BIBLIA

„4xP”. Sposób bp. Adriana Galbasa na czytanie Pisma Świętego

O osobistym dowodzie na to, że Słowo Boże jest żywe oraz o tym, dlaczego Biblia powinna być zawsze pod ręką, z ks. bp Adrianem Galbasem SAC rozmawia Judyta Syrek.

Judyta Syrek
Judyta
Syrek
zobacz artykuly tego autora >

Polub nas na Facebooku!

Judyta Syrek: Zacznę od pytania, które często my, katolicy, słyszymy jako zarzut, że nie czytamy Pisma Świętego i nie żyjemy Słowem Bożym. Czy Ksiądz Biskup zgadza się z tym zarzutem?

Bp Adrian Galbas SAC: Nie wiem. To zależy od każdego indywidualnie. Trzeba pytać osobiście: czy ja czytam Pismo Święte i czy próbuję stosować je w swoim życiu? Jeśli chodzi o duszpasterstwo, to na pewno jest dużo lepiej niż kiedyś. Od Soboru Watykańskiego II mamy w Kościele stały i wielowymiarowy proces nakłaniania katolików do bardziej regularnego spotkania ze Słowem Bożym i to przynosi owoce. Duszpasterstwo dzisiaj jest dużo bardziej „biblijne” niż jeszcze pół wieku temu. No, a jak jest w życiu pojedynczych osób, to już trzeba zajrzeć do swojego sumienia. I dobrą okazją jest tu najbliższa niedziela.

 

Pozwolę sobie jeszcze pociągnąć wątek publicystyczny. To, że nam, świeckim, zarzuca się, że za mało znamy Pismo, to jedna strona. Ale jest też druga – skoro ksiądz Biskup mówi o duszpasterstwie – trudno nie nawiązać do praktyk księży, którzy nie zawsze w czasie codziennej Mszy św. komentują liturgię Słowa. A przecież dobre komentarze mogą świeckim ułatwić rozumienie Pisma.

To jest właśnie jednym z głównych przesłań Niedzieli Słowa Bożego. Papież Franciszek mówi, że po pierwsze jest ona po to, by ukazać znaczenie Słowa w liturgii, czyli to, o czym Pani Redaktor mówi, a po drugie, by po raz kolejny zachęcić każdego do osobistego spotkania ze Słowem. Dziwię się, że są parafie w Polsce, gdzie nie ma jeszcze praktyki codziennego, choćby krótkiego głoszenia homilii, bo jest to nie do przecenienia i dla słuchaczy i dla głoszącego. Jeżeli ksiądz ma nawyk codziennego głoszenia, to prawdopodobnie ma także nawyk codziennej, choćby krótkiej medytacji, i nie spotyka się po raz pierwszy ze Słowem, dopiero wtedy, gdy w czasie liturgii słyszy je z ust lektorów, albo gdy sam podchodzi do ambony, by odczytać Ewangelię. Korzyści są więc wielorakie…

 

Szczególnie, że Słowo Boże w liturgii pozwala ustawić codzienne patrzenie na wiele spraw. Wielu świeckich potwierdza, że Słowo z dnia trafia w to, z czym się w danej chwili zmagają.

Dokładnie tak! Papież Franciszek w Liście ogłaszającym Niedzielę Słowa Bożego mówi, że między Pismem Świętym, a naszą wiarą zachodzi ekstremalna więź. To znaczy, że jeżeli nie mam nawyku codziennego spotkania ze Słowem Bożym, moja wiara szybko osłabnie, a nawet umrze, ale też jeżeli nie mam wiary, to będę czytał Pismo Święte jak zwykły tekst i nie zobaczę w nim Słowa Boga.

 

Ojcowie Pustyni praktykowali Lectio Divina czyli Boże czytanie, uważali, że to najlepsza forma pobożności człowieka.

Lectio Divina jest konkretnym sposobem łączenia Słowa Bożego z codziennym życiem. I bardzo dobrze, że ta praktyka przeżywa teraz swój renesans, zarówno za sprawą Verbum Domini papieża Benedykta XVI, jak i rozmaitych propozycji teologiczno-duszpasterskich, których mamy mnóstwo.

Lectio Divina uczy nas, że Słowo nie powinno być czymś dodanym do życia, tylko, jak mówi Psalm 119 – ma być pochodnią. Nie reflektorem, który mogę zapalić i oświetlić sobie nim drogę długo naprzód, ale właśnie pochodnią, która oświetli mi miejsce tylko na jeden kroczek. Nie na zapas. Raz przeczytam i z głowy na pół roku. Właśnie nie! Pochodnia! Jak jej nie ma, to jest ciemno! Życia też się nie przeżywa na zapas…Ja mam swoje osobiste Lectio Divina, które nazywam: cztery „P”. To znaczy: przeczytaj, przemyśl, podejmij i popatrz.

 

Przeczytaj – rozumiem. A kolejne „P”? Może Ksiądz Biskup rozwinąć, jak to wygląda w praktyce?

„Przeczytaj” staram się praktykować wieczorem, czytając to, co liturgia proponuje na następny dzień…

 

Przez cały rok w tym samym kluczu?

Tak. Zgodnie z tym, co Pan Jezus mówi – czy człowiek śpi, czy czuwa, ziarno w nim kiełkuje. Mam więc taką nadzieję, że to Słowo posiane wieczorem, pracuje także przez sen, zresztą często mi się śni… Ja w łóżku, a Słowo w robocie… Następnego dnia staram się przemyśleć to Słowo, czyli odprawić medytację z prostym pytaniem: co Słowo mówi mi dzisiaj, w tej konkretnej sytuacji, w której jestem?

Potem jest „podejmij” – czyli coś najważniejszego, ale i najtrudniejszego. Na to jest cały dzień. Chodzi o to, by życie dostosować do Słowa, a nie odwrotnie: by nie naginać Słowa do wymyślonego przez siebie życia. I Pan Bóg daje takie momenty, w których Słowo bardzo wyraźnie przypomina o sobie. Mówi: halo Adrian (bo jesteśmy ze Słowem po imieniu), oto teraz masz możliwość dokonania wyboru: albo zrobisz tak, że to będzie zgodne z tym, co usłyszałeś, albo…

I ostatnie „P”: popatrz, czyli próba oceny, jak to bycie ze Słowem dzisiaj się udało, albo jak się nie udało i dlaczego? Jak wyglądało moje całodniowe przebywanie ze Słowem. To jest ocena całego minionego dnia i siebie w tym dniu. Najczęściej łączę to z Kompletą. A po „popatrz”, jest już następne: „przeczytaj”…

 

 

To pomysł autorski czy zaczerpnięty z jakiegoś źródła?

Te „P” to chyba sam sobie tak nazwałem, ale dynamika jest stara jak chrześcijaństwo. W spotkaniu ze Słowem Bożym dobrze jest znaleźć swoją metodę. Cudze sposoby nie zawsze muszą być moimi… Ważna jest wierność i to, by się nie zniechęcać. Sposób zależy też od osobistej sytuacji każdego. Na co innego może sobie pozwolić mnich, a na co innego człowiek żyjący aktywnie w świecie: z rodziną, obowiązkami zawodowym i czym tylko jeszcze. Ale każdy coś jednak może. Jeśli chce! Wielu z nas często dziś używa tzw. krokomierzy, chce każdego dnia przejść określoną liczbę kroków, by utrzymać kondycję. W spotkaniu ze Słowem też o to chodzi: o zrobienie paru świadomych i przemyślanych kroków. To bardzo dobrze wpływa na kondycję duchową.

 

Ksiądz Biskup biega, więc to porównanie nie dziwi…

Trzeba uważać, by nie było tu nierównowagi. Można przesadzić w trosce o swą fizyczność i zapomnieć o duchowości. To oczywiście dotyczy nie tylko świeckich, ale też nas, duchownych. Nawet szczególnie duchownych. Musimy bardzo uważać na – podkreślane zresztą często – niebezpieczeństwo zakłócenia równowagi pomiędzy eksportem a importem Słowa Bożego.

 

Co to znaczy?

My, księża, czy biskupi, stale eksportujemy Słowo, głosząc je na ambonie i w różnych innych przestrzeniach, np. na katechezie. Ale jak nie ma stałego importu, czyli przyjęcia Słowa, to prędzej czy później skończy się to jakąś duchową anoreksją, a nawet duchową śmiercią, albo tym, o czym pisała Agnieszka Osiecka w piosence „Sztuczny miód”: że cały ten nasz „eksport” Słowa stanie się niewiarygodny. Jak sztuczny miód, który z daleka wygląda na miód, ale nie ma ani zapachu, ani smaku, ani działania miodu.

 

Jeżeli chodzi o techniki czytania Słowa, kiedyś popularyzowana była, szczególnie przez ruchy charyzmatyczne, taka praktyka: „Otwórz tam, gdzie Duch Święty ci podpowie”. Ojciec Badeni kiedyś w rozmowie zwrócił mi uwagę, że w tej metodzie jest też szansa, że zamiast Słowa i Pana Boga zacznę szukać siebie. Jak uniknąć złej interpretacji Słowa?

Nigdy nie praktykowałem tego sposobu modlenia się Pismem Świętym. Niektórzy przestrzegają, że można otworzyć na fragmencie o Judaszu, który się powiesił, albo na fragmencie Psalmu mówiącym, że Boga nie ma – bo przecież i takie słowa znajdziemy w Biblii, w wyrwanym z kontekstu półzdaniu. Ale z drugiej strony, jeżeli ktoś miałby się w ogóle nie spotykać ze Słowem, to niech czyta, choćby i tak… Dla mnie jednak dużo lepsza jest nieco bardziej uporządkowana lektura Słowa, a najlepiej taka, w której dajemy się prowadzić Kościołowi, czyli kiedy korzystamy z pomocy liturgii dnia. Bardzo też zachęcam tych, którzy tego jeszcze nie zrobili, by przeczytali całe Pismo Święte. Przynajmniej raz w życiu.

 

Od początku do końca?

Można od początku do końca, można od końca do początku, czyli zacząć od Nowego Testamentu i potem dopiero poznawać Stary. Są też różne ciekawe aplikacje, które w tym pomagają. Dobre dla tych, którym trochę trudniej się samemu mobilizować. Kiedy byłem jeszcze w Nowicjacie, otrzymałem radę, by w rok przeczytać Pismo Święte. I przeczytałem. To było coś bardzo cennego. Oczywiście ktoś może w dwa lata, ale warto. To jest takie doświadczenie, którego dobro odkrywa się stopniowo, pomału. To przeczytane Słowo w człowieku pozostaje…

 

W judaizmie Słowo Boże poznaje się od dziecka, więc może rodzina jest tym miejscem, gdzie powinniśmy zaczynać poznawać Słowo. Co poznajemy od dziecka, kiełkuje mocniej…

Kiedyś pewna kobieta w Izraelu, pobożna i praktykująca Żydówka powiedziała mi, że gdy jej małe dziecko płacze, ona bierze je na kolana i czyta mu psalmy. Piękny sposób przekazywania Słowa i uczenia Słowa. U nas być może często jest tak, że jak dziecko płacze, mama daje mu smartfon z jakimś filmem, albo grą. Od naszych Starszych Braci na pewno możemy się uczyć miłości do Słowa. Zresztą, nieprzypadkowo, Niedziela Słowa Bożego została zaplanowana właśnie na trzecią niedzielę w ciągu roku, gdy jesteśmy krótko po Dniu Judaizmu i w Tygodniu Modlitw o Jedność Chrześcijan. Słowo nas łączy.

 

Ojcowie Pustyni mówili, że Słowo Boże zawiera w sobie obecność Boga. Odczucie obecności jest może dla bardziej zaawansowanych, bo to już mistyka. Ale może każdy ma szansę na poczucie obecności Boga w trakcie czytania Słowa. Jak się do tego przygotować?

Jak słyszymy “mistyka”, myślimy od razu…

 

…wyższa szkoła jazdy…

Św. Teresa z Ávila, Jan od Krzyża. Nie moja półka… Tymczasem mistyka dzieje się w codzienności, w której obecna jest Jego Obecność. Św. Hieronim mówi, że „kto nie zna Pisma Świętego, nie zna Chrystusa”. Nie, że nie ma wiedzy o Chrystusie, ale nie zna Chrystusa. Spotkanie ze Słowem, jeżeli tylko odbywa się w wierze, nie jest tylko spotkaniem z literką, z tekstem czy nawet z dźwiękiem, lecz z Osobą. Jak uczy Sobór Watykański II – kiedy odczytywane jest Pismo Święte, mówi sam Chrystus.

 

 

Mówi się, że chrześcijaństwo to religia Słowa i dlatego w swoim codziennym życiu powinniśmy być bardziej wrażliwi na to, co mówimy. Czy Ksiądz Biskup czuje, przez wiele lat praktykowania codziennej lektury Pisma, że jest bardziej wrażliwy w komunikacji ze światem?

To już muszą ocenić inni, ale na pewno Jego Słowo uczy, że i przez nasze słowo możemy się do kogoś zbliżyć, lub oddalić. Zbudować lub zniszczyć. I że nie ma słowa, które nie zostawia śladu. Zawsze coś robi w człowieku i między ludźmi. To kolejny pożytek ze stałego bycia ze Słowem Bożym. Bardziej doceniamy komunikację…

 

Na koniec, zapytam standardowo, jaki fragment Pisma lubi Ksiądz Biskup najbardziej? Jest taki jeden?

Nie mam ulubionego fragmentu. Bardzo lubię całe Słowo Boże. Były takie okresy w życiu, że z jakimś tekstem byłem bardziej związany, ale dzisiaj nie umiem takiego wskazać. Raczej wciąż się zaskakuję. Niby czytam ten sam tekst któryś już raz, a tu zdumienie…Coś takiego tam jest…Słowo zawsze trafia na konkretny moment w życiu. Nigdy jeszcze nie byłem w tym momencie życia, w którym jestem dzisiaj. I jeżeli to Słowo czytałem wczoraj, byłem człowiekiem z wczoraj. Nie miałem tego doświadczenia, tego przeżycia, tej emocji, tych rozterek, tych lęków, tych grzechów, tych słabości, tych szczęść i tych nieszczęść, które mam dzisiaj. To taki mój osobisty dowód na to, że Słowo Boże jest zawsze Słowem nowym i żywym.

 

A z jakich komentarzy najlepiej korzystać? Kto Księdzu Biskupowi pomaga lepiej zrozumieć Pismo Święte?

Jest ich mnóstwo. Lubię komentarze Ojców Pustyni. Nikt ich nie pobije w głębi interpretacji. Ze współczesnych, bardzo cenię nieżyjącego już kard. Martiniego. Korzystam też z komentarza Paulistów. Jest seria Lectio Divina wydawana przez siostry Loretanki, a ostatnio hitem są dla mnie komentarze do Ewangelii wydawnictwa “W drodze”. Ale nie każdy musi korzystać z komentarzy. Można sobie samemu zapisać i zaznaczyć pytania, które nas nurtują, których z lektury Pisma świętego nie rozumiemy, które są dziwne, czy nawet straszne, i poprosić duszpasterza o ich wyjaśnienie. Od tego w końcu duszpasterze są: by głosić i wyjaśniać Słowo. Bardzo wielką pomocą są także rozmaite grupy i duszpasterstwa biblijne. Jest ich coraz więcej i coraz różnych.

Nie powiedziałem jeszcze o jednym. Skoro to koniec naszej rozmowy, to koniecznie muszę to dodać. Chodzi o to, by mieć w swoim mieszkaniu Biblię w widocznym miejscu, gdzieś pod ręką: na biurku, przy łóżku. Nawet jeżeli zwykle korzystamy z elektronicznej wersji Pisma Świętego. Czasem taki widok Księgi będzie nas kłuł w oczy, czasem pocieszy, a czasem po prostu o sobie przypomni… 

Pamiętam jak kiedyś, na początku kapłaństwa, byłem na jednym z kursów ewangelizacyjnych i tam zadano uczestnikom pytanie: co by powiedziała twoja Biblia, gdyby dzisiaj umiała mówić? Chodzi nie o Słowo w niej zawarte, bo Ono przecież ciągle mówi, tylko o Księgę. To pytanie mocno we mnie zapadło i często stawiam je sobie przy rachunku sumienia…

 

Czyli Biblia trochę tak, jak zdjęcie ukochanej osoby na biurku?

Tak. Od Nowicjatu mam swoją osobistą, ulubioną Biblię. Są w niej zapisane różne modlitwy, podkreślone teksty. Jest nieźle zniszczona. Ciekawe, co by powiedziała, gdyby dzisiaj umiała mówić? Jakoś ze mną idzie… W testamencie więc poprosiłem, żeby włożyli mi ją do trumny. Niech też idzie ze mną na to ostateczne spotkanie ze Słowem. Face to face.

 

 

Judyta Syrek

Judyta Syrek

Autorka popularnych książek takich jak: „Kobieta, boska tajemnica”, „Sekrety mnichów” (wyróżniona nagrodą Fenix w 2007 r.), „Uwierzcie w koniec świata”, czy „Nie bój się żyć”. Współprowadziła program w TVP1 z o. Leonem Knabitem OSB “Sekrety mnichów. Ojca Leona przepis na udane życie”. Związana z TVP, sekretarz Rady KEP ds. Apostolstwa Świeckich.

Zobacz inne artykuły tego autora >

Reklama
Reklama

Szukasz wartościowych treści?

Zapisz się na cotygodniowy newsletter Stacji7



Reklama
Reklama

Judyta Syrek
Judyta
Syrek
zobacz artykuly tego autora >

Ks. Pawlina: Celem nauki, oprócz szukania prawdy, jest służba społeczeństwu

"W świecie, w którym żyjemy często miesza się opinie z faktami. Rozmowa czy dialog w praktyce okazują się przepychaniem opinii i własnego sposobu myślenia, żeby przekonać kogoś drugiego. Nauka nie ma w sobie takich tendencji do walki" - mówi ks. Krzysztof Pawlina, twórca i pomysłodawca cyklu debat “Pro Tempore. Dialog nauk”.

Anna Wojtas
Anna
Wojtas
zobacz artykuly tego autora >

Polub nas na Facebooku!

Anna Wojtas: Czy możliwy jest jeszcze dialog w świecie, w którym rządzą emocje, a każdy jest przekonany jedynie do własnej racji? Czego zwykli śmiertelnicy mogą się uczyć od przedstawicieli świata nauki?

Ks. Krzysztof Pawlina: Świat nauki cechuje głębsza refleksja i ma też poczucie odpowiedzialności za to, co mówi i co przekazuje. Opieramy się na badaniach, na potwierdzonych przesłankach. Rozmawiamy o faktach. Nauka nie jest stanem emocjonalnych wypowiedzi czy wypowiadaniem opinii.

Tymczasem w świecie, w którym żyjemy często miesza się opinie z faktami. Rozmowa czy dialog w praktyce okazują się przepychaniem opinii i własnego sposobu myślenia, żeby przekonać kogoś drugiego. Nauka nie ma w sobie takich tendencji do walki. Nauka ma na celu poznanie drogi do prawdy i jej przedstawienie.

Moim zdaniem, jest szansa na dialog, który nie jest tylko wypowiadaniem opinii czy sądów ale przedstawieniem faktów. Mam nadzieję, że debata naukowa stanie się bazą dla tych, którzy w publicystycznych formach mieszają porządek opinii, faktów i swoich stanów emocjonalnych.

 

Nowa inicjatywa – cykl debat przedstawicieli różnych dziedzin nauki pod hasłem “Pro tempore. Dialog nauk” ma z założenia mieć charakter interdyscyplinarny?

Mam taką nadzieję, że bogactwo różnych dyscyplin naukowych sprawi, że naświetlą z różnych stron tę samą sprawę – tzn. prawdę. Wszyscy musimy mieć pewną pokorę wobec tajemnicy tego świata, w którym żyjemy, wobec universum. Opowiadając o świecie, każda z dyscyplin, także teologia, musi się w pewnym momencie zatrzymać się i stwierdzić: nie wiem.

Badania naukowe są tylko pewnym fragmentem ujęcia rzeczywistości, ukazują jak bardzo świat jest złożony. Ważne jest też spojrzenie na świat z perspektywy teologicznej i refleksja nad tym, co mówi Objawienie na tematy, które inni badają z innego punktu widzenia.

Nadszedł czas, żebyśmy na teologię nie patrzyli tylko jako na przedmiot, który przygotowuje ludzi do kultu czy katechezy, ale też jako odkrywanie i poznawanie rzeczywistości za pomocą właściwej sobie metodologii.

Celem nauki, oprócz szukania prawdy, jest też służba społeczeństwu. To, co poznajemy ma służyć komuś. Dlatego nazwałem te debaty, że jest to “nauka w służbie życiu”.

Nie pomniejszając całkowicie świata eksperymentów, badań i publikacji naukowej musimy przyznać, że zamknięta, nie czytana księga nikomu nie służy. Nie jesteśmy tylko stróżami ksiąg, ale tymi, którzy powinni przekazywać wiedzę.

W moim rozumieniu, bardzo potrzeba dzisiaj ostudzenia emocji i powiedzenia: spokojnie, świat jest bogatszy niż nam się wydaje.

CZYTAJ: Najpierw o wolności. Nowy cykl interdyscyplinarnych debat “Pro Tempore. Dialog nauk”

 

Pierwsza debata, która zainauguruje cały cykl będzie dotyczyła wolności. Obecnie ludzie w różny sposób definiują i demonstrują wolność Czy zechcą usłyszeć głos teologii?

Nie chcę mówić co teologia ma do powiedzenia, ale co mówi filozofia, świat humanistyki w ogóle o wolności. Musimy zdać sobie sprawę, że wolność nie jest pojęciem jednoznacznym, ponieważ ewoluowało ono przez wiele lat.

Wolność w czasie zaborów była inaczej postrzegana przez Polaków, wolność odzyskana w 1989 roku też była czymś innym i dzisiaj wolność wykrzykiwana na ulicy również jest inaczej rozumiana. I stąd temat dyskusji: “jak rozumieć wolność obecnie?” jest pytaniem nie o własne opinie, ale jest głębszą próbą zdefiniowania czym w ogóle jest wolność.

Wykrzykiwanie na ulicach: “moja wolność”, “twoja wolność” –  jest w gruncie rzeczy niezrozumieniem tego, czym w istocie jest wolność. Stąd nauka jako filozofia, etyka, również teologia, ale także inne dyscypliny mają coś do powiedzenia, jak dzisiaj określić to pojęcie podstawowe, którym tak lekko szastamy. Liczę na to, że nasza debata posłuży, tym którzy chcą usłyszeć.

Oczywiście wszystko dzieje się przecież na płaszczyźnie wolności i zaproszenie do udziału w takich debat interdyscyplinarnych jest na zasadzie: kto chce, kto może, kto chce posłużyć drugiemu człowiekowi swoją nauką.

 

Czy przedstawiciele nauki: filozofowie, teologowie mogą być autorytetami?

Nie produkujemy autorytetów, autorytety same się ujawniają i to, co wypływa z człowieka sprawia, że się go słucha lub nie. Dlatego dajmy szansę tej debacie, bo może jedna czy druga pozwoli pokazać, że są ludzie, którzy mówią o czymś o czym się normalnie nie mówi.

A po drugie, jako Kościół i teologowie zazwyczaj rozmawiamy sami z sobą. Rozmawiamy z ludźmi przekonanymi i bardzo często jest to dla nas bezpieczne. Jednak potrzeba też teologii służebnej wobec innych nauk, ale też wobec społeczeństwa.

Teologia poza granicami teologii. Te debaty to tylko początek. Cieszyłbym się, gdyby ludzie po tych debatach zechcieli rozmawiać między sobą, co sądzą na ten temat. To jest dopiero uruchomienie debaty. Ta debata jest zapalającą, która może się przełożyć na rozmowy wśród ludzi, tłumaczenie sobie, wyjaśnianie, doczytywanie. Taki jest mój cel.

 


Ks. prof. Pawlina, który od maja 2020 r. przewodniczy Komitetowi Nauk Teologicznych PAN podkreśla, że istotą tego projektu jest zaproszenie do dialogu przedstawicieli różnych dyscyplin naukowych. Z zainteresowaniem odnieśli się już do tej propozycji rektorzy warszawskich uczelni. Debaty, choć adresowane przede wszystkim do środowiska akademickiego, będą dostępne dla każdego i będzie można je śledzić na specjalnej platformie.

Do wakacji zaplanowano 3 debaty, które będą toczyły się w obrębie humanistyki. Ich inicjator ma nadzieję, że z czasem dołączą również przedstawiciele nauk ścisłych.


 

Anna Wojtas

Anna Wojtas

Zobacz inne artykuły tego autora >

Reklama
Reklama

Szukasz wartościowych treści?

Zapisz się na cotygodniowy newsletter Stacji7



Reklama
Reklama

Anna Wojtas
Anna
Wojtas
zobacz artykuly tego autora >
Copy link
Powered by Social Snap