Nasze projekty
fot. Jasna Góra News/Twitter

„Trzymajcie się Jasnej Góry, kochajcie ją”. Wspominamy ojca Tomzińskiego

"Pod koniec życia mówił: Bogu dziękuję, ludziom dziękuję i przepraszam. Przyjmijcie słowa starego ojca, trzymajcie się Jasnej Góry, kochajcie ją, bo naprawdę warto" - mówi o. Mariusz Tabulski, przeor klasztoru paulinów na Skałce w Krakowie, o zmarłym o. Jerzym Tomzińskim.

Reklama

Karolina Hołownia, Stacja7: Po śmierci ojca Jerzego Tomzińskiego, w wielu miejscach czytaliśmy, że odeszła „legenda Jasnej Góry”. Jakie jest ojca pierwsze wspomnienie o nim?

O. Mariusz Tabulski: To piękny człowiek i wytrwały zakonnik. Postać, która inspiruje – przeżył prawie 103 lata. Niemal do końca był aktywny, zaangażowany w to, co działo się w Polsce, świecie, a przede wszystkim w Kościele. Kochał zakon, w który przeżył 85 lat! Poznaliśmy się trzydzieści lat temu podczas VI Światowych Dni Młodzieży, gdy jako przeor Jasnej Góry przyjął około dwa miliony młodych. Był pełen otwartości i gotowości do służenia ludziom, mimo różnych prób czy też bardzo trudnych sytuacji, przez które przeprowadzał go Pan Bóg. W jego oczach widziałem ogień gorliwości i troski. Pod nieobecność uwięzionego kard. Stefana Wyszyńskiego, jako przeor Jasnej Góry zorganizował Jasnogórskie Śluby Narodu w 1956 roku.

To jedno z najczęściej przywoływanych wydarzeń z życia kard. Wyszyńskiego, w którym ojciec Tomziński odegrał niebywałą rolę.

Reklama
Reklama

Przyjaźnił się z prymasem Wyszyńskim, oni się bardzo rozumieli. Po uwięzieniu prymasa w 1953 roku, wspólnie z paniami z Instytutu Prymasowskiego zainicjował modlitwę Apelu Jasnogórskiego, który obecnie śpiewamy na całym świecie. Później jeździł do Komańczy, gdzie więziono Prymasa Tysiąclecia i razem z nim przygotowywał Wielką Nowennę przed Milenium Chrztu Polski w 1966 roku.

Często powtarzamy, że Jasna Góra nie byłaby taką, jaką ją znamy, czyli miejscem pielgrzymek wszystkich Polaków i osób z zagranicy, gdyby nie posługa takich paulinów, jak ojciec Jerzy, który był otwarty na wszystkie inicjatywy Prymasa Tysiąclecia.

Często nas pytał o beatyfikację Prymasa Tysiąclecia. Było to dla niego bardzo ważne… I doczekał się. Siedział na wózku w Świątyni Opatrzności Bożej, a jego oczy szkliły się radością i wzruszeniem. Już po uroczystościach, na Jasnej Górze powtarzał, że teraz czekamy na kanonizację… może na Jasnej Górze? Ale Bóg zabrał go do siebie, więc będą już świętować razem w niebie.

Reklama
Reklama

Ojciec Tomziński mówił o sobie: jestem człowiekiem Jasnej Góry.

Tak. Tak często mówił. Są piękne wyznania ojca Jerzego, te ostatnie – które brzmią jak testament: Jasna Góra jest moją życiową legitymacją, bez niej byłbym nikim. Wszystko, co w życiu mam zawdzięczam zakonowi i Jasnej Górze. W kaplicy Matki Bożej przeżywał najważniejsze wydarzenia w swoim życiu – przyjął święcenia kapłańskie, wygłosił pierwsze kazanie, rozpoczął spowiadanie. Byłem świadkiem wielu cudów, bo one tylko tutaj mogły się wydarzyć – wspominał.

Kilka lat temu, gdy przygotowywaliśmy się do Jubileuszu 1050 rocznicy chrztu, w czasie spotkania o aktualności Ślubów Jasnogórskich, poruszony wystąpieniami czarnych marszów w Warszawie, ojciec Jerzy powiedział: kilka kobiet się zbierze w Warszawie i krzyczy “tu jest Polska”, proszę zobaczyć – na Jasnej Górze przybywa tyle tysięcy Polek i Polaków – to jest Polska. Trzeba przybyć tu do Matki Bożej, żeby przekonać się, gdzie jest Polska. Taki był ojciec Jerzy…

Reklama

Dlatego dziękujemy Bogu za jego piękne i spełnione życie. Urodził się, jak sam podkreślał, już w wolnej Polsce, 24 listopada 1918 roku. Można powiedzieć, że Polska miała kilka dni, gdy ojciec Jerzy przyszedł na świat. Wstąpił do zakonu jako siedemnastolatek. Pamiętał wojnę, przeżył komunizm, uczestniczył w Soborze Watykańskim II, spotkał na Jasnej Górze trzech papieży – szczególnie Jana Pawła II, którego znał osobiście, doczekał się wolnej Ojczyzny. Tym do końca żył, o tym opowiadał, za te sprawy się modlił. Często można go było spotkać z różańcem w ręku. Nie opuszczał codziennej modlitwy apelowej.

Wiek nie ograniczał ojca Jerzego, do końca pozostał bardzo aktywny. Inni paulini wspominają, że bardzo często po obiedzie biegł do rozmównicy, bo zawsze ktoś na niego czekał.

Mimo starości nie narzekał, a w ostatnich latach był nadal rozchwytywany przez ludzi. Ożywiał się bardzo, gdy przyjeżdżali goście – a szczególnie dziennikarze, aby przeprowadzić z nim wywiad. Dzielił się z nimi mądrością życia i swoja wiarą. Był pełen życia, bardzo dynamiczny, Zawsze mówił z nadzieją o Kościele, dopytywał o powołania i seminarium. Ciągle na sercu leżała mu Ojczyzna. Ojciec Jerzy był wielkim darem dla klasztoru na Jasnej Górze, Odwiedzali go kapłani, biskupi, korzystając z jego rad i posługi sakramentalnej.

Ojciec Jerzy spotkał w swoim życiu wielu świętych ludzi, przyjmował Jana Pawła II, przyjaźnił się, jak wspomnieliśmy, z Prymasem Tysiąclecia.

Tak. To jest bardzo poruszajcie. W Nowym Sączu, podczas kanonizacji św. Kingi, Jan Paweł II powiedział, że święci rodzą świętych… Tak właśnie jest! Ojciec Jerzy spotkał na Jasnej Górze wielu świętych ludzi, których Kościół wyniósł na ołtarze. I ta świętość udzielała się mu w sposobie troski o człowieka który przybywał do Matki Bożej na Jasną Górę. Za jego czasów dokonały się przełomowe, niemal rewolucyjne zmiany, w sposobie duszpasterzowania na Jasnej Górze. W czasie Wielkiej nowenny i Soboru Watykańskiego II przybywały tłumy ludzi, aby oddać się Królowej Polski i przez czuwania soborowe wspierać Kościół – o co prosił Prymas Wyszyński. To całkowicie zmieniło rytm życia Jasnej Góry, którą wcześniej zamykano po nieszporach o godz. 16:00. Dziś, dzień na Jasnej Górze kończy Apel o 21.00 i czuwania różnych grup z całej Polski.

Ojciec Tomziński przeżył w zakonie 85 lat, natomiast w kapłaństwie 77. Już liczby pokazują, jak wiele miał motywacji, aby nadal służyć mimo niełatwych doświadczeń.

Do końca miał motywację, by dalej służyć, tak jak potrafił – zawsze z entuzjazmem i wytrwałością. W ostatnich latach służył głównie modlitwą i cierpieniem, którego nie pokazywał innym. Gdy odwiedzałem go na Jasnej Górze, to mówił o kard. Wyszyńskim i Polsce. Powtarzał: sursum corda, aby nie poddawać się zniechęceniu. Przeżył wiele prób, ale nigdy o nikim nie mówił źle.

Czego możemy się uczyć od takiej postaci?

Zachowujemy w pamięci słowa, chyba z czasu świętowania setnej rocznicy urodzin: Bogu dziękuję, ludziom dziękuję i przepraszam. Przyjmijcie słowa starego ojca, trzymajcie się Jasnej Góry, kochajcie ją, bo naprawdę warto i tego wam z całego serca życzę. Całe jego życie było związane z Jasną Górą i Kościołem. My dziś bardzo potrzebujemy takich świadków, aby pamiętać, że zawsze możemy się chwycić ręki Matki Bożej.

Ojciec Jerzy pokazywał nam, jak służyć Kościołowi również w sytuacji różnych prób. To bardzo ważne, bo wytrwał. Dziś, kiedy wielu młodych nie ma mocy wytrwania i tak szybko się zniechęca, wielu kapłanów rezygnuje z drogi powołania, to osoba ojca Jerzego jest bardzo potrzebna dla nas, którzy zostajemy. Jego spełnione życie jest jak sól – nadaje sens zmaganiom duchowym, rodzi wiarę i siłę do walki ze swoimi słabościami, grzechami. A wszystko po to, by znajdować radość w służbie człowiekowi i Kościołowi.

Myślę, że ojciec Jerzy, jako paulin, chciałyby i nam dziś powiedzieć – idźcie do Maryi, naszej Królowej i Matki – Ona wam we wszystkim pomoże. Bądźcie też Jej pomocnikami. Tego uczył nas ojciec Jerzy.

Reklama

Dołącz do naszych darczyńców. Wesprzyj nas!

Najciekawsze artykuły

co tydzień w Twojej skrzynce mailowej

Raz w tygodniu otrzymasz przegląd najważniejszych artykułów ze Stacji7

PRZECZYTAJ RÓWNIEŻ

PRZECZYTAJ RÓWNIEŻ
Reklama
WIARA I MODLITWA
Wspieraj nas - złóż darowiznę