspinałam się sportowo jak moi koledzy Kazio Śmieszko czy Władzio Janowski, ale z nimi czułam się zawsze bezpiecznie. Jeśli idziesz w góry zdobywać kolejny szczyt, ważne, z kim jesteś związany liną. Ważne, by ufać tym, którzy idą przed tobą i za tobą. Ja do swoich przyjaciół miałam zaufanie. Choćby do Joli Bryndy z Klubu Jeleniogórskiego, z którą tworzyłyśmy zespół żeński. Wiadomo też, że drogi wspinaczkowe się planuje, poznaje.

 

Przechodzi się pewne stopnie wtajemniczenia?

Kolejne stopnie zaprawy, zdobywania umiejętności, trenowania wytrzymałości. Przecież nie od razu idzie się na Zamarłą Turnię czy Kazalnicę, gdzie akurat miałam szczęście być. Podczas drogi wspinaczkowej w ścianie asekurujemy się, więc jest bezpiecznie.

 

nature-1340811_1920

 

Odpadłaś kiedyś od ściany?

Nie raz. Jak już czułam, że grunt się usuwa spod nóg, że może być gorąco, wołałam: „Lecę!” i liczyłam na partnera. Na jego refleks i siłę, niezbędne, by mnie utrzymać.

 

Co się wtedy myśli?

Nie ma czasu na myślenie. To jest najtrudniejszy moment podczas wspinaczki – wisisz gdzieś tam, wysoko, majtasz nogami i musisz wrócić na drogę. Odnaleźć stopnie i te chwyty w skale, z których wcześniej wypadłeś.

 

To w sumie doświadczenie niemal… ewangeliczne: iść, pogubić się, odpaść, pozbierać się i wspinać dalej.

O tak… I jaka to wspaniała chwila, gdy człowiek odzyskuje poczucie bezpieczeństwa. (…)

 

tatry-770283_1920

 

Są granice w przekraczaniu własnych słabości w górach?

Dotknęłaś najtrudniejszych kwestii. Ludzie, którzy uprawiają profesjonalną wspinaczkę, znają ten sport. Znają zagrożenia, umieją sobie z nimi radzić, ale jednocześnie są przygotowani na najgorsze i liczą się ze wszystkim. Wanda Rutkiewicz i jej zaginięcie u szczytu Kanczendzongi jest przykładem tego, że góry są nieprzewidywalne, a pomimo przygotowywania wypraw, dużego doświadczenia może wydarzyć się wszystko. Himalaiści doskonale o tym wiedzą, zdają sobie sprawę z podejmowanego ryzyka. Mimo to idą. Podczas wyprawy na Kanczendzongę kolega próbował Wandę tuż przed szczytem zatrzymać, bo pogoda i pora dnia były nieodpowiednie. Jednak Wanda zdecydowała inaczej. Dlaczego? Tego nikt nigdy się nie dowie. Można powiedzieć, że przesadziła, bo przecież szło załamanie pogody, chciała iść sama, czuła się podobno źle. Wyszła i zaginęła. Nie miała co prawda męża ani dzieci, ale matka czekała na nią długie lata, wierząc, że Wanda żyje. To był ogromny dramat, ale to był też skutek faktu, że człowiek jest wolny. Robi, co chce. Wanda konsekwentnie przez całe życie przekraczała granice swojej słabości. Tamto podejście mogło się udać, bo była doświadczoną himalaistką, jednak się nie udało. Zapłaciła najwyższą cenę za życiowe wybory.

 

Duch hazardzisty?

Raczej zdobywcy. I ja to rozumiem. Za miłość do gór czasem płaci się najwyższym poświęceniem. Irracjonalne? Chore? Na tym także polega mistyka gór. (…)

 

Masz poczucie, że coś was łączy?

Myślę, że jesteśmy trochę podobne. Nie mówię tu o dokonaniach sportowych, bo porównywanie się z nią w tej materii byłoby po prostu śmieszne. Moje osiągnięcia przy jej wyczynach są malusie, w dodatku Wanda wspinała się zawodowo, a ja jedynie amatorsko. Tym, co nas łączyło, było podobieństwo duchowe. Właśnie takie zestawienie: delikatność kobieca, ale jednocześnie twardość, chęć osiągnięcia celu, gdy trzeba i gdy trwa  wspinaczka. Rzeczywiście, też mam. Jeśli się wspinać, to wysoko, odważnie, na sam szczyt.

 

Mówisz chyba nie tylko o górach?

Oczywiście. Mówię także o wspinaczce duchowej do samego nieba.

 

900 zdjęć z Biblią na Lednicy!

Minął weekend a wraz z nim finał akcji Słowo z Mocą, czyli biblijne fotobudki. Choć jeszcze w czerwcu zorganizowane będzie jeszcze kilka punktów foto już teraz możemy mówić o sukcesie projektu!

Kinga Gora
Kinga
Gora
zobacz artykuly tego autora >

Polub nas na Facebooku!


Zobacz zdjęcia z Lednicy!


 

Przypomnijmy: Słowo z Mocą to pierwszy projekt stworzony przed Stowarzyszenie Syrach. Jego ideą było zorganizowanie w całej Polscepunktów fotograficznych, w których było można zrobić sobie zdjęcie z Pismem Świętym, a następnie ustawić je jako swoje profilowe na portalu społecznościowym Facebook i Instagram wraz z ulubionym cytatem z Pisma Świętego. Ponadto zdjęcia te zostaną wykorzystane do zrobienia mozaiki przedstawiającej Jezusa Miłosiernego na Światowe Dni Młodzieży 2016.

 

13411643_1557882421175093_7841224742647456161_o

Co stało się impulsem do zorganizowania takiej akcji?

 

 „Sercem przyjęta wiara prowadzi do usprawiedliwienia, a wyznawanie jej ustami – do zbawienia”cytuje św. Pawła Kamil, jeden ze współtwórców akcji Słowo z Mocą. – Zrobienie sobie zdjęcia z Pismem Świętym i opublikowanie go na swoim profilu jest właśnie tym, o czym wspomina apostoł: otwartym wyznaniem swojej wiary. Do tego jesteśmy wezwani, my – chrześcijanie, aby najpierw słuchać Słowa, przyjmować je w otwartości serca, uczynić je naszym życiem, a potem po prostu mówić o tym innym. Dlatego właśnie powstał ten projekt, by razem ewangelizować internet!

 

 

13350266_1557883057841696_2293176497280311513_o

Faktem jest, że w ostatnich latach jesteśmy stale przekonywani do zamykania się ze swoją wiarą w domach. Przyczyn jest wiele: możemy obrazić czyjeś uczucia religijne, pewne zachowania religijne mogą także zostać uznane za nieprofesjonalne lub nieodpowiednie w życiu publicznym, w końcu: po prostu wiarę zaliczyć należy do osobistej sfery życia, która powinna zostać ukryta przed światem, zamknięta razem z przekręceniem klucza w zamku domowych drzwi. Projekt Słowo z Mocą  jest złamaniem tej zasady, bo zachęca do pokazania swojej wiary na najpopularniejszych portalach społecznościowych w internecie.

 

 

 

 

13350319_1557884734508195_8235685065765874606_o

– Bardzo cieszy nas, że tyle osób wzięło udział w akcji, zarówno organizatorów fotobudek, jak i uczestników. Udało się stworzyć ponad 40 biblijnych fotobudek, w tym największą z nich w trakcie XX spotkania Lednica2000. W ten sposób internet zaleje fala zdjęć z Pismem Świętym. Są one świadectwem tych ludzi, że prawdziwie żyją Słowem Bożym! Zobaczą je ich znajomi, być może ludzie, którzy z różnych powodów są daleko od Kościoła, być może dla kogoś staną się one powodem powrotu. To jest niesamowite, bo jest Boże! – podsumowuje ten etap projektu Kasia.

 

 

 

 

13392303_1557882847841717_4517609561963015280_o

Jedno jest pewne: projekt Słowo z Mocą to nie ostatnia inicjatywa Stowarzyszenia Syrach, na pewno o nich jeszcze usłyszymy. – Chcemy mówić innym o Chrystusie, ewangelizować i dawać świadectwo. Św. Jan Paweł II w homilii skierowanej do młodzieży, powiedział, że każdy znajduje w życiu swoje Westerplatte, jakiś wymiar zadań, obowiązków, które trzeba podjąć i wypełnić, od których nie można się uchylić i zdezerterować, jakiś porządek prawd i wartości, które trzeba utrzymać i obronić dla siebie i dla innych. Może właśnie to jest naszym Westerplatte – dodaje Kinga.

 

 

 

 


Autorem tekstu jest Kinga Gora – współtwórca projektu Słowo z Mocą którego patronem jest Stacja7.pl
Wejdź na www.slowozmoca.pl i dowiedz się więcej!


Kinga Gora

Kinga Gora

Zobacz inne artykuły tego autora >
Kinga Gora
Kinga
Gora
zobacz artykuly tego autora >