Nasze projekty

Ciągle zaczynać od nowa

Jak nie zniechęcić się do przychodzenia do spowiedzi raz za razem, skąd bierze się brak wytrwałości w postanowieniu poprawy i jak znaleźć stałego spowiednika? Na te pytania odpowiada o. Piotr Jordan Śliwiński, kapucyn - spowiednik, rekolekcjonista, doktor filozofii i publicysta.

Reklama

Otylia Sałek (Stacja7): Co zrobić, gdy przychodzi się do spowiedzi wciąż z tymi samymi grzechami? Jak się nie zniechęcić do siebie samego?

O. Jordan Śliwiński: Przede wszystkim trzeba zacząć od tego, żeby w spowiedzi nie skupiać się tylko na sobie. Ostatecznie najważniejszy nie jestem ja, tylko Pan Bóg, który mi odpuszcza grzechy, który mnie przyjmuje, ktoś, kto – jeśli go pokornie proszę – wybacza mi i daje mi łaskę, nazywamy ją łaską uczynkową, która pomaga mi być dobrym, trwać w wierności Ewangelii. To jest […] najważniejsze w tym sakramencie.

Papież Franciszek podkreśla to w swoim nauczaniu, widzimy to również w praktyce Kościoła, odejście od terminologii sądowniczej w opisywaniu spowiedzi, a częściej już używa się terminologii medycznej – mówi się kapłanom, że spowiedź nie powinna być salą tortur, ale raczej ma być jak sala szpitalna, gdzie się leczy, pomaga wstawać, gdzie się uzdrawia. Papież Franciszek kładzie mocno akcent na ten efekt – trudny, bo jednak w aspekcie duchowym – terapeutyczny. Przebaczając mi grzechy Bóg mnie uzdrawia i wspomaga mnie swą łaską do tego, bym czynił dobro i żył zgodnie z Ewangelią.

Reklama
Reklama

Skąd się bierze ten brak wytrwałości? Wracamy do spowiedzi raz po raz, nierzadko z tym samym problemem.

Często jest właśnie tak, że nie do końca jesteśmy zdeterminowani, aby zrobić wszystko, by postawić opór grzechowi czy pokusie. Mówimy „chcę się poprawić”, jakaś ta determinacja jest, ale nie jest taka, że myślimy o tym, jak przeorganizować nasze życiowe sytuacje, by się zmienić, by tego grzechu nie powtarzać. Można tu podać prosty przykład – jeśli jest to taka sytuacja, że wybucham gniewem wobec domowników, pojawia się agresja, to nie chodzi tylko o to, żeby wyznać ten grzech, uznać, że on był, ale jednocześnie zastanowić się, jakie jest jego źródło, żeby odnaleźć jego przyczyny i spróbować powalczyć na tyle na ile mogę, współpracując z łaską Bożą, by te sytuacje zmienić. To nie może być tylko deklaracja „chcę się zmienić”, ale wola podjęcia konkretnego działania, które pomoże się oderwać od tego grzechu […].

A czy taka powtarzalność, przychodzenie do konfesjonału raz za razem z tym samym grzechem, może nas czegoś nauczyć?

Reklama
Reklama

To są różne sytuacje. Jeśli to grzech śmiertelny, to jest inna sytuacja, a jeśli grzech powszedni – zupełnie inna. Przy grzechu śmiertelnym Sakrament Pokuty jest zwykłą, niezbędną drogą do odzyskania stanu łaski uświęcającej, a więc także możliwości przystępowania do Stołu Pańskiego – pełnego uczestniczenia w Eucharystii. Potrzebne jest po spowiedzi większe przylgnięcie do Boga. Zdarza się, że po doświadczeniu sakramentalnego pojednania człowiek czuje się mocny i myśli „teraz dam sobie radę” i zaczyna polegać bardziej na sobie niż na Bogu i za chwilę powtórnie  upada. Trzeba wtedy uważać, żeby nie wejść w coś nawet gorszego, bo taka pycha bardzo oddala od Boga. Upadek, reakcja na niego – to jest lekcja pokory: „Boże, bez Ciebie nie dam rady, muszę polegać na Tobie, nie na sobie, bo jestem słaby”.

Może się tak zdarzyć, że jakaś słabość będzie nam towarzyszyć latami, że będzie do nas wracać i to daje też szansę ciągłego trwania w pokorze i prawdzie o sobie, żeby nie wpaść właśnie w pychę i nie przypisywać sobie mocy zmiany życia. Trzeba ciągle polegać bardziej na Bogu i to jest sens nawracania.

Dobre przykłady przynosi życie świętych – choćby mojego wielkiego współbrata, św. o. Pio. Miał wiele heroicznych cnót, ale miał też swoją naturę, prostą i wybuchową – jak to Włoch z Południa. Jak postrzegał, że penitent mówi nieprawdę, kluczy, to nieraz zaczynał krzyczeć, reagować bardzo ostro. To nie było tak, jak to w niektórych jego biografiach można przeczytać, że to było takie wspaniałe wydarzenie. Nie. On miał świadomość, że nie potrafi swojej wybuchowości, swojej gniewliwości utrzymać na wodzy. Nie pisze się też o tym, że później on za tych ludzi, wobec których był szorstki, może za ostry, modlił się nocami, pościł – a oni potem wracali na skutek tej modlitwy wstawienniczej. On się modlił o ich nawrócenie. Od niego walka ta wymagała wielkiej pokory i ciągłego uczenia się, że to Bóg jest sprawcą chcenia i działania i wszelkiego dobra – i tego dobra nie można sobie przypisywać.

Reklama

Nie wszyscy korzystają z posługi kierownika duchowego, który mógłby wyłapać, że dana osoba przychodzi ciągle do spowiedzi z tym samym i niewiele się zmienia. Czy warto sygnalizować spowiednikowi, że z danym grzechem walczy się już od jakiegoś czasu?

Na tę kwestię warto popatrzeć znów przez pryzmat świętych, choćby św. Teresy Wielkiej, która traktowała posiadanie stałego spowiednika jako łaskę. O takiego spowiednika dobrze jest się pomodlić. Nie do końca lubię nazwę „kierownik duchowy”, bo słowo „kierownik” przerzuca niejako odpowiedzialność na spowiednika. Mówimy czasem o towarzyszeniu duchowym, ta nazwa bardziej podkreśla współdziałanie a nie przejęcie inicjatywy. Spowiednik ma tylko towarzyszyć, a z łaską współpracuje penitent.

To, co możemy zrobić, to mieć świadomość, że o dobrego spowiednika warto się pomodlić. „Panie Boże, pozwól mi odkryć Twoje miłosierdzie, Twoją mądrość przez tego spowiednika”. Starajmy się go też uważnie słuchać, wierzyć, że przez Jego słowa mówi do nas Bóg.

Są spowiednicy, którzy mają więcej darów, którzy mają mniej darów, ale przez każdego spowiednika, nawet najzwyklejszego, działa Bóg. Dobrze mieć tą świadomość, że jest to pośrednictwo, że spowiednik działa w ustanowionej przez Chrystusa jedności z Jego osobą – jak mówi teologia in persona Christi. Dobrze jest, gdy spowiednik jest na tyle pokorny, mądry, że potrafi to odniesienie do Chrystusa prezentować swoją postawą, swoimi słowami.

Czasami może nie jest to łatwe do odkrycia, ale myślę, że tu też mogą być różne ludzkie sytuacje – księdza może boleć głowa, może być zmęczony. Myślę więc, że tym bardziej warto o dobrego spowiednika i o odpowiednie otwarcie się na niego modlić się. A jeśli takiego spowiednika znajdziemy, jeśli odkryjemy że szczególnie jego słowa do nas trafiają, że przez niego współpracujemy z Bogiem, to trzeba Panu Bogu dziękować i takiego kapłana można poprosić o stałą posługę, nie bać się tego.

Reklama

Dołącz do naszych darczyńców. Wesprzyj nas!

Najciekawsze artykuły

co tydzień w Twojej skrzynce mailowej

Raz w tygodniu otrzymasz przegląd najważniejszych artykułów ze Stacji7

PRZECZYTAJ RÓWNIEŻ

PRZECZYTAJ RÓWNIEŻ
Reklama
WIARA I MODLITWA
Wspieraj nas - złóż darowiznę