video-jav.net

Kardynał Nycz w RMF FM (ROZMOWA)

"Nie spodziewałbym się wypowiedzi Kościoła oficjalnej, ponieważ nigdy nie wypowiadaliśmy się komentując działania prokuratury" - mówił kard. Kazimierz Nycz w Porannej rozmowie w RMF FM, komentując kwestię listu części rodzin ofiar katastrofy smoleńskiej, w którym apelują oni m.in. o to, żeby Kościół zabrał głos ws. ekshumacji

Polub nas na Facebooku!

Robert Mazurek: Dzień dobry, państwa i moim gościem jest kardynał Kazimierz Nycz, metropolita warszawski.

Kard. Kazimierz Nycz: Pozdrawiam państwa, szczęść Boże, w tym dość ponurym dniu.

 

Dzień jest ponury ze względu na widoki za oknem. Witamy naszych słuchaczy z Pałacu Arcybiskupów Warszawskich. Ale pytanie też jest mało rozrywkowe – 17 z 99 rodzin ofiar katastrofy smoleńskiej apeluje o to, by m.in. Kościół zabrał głos ws. ekshumacji – innymi słowy, by nie doprowadzać do nich, by Episkopat albo biskupi sami z siebie powiedzieli, że to nie tędy droga.

Nie wypowiadam się w imieniu Episkopatu, bo nie mam do tego prawa. Wypowiadam się w swoim imieniu – duchowo i empatycznie jestem absolutnie po stronie rodzin, które mają pytania, wątpliwości, jest im przykro, że będą musieć traumę sprzed 6 lat przeżywać w pewnym sensie raz jeszcze. Rozumiem ich. Natomiast nie spodziewałbym się oficjalnej wypowiedzi Kościoła, ponieważ nigdy nie wypowiadaliśmy się, komentując działania prokuratury – mimo że niektórzy tak robią – i pewnie nie będziemy tego robić. Natomiast trzeba bardzo wyraźnie społeczeństwu wyjaśniać, dlaczego to jest konieczne, co może zmienić, co może wnieść nowego, bo w przeciwnym wypadku rodziny i nie tylko rodziny, mogą mieć wątpliwości.

 

Dzisiaj 25 października, rocznica wyborów. To rok “dobrej zmiany”. Jest lepiej?

Jestem w tym szczęśliwym położeniu, że będę oceniał rząd przy następnych wyborach, tak jak większość społeczeństwa. Natomiast ocenę roku zostawiam z jednej strony mediom, z drugiej strony fachowcom, politologom, ekonomistom – i to robią, jak słyszę.

 

A kardynał Nycz jak ocenia?

Wiele elementów widzę bardzo pozytywnie. Myślę, że jeżeli ktoś szuka przysłowiowej dziury w całym, np. w programie 500+ – to myślę, że popełnia błąd, dlatego że to otwarcie na rodziny wielodzietne, które przez całe lata były dyskryminowane przez to, że kolejne dziecko było karą za to, że posiadali dzieci – to jest program jest rzeczywiście godny poparcia i myślę, że nikt w przyszłości, Bogu dzięki, nie zdobędzie się na to, by z niego zrezygnować.

 

Ale tak naprawdę ten rok jednej rzeczy na pewno nie zmienił – tak jak Polacy się nienawidzili, kiedy mówią o polityce, tak nadal się nienawidzą. Czy to jest poważny problem dla Kościoła?

To jest poważny problem dla państwa, jeszcze poważniejszy dla Kościoła i wiele razy w ciągu tego roku o tym mówię. Kiedy patrzę na niego z perspektywy Roku Miłosierdzia, który przeżywamy i niebawem go skończymy, kiedy patrzę z perspektywy wizyty papieża Franciszka, który potrafił jednak wokół siebie zgromadzić ludzi i stworzyć pewien entuzjazm, także miłości braterskiej i przebaczenia, to aż żal duszę ściska człowiekowi, że to nie może być przynajmniej trochę z tego na stałe. Moim zdaniem tu mamy wszyscy ogromne zadanie do zrobienia – chrześcijanie, niechrześcijanie, politycy i niepolitycy, dlatego że to tworzenie wspólnoty, bycie we wspólnocie nie może się obyć bez przebaczenia, nie może się obyć bez tej konkretnej, codziennej miłości, kiedy człowiek potrafi być dla drugiego człowieka.

 

A czy ksiądz kardynał korzysta z internetu?

Korzystam, ale w sposób umiarkowany, nie jestem uzależniony.

 

Bo chciałem zapytać, czy wie ksiądz, co to jest internetowy hejt?

Wiem, co to jest internetowy hejt, ale wolę na tę płaszczyznę nawet nie zaglądać. Czasem czuję niesmak, a czasem czuję coś więcej niż niesmak. To też jest problem – problem odpowiedzialności, często problem chowania się za pewną anonimowość, pozorną anonimowość w kwestii hejtu.

 

Jak to jest – że ludzie, którzy idą w niedzielę do kościoła, jak sobie wieczorem siądą do komputera, to wylewa się z nich w internecie cała żółć nie tylko tego dnia, ale tygodnia i “jadą sobie” jak chcą?

To jest wyzwanie dla nas wszystkich, wyzwanie dla ludzi wierzących. Takżew tym aspekcie wiara bez uczynków jest martwa. To jest jeden z tych wymiarów, uczynków, które nie są sposobem zasługiwania na zbawienia – bo nie o to chodzi w Ewangelii i w historii zbawienia – ale są sposobem potwierdzenia tego, że jestem wybrany przez Boga, że jestem obdarzony zaufaniem, łaską przez Boga. A wyrazem tego powinno być moje ładne, piękne i spójne z wyznawaną wiarą życie. Niestety, jesteśmy słabi i grzeszni. Zawsze tak było, że nie dorastaliśmy, ale wydaje mi się, że dzisiaj nasilenie tego problemu jest dosyć duże.

 

Wczoraj przeszły przez Polskę kolejne demonstracje kobiet. Większość z nich tym razem już jednoznacznie pod hasłem walki o aborcję na życzenie. Czy to nie pokazuje, że nauczanie Kościoła “rozjeżdża się” z postawami znacznej części kobiet?

Ja myślę, że w wielu sprawach to nauczanie “rozjeżdża się”, jak pan użył słowa. Rozjeżdża, natomiast tak było i będzie pewnie zawsze, tzn. Kościół nie może zmienić nauczania, dlatego że życie ludzkie idzie innym torem, tylko będzie głosił Ewangelię w porę i nie w porę. Pod tym względem będzie, jest, w kwestii ochrony życia poczętego, od początku do końca. Ja myślę osobiście, bo nieraz słyszę pytanie jako biskup, czy Kościół będzie popierał, czy biskupi poprą, tzw. kompromis aborcyjny. Odpowiadam wtedy: zdecydowanie nie poprze Kościół, dlatego że Kościół, biskupi nie są od stanowienia kompromisów, są od głoszenia prawdy o życiu świętym, nienaruszalnym od początku aż do naturalnej śmierci. Ostatnio nawet przytoczyłem zdanie takiego człowieka, którego śmierci obchodziliśmy 25. rocznicę, ks. Ziei. “Nigdy nikogo nie zabijaj” – to była jego dewiza życiowa. I myślę, że to jest aktualne w nauczaniach wszystkich papieży, biskupów Kościoła nauczającego i nie może być inne. Natomiast politycy mają szukać takich rozwiązać, które będą rozwiązaniami optymalnymi i w pewnym momencie osiągnąć to, co się da osiągnąć. Ale to nie jest zadanie biskupów, zadanie Kościoła nauczającego.

 

A co Kościół powie tym kobietom, które uczestniczą w “czarnych marszach”? Tak duszpastersko i po ludzku też.

Jeżeli chodzi o same marsze w obronie życia czy wszystkie inne marsze, to oczywiście ludzie do tego mają prawo. Kiedy widzimy we Francji marsze pro life, duże, wielkie, mówimy o zlaicyzowanej Francji, a jednak ludzie widzą wartość życia i chcą go bronić, to oczywiście takie postępowanie trzeba pochwalić, natomiast ja bym tylko chciał, żeby nie zostały one zinstrumentalizowane, bo kiedy się obserwuje po jednej i po drugiej stronie, to widać, jak w miarę tych marszów następują tzw. dodane cele, które ewidentnie te kobiety i tych ludzi, którzy wychodzą na ulicę w jakimś sensie czynią instrumentem polityki bieżącej, która jest uprawiana.

 

Wkrótce otworzy ksiądz kardynał Świątynię Opatrzności Bożej. Czy to nie jest trochę zmarnowana szansa? Miała być zupełnie niezwykła świątynia, wotum narodu, a stała się, co tu kryć, parafią w Wilanowie i miejscem, gdzie przynajmniej mieszkańcy “Lemingradu” mogą głosować.

O, to pytanie zawiera w sobie taki ironiczny podtekst, muszę się od niego odciąć absolutnie.

 

Dobrze, niech się ksiądz kardynał odetnie od “Lemingradu”.

Nie tylko. Odcinam się, mianowicie dlatego że liczba pielgrzymów i liczba ludzi przyjeżdżających z zewnątrz, mimo że świątynia nie jest otwarta, już jest znacząca.  Liczymy, że po 11 listopada, kiedy to odprawimy tam pierwszą mszę świętą i wejdziemy do świątyni, tej głównej, górnej, ta liczba się jeszcze bardzie zwiększy i zrównoważy, a nawet przeważy liczbę parafian. Ja się osobiście bardzo cieszę i pozdrawiam parafian, że to osiedle tam powstało, że mają ten kościół także do swojej dyspozycji, ale niemniej pozostanie on Sanktuarium Bożej Opatrzności i ku temu idziemy.

 

Wiele tematów nam jeszcze zostało i to na następny raz je sobie zachowamy, ale jednak muszę zadać to pytanie. Arcybiskup Hoser twierdzi, że zarabia 3500 złotych. A ile zarabia kardynał Nycz?

Myślę, że w tych kategoriach, jeśli chodzi o biskupów w Polsce czy księży pracujących w kuriach itd., to jest taka granica, jaką arcybiskup Hoser wyznaczył, myślę, że my się w niej obracamy.

 

Ale myśli ksiądz? To znaczy ksiądz wie, czy nie wie?

Wiem. Wiem, oczywiście, że wiem.

 

To ile?

Moja pensja netto wynosi 2700 złotych, natomiast oczywiście zdaję sobie sprawę z tego, że mam pewne sprawy, o które się nie muszę troszczyć.

 

Rozumiem – dach nad głową.

Dach nad głową i jedzenie, czy jakiś transport do parafii, itd.

 

Dziękuję za tę rozmowę księdzu kardynałowi.

Ja także dziękuję i pozdrawiam wszystkich, zapraszając na 11 listopada.

 


Materiał opublikowany dzięki współpracy z Archidiecezją Warszawską i RadiemRMF FM

logo_kolor_male-06
rmf24

Płonące serce Króla Dawida

Król Dawid nosił w swoim sercu pragnienie nieustannego uwielbiania Boga, a Pan go wywyższył ponad innych królów na ziemi. O tym jak możemy mieć płonące serce, o rozrzutności i Królestwie opowiada Maciej Wolski.

Paweł
Witek
zobacz artykuly tego autora >
Maciej Wolski
Maciej
Wolski
zobacz artykuly tego autora >

Polub nas na Facebooku!

Z Maciejem Wolskim, liderem Domu Modlitwy “Warszawa 24/7” i organizatorem konferencji modlitewnej “Serce Dawida” rozmawia Paweł Witek.

 

Organizujesz w Warszawie konferencję na ponad 1000 osób o nazwie “Serce Dawida”. Skąd pomysł na takie wydarzenie?

Główna myśl, która przyświecała naszej konferencji to była idea “24/7”, którą nosimy w sercu od kilkunastu lat. Od 10 lat realizujemy ją Warszawie i w kilku innych miastach w Polsce. Chcemy stworzyć miejsce, gdzie uwielbienie i modlitwa będą trwały 24/7 – non stop, bez żadnej przerwy.

 

Dawid jest postacią, która w szczególny sposób odznaczyła się w historii biblijnej, ponieważ miał głębokie i osobiste spotkanie z Panem Bogiem. Z tej relacji ostatecznie zrodził się w Izraelu przybytek Dawida –  miejsce nieustannej modlitwy. Ten król zatrudnił ponad 4000 muzyków i śpiewaków, których jedynym zadaniem było uwielbianie Boga. W historii Polski taką osobą była min. Królowa Jadwiga.

 

W tym kontekście Dawid jest ciekawą postacią. Przychodzi od razu takie pytanie: “co się wydarzyło w życiu Dawida, że został on tak poruszony, żeby stworzyć taką inicjatywę?”. Dlatego też konferencja “Serce Dawida” jest właśnie o człowieku, który spotkał Pana Boga, został przemieniony na zawsze i potem posłany, aby zmienić swoje pokolenie.

 

Bóg powiedział o Dawidzie, że jest wg jego serca. Co takiego było w sercu tego wielkiego króla, że Bóg go aż tak bardzo wyniósł ponad innych ludzi?

Dawid był przede wszystkim człowiekiem, który z całego serca poszukiwał Pana Boga, pragnął Go i kochał na każdym etapie swojego życia. Dzieje Dawida to jest z jednej strony historia wielkich sukcesów, jak pokonanie Goliata i zostanie królem, ale jest też część jego życia, kiedy był pasterzem na polach betlejemskich zapomniany przez swoją rodzinę (kiedy przychodzi Samuel, jego ojciec pokazuje siedmiu swoich synów, a Dawida pomija).

 

Dawid to człowiek, który zaliczył kilka mocnych upadków w swoim życiu. W tym wszystkim jednak zawsze powracał do Pana Boga, zawsze Go poszukiwał i zawsze Go kochał. Myślę, że w tym sensie serce Dawida było dla Boga takim szczególnym sercem.
Dawid przez całe życie był człowiekiem, który kochał Pana Boga, podążał za Nim, potrafił się podnieść, ale wszystko dzięki temu, że po prostu właśnie był blisko Niego.

 

Dawid o sercu pełnym pragnienia uwielbienia Boga może być pewnym wzorem, czy niedoścignionym ideałem. Czy my – zwykli ludzie – żyjący w normalnym świecie, mający swoje problemy, jesteśmy w stanie czegoś się od niego nauczyć?

Myślę, że tak! Nawiązując nieco do mojej wcześniejszej wypowiedzi: historia Dawida pokazuje nam to, że Pan Bóg jest dobry, miłosierny, jest cały czas dla nas i chce towarzyszyć nam we wszystkich okresach naszego życia.

 

Teraz w Kościele katolickim kończymy Rok Miłosierdzia. Myślę, że Dawid jest absolutnie fantastycznym przykładem człowieka, który doświadczył Bożego miłosierdzia. W Biblii widzimy wyniesienie króla Dawida, jego ogromny sukces, ale też jego dramat, upadek i jego podniesienie przez Boże miłosierdzie.

 

Kiedy prorok Natan przychodzi do Dawida i upomina go, to w tym napomnieniu nie ma gniewu Bożego i potępienia. Jest za to miłosierne wezwanie Pana Boga do Dawida, żeby powrócił do pierwszej miłości. Potem w kolejnych rozdziałach widzimy, że Pan Bóg utwierdza tę obietnicę, którą dał Dawidowi. W ten sposób okazuje mu niesamowite miłosierdzie.

 

Dla nas może być to ogromna inspiracja. W jakimkolwiek momencie naszego życia nie jesteśmy, Pan Bóg jest tym, który nas kocha. Jest tym, który chce okazać nam swoje miłosierdzie i tym, który chce po prostu być z nami.

 

Myślę, że w tym zabieganym świecie, gdzie każdy z nas żyje w jakimś środowisku, ma swoje miejsce pracy czy nauki – postać Dawida pokazuje nam, że Pan Bóg może i chce być obecny cały czas w naszym życiu także wtedy, kiedy pracujemy i się uczymy, po prostu w codzienności

 

Pocieszeniem dla nas – słabych ludzi – mogą być słowa, jakie usłyszał Samuel: „Nie tak bowiem człowiek widzi, jak widzi Bóg”. Wtedy prorok namaścił Dawida na króla.

W tym leży tajemnica doświadczenia Dawida – tego, że Bóg patrzy na niego nie tak, jak ludzie, ale patrzył na jego serce. W tym mógł leżeć sekret, dlaczego Dawid mógł podnieść się po tak wielkim upadku – bo wiedział, co myśli o nim Bóg. Wiedział, że Bóg jest po prostu łaskawy, jest miłosierny, że jest dobry.

 

Według mnie to jest jedna z najpotężniejszych prawd wiary – to, że Bóg jest dobry, nas kocha i że jest miłosierny. To ma moc, widzimy to w życiu Dawida, podnieść nas z naszych największych upadków i najgłębszych dołów.

 

Cały Rok Miłosierdzia jest o tym, że Bóg patrzy na nas inaczej nawet niż my sami na siebie patrzymy.

 

Wspomniałeś, że Dawid zatrudnił kilka tysięcy śpiewaków, żeby uwielbiali Pana. Kilka wersetów wcześniej jest napisane, że przygotował pod budowę świątyni dziesiątki ton złota i srebra. Czy nie lepiej by było przeznaczyć ten cały majątek na ubogich? Dlaczego Dawid był aż tak rozrzutny dla Pana?

Myślę, że Dawid zobaczył to, co się dzieje w księdze Apokalipsy w czwartym rozdziale, w którym czytamy, że wokół tronu w niebie trwa nieustanna modlitwa i uwielbienie. Ci, którzy są najbliżej tronu są pochwyceni majestatem i pięknem Pana Boga, dlatego Go uwielbiają.

 

Co jest ciekawe, cztery postacie, które otaczają tron, są pełne oczu z przodu i z tyłu. Wpatrywanie się w Boga, oglądanie tego kim jest sprawia, że dniem i nocą go uwielbiają. Ciągle wołają: „Święty, Święty, Święty!”.

 

Dawid był pochwycony tą wizją i chciał żeby tutaj na ziemi było tak jak w niebie – czego echo widzimy w Modlitwie Pańskiej. Pierwszej rzeczy jaką Jezus uczy uczniów w tej modlitwie jest „Święć się Imię Twoje, przyjdź królestwo Twoje, bądź wola Twoja, jako w niebie, tak i na ziemi”. Często my pomijamy to „święć się Imię Twoje” i mówimy „niech Twoja wola, niech Twoje królestwo będzie tutaj na ziemi”. Często jednak zapominamy, że przyjście jego królestwa i objawienie się Jego woli zaczyna się od uwielbienia.

 

Kościół został posłany z wieczernika, by czynić cuda i głosić miłosierdzie – to wszystko zaczyna się w miejscu uwielbienia i modlitwy. Uczniowie zostali posłani na świat przez Jezusa, aby czynić znaki i głosić Ewangelię, ale najpierw Chrystus powiedział „Wy zaś pozostańcie w mieście, w Jerozolimie, aż zostaniecie przyobleczeni mocą z wysoka” (Ew. św. Łukasza 24:49). Potem kiedy śledzimy historię apostołów, to widzimy, że oni z tego miejsca modlitwy, zostali posłani do głoszenia Ewangelii w mocy Ducha Świętego.

 

Trzecią moją odpowiedzią na Twoje pytanie jest fragment z Ewangelii, kiedy przychodzi niewiasta do Jezusa, aby oddać Mu cześć, uwielbiać Go i namaścić Jego stopy olejkiem. Wtedy Judasz powiedział do Jezusa:  „Na co takie marnotrawstwo? Przecież można było drogo to sprzedać i rozdać ubogim!”. Wtedy Jezus wcale jej nie skarcił, ale potwierdził to, że ona uczyniła naprawdę dobrą rzecz i zapowiada „Gdziekolwiek po całym świecie głosić będą tę Ewangelię , będą również opowiadać na jej pamiątkę to, co uczyniła”

 

Jeśli popatrzymy typowego polskiego katolika, to zauważymy, że najczęściej, jeśli już zwraca się do Boga, to prosi o niezbędne minimum: daj nam chleba powszedniego i żeby do pierwszego wystarczyło. Czasem Bogu za coś podziękuje, ale raczej nie zauważymy u niego oznak uwielbienia. Czy uwielbienie nie jest zatem jakimś wręcz absurdem? Dziękowaniem za coś czego jeszcze nie ma?

W proszeniu oczywiście nie ma nic złego, jest jednak droga doskonalsza –  droga miłości. Możemy i powinniśmy prosić bo Pan Jezus powiedział „proście, a będzie wam dane”. Jeżeli jednak prosimy z miejsca uwielbienia, z miejsca spotkania z Nim, to zupełnie inaczej ta nasza prośba wygląda. Całkowicie inaczej my się czujemy, kiedy najpierw doświadczamy tego, że Pan Bóg jest dobry, że naprawdę nas kocha. Dzieje się to w miejscu spotkania z Nim.

 

Kiedy prosimy to nasza wiara jest zupełnie inna. Inaczej proszę o coś Ojca, który mnie kocha i chce dla mnie jak najlepiej, a inaczej osobę, która jest daleka, która może nawet nie interesuje się moim życiem.

 

Droga poprzez uwielbienie oraz spotkanie z Panem Bogiem ma moc odmienić sposób w jakim prosimy. Zmienia się też sposób w jaki patrzymy na rzeczywistość, bo kiedy stajemy do uwielbienia to skupiamy się na Nim. W naszym umyśle ten obraz Pana Boga, pojawia się jako tego, który jest ponad wszystkim.

 

Kiedy potem proszę, np. o zaopatrzenie finansowe, to proszę Kogoś, kto siedzi na tronie, kto włada całym wszechświatem. Kogoś, kto powiedział do swoich uczniów „Nie martwcie się co będziecie jedli i co będziecie pili – szukajcie wpierw królestwa Bożego, a Ja dam wam to zaopatrzenie”.

 

Co ciekawe w Ewangelii Mateusza w 6 rozdziale Jezus nie mówi „Nie troszczcie się, bo nie będziecie mieli co jeść, jakoś tam dacie radę”, ale mówi „Nie troszczcie się, bo ja was zaopatrzę. Jeżeli przyodziewam lilie i są tak piękne, jeżeli ptaki mają co jeść, to o ile bardziej was zaopatrzę”. Tak więc Jezus kieruje serca uczniów na naturę Boga, na charakter Pana Boga, nie negując ich potrzeb, ale mówiąc „Miejcie tę większą perspektywę tego, kim jestem”.

 

Mówiłeś o tym, że miejsce spotkania, jest miejscem posłania. Jestem przekonany, że tworzycie tę konferencję, żeby spotkać Pana Boga. Czy spodziewacie się, że Pan Bóg z tego miejsca będzie również posyłał ludzi gdzieś dalej?

Mamy przeświadczenie, że tworząc taką przestrzeń modlitwy, uwielbienia i głoszenia Słowa Bożego, dajemy miejsce do osobistego spotkania się osób z Bogiem. Dlatego w czasie konferencji to uwielbienie będzie trwało nieustannie, także w nocy.

 

Sesje konferencyjne będą de facto przerwami między uwielbieniem. Wierzymy, że to będzie czas, kiedy Duch Święty będzie działał i będzie dotykał serc uczestników. Na niedzielę zaplanowaliśmy czas modlitwy o uzdrowienie, gdy będziemy prosić za osoby, które są chore. Chcemy poprzez tę modlitwę i uwielbienie stworzyć miejsce Bożej obecności i pokazać, że w Jego obecności dzieją się po prostu cuda. Cuda spotkania z Panem Bogiem, cuda posłania, ale też cuda uzdrowienia.

 

Co przeciętny katolik może wynieść z tej konferencji? Nie każdy miał styczność z modlitwą uwielbienia czy charyzmatami.

Prezentując tę konferencję podkreślamy aspekt spotkania z Bogiem, który jest Bogiem żywym i który działa. Ludziom, którzy nie mają styczności w ogóle z ruchem charyzmatycznym mówię, że to po prostu będzie czas spotkania z Panem Bogiem. Będzie to możliwość, by doświadczyć go w swoim sercu.

 

Takie też jest moje świadectwo. Od mojego pierwszego doświadczenia żywego Boga minęło dwadzieścia parę lat, miałem wtedy 18 lat. Zawsze byłem wierzący, chodziłem do kościoła i wiedziałem, że ten Pan Bóg jest. Była taka wspólnota u mnie w parafii, chyba Odnowa w Duchu Świętym, gdzie koleżanka mi powiedziała świadectwo o tym, że Pan Bóg jest żywy. W tamtym momencie w moim sercu coś się poruszyło. Mówiłem sobie: “Ja gdzieś w głębi serca wiedziałem, że Ty jesteś, Panie Boże, ale tak bardzo pragnąłem tego doświadczyć”. Miałem wątpliwości: “czy ja rzeczywiście mogę doświadczyć Pana Boga więcej, niż to co teraz?”. Pamiętam, że ona wtedy powiedziała mi, że mogę Go doświadczyć, że Bóg jest żywy. Potem sam tego doświadczyłem i to był dla mnie naprawdę ważny moment. Dziś z perspektywy czasu mogę powiedzieć, że odmienił mnie naprawdę na zawsze. Najpierw jako nastolatka, potem studenta, potem osobę, która zaczynała pracę. Ożeniłem się, teraz mam trójkę dzieci, trzy wspaniałe córki, i ten moment do dziś pamiętam.

 

A wszystko zaczęło się od tego, że ktoś mi powiedział, że Bóg jest żywy, że “naprawdę Maciek możesz go doświadczyć!”.

 

Jezus powiedział, jak wspomniałeś, żeby troszczyć się najpierw o sprawy Królestwa Bożego, a wszystko inne będzie nam dodane. Czy Pan Bóg jest wierny swojemu słowu, potwierdza Wam znakami, że ta konferencja to Jego dzieło?

Początkowo planowaliśmy konferencję, na około 250-300 osób. Później wraz z rosnącym zainteresowaniem pojawiła się potrzeba większej sali – obecnie wynajmujemy halę w centrum wystawienniczym EXPO, której koszty wynajęcia razem z wyposażeniem są znaczne. Przychodzą jednak do nas osoby i mówią: „Czujemy, że to co robicie jest ważne. Chcemy was wesprzeć”. I to jest niesamowite, kiedy widzimy Boże zaopatrzenie i Boże błogosławieństwo. Poruszenie, które jest w sercach jest dla nas swego rodzaju znakiem, że ta konferencja jest potrzebna.

 

Ile w tym momencie jest zapisanych osób?

Ponad 1200 osób.


Stacja7 jest patronem medialnym konferencji “Serce Dawida”.
Więcej informacji na stronie: warszawa24.org/sercedawida


Serce Dawida

Paweł Witek

Zobacz inne artykuły tego autora >
Maciej Wolski

Maciej Wolski

Razem z żoną Dorotą prowadzi Dom Modlitwy "Warszawa 24/7" które staje się miejscem nieustannego uwielbienia. Jest organizatorem konferencji modlitewnej "Serce Dawida".

Zobacz inne artykuły tego autora >
Paweł
Witek
zobacz artykuly tego autora >
Maciej Wolski
Maciej
Wolski
zobacz artykuly tego autora >