Fot. Materiały prywatne Mileny Kindziuk

Milena Kindziuk: Edmund Wojtyła mógłby zostać wyniesiony na ołtarze z powodu dobrowolnego oddania życia

Czy brat Jana Pawła II ma szansę zostać błogosławionym? Jaki był Edmund Wojtyła? Rozmawiamy z dr Mileną Kindziuk z UKSW, autorką książki pt. "Edmund Wojtyła. Brat św. Jana Pawła II", badaczką dziejów rodziny Wojtyłów.

Reklama

Zofia Świerczyńska: Proces beatyfikacyjny rodziców Jana Pawła II rozpoczął się 7 maja 2020 roku. Co z bratem Jana Pawła II, Edmundem? Dlaczego do tej pory nie został rozpoczęty jego proces beatyfikacyjny? Czy w najbliższym czasie możemy się spodziewać takiej decyzji?

Dr Milena Kindziuk: Pierwsze próby rozpoczęcia procesu beatyfikacyjnego Edmunda Wojtyły pojawiły się w 1997 roku we Włoszech, czyli jeszcze za życia Papieża Polaka. Zawiązał się nawet komitet do spraw beatyfikacji. Być może nie zostało to dalej podjęte ze względu na to, że za życia Jana Pawła II niezręczne byłoby rozpoczynanie procesu beatyfikacyjnego jego rodzonego brata, tak jak Papieżowi nie wypadało rozpoczynać procesu jego rodziców.

Starania o wyniesienie Edmunda na ołtarze podejmowały też później inne osoby – z Polski i zagranicy. Kiedy zbierałam materiały do biografii doktora Wojtyły, sama natrafiłam choćby na Polaka mieszkającego w Austrii, który od dwudziestu lat wciąż rozdaje modlitwę o beatyfikację Edmunda podczas pielgrzymek, które organizuje do różnych sanktuariów świata i propaguje kult brata Papieża. Poznałam też ludzi, którzy modlą się za jego wstawiennictwem i są przekonani o świętości Edmunda Wojtyły. Piszę o tym wszystkim w książce.

Proces beatyfikacyjny Edmunda Wojtyły jak najbardziej mógłby się rozpocząć. Jako lekarz oddał on życie dla swej zakaźnie chorej pacjentki, z pełną świadomością, że może umrzeć, wtedy bowiem, w 1932 roku, nie było jeszcze antybiotyków. U podłoża jego czynu leżała wiara, którą wyniósł z domu i którą żył na co dzień (jego narzeczona wspominała, że szczególnym kultem darzył św. Mikołaja!) i którą przekazywał młodszemu bratu Karolowi – przyszłemu papieżowi. Oddał życie w imię miłości Boga i bliźniego. Mógłby więc zostać wyniesiony na ołtarze z powodu dobrowolnego oddania życia. Taką możliwość daje tzw. trzecia pro­cedura kanonizacyjna, zatwierdzona przez papieża Franciszka: obok męczeństwa i heroiczności cnót, powodem do beatyfikacji i kanonizacji może być heroiczne ofiarowanie życia. W takim procesie nie bada się heroiczności cnót.

Reklama
Reklama

Oddał życie w imię miłości Boga i bliźniego. Mógłby więc zostać wyniesiony na ołtarze z powodu dobrowolnego oddania życia.

Jest Pani autorką książki o Edmundzie Wojtyle „Edmund Wojtyła. Brat św. Jana Pawła II”. Wiemy, że licznie zgromadzeni ludzie na jego pogrzebie nie mieli wątpliwości, że Edmund – jak napisali w nekrologu koledzy lekarze –„złożył swe młode życie w ofierze cierpiącej ludzkości”. Jak dziś wygląda zainteresowanie postacią Edmunda i pamięć o nim?

Jestem zaskoczona, że mimo iż od śmierci Edmunda minęło 90 lat, wciąż tak żywa jest pamięć o nim. Nie tylko w Bielsku-Białej, gdzie pracował i umarł, i nie tylko w Wadowicach, gdzie znajdował się jego dom rodzinny, ale również w innych miejscach Polski (przytaczam te historie w książce). A nawet świata. Przekonałam się o tym także, gdy napisałam o Edmundzie felieton do „Gościa Niedzielnego” i spotkałam się z ogromnym odzewem czytelników. Jeden z nich podczas pielgrzymki do Asyżu w 2007 roku, spacerując promenadą z Porcjunkuli do centrum miasta, odkrył wmurowane w chodnik pamiątkowe cegiełki z kamienia z imionami ofiarodawców, a na jednej z nich było wykute nazwisko „Edmund Wojtyła”. Wysnuł jasny wniosek: był on jednym z tysięcy darczyńców poma­gających w odbudowie Asyżu po I wojnie światowej, i to chyba szczo­drym, skoro jego nazwisko upamiętniono w kamieniu.

Reklama
Reklama

Wielu ludzi odwiedza też grób rodzinny Wojtyłów na cmentarzu Rakowickim w Krakowie, właśnie ze względu na Edmunda. Jedni chcą oddać mu hołd za heroiczną postawę lekarza, inni modlą się za jego wstawiennictwem. I skutecznie wypraszają – jak mnie informowali – potrzebne łaski. Spotkałam wielu ludzi, którzy oddolnie propagują kult Edmunda.

Jaki był Edmund Wojtyła?

To pełen pasji lekarz, który poważnie i odpowiedzialnie traktował pracę zawodową, jako służbę chorym. Mimo poważnych trudności materialnych ukończył Wydział Lekarski na Uniwersytecie Jagiel­lońskim w Krakowie jako doktor wszech nauk lekarskich. Najbardziej pragnął leczyć dzieci. Sam też chciał mieć kiedyś dom pełen maluchów. „Gdy się ożenię, będę miał dużo dzieci”- często mawiał do swej narzeczonej Jadwigi Urban. Jednak pierwszą pracę etatową, w maju 1931 roku, podjął na oddziale zakaźnym w szpitalu miejskim w Bielsku (dziś Bielsko-Biała). I tam wydarzyła się tragedia: jako jedyny lekarz z całego szpitala zdecydował się leczyć chorą na szkarlatynę pacjentkę, wiedząc, że w dobie bez antybiotyków, może się zarazić. Tak też się stało. Czuwał przy niej kilka dni i nocy, dziewczyna umarła. Wkrótce on zajął jej miejsce w tej samej izolatce.

Reklama

Jako jedyny lekarz z całego szpitala zdecydował się leczyć chorą na szkarlatynę pacjentkę, wiedząc, że w dobie bez antybiotyków, może się zarazić. Tak też się stało.

W czasie agonii pytał dramatycznie: „Dlaczego właśnie ja?”. Chciał żyć. Kochał życie, umiał z niego czerpać. Był młody, miał wiele życiowych planów: przede wszystkim doskonalić się w pracy lekarza, zwłaszcza w pediatrii, i nadal spełniać swą misję, leczyć chorych. Chciał też doprowadzić do samodzielności młodszego brata Karola, tak, by miał warunki do zdobywania wykształcenia. Planował założyć własną rodzinę, mieć żonę i wiele dzieci. Wyprawiać się z nimi w ukochane góry. Naturalne było więc jego pytanie: „Dlaczego?”. Przed śmiercią nie wyrażał jednak żalu, że za wszelką cenę zdecydował się ratować chorą pacjentkę. Nie taki był system wartości, w którym został ukształtowany. Stawiał natomiast pytanie, jak biblijny Hiob, usiłując dociec, dlaczego tak potoczyły się jego losy, skąd tak wielkie cierpienie. Pytał, chociaż wiedział, że po ludzku nie znajdzie odpowiedzi. Nawet jego brat, już jako papież, mówił: „Cierpienie i cho­roba są częścią tajemnicy człowieka na ziemi”.

Jak już Pani wspomniała, Edmund Wojtyła miał także narzeczoną… Kim była?

To urodzona w 1908 roku, a więc dwa lata młod­sza od niego, Jadwiga Urban. Pochodziła z Mucharza koło Wadowic, gdzie mieszkała razem z rodzicami i dwiema starszymi siostrami Marią i Janiną oraz młodszym bratem Władysławem. Dotarłam do krewnych narzeczonej, a także do jej wspomnień o Edmundzie – pisanych w formie listów. Są to przepiękne wspomnienia z ich wspólnych wypraw w góry – wędrowali po Tatrach, Pieninach, Beskidach. Jadwiga podziwiała, jak bardzo Edmund kochał przyrodę, jak nazywał po imieniu drzewa i kwiaty, jak podziwiał piękno Stwórcy w pięknie stworzenia. To była wielka miłość, o czym świadczą dalsze losy narzeczonej, które także udało mi się zawrzeć w książce.

To była wielka miłość, o czym świadczą dalsze losy narzeczonej, które także udało mi się zawrzeć w książce.

Janina Urbanówna tak wspominała Edmunda: „kolega mój Edmund Wojtyła był człowiekiem o wybitnie prawym charakterze. Wspaniały kolega. Bardzo zdolny wszechstronnie. Nazywaliśmy go czule „Ekuś”. Był szanowany i bardzo lubiany przez kolegów. Uczynny. Można było liczyć na jego pomoc w każdej sytuacji. To określenie “Ekuś” w jakiś sposób także oddaje jego charakter

Wspomnienia, o których Pani mówi, wyszły spod pióra siostry Jadwigi, Janiny. Rzeczywiście, narzeczona, a także cała jej rodzina zwracała się do Edmunda zdrobniale „Ekuś”. Tak pozostało do dziś, gdy mówią o narzeczonym Jadwigi.

Janina zazwyczaj towarzyszyła parze narzeczonych podczas górskich wypraw, ona też robiła im zdjęcia. Kilka ocalało, zamieszczam je w książce.

Jacy byli bracia Wojtyłowie? Nie ma wątpliwości, że starszy brat był dla papieża bardzo ważny. Jego śmierć przeżył silniej niż śmierć matki, o czym sam wspominał pisząc: „Mój brat Edmund zmarł u progu samodzielności zawodowej, zaraziwszy się jako młody lekarz ostrym przypadkiem szkarlatyny, co wówczas (1932 rok), przy nieznajomości antybiotyków, było zakażeniem śmiertelnym. Są to wydarzenia, które głęboko wyryły się w mojej pamięci – śmierć brata chyba nawet głębiej niż matki, zarówno ze względu na szczególne okoliczności, rzec można tragiczne, jak też i z uwagi na moją wówczas już większa dojrzałość”.

Edmund i Karol bardzo byli ze sobą zżyci, przyjaźnili się i bardzo kochali. Gdy umarła im matka, Edmund za wszelką cenę starał się ją zastąpić młodszemu o 14 lat bratu. Zajmował się nim, zabierał go na mecze piłkarskie, do teatru, na górskie wycieczki. Kształtował jego duchowość i wiarę. Jak podkreśla kard. Stanisław Dziwisz, Edmund ukierunkował młodość Karola – przyszłego Papieża, wpłynął na jego życiowe wybory.  W książce o tym wszystkim szczegółowo piszę. Do tej pory wiele faktów na ten temat nie było znanych.

Czy podczas pisania książki natrafiła Pani na do tej pory nie znany szerszej publiczności fakt z jego biografii?

Odkryłam wiele nowych faktów. Na przykład po raz pierwszy ustaliłam dokładny życiorys Edmunda: wydobyłam metrykę jego urodzenia i chrztu z Kriegsarchiv z Wiednia; ustaliłam różne miejsca zamieszkania; przebieg nauki szkolnej oraz studiów, zlokalizowałam w Bielsku-Białej dom ciotki Edmunda – Stefanii Wojtyły, w którym regularnie spotykał się Edmund, jego brat i ojciec itd. Udało mi się też zdobyć nowe informacje na temat śmierci i oddolnego kultu Edmunda, który trwa do dziś, kiedy obchodzimy 90 rocznicę jego śmierci (4 grudnia 2022 r.). Wreszcie, odtworzyłam relacje z narzeczoną, ustaliłam nawet kiedy i gdzie się poznali. Wszystkie szczegóły na ten temat zawarte są w książce o Edmundzie Wojtyle. Zapraszam do lektury także ludzi młodych, Edmund bowiem to doskonały patron dla nich. Dlaczego? Mam nadzieję, że każdy znajdzie swoją odpowiedź.


Reklama

Dołącz do naszych darczyńców. Wesprzyj nas!

Najciekawsze artykuły

co tydzień w Twojej skrzynce mailowej

Raz w tygodniu otrzymasz przegląd najważniejszych artykułów ze Stacji7

SKLEP DOBROCI

Reklama

PRZECZYTAJ RÓWNIEŻ

PRZECZYTAJ RÓWNIEŻ
Reklama
WIARA I MODLITWA
Wspieraj nas - złóż darowiznę