Bp Michał Janocha: Pomagając innym, pomagamy sobie

Jałmużna jest konkretną pomocą człowieka człowiekowi. To nasza ludzka, ułomna odpowiedź na to, co sami otrzymujemy od Boga - powiedział w rozmowie z KAI bp Michał Janocha. Przewodniczący Rady ds. Kultury i Ochrony Dziedzictwa Kulturowego KEP wyjaśnia, w jaki sposób jałmużna wpisuje się w popularną obecnie "kulturę pomagania".

Michał Plewka (KAI): Pomaganie innym stało się łatwe, a nawet przyjemne. Możemy to zrobić poprzez SMS-y, odpisy podatkowe, a w sieci tworzą się całe społeczności crowdfundingowe. Czy to sprawia, że pomagamy chętniej i więcej?

Bp Michał Janocha: Akcje, o których pan mówi są bardzo ważne, przynoszą realną korzyść konkretnym ludziom czy środowiskom, natomiast są nieco odpersonalizowane.

 

Z czego wynika coraz bardziej popularna „kultura pomagania”?

Po pierwsze ma ona fundament w ludzkiej naturze, bo człowiek jest stworzony na Boży obraz i mimo grzechu, nosi w sobie jakieś poczucie solidarności i braterstwa, jak widać, nie do końca zniszczone przez naszą cywilizację.

Po drugie to przejaw, że kultura chrześcijańska, która przecież mocno podkreśla aspekt wspólnotowości i odpowiedzialności za drugiego człowieka, jest w nas głęboko zakorzeniona. Wyrastamy w cywilizacji chrześcijańskiej i tutaj mają swoje źródło również świeckie, całkiem niezwiązane z Kościołem akacje charytatywne.

 

A może jest to bardziej pomoc sobie niż innym?

Pomagając innym pomagamy też sobie. Pomoc innym może przecież dawać człowiekowi poczucie satysfakcji. Jeśli to jest rezultat autentycznej wrażliwości na ludzką biedę, to nie widzę w tym nic złego.

Gorzej, kiedy samozadowolenie staje się celem głównym (nieraz nieuświadomionym), a bliźni jedynie środkiem do zapewnienia sobie poczucia spokoju sumienia, albo zakrycia dramatu ludzkich cierpień. Wtedy jest to działanie egoistyczne.

Dobroczynność może wynikać również z bardzo niskich pobudek: zapewnienia sobie popularności. Na ten temat Pan Jezus wypowiadał się stanowczo. W tych dwóch ostatnich przypadkach dający jałmużnę pomaga innym, ale szkodzi sobie samemu.


Wesprzyj wielkopostną jałmużną Caritas Polska


Jak na te trendy odpowiada praktykowana od stuleci wielkopostna jałmużna?

Warto zacząć od etymologii. W Biblii termin hebrajski ‘sedaka’ oznacza sprawiedliwość, natomiast grecki – ‘eleemosyne’ – łączy się z wrażliwością, łaskawością i miłosierdziem. Kalka językowa tego słowa występuje w języku rosyjskim (‘miłosierdynia’). Z greki ‘eleemosyne’ przeszła do łaciny, z łaciny do niemieckiego (‘Almosen’), z niemieckiego do czeskiego (‘almożna’), a z czeskiego, wraz z Dąbrówką i chrztem Mieszka, przyszła do Polski jako jałmużna.

Zwracam na to uwagę, bo w etymologii kryje się bardzo ważna podpowiedź: jałmużna to z jednej strony sprawiedliwość, z drugiej zaś łaskawość, wrażliwość i miłosierdzie. Wszystkie wymienione cechy, to przecież atrybuty Boga: to Bóg jest sprawiedliwy, Bóg jest łaskawy i miłosierny. Im głębiej tego doświadczamy, tym bardziej pragniemy odpowiadać tym samym.

 

„Chcę bardziej miłosierdzia niż ofiary?”

Dokładnie tak. ‘Eleos’ to miłosierdzie, ‘eleemosyne’ to jałmużna. Jedno z drugiego wynika. Jedno w drugim jest zakorzenione.

Chrześcijaństwo bardzo mocno akcentuje ten rys powiązany z miłosierdziem i wrażliwością na bliźniego. Chrystus ustawia drugiego człowieka i nasz stosunek do niego, na równi ze stosunkiem do samego Boga. „Cokolwiek uczyniliście jednemu z tych braci moich najmniejszych, mieście uczynili”, czytamy w Ewangelii. Tego nie ma w żadnej innej religii świata.

We współczesnej kulturze słowo ‘jałmużna’ ma konotację bardzo zawężoną, czasem wręcz negatywną. Zawiera w sobie nieraz pewien element wyższości, może nawet pogardy. To oczywiście nie ma nic wspólnego z tym, o czym mówi Jezus.

 

Czym więc jest jałmużna?

Jałmużna jest konkretną pomocą człowieka człowiekowi. To nasza ludzka, ułomna odpowiedź na to, co sami otrzymujemy od Boga. Wynika ze współczucia i ze zrozumienia drugiego.

Jezus mocno akcentuje, by jałmużna była dyskretna: „niech nie wie twoja lewica, co czyni prawica; kiedy dajesz jałmużnę, nie trąb jak obłudnicy”. Możemy to konfrontować z postawą dzisiejszego świata, gdzie dawanie jałmużny jest właśnie trąbieniem obłudnym, „aby się ludziom pokazać”. Problem, jak widać, nie nowy.

Świat się zmienia, ale natura ludzka się nie zmienia, człowiek jest ten sam od dwóch tysięcy lat. Zawsze będą ludzie potrzebujący, zawsze będą ludzie ubożsi od nas. Jałmużna może mieć bardzo różne formy. To niekoniecznie dawanie pieniędzy komuś, kto nas zaczepia na ulicy, każdy z nas ma wokół siebie ludzi, którzy potrzebują wsparcia. Dzisiaj w dobie świata medialnego mamy dostęp do szerszej informacji o tym co się dzieje na przykład na Bliskim Wschodzie czy w Sudanie Południowym, gdzie panuje głód; o ludziach bez dachu nad głową, czy pozbawionych jakichkolwiek środków do życia. Jedną z form pomocy braciom na Bliskim Wschodzie jest organizowana przez Caritas akcja Rodzina Rodzinie. Ta forma pomocy nie jest anonimowa, bo to pomoc konkretnym osobom, których imiona i twarze możemy poznać.

 

W Roku Miłosierdzia o miłosierdziu mówiono bardzo wiele. Jak wpłynęło to na postawę osób wierzących? Czy jesteśmy bardziej miłosierni?

To są rzeczy, które bardzo trudno wymierzyć. Ostatecznie miara jest zawsze w człowieku. Można przytaczać tu liczby, statystyki, ale prawdę o nas zna tylko Bóg.

Chcę natomiast podkreślić osobowy aspekt, który jest zresztą bardzo głęboko zakorzeniony w chrześcijańskiej duchowości. Nie wolno odrywać jałmużny od dwóch pozostałych praktyk: postu i modlitwy. Post jest dla mnie samego, modlitwa dla Boga, a jałmużna dla bliźnich – na tych trzech nogach opiera się stół życia chrześcijańskiego. Jeśli jedną z nóg wyjmiemy, to stół się przewróci.

 

Pomagać w Wielkim Poście, czy przez cały rok?

Oczywiście jest to postawa do całego życia. Człowiek jest jednak istotą ciasną, ograniczoną i zapominalską, dlatego w różnych okresach roku liturgicznego Kościół przypomina mu inne akcenty. Boże narodzenie jest raz w Roku, ale przypomina nam, że Bóg ciągle się rodzi, Wielki Piątek jest raz w roku, ale przypomina, że Bóg ciągle umiera w biednych, opuszczonych i samotnych. Podobnie zmartwychwstanie jest raz w roku, ale Bóg ciągle zmartwychwstaje w każdym nawróceniu, czy w każdym akcie zwrócenia się do Niego.

Jałmużna to zatem pewien aspekt chrześcijańskiego bycia, który szczególnie w Wielkim Poście uświadamiamy sobie w związku z Paschą Chrystusa – Jego śmiercią i zmartwychwstaniem.

 

A czy istnieją jakieś granice jałmużny? Czy można powiedzieć: wystarczy?

Granicą jest wrażliwość naszego serca. Jezus chce nasze serca poszerzać, coraz więcej i więcej. Możemy się tej wrażliwości uczyć od wielu świętych. Od Matki Teresy, czy Brata Alberta. Nieustannie przypomina nam to papież Franciszek. Słowami i czynami. Taka postawa względem potrzebujących pomocy może być dla nas wyrzutem sumienia. I tych wyrzutów nie wolno w sobie zagłuszać.

Wielu potrzebujących nie woła na ulicach o datek, chociaż są blisko nas: na tym samym osiedlu, w sąsiednim domu; spotykamy się z nimi w autobusie, w pracy, w szkole. Właśnie ta elementarna wrażliwość pozwala nam dostrzec wokół siebie tych, którym możemy przyjść z pomocą.

 

Jak szkolić w sobie wrażliwość na potrzeby drugiego człowieka?

Przez post i modlitwę.


 


Jeśli podobają Ci się nasze artykuły, możesz nas wesprzeć:

Wesprzyj nas
Show comments

Kościół na Kubie czeka na polskich misjonarzy

Kościół na Kubie czeka na polskich misjonarzy - powiedział abp Dionisio Guillermo García Ibáñez, ordynariusz archidiecezji di Santiago de Cuba w rozmowie z KAI. Przewodniczący Konferencji Episkopatu Kuby, który jest gościem 375 zebrania plenarnego polskiego episkopatu w Warszawie mówi m. in. o sytuacji Kościoła w swoim kraju, przemianach społecznych, papieskich wizytach i św. Janie Pawle II, który głęboko naznaczył kubański Kościół i całe społeczeństwo i do dzisiaj jest kochany i podziwiany.

Krzysztof Tomasik (KAI): Jaki jest główny cel wizyty Księdza Arcybiskupa w Polsce?

Abp Dionisio Guillermo García Ibáñez: – Wraz z biskupem Marcelo Arturo González Amadorem, ordynariuszem diecezji Santa Clara i wiceprzewodniczącym episkopatu przyjechaliśmy na zaproszenie Konferencji Episkopatu Polski. Przybyliśmy by podziękować też za polskich misjonarzy pracujących na Kubie. W ostatnim czasie znacząco zwiększyła się liczba księży “fidei donum” czyli pracujących na misjach księży diecezjalnych ale o ile to możliwe chcielibyśmy zaprosić do nas kolejnych polskich misjonarzy.

 

Jak wygląda sytuacja Kościoła na Kubie?

Kuba przeżywa czas dynamicznych przemian i widać to najwyraźniej patrząc na sytuację ekonomiczną. Zmiany następują szybciej niż tego oczekiwaliśmy. Przemiany dotyczą także życia religijnego. Cieszymy się większą wolnością religijną, która dotyczy nie tylko Kościoła katolickiego ale także innych wyznań. Zmienia się też społeczeństwo pod wpływem coraz większego dostępu do środków masowego przekazu, przede wszystkim do internetu i tym samym informacji z całego świata, a to wpływa na zmianę mentalności ludzi. Przy większym dostępie do informacji płyną do nas także nowe idee i prądy myślowe, które chłoną przede wszystkim ludzie młodzi. Z racji wieku są bardziej dynamiczni i otwarci na świat.

 

Czy po śmierci “El comendate” Fidela Castro zmienia się także politycznie?

Kuba nadal trwa w systemie jednopartyjnym – rządzi partia komunistyczna. Praktycznie po śmierci Castro nic się nie zmieniło. Trzeba przy tym pamiętać, że gdy umierał nie był już przy władzy i nie miał wpływu na życie państwa. Nie zmieniła się konstytucja więc możemy powiedzieć, że nic się nie zmieniło.

 

Jaki wpływ na życie Kubańczyków ma zniesienie amerykańskiego embarga?

Nie odnotowujemy jakichś radykalnych zmian. Widzimy je jedynie w turystyce. Przyjeżdża do nas coraz więcej gości. Oczywiście trochę zwiększyła się wymiana handlowa, co przekłada się na niewielki wzrost gospodarczy. Dużo się u nas o tym mówi ale przeciętni obywatele specjalnie tego nie odczuwają.

 

Jakie największe wyzwania stoją w obecnej sytuacji przed Kościołem?

Przede wszystkim Kościół na Kubie, podobnie jak Kościół powszechny ma za zadanie głosić Jezusa Chrystusa. Zadanie to kubański Kościół realizował i robi to nadal bez względu na to na ile to było i jest to możliwe. W porównaniu z innymi jesteśmy nadal słabym Kościołem, biorąc pod uwagę choćby liczbę kapłanów i osób konsekrowanych.

Z drugiej strony większość Kubańczyków ma mniejsze lub większe związki z Kościołem. Pokazuje to dobrze kult Matki Bożej Miłosierdzia w El Cobre. To tam przede wszystkim pielgrzymują rzesze wiernych prosząc o chrzest dla dzieci i inne sakramenty. Nawet gdy to nie przekłada się na codzienne życie religijne to Kościół katolicki jest dla większości jakimś punktem odniesienia.

Realizujemy swoje powołanie wykorzystując dostępne nam środki. Niestety nie mamy dostępu do mediów publicznych ani swojej prasy czy radia. Tylko w diecezjach ukazują się lokalne periodyki w niskich nakładach. Po wizycie Jana Pawła II w niewielkim stopniu jesteśmy obecni w radiu z okazji świąt Bożego Narodzenia, Wielkanocy czy wspomnienia Matki Bożej z El Cobre, patronki Kuby. Oczywiście w mediach publicznych były transmitowane papieskie pielgrzymki do naszego kraju a nawet niektóre etapy wizyt papieży w Ameryce Łacińskiej.

W ramach pewnej normalizacji stosunków państwo-Kościół, jak na razie, nie zabiegamy o to co nie jest możliwe. Wykorzystujemy te możliwości, które możemy zrealizować. Nie zależy to od nas ale od władz. Staramy się nie przesypiać momentów korzystnych dla Kościoła. Na ile to możliwe jesteśmy maksymalnie dynamiczni i otwarci na realizację naszych zadań.

 

Czy są szanse na zmiany systemu politycznego, transformacji podobnej do tej jaka miała po 1989 r. w Polsce? Czy i na ile Kościoła wspiera środowiska opozycyjne, na przykład “Damy w bieli”?

Mówmy raczej o sprawach duszpasterskich. Ale i o ewentualne zmiany proszę się nie martwić one trwają (śmiech). Nawet w najtrudniejszych momentach swojej historii Kościół na Kubie trwał i realizował swoją misję ewangelizacyjną.

Zmiany rozpoczęte przed 20 laty wraz z przełomową wizytą Jana Pawła II trwają. Pielgrzymka papieża stale jest dla nas punktem odniesienia. Na przemiany wpływa także wiele czynników, w tym ogólnoświatowych. Odnotowujemy coraz większy wzrost świadomości społecznej Kubańczyków. Podkreślmy, że Kościół katolicki oraz inne wyznania chrześcijańskie nadal odgrywają dużą rolę w Ameryce Łacińskiej.

Także władze na Kubie zdały sobie sprawę, że muszą się liczyć z wierzącymi i dzięki temu poszerzyliśmy naszą obecność w przestrzeni publicznej. Staliśmy się coraz bardziej widzialni w obszarach edukacji i kultury. Podejmujemy coraz więcej inicjatyw związanych z tymi dziedzinami.

Odnośnie do misji Kościoła to podkreślmy raz jeszcze, że nie jest jego zadaniem zmiana systemu politycznego. Naszym głównym zadaniem jest głoszenie Jezusa Chrystusa każdemu człowiekowi a z tego wynikają inne podstawowe zasady jak szacunek dla godności każdego człowieka, kierowanie się prawdą, miłością i wolnością. Głosząc je spotykamy się i prowadzimy dialog także z tymi, którzy w Chrystusa nie wierzą. Oczywiście aby rozmawiać z ludźmi o innych poglądach musimy przede wszystkim wzajemnie się dobrze poznać.

W 2013 r., po wizycie Benedykta XVI, biskupi kubańscy wystosowali list pasterski pt. “Nadzieja nie zawodzi”. Poruszyliśmy w nim wiele aspektów życia społecznego, m.in. relacje państwo-Kościół i podkreśliliśmy, że wszyscy powinniśmy dążyć do tego aby ludziom żyło się coraz lepiej a godność każdego człowieka była respektowana. Na zakończenie wezwaliśmy Kubańczyków do podjęcia koniecznych reform politycznych, towarzyszących zmianom gospodarczym, które już otworzyły przestrzeń dla prywatnej inicjatywy.

 

Jak wygląda obraz kubańskiej rodziny?

W ostatnich latach kubańska rodzina przeżyła negatywną transformację, co zostało spowodowane panowaniem ideologii marksistowskiej ale także prądami ideowymi płynącymi z Zachodu. Widzą one często rodzinę w innym świetle niż Kościół, nie jako związek kobiety i mężczyzny obdarzony potomstwem. Na Kubie wiele dzieci rodzi się poza związkami sakramentalnymi ale i także poza związkami zawartymi cywilnie. Ponadto na kondycję kubańskiej rodziny ogromny wpływ ma emigracja. Wiele rodzin jest podzielonych.

Mimo tych negatywnych zjawisk jako Kościół cały czas pokazujemy i promujemy model rodziny chrześcijańskiej. W naszym nauczaniu nie koncentrujemy się tylko na małżeństwie sakramentalnym ale staramy się towarzyszyć związkom, które można nazwać naturalnymi. Podkreślamy jak ważna jest jedność w takich związkach, której tak bardzo często brakuje. Przypominamy stale o takich wartościach jak wierność, miłość, poświęcenie dla dzieci, gdyż to na nich budujemy przyszłość naszych rodzin i społeczeństwa.

W naszej pracy duszpasterskiej staramy się ukierunkowywać rodziny na Boga wiedząc, że to Jego siła i obecność może przekształcać małżeństwa i rodziny oraz nadawać im życiową pełnię do której są powołane. Aby realizować naszą misję wśród rodzin musimy stale mieć na uwadze wyzwania jakie stoją przed nimi.

 

“Kościół domowy” to jedna z charakterystycznych cech Kościoła kubańskiego…

Przez dziesiątki lat nie mogliśmy budować kościołów. Ale nawet gdybyśmy otrzymali stosowne pozwolenia to i tak nie mielibyśmy za co ich wznosić. Nie zapominając o wielkiej pracy księży, zakonników, zakonnic mamy olbrzymią rzeszę ludzi świeckich niezwykle zaangażowanych w ewangelizacyjną misję Kościoła. To dzięki nim udało się nam dotrzeć do środowisk, które nie miały pojęcia o chrześcijaństwie. To oni docierają tam, gdzie nigdy nas nie było, na przedmieścia dużych miast czy na wioski. Tam, nie mając świątyń, świeccy udostępniają swoje domy, gromadzą się w nich małe wspólnoty by odprawiać msze św., nabożeństwa i modlić się. Wspólnoty te są o tyle żywe o ile wychodzą na zewnątrz i ewangelizują.

 

Ilu Kubańczyków przyznaje się do Kościoła katolickiego?

Nie zwracamy tak dużej uwagi na liczby, ilu mamy wiernych. Nasze kościoły są otwarte dla wszystkich. Ponad połowa Kubańczyków jest ochrzczonych i tyle samo pragnie aby ich dzieci były w naszym Kościele.

Jeśli chodzi o praktyki religijne to dane nie są zachwycające gdyż regularnie uczęszcza do kościoła ok. 2, 3 proc. wiernych. To są ci, którzy świadomie przeżywają swoją wiarę. Ale z drugiej strony, gdy spojrzymy na sanktuarium Matki Bożej z El Cobre, oddalone o tysiąc kilometrów od Hawany, to co roku przybywa do niego ok. 900 tys. pielgrzymów. Przybywają tam nie tylko katolicy ale ludzie innych wyznań czy światopoglądów. Jest to dla nas też okazja do pokazania kim jesteśmy i zaproponowania naszej drogi do Boga. Ponadto w miejscach gdzie po raz pierwszy pojawiają się kapłani dla wielu ludzi jest to znak pokazujący inną drogę, inny system wartości od tego, który dominuje w życiu społecznym.

Jestem przekonany, że Kościół na Kubie i cały Kościół powszechny musi przejść duszpasterskie nawrócenie, o którym często mówi papież Franciszek. Akurat przeżywamy okres Wielkiego Postu, w którym dużo się mówi o nawróceniu i odnowieniu relacji z Chrystusem, dlatego czas ten przypomina nam, że nie możemy stać w miejscu będąc przekonanym, że zawsze tak było i nic nowego nie da się zrobić. Świat zmienia się dynamicznie i jako chrześcijanie musimy dostosowywać do niego nasze przesłanie. Musimy wychodzić naprzeciw potrzebom współczesnego człowieka. Dlatego bardzo cieszymy się z przybyłych do nas misjonarzy gdyż oni przynoszą nam nowy sposób myślenia i lepszej odpowiedzi na potrzeby wiernych.

 

Minęła czwarta rocznica pontyfikatu Franciszka kim jest pierwszy w historii papież z Ameryki Łacińskiej dla Kubańczyków?

W mojej diecezji było trzech papieży. Pierwszym był charyzmatyczny św. Jan Paweł II i dla ludzi sam fakt, że przybył na Kubę papież było czymś nadzwyczajnym. Przez pięć dni mogliśmy słuchać słów zupełnie innych od tych, których przez lata się słyszało i dla Kubańczyków były one całkowitą nowością. To on głęboko naznaczył kubański Kościół i całe społeczeństwo, czym żyjemy do dzisiaj. Do dzisiaj jest on kochany i podziwiany.

Drugim papieżem na Kubie był Benedykt XVI, inna osobowość od św. Jana Pawła II. Ale i on swoim charyzmatem i intelektem odcisnął swoje piętno na Kubańczykach. Był w sanktuarium w El Cobre z okazji jego 400-lecia i pamiętamy jak gorliwie modlił się przed cudowną figurą i złożył przed nią kwiaty tak jak to robią na co dzień Kubańczycy.

Ku naszemu zaskoczeniu przybył do nas także papież Franciszek, jeden z nas, mówiący naszym językiem. Mówił do nas po hiszpańsku i przekazał nowe treści. Jeśli z okazji pielgrzymek Jana Pawła II i Benedykta XVI nie mieliśmy czasu na jakieś wielkie przygotowania, to w przypadku Franciszka poświęciliśmy więcej czasu na przygotowania, także w mediach. Jego sposób bycia i wypowiadania się sprawił, że Kubańczycy zobaczyli we Franciszku kogoś bardzo bliskiego.

 

W czym Kościół w Polsce może pomóc Kościołowi kubańskiemu?

Prosimy, miejcie nas na uwadze a gdy tak będzie to jestem przekonany, że będziecie się za nas modlić, nami interesować i wpierać nas abyśmy trwali przy Chrystusie. Będziemy też wdzięczni za każdego polskiego misjonarza, który do nas przyjedzie. Czekamy także na siostry zakonne i misjonarzy świeckich aby pomagać nam w naszej pracy ewangelizacyjnej. Wiem, że ci którzy przyjadą do nas kiedyś wrócą do Polski i tym samym przywiozą ze sobą doświadczenia, które wzbogacą w jakiś sposób Kościół w waszym kraju.


rozmawiał Krzysztof Tomasik (KAI) / Warszawa

 


Jeśli podobają Ci się nasze artykuły, możesz nas wesprzeć:

Wesprzyj nas
Show comments