Nasze projekty
Paweł Kęska

Czas chleba

"Każdy pochylając głowę, odbierając chleb, mówił dziękuję – to brzmi inaczej niż do tej pory. W ludziach jest lęk. Z taką pokorą i z taką wdzięcznością – prostą, zwykłą – mam rzadko do czynienia. To trudne i piękne doświadczenie." – mówi Emilia Wesołowską, prezes Fundacji Ambulans z Serca, pracownik socjalny Schroniska Caritas dla osób bezdomnych przy ulicy Żytniej w Warszawie.

Reklama

Schronisko Caritas dla osób bezdomnych przy ulicy Żytniej w środku Warszawy, w środku Polski. Widać stąd kondycję ludzką wyraźniej niż z wielu innych miejsc – bo to bezbłędny radar społeczny. Kilka chwil temu zakończyło się codzienne rozdawanie posiłków dla ubogich. Wokół dziedzińca stała kilkuset osobowa milcząca kolejka ludzi zachowujących przepisową odległość. Wstrząsające było nie tylko to, że odbierali jedynie po pół chleba, ale też to, że wśród nich byli zwykli, niewyróżniający się niczym ludzie. Radar wskazuje, że zaczyna się czas chleba.

Z Emilią Wesołowską, prezesem fundacji Ambulans z Serca, pracownikiem socjalnym Ośrodka, rozmawia Paweł Kęska.

Reklama
Reklama

Paweł Kęska: Od dawna rozdajecie pomoc żywnościową, co się zmieniło w ciągu ostatniego miesiąca?

Emilia Wesołowska: W ostatnich dwóch tygodniach pojawiają się osoby, które do tej pory pracowały, mają mieszkanie, ale straciły dochód umożliwiający zakup żywności. Przychodzą też zapytać o mleko, makaron, cukier. Nie mamy tych produktów, a potrzeby wzrastają. To co mnie wewnętrznie coraz bardziej uderza to to, że częścią historii koronawirusa zaczyna być opowieść o ludziach głodu. O ludziach, którzy będą głodować. Rozmawiając między organizacjami o prognozach i obawach, temat głodu pojawia się coraz częściej. Chodzi i o ludzi niezaradnych, ale i o tych, którzy żyli utrzymując się z umów-zlecenie, którzy nie mają rodzin albo nie mogą ich utrzymać. Którzy nie odłożyli środków na przetrwanie takich momentów w życiu. Zastanawiamy się jak ten problem rozwiązać. Musimy się zmagać z dwoma problemami – z problemem wirusa i z problemem głodu wśród osób, które potraciły pracę.

Mówiliśmy o ludziach, którzy przychodzą po pomoc z miasta. A jak się zmieniło życie tego miejsca w ciągu czterech tygodni, odkąd rozpoczęła się kwarantanna?

Reklama
Reklama

Tu mieszka sto pięćdziesiąt osób doświadczających bezdomności. Pamiętam sytuację po około dwóch tygodniach, kiedy przychodnie zaczęły inaczej funkcjonować. Mieszkańcy mówili, że od tygodnia nie biorą leków i nie wiedzą co zrobić, bo nie mają recept. Przychodnie są często w innych częściach miasta, a oni nie mogą jeździć komunikacją publiczną, szczególnie ci starsi i schorowani.

Drugi trudny moment był wtedy, kiedy dostaliśmy informację, że będziemy pracowali w schronisku w zmniejszonym składzie bo część osób przechodzi na pracę w domu. Na 150 osób jest nas teraz tylko czwórka, zdumiewa mnie, że tak w ogóle się da… Czasem się zastanawiam, czy ich nie narażam, ale jeśli byliśmy z nimi kiedy nie było epidemii, to tym bardziej powinniśmy być z nimi teraz. Sytuacja na świecie jest bardzo trudna, ale to ci ludzie są w najtrudniejszych sytuacjach.

Jeszcze trudniejszy moment był wtedy, kiedy ograniczono działalność jadłodajni, łaźni, magazynu odzieżowego. Ludzie potracili w jednym momencie cenne wsparcie. Codziennie 250 osób przychodziło do nas na gorący posiłek, na zupę. Dziś ci ludzie dostają suchy prowiant, czasem już tylko chleb. Świadomość, że to wszystko tak wygląda i przez miesiące nie będzie wyglądało tak jak kiedyś, zostawia w moim sercu i w duszy głęboki ślad…

Reklama

Ludzkie serca mają dziś szansę zbudować coś wspaniałego jeśli tylko będziemy otwarci na to, żeby się dzielić, ale musimy przyjąć to, co przychodzi do nas z pokorą. To co nas spotyka to czas niesamowitej nauki. Nauki o pokorze, o cierpliwości, o miłosierdziu.

Słowo „Żytnia” kojarzy mi się z chlebem żytnim. W Ewangelii jest napisane o uczniach z Emaus, że poznali Jezusa po łamaniu chleba. To jest czas trudu, ale może to być też czas miłosierdzia, czas chleba…

Kiedy system upada, to upada na barki ludzi, na relacje międzyludzkie. Teraz jest czas ludzi i czas relacji. Pomimo tak trudnej sytuacji przychodzą momenty radosne. Kilka dni temu przyjechał pan Marcin Roch, właściciel restauracji „Bazarek Rocha”. Sytuacja jego firmy jest poważnie zagrożona. Prawdopodobnie będzie musiał ją zamknąć. Przywiózł nam produkty, które miał. 200 jajek, mleko, kilkadziesiąt litrów oleju, mnóstwo serów, mięsa. Ludzkie serca mają dziś szansę zbudować coś wspaniałego jeśli tylko będziemy otwarci na to, żeby się dzielić, ale musimy przyjąć to, co przychodzi do nas z pokorą. To co nas spotyka to czas niesamowitej nauki. Nauki o pokorze, o cierpliwości, o miłosierdziu.

Kryzysy zawsze powodowały, że to co sztuczne, drugorzędne traciło wartość, a wzmacniało się to, co naprawdę istotne – czyli relacje międzyludzkie, solidarność, miłosierdzie. Co zrobić, żeby wziąć udział w przemianie świata na lepsze?

Najważniejsza w tej chwili jest uważność i otwartość. Nie bądźmy obojętni. Rozglądajmy się wokół siebie. Niekoniecznie musimy wspierać organizacje. Wystarczy rozejrzeć się czy sąsiad w bloku nie potrzebuje naszej pomocy. Może to jest właśnie ktoś, kto stracił pracę i jest zupełnie zagubiony. Proste rzeczy, proste odruchy serca będą miały dziś największe znaczenie. Chodzi nie tylko o żywność i o pomoc w różnych czynnościach – chodzi o siłę i o nadzieję. Większość naszych mieszkańców to osoby starsze, chore na choroby przewlekłe, w tym choroby płuc. Jeśli wirus przyjdzie na Żytnią i zaatakuje pierwszą osobę, to sytuacja będzie niezmiernie trudna. Mimo to ludzie potrafią cieszyć się słońcem, wiosną, teraz przygotowują święta, robią ozdoby świąteczne, malują jajka, tworzą.

Z czym Ci się kojarzy słowo chleb?

Kojarzy mi się z rodziną, z bliskością, z tym, że ważny jest drugi człowiek. Dzielenie chleba to jest coś tak ważnego, coś tak podstawowego, coś z czym nie powinniśmy dyskutować. To mnie dziś najbardziej boli, że ci ludzie nie mają chleba. Że to, co zawsze było w nadmiarze i każdy, kto przyszedł na Żytnią jeszcze niedawno, obojętne o której godzinie to zasada była jedna – chleb jeśli chcesz – zawsze dostaniesz. A dziś. Te kilkaset osób, które dziś widzieliśmy… Przysłuchiwałam się stojąc przy koszu. Każdy pochylając głowę, odbierając chleb, mówił dziękuję – to brzmi inaczej niż do tej pory. W ludziach jest lęk. Z taką pokorą i z taką wdzięcznością – prostą, zwykłą – mam rzadko do czynienia. To trudne i piękne doświadczenie.


Wywiad ukazał się na antenie Radia Warszawa

Reklama

Najciekawsze artykuły

co tydzień w Twojej skrzynce mailowej

Raz w tygodniu otrzymasz przegląd najważniejszych artykułów ze Stacji7

PRZECZYTAJ RÓWNIEŻ

PRZECZYTAJ RÓWNIEŻ
Reklama
WIARA I MODLITWA
Wspieraj nas na Patronite