Ewgenia Kosjakowa | Fot. Paweł Kęska

„Wszystko poza ochroną życia staje się nieważne”. Wojna w Ukrainie z perspektywy psychologa

"U nas teraz nie ma miejsc bezpiecznych – są tylko względnie bezpieczne i niebezpieczne. Dzieci narażone są na ciągły strach i stres. Zadają na przykład takie pytania: Dlaczego Rosjanie chcą nas zabić?" - mówi Ewgenia Kosjakowa, psycholog z Mariupola.

Reklama

Ewgenia Kosjakowa, psycholog pochodząca z Mariupola, specjalizująca się w sytuacjach kryzysowych. Do czasu wojny pracowała z ofiarami wojny w Donbasie. Aktualnie przebywa na Zachodniej Ukrainie. W rozmowie z Zofią Kozerawską opowiada jak wygląda realność ludzi podczas wojny, wyjaśnia w jaki sposób ich wspierać oraz podpowiada jak zaopiekować się uchodźcami przybywającymi z Ukrainy.

Zofia Kozerawska: Pochodzi Pani z Mariupola?

Ewgenia Kosjakowa: Tak

Reklama
Reklama

Ma Pani jakieś informacje od tych, którzy tam zostali – rodziny, znajomych?

Miałam szczęście rozmawiać wczoraj z moją mamą. Rozmawiałyśmy półtorej minuty. Powiedziała, że u niej wszystko w porządku i poprosiła, żebym w skrócie opowiedziała jej najważniejsze wiadomości, ponieważ przez te wszystkie dni są oni całkowicie odizolowani i zupełnie nie wiedzą co się dzieje nawet w samym mieście. Oni cały czas się chowają przed bombardowaniami i oszczędzają jedzenie, wodę.

Jak się Pani czuje?

Fizycznie dobrze. Jeśli chodzi o emocje, to niespokojnie. Staram się trzymać, nie załamywać, nie popadać w bezwład.

Udaje się Pani teraz pracować?

Całkiem sporo czasu zajęło mi odzyskanie równowagi emocjonalnej, dzięki której znów mogę pomagać innym i dopiero teraz zaczynam to robić. Dosłownie jutro, na ile będzie to możliwe, rozpocznę pracę jako wolontariusz w szpitalu – będę się zajmować takimi osobami jak ja – uchodźcami.

Reklama
Reklama

Jak silny stres wpływa na funkcjonowanie człowieka?

Wielki stres zmusza organizm do nadzwyczajnej mobilizacji, a wtedy gubimy więź z ciałem, jeśli można tak powiedzieć. Możemy wtedy zapomnieć o jedzeniu, o piciu, o tym, żeby się ubrać, uczesać, umyć zęby. Dzieje się tak dlatego, że wszystko poza ochroną życia staje się nieważne, bez znaczenia. To stres, który pochłania.

Jakie są tego konsekwencje?

Przy długotrwałym silnym stresie tracimy ogromną ilość zasobów. Dlatego ludzie pomagający, osobom dotkniętym nadmiernym stresem, zwracają uwagę na to, żeby przypominać im i zachęcać ich do tego, żeby jedli, żeby, kiedy tylko jest to możliwe spali. Nawet w schronach, nawet wtedy, kiedy obok są ludzie. Jeśli tylko się da, trzeba spać. Trzeba pić dużo wody, ponieważ sen i obfite nawadnianie się bardzo pomagają przy nadmiernym stresie.

Jak sytuację wojny przeżywają dzieci?

Dzieci w naturalny sposób potrzebują bezpieczeństwa. Niedawno poznałam rodzinę z dwójką małych dzieci, bliźniąt. Razem zrywaliśmy się na dźwięk alarmu i uciekaliśmy do schronu. Widziałam te nocne histerie maleńkich dzieci, które nie rozumieją dlaczego muszą szybko wybiegać z domu. Potem długo nie mogły zasnąć. U nas teraz nie ma miejsc bezpiecznych – są tylko względnie bezpieczne i niebezpieczne. Dzieci narażone są na ciągły strach i stres. Zadają na przykład takie pytania: „Dlaczego Rosjanie chcą nas zabić?”

Reklama

Jak można im pomóc?

Po pierwsze, zarówno dorosłym, jak i dzieciom, pomaga codzienna rutyna. Skoncentrowanie się na tym, że trzeba o siebie zadbać. Zabawki, to ważne elementy towarzyszące każdemu dziecku. Rodzic zabiera swoją alarmową walizeczkę, a dziecko zabiera swoją, ze swoimi ulubionymi zabawkami. To jeden ze sposobów wzięcia – choć troszkę – odpowiedzialności, którą może wziąć na siebie dziecko. Poza tym zabawy, bajki, rozmowy.

Do Polski przyjeżdża bardzo wiele mam z dziećmi. Jak im pomóc? Czy dobrze jest rozmawiać z nimi o tym co przeżyli, czy lepiej nie?

Zgodnie z zasadą udzielania pierwszej pomocy psychologicznej bardzo ważne jest pozwolić człowiekowi opowiedzieć o wszystkim, co przeżywa. Trzeba go wysłuchać i pomóc mu w asymilacji. To ważne, ponieważ stres uderza w funkcje adaptacyjne. Dzieci bardzo naśladują dorosłych. Dorosły mówi o swoich uczuciach… dziecko nie zna jeszcze tego języka emocji. Ono może jedynie płakać, krzyczeć, kaprysić. Może jeszcze rysować, może lepić z plasteliny. To jest ważny język wypowiedzi.

Czy chciałaby Pani powiedzieć coś Polakom, który właśnie w sytuacji tego dramatu, stresu, lęku, starają się Ukraińcom pomóc?

Od wielu lat mam przyjaciół w Polsce. Już dawno zachwycałam się ich solidarnością
i współprzeżywaniem, ale w tej sytuacji jestem niezwykle poruszona tym jak Polska jest otwarta. Kiedy z jednej strony napada na ciebie „jakby sąsiad” – ja nawet nie jestem w stanie nazywać go sąsiadem – bardzo dobrze mieć świadomość, że z drugiej strony masz silne wsparcie. Rozumiane nie tylko z perspektywy państwa, ale z perspektywy życzliwego sąsiedztwa. Widzisz, że nie jesteś sam. Dzięki temu chce się żyć. Twoje szanse na przeżycie wzrastają, kiedy nie jesteś sam. Jestem wam wdzięczna jako Ukrainka. Bardzo wdzięczna, za to, że wy, Polacy, jesteście tak otwarci.

Posłuchaj całej rozmowy przygotowanej i wyemitowanej na antenie Radia Warszawa:

Reklama

Dołącz do naszych darczyńców. Wesprzyj nas!

Najciekawsze artykuły

co tydzień w Twojej skrzynce mailowej

Raz w tygodniu otrzymasz przegląd najważniejszych artykułów ze Stacji7

PRZECZYTAJ RÓWNIEŻ

PRZECZYTAJ RÓWNIEŻ
Reklama
WIARA I MODLITWA
Wspieraj nas - złóż darowiznę