“Łatwiej stworzyć procedury niż zmienić ludzką mentalność”. Rozmowa z Prymasem Polski

Mam nadzieję, że głos pokrzywdzonych w Kościele będzie stawał się coraz bardziej słyszalny - mówi w rozmowie z KAI abp Wojciech Polak. Delegat Episkopatu ds. ochrony dzieci i młodzieży pytany o sytuację w diecezji kaliskiej wyjaśnia, że „w Kościele mamy już jasne prawo, ale okazuje się, że łatwiej jest stworzyć wytyczne czy procedury niż zmienić ludzką mentalność. A ostatecznie od człowieka zależy czy to prawo będzie stosowane”.

Polub nas na Facebooku!

Jak to możliwe, że autorzy filmu „Zabawa w chowanego” bez trudności znaleźli diecezję, w której dzieją się takie rzeczy? Przecież od 2014 r. obowiązują Wytyczne KEP, każda diecezja ma delegata do tych spraw i program prewencji, abp Scicluna przed rokiem szkolił wszystkich polskich biskupów jak mają postępować. A dodatkowo od 1 czerwca 2019 obowiązuje motu proprio „Vos estis lux mundi”, które przewiduje kary dla biskupów, którzy będą cokolwiek tuszować. Podejście w diecezji kaliskiej jest tu chyba wyjątkiem? Proszę powiedzieć jakie standardy w tych sprawach obowiązują?

Rzeczywiście, w Kościele mamy już jasne prawo, ale okazuje się, że łatwiej jest stworzyć wytyczne czy procedury niż zmienić ludzką mentalność. A ostatecznie od człowieka zależy czy to prawo będzie stosowane.

Sytuacja ukazana w filmie dotyczy okresu sprzed 2017 r. Dobrze się stało, że w lipcu 2017 r. zostało wprowadzone prawo nakazujące pod karą 3 lat więzienia zgłaszanie wszystkich wiarygodnych informacji o przestępstwach seksualnych względem małoletnich do organów ścigania. To zmobilizowało nas wszystkich do zgłaszania spraw do prokuratury. Wiemy chociażby tylko z mediów, że w ciągu ostatniego roku takiego zawiadomienia dokonały m.in. kurie tarnowska, sandomierska, radomska, katowicka, kielecka, gliwicka, świdnicka, płocka oraz Zakon Benedyktynów czy Zgromadzenie Chrystusowców. Dziś takie działanie jest już więc standardem w postępowaniu Kościoła.

W tym wszystkim widać jak trafna była diagnoza papieża Benedykta XVI, który wskazywał, że jedną z przyczyn kryzysu jaki przeżywamy jest fałszywa wizja miłości, która w imię niewłaściwie rozumianego miłosierdzia odrzuca konieczność sprawiedliwości, a w konsekwencji stosowania kary. Pierwszą pomocą, którą winniśmy udzielić pokrzywdzonemu jest odbudowanie w nim poczucia sprawiedliwości, a możemy tego dokonać tylko wtedy, gdy odpowiedzialny za krzywdę zostanie ukarany.

Ksiądz Prymas złożył zawiadomienie do Stolicy Apostolskiej w sprawie biskupa kaliskiego. Jakie będą dalsze działania Kościoła w tej sprawie?

Uczyniłem to kierując się sumieniem, zgodnie z procedurą ustanowioną przez papieża Franciszka. Jak widzimy, reakcja Stolicy Apostolskiej jest bardzo szybka. Arcybiskup Stanisław Gądecki jako metropolita poznański, na terenie której znajduje się Kalisz, został upoważniony do przeprowadzenia dochodzenia wyjaśniającego. Następnie wyniki tego postępowania zostaną przekazane Stolicy Apostolskiej. Ostatecznie wszelkie decyzje dotyczące biskupa kaliskiego są w kompetencji Ojca Świętego.

Ostatnich święceń kapłańskich nie udzielał bp Janiak. Czy to oznacza, że został odsunięty od publicznej działalności?

Procedury opisane w motu proprio papieża Franciszka nie przewidują automatycznego odsunięcia od posługi duszpasterskiej biskupa, na którego zostało złożone doniesienie. Myślę jednak, że ze względu na publiczny charakter sprawy, dobrze się stało, że święceń udzielał inny biskup. Dziś wszelkie ewentualne decyzje dotyczące biskupa kaliskiego należą do Stolicy Apostolskiej.

Przed rokiem po emisji ówczesnego filmu Sekielskich zebrała się 22 maja Rada Stała Konferencji Episkopatu i na jej spotkaniu skoncentrowano się na krokach, jakie należy podjąć celem naprawy zaniedbań i luk w istniejącym systemie mającym zapobiegać wykorzystywaniu seksualnemu małoletnich. Wydany też został list pasterski pt: „Wrażliwość i wierność”. Co dokładnie w tym czasie zostało zrobione, na ile te postulaty zostały już wcielone w życie?

Po pierwsze od września 2019 r. w sekretariacie Episkopatu w Warszawie zaczęło działać Biuro, które jest zapleczem i wsparciem mojej działalności jako Delegata KEP ds. ochrony dzieci i młodzieży. Jego pracami kieruje ks. Piotr Studnicki. We współpracy z innymi podmiotami i środowiskami wypracowujemy projekty i rozwiązania, które po przyjęciu przez KEP są realizowane w diecezjach. Pierwszym takim dziełem jest Fundacja Świętego Józefa, która została powołana przez Episkopat Polski, a której działalność finansują wszystkie diecezje proporcjonalnie do należących do nich biskupów i kapłanów.

Fundacja rozpoczęła swoją działalność na początku tego roku. Wspiera istniejące już struktury pomocy. Finansuje działalność statutową Centrum Ochrony Dziecka oraz obecnie realizowane projekty tj. m.in. system prewencji wykorzystywania seksualnego osób z niepełnosprawnością, kursy e-learningowe w zakresie prewencji dla dorosłych i młodzieżowych liderów grup duszpasterskich. Fundacja współpracuje również z Inicjatywą Zranieni w Kościele finansując pierwszą w Kościele w Polsce grupę terapeutyczną osób pokrzywdzonych wykorzystaniem seksualnym. Poza tym Fundacja wspiera projekty diecezji, które służą podniesieniu kwalifikacji osób pomagających osobom zranionym oraz opłaca indywidualne terapie.

Pytanie o działania prewencyjne: co Kościół robi, aby zapobiegać tego rodzaju przestępstwom?

Budowaniem systemu prewencji od 6 lat zajmuje się Centrum Ochrony Dziecka, którego dyrektorem jest o. Adam Żak, koordynator KEP ds. ochrony dzieci i młodzieży. Swoją działalnością edukacyjną COD obejmuje księży, kleryków, zakonników, zakonnice, katechetów, nauczycieli i wychowawców, animatorów… W samym tylko zeszłym roku przeprowadzili kilkadziesiąt szkoleń, w których uczestniczyło w sumie około tysiąca osób. Od początku swej działalności, przeszkolili już kilka tysięcy osób w Polsce i za granicą m.in. odbyły się szkolenia w Rosji, na Ukrainie i Białorusi.

Z inicjatywy i we współpracy COD od kilku lat na Akademii Ignatianum w Krakowie prowadzone jest trzysemestralne studium podyplomowe z profilaktyki przemocy seksualnej względem dzieci i młodzieży. Od października tego roku planowana jest czwarta edycja.

Dzięki pracownikom COD zostały m.in. przygotowane i przeszkolone w każdej metropolii grupy robocze, które następnie pracowały nad przygotowaniem zasad prewencji dla każdej diecezji. Powstały one już i zostały przyjęte niemal we wszystkich diecezjach. Obecnie trwają prace nad ich analizą i ewaluacją. Wypracowane rekomendacje mają służyć udoskonaleniu systemu prewencji.

Na koniec wielki temat ofiar. Ubiegłoroczny watykański „szczyt” mówił o tym, że ofiary zawsze powinny być na pierwszym miejscu, w samym centrum zainteresowania, i apelował o to do Kościołów lokalnych. Jak pod tym względem jest w Polsce? Co się zmieniło? Co się musi zmienić w sposobie traktowania ofiar, jak pod tym względem należy uzupełnić obowiązujące procedury?

Pracujemy nad ulepszeniem kościelnego systemu zgłoszeń przestępstw seksualnych wobec małoletnich, których sprawcami są duchowni. W Kościele w Polsce ten system jest oparty o księży delegatów, którzy są ustanowieni we wszystkich diecezjach i męskich zgromadzeniach zakonnych, aby przyjmować osoby zgłaszające krzywdę wykorzystania seksualnego.

Choć ten system działa coraz lepiej, to jednak coraz bardziej widzimy w nim deficyt osób świeckich. Niektóre osoby pokrzywdzone mają trudność, by w pierwszym kontakcie opowiedzieć o swojej krzywdzie osobie duchownej. Musimy te lęki zrozumieć i wyjść im na przeciw.

Odpowiedzią na to było powstanie Inicjatywy Zranieni w Kościele, która rozpoczęła swoją działalność w marcu 2019 r. To dzieło świeckich katolików będące wyrazem ich odpowiedzialności za wspólnotę Kościoła. Prowadzą oni telefon wsparcia, za pośrednictwem którego osoby skrzywdzone zostają wysłuchane. Otrzymują anonimowe, bezpłatne, dyskretne i profesjonalne wsparcie, w tym rzetelną informację o tym, gdzie uzyskać pomoc psychologa, prawnika, duszpasterza i w jaki sposób zgłosić przestępstwo do właściwych instytucji państwowych i kościelnych. Przy dzisiejszym prawnym obowiązku zgłaszania tego rodzaju przestępstw organom ścigania, działający telefon wsparcia pozwala wyciągnąć pomocną dłoń i realnie pomóc osobom, zanim dokonają zgłoszenia.

Oprócz tego coraz powszechniejsze staje się pokrywanie kosztów terapii przez diecezje. Choć muszę przyznać, że nie zawsze stajemy na wysokości zadania i odpowiadamy na czas i adekwatnie do potrzeb, to równocześnie wiem, że już kilkadziesiąt osób w Polsce korzysta z takiej formy pomocy.

Bardzo sobie cenię kontakty z pokrzywdzonymi, którzy na różne sposoby kontaktują się ze mną lub z pracownikami mojego biura. Mogę powiedzieć, że pokrzywdzeni pomagają nam współtworzyć system pomocy, mobilizują nas do działania i odsłaniają nam potrzeby osób zranionych. Cenię fakt, że w Radzie Fundacji zasiada osoba skrzywdzona przez duchownego, a tekst nabożeństwa drogi krzyżowej na dzień modlitwy i pokuty za grzech wykorzystania seksualnego przygotowała osoba zraniona w Kościele, a ostatnie spotkanie duszpasterzy osób pokrzywdzonych rozpoczęło się od wysłuchania mężczyzny wykorzystanego seksualnie w dzieciństwie przez księdza. Mam nadzieję, że głos pokrzywdzonych w Kościele będzie stawał się coraz bardziej słyszalny.

Do polskich parafii został wysłany plakat Inicjatywy Zranieni w Kościele, a Ksiądz Prymas w specjalnym liście do proboszczów poprosił o zawieszenie go w gablocie przykościelnej. Dlaczego Ksiądz Prymas wsparł Inicjatywę ZwK?

Inicjatywa Zranieni w Kościele wyrosła – tak jak już powiedziałem – w środowisku katolików świeckich, z troski o tych, którzy zostali skrzywdzeni przemocą seksualną w Kościele i nie są w stanie sami zgłosić się do struktur kościelnych. Inicjatywa nie ma zastąpić ani nie stoi w opozycji do oficjalnego systemu zgłoszeń, a jedynie wspiera go i uzupełnia. Dlatego w specjalnym liście poprosiłem biskupów diecezjalnych o rozesłanie do parafii w Polsce plakatów, aby zostały rozwieszone w gablotach przy kościołach, a także aby poinformowano o tej inicjatywie w ogłoszeniach parafialnych.

Inicjatywa spotkała się z krytyką niektórych środowisk i mediów katolickich. Z czego ona wynika?

Nie dziwi mnie, że temat przestępstw seksualnych w Kościele budzi w naszej wspólnocie wiele oporów i lęków, a nieraz niestety rodzi nieporozumienia. Dla mnie najważniejsze jest to, że kampania nie jest skierowana przeciwko komuś, ale zrobiona z myślą o pokrzywdzonych. Chodzi o to by ci, którzy zostali skrzywdzeni we wspólnocie Kościoła, w niej znaleźli wsparcie. Nie jest to pierwsza tego typu akcja informacyjna.

Jakiś czas temu w Archidiecezji Krakowskiej w gablotach parafialnych umieszczono informacje o ofercie pomocy tj. delegacie, duszpasterzu oraz innych instytucjach zajmujących się ochroną małoletnich i pomocą pokrzywdzonym, jak Centrum Ochrony Dziecka czy Inicjatywa Zranieni w Kościele. Słyszałem, że Archidiecezja Częstochowska planuje podobną akcję skierowaną do parafii.

Jestem przekonany, że warto wspierać i promować wszystkie tego typu kampanie informacyjne zarówno na poziomie diecezjalnym jak i ogólnopolskim. Celem takich kampanii nie jest sugerowanie, że w każdej parafii, w której wisi plakat był lub jest sprawca, ale ułatwienie ewentualnym pokrzywdzonym znalezienia informacji o tym, gdzie mogą uzyskać pomoc świadczoną przez Kościół.

 

Rozmawiał Marcin Przeciszewski z KAI

Reklama

Szukasz wartościowych treści?

Zapisz się na cotygodniowy newsletter Stacji7


Reklama

 

 


Reklama

Transmisja nie zastąpi spotkania

„Jeśli ktoś traktuje bycie w kościele jako okazję do spotkania z Bogiem, buduje z Nim relację, to nawet nie będzie zadawał pytań, po co przychodzić.” Z Janem Buczyńskim, katechetą, organistą i publicystą miesięcznika Adeste, rozmawiała Agnieszka Huf.

Agnieszka Huf
Agnieszka
Huf
zobacz artykuly tego autora >

Polub nas na Facebooku!

Agnieszka Huf: Jako organista znasz funkcjonowanie kościoła „od środka”. Jaka jest parafia, w której pracujesz?

Jan Buczyński: Jestem organistą w parafii św. Kazimierza w Pruszkowie. To duża, śródmiejska parafia – ma około 20 tys. mieszkańców. W niedziele odprawianych jest siedem mszy, a kościół, choć bardzo duży, jest często pełen ludzi, więc frekwencja jest spora. Oprócz tego standardowe nabożeństwa, godzina uwielbieniowa z młodzieżowym zespołem… parafia żyje.

 

Tak było do marca tego roku… Co zmieniło się, kiedy wybuchła epidemia?

Pierwsze ograniczenia mówiły o 50 osobach na mszy. Nasz kościół jest na tyle duży, że tych 50 osób praktycznie nie widać, gubią się w przestrzeni. Szybko udało się zorganizować działanie parafii, pojawili się wolontariusze, młodzież i Rycerze Jana Pawła II, którzy liczyli wchodzących ludzi a przy okazji dezynfekowali im ręce.

 

Ale z tych 50 osób szybko zrobiło się tylko 5…

Tak, i to już było dla wszystkich mocne tąpnięcie, bo nagle do kościoła mogły wejść tylko osoby związane z zamówioną intencją.

 

Jaki był twój stosunek do tych ograniczeń?

Starałem się cały czas zachować równowagę między posłuszeństwem a moim własnym myśleniem na ten temat. I teraz, z perspektywy czasu, wystawiłbym osobom decydującym mocną czwórkę. Bo myślę, że to poważne ograniczenie nauczyło nas pewnej dyscypliny. Gdyby te reguły nie były takie surowe, to możliwe, że byłyby mniej przestrzegane. Ale brakowało mi trochę tego, żeby ze strony Kościoła wychodziła większa inspiracja dla rządzących, kiedy ograniczenia były stopniowo zdejmowane w sklepach czy innych przestrzeniach życia publicznego. Zastanawiałem się od początku, dlaczego nie można wprowadzić zasady zależności liczby uczestników nabożeństw od metrażu, bo w potężnym kościele te 50 czy nawet 80 osób nie stanowi dla siebie zagrożenia. Na szczęście potem ten przelicznik osób na metr wprowadzono, ale najpiękniejszy czas w roku – Triduum – musiał się odbyć przy pustym kościele.

 

Ty, jako organista, nie doświadczyłeś tego przymusowego „postu” od liturgii, bo na Eucharystii mogłeś być codziennie. Jak się czułeś, grając w pustym kościele?

Bardzo dziwnie się czułem. Rolą organisty nie jest dawanie koncertu solowego, ale prowadzenie śpiewu wspólnoty. A tu głuchy dźwięk odbijał się od pustych ścian… Była Wielkanoc, mamy duże organy, chciałoby się je maksymalnie wykorzystać, poprowadzić radosny śpiew, a tu nie było z kim. Jedna msza nie różniła się właściwie od drugiej. Bo moje doświadczenie jest takie, że każda niedzielna Eucharystia ma swoją specyfikę – na jednej jest więcej dzieci, na innej są starsi, ludzie śpiewają raz chętniej, raz mniej zdecydowanie. A teraz wszystko było takie „wypłaszczone”, jednakowe. Miałem poczucie, że wystarczyłoby raz zagrać, a potem już tylko puszczać te nagrania i nikt nie zauważyłby różnicy…

 

A jak ograniczenia przyjmowali księża w parafii?

To było dla nich wyzwanie, pojawiło się wiele nieznanych dotąd problemów – jak zorganizować odwiedziny chorych, kwestie spowiedzi. Trzeba było znaleźć sposób, żeby utrzymać kontakt z wiernymi, którzy często mieli też dużo wątpliwości i niezrozumienia względem podejmowanych decyzji. Ludzie pytali, dlaczego nie mogą wejść do kościoła, a przecież dla księży czy innych pracowników parafii nie jest łatwe zamykać komuś drzwi przed nosem. Poza tym pojawiła się troska o utrzymanie parafii, kiedy nie było zbieranej składki.

 

Wasza parafia przykłada dużą wagę do jakości transmisji internetowej. Czy zamknięcie kościołów coś zmieniło?

To prawda, mamy zainstalowane kilkanaście kamer, obsługiwanych przez profesjonalną firmę. Wcześniej transmitowaliśmy dwie msze niedzielne i wszystkie ważniejsze uroczystości. Natomiast od początku pandemii proboszcz zdecydował o transmitowaniu wszystkiego, co dzieje się w kościele – wszystkich mszy i nabożeństw. To na pewno ogromna pomoc, widziałem to szczególnie w czasie mszy pogrzebowych – w kościele mogło być 5 osób, ale rodzina mogła się łączyć przez YouTube i też przeżywać ceremonię.

 

Dla mnie było bardzo miłe, kiedy znajomi dawali mi sygnał, że oglądają mszę, na której gram, że w jakiś sposób towarzyszymy sobie wzajemnie. W pustym kościele dawało to krzepiące przekonanie, że Kościół jako wspólnota ciągle żyje.

Jaki jest twój stosunek do transmisji z liturgii?

Uważam, że są wielką pomocą, ale boję się, że ludzie zaczęli je traktować jako rodzaj uczestnictwa. A to jednak jest coś innego. Zresztą czasem nawet w wypowiedziach kapłanów czy biskupów zabrakło precyzji języka, mówili o uczestnictwie za pomocą multimediów – ja bym tego tak nie nazwał. Transmitowana msza może być pomocą w dobrym przeżywaniu niedzieli, kiedy nie ma możliwości fizycznej obecności w kościele. Ale oglądanie nie zastąpi sakramentu, ono ma pomóc w spotkaniu z Bogiem. To ogromne pole dla duszpasterstwa, żeby ludziom precyzyjnie wyjaśniać te kwestie. Natomiast na pewno transmisja może dać poczucie budowania wspólnoty – dla mnie było bardzo miłe, kiedy znajomi dawali mi sygnał, że oglądają mszę, na której gram, że w jakiś sposób towarzyszymy sobie wzajemnie. W pustym kościele dawało to krzepiące przekonanie, że Kościół jako wspólnota ciągle żyje.

 

 

W końcu obostrzenia zaczęto luzować. Jak to u Was przebiegało?

W pierwszym etapie mogło być u nas 80 osób, w drugim 120. Część uczestniczyła stojąc na zewnątrz świątyni. Dużo ludzi przychodziło też w tygodniu, czasem sam byłem zaskoczony, że prawie wszystkie wyznaczone miejsca są zajęte. Frekwencja była duża i mam nadzieję, że od najbliższej niedzieli, kiedy nie będzie już ograniczeń, jeszcze wzrośnie. Choć oczywiście liczę na to, że parafianie podejdą do tego rozsądnie i jeśli ktoś uzna, że dla bezpieczeństwa swojego lub innych powinien zostać w domu, to tak zrobi.

 

Epidemia była tylko rodzajem katalizatora. Daleki jestem od pesymizmu, jaki prezentują niektórzy, mówiąc, że mamy przyzwyczaić się do obrazków 10 – 15 osób w kościele

Nie boisz się, że ludzie przyzwyczaili się do niedzielnej mszy przed telewizorem i już nie wrócą?

Wydaję mi się, że jeśli ktoś odzwyczaił się od życia sakramentalnego i wystarczyło kilka tygodni nieobecności w kościele, a on już nie będzie chciał do niego przyjść, to po prostu przyspieszyły pewne procesy, które i tak by nastąpiły. Epidemia była tylko rodzajem katalizatora. Daleki jestem od pesymizmu, jaki prezentują niektórzy, mówiąc, że mamy przyzwyczaić się do obrazków 10 – 15 osób w kościele, bo niedługo tak będzie na co dzień. Ja wierzę, że będzie dobrze. Dla ludzi zaangażowanych izolacja od kościoła i sakramentów mogła wzmóc tęsknotę i ich uświęcić. Dla innych niedzielna msza była rutyną i pewnie do tej rutyny wrócą.

 

A czym przekonałbyś swoich uczniów, gdyby zapytali, po co chodzić do kościoła skoro mszę można zobaczyć na ekranie?

Do uczniów próbowałbym trafić metaforami, mówiąc chłopakom, że inaczej ogląda się mecz na stadionie, a inaczej w telewizji, inna jest randka w kawiarni a inna na skype. Ale jeśli ktoś traktuje bycie w kościele jako okazję do spotkania z Bogiem, buduje z Nim relację, to nawet nie będzie zadawał pytań, po co przychodzić.

 

Czy według ciebie z tego czasu może wyniknąć jakieś dobro dla Kościoła? Czy to był czas stracony?

Myślę, że żaden czas nie jest stracony. Kościół w swojej historii przeżywał już wiele momentów, kiedy jego funkcjonowanie było utrudnione czy wręcz wisiało na włosku. Nie ma co porównywać tego, co teraz się wydarzyło z wojną, stanem wojennym czy innymi prześladowaniami. Jasne, to trudny czas, ale trzeba znać miarę i proporcje, kiedy o nim myślimy. I zawsze trzeba szukać dobra. Mam nadzieję, że w Kościele nie potraktujemy tych kilkunastu tygodni jako przerwy, po której wracamy do tego samego miejsca, w którym byliśmy wcześniej. Być może ten czas popchnie duszpasterzy do bardziej indywidualnej troski o wiernych? Bo przyzwyczailiśmy się do pewnego automatyzmu, szczególnie w dużych parafiach duszpasterstwo jest masowe, brakuje zauważenia pojedynczego człowieka. A teraz wielu księży pokazało swoją dostępność, chociażby udostępniło swój numer telefonu, dało sygnał, że są gotowi być z ludźmi. Ważne stało się dotarcie do konkretnego człowieka, a nie do tłumu. Jeśli taka mentalność pozostanie, to będzie można mówić o dobrym owocu epidemii.

 

Agnieszka Huf

Agnieszka Huf

Z urodzenia (i przekonania!) – Ślązaczka. Z zawodu – psycholog. Z pasji – bibliofil, człowiekolub, autostopowiczka. A to wszystko traci na znaczeniu wobec najważniejszego: z woli Ojca – dziecko Boże. Uczestniczka Akademii Dziennikarstwa 2017/18.

Zobacz inne artykuły tego autora >

Reklama

Szukasz wartościowych treści?

Zapisz się na cotygodniowy newsletter Stacji7


Reklama

 

 


Reklama

Agnieszka Huf
Agnieszka
Huf
zobacz artykuly tego autora >
Copy link
Powered by Social Snap