Bez katolickich rozwodów

Rozwody zalewają Europę. Statystyki alarmują, że w ciągu niecałej pół minuty dochodzi na Starym Kontynencie do rozpadu jednego małżeństwa. Co daje wynik 2650 rozwodów dziennie. Piąte miejsce, z którego nie ma co się cieszyć, przypada Polsce. Wyprzedzają nas Niemcy, Wielka Brytania, Francja i Hiszpania.

Beata
Zajączkowska
zobacz artykuly tego autora >

To nie jest obraz rozhisteryzowanych publicystów, to wynik „Sprawozdania z ewolucji na temat rodziny w Europie”, co znalazło swój oddźwięk w ankiecie przeprowadzonej na prośbę papieża Franciszka

Franciszek już na początku pontyfikatu zapowiedział zwołanie synodu. Początkowo miał być próbą odpowiedzi na pytanie: Co Jezus wnosi w życie współczesnego człowieka? Jednak po konsultacjach i głębokim rozeznaniu Papież postanowił zająć się rodziną, która przeżywa poważny kryzys i potrzebuje Ewangelii.

Zaczynając ten synodalny proces podkreślił, że „jest to długa droga, którą jednak Kościół musi przebyć. Proces, którego pragnie Pan”. Ta szczególna synodalna troska o rodzinę naznaczy aż trzy lata jego pontyfikatu. I pokazuje to, że stawka w grze jest wysoka.

Bez katolickich rozwodów

Wszystko zaczęło się od bezprecedensowej ankiety na temat stanu rodziny na świecie. Pojawiły się w niej pytania, które w pewnych środowiskach wywołały, co najmniej zaskoczenie, jeśli nie szok.

Franciszek chciał bowiem wiedzieć nie tylko jak w poszczególnych zakątkach globu wygląda znajomość nauki Kościoła czy poziom duszpasterstwa rodzin. Pytał też o to, co ludzie myślą o konkubinatach, rozwodach, poszerzonych rodzinach, o sytuacji takich osób wobec sakramentów, jak traktowane są one przez wspólnotę wierzących i księży oraz ich osobiste przeżywanie tych spraw. Pytania dotyczyły również kwestii orzekania nieważności małżeństwa, poziomu akceptacji naturalnych metod planowania rodziny, antykoncepcji i aborcji. Wreszcie, papież pytał o związki osób tej samej płci oraz o sytuację dzieci wychowujących się w nietypowych rodzinach.

Zachodnie media sprowadziły kwestionariusz do ankiety na temat zasadności wprowadzenia „katolickiego rozwodu”. Jednak takie stawianie sprawy tylko banalizuje synod i intencje Franciszka, a także prawdziwe potrzeby rodzin na całym świecie.

Po krajowych konsultacjach na „ankietę Franciszka” odpowiedziało ponad 85 proc. ze 114 episkopatów. Doliczyć do tego należy także kwestionariusze nadesłane przez różnego rodzaju ruchy i stowarzyszenia, zgromadzenia zakonne, watykańskie dykasterie oraz osoby indywidualne. Ostatecznie powstał ponad 70-stronnicowego dokumentu roboczego, który zawiera opracowanie odpowiedzi ankietowanych.

„Tak powszechnej konsultacji nie było dawno w Kościele” – podkreśla kard. Lorenzo Baldisseri, sekretarz generalny synodu.

Ten dokument (nazywany Instrumentum laboris) jest skierowany do uczestników synodu, którzy nad zawartymi w nim tematami będą pracować przez dwa tygodnie, warto się jednak z nim zapoznać, ponieważ stanowi on globalną fotografią stanu rodziny na świecie. Często bowiem zapominamy o dwóch zasadniczych kwestiach:

nie będzie to wyłącznie synod Kościoła zachodniego, czy tym bardziej, tylko synod o rozwodnikach żyjących w nowych związkach. Nie będzie to także synod nad zmianą katolickiego nauczania na temat małżeństwa i rodziny.

To jednoznacznie wybrzmiało podczas watykańskiej prezentacji Instrumentum Laboris.

„Kościół nie zamyka oczu na istniejące problemy i trudności przeżywane przez rodziny. Pragnie zarazem, byśmy szerzej otworzyli oczy na to, co piękne i wartościowe, a tym skarbem jest właśnie rodzina. Wiele środowisk prezentuje ją jako ciężar dla społeczeństwa czy wręcz jako relikt”.– mówiła w czasie prezentacji dokumentu prof. Pina De Simone.

To żona z 25-letnim stażem małżeńskim, matka dwojga dzieci. Uczestniczyła w przygotowaniu dokumentu roboczego z ramienia Akcji Katolickiej i z mocą wskazywała, że trzeba zmiany sposobu patrzenia na rodzinę z „problemu” do „skarbu”, a także wypracowania nowego pozytywnego języka mówienia o rodzinie i małżeństwie.

„Synod ma nam pomóc także w odkryciu piękna i siły rodziny” – mówiła prof. Simone.

Nie znaczy to, że Kościół nie chce zmierzyć się z trudnościami przeżywanymi przez rodziny i małżeństwa, i co więcej chce to uczynić w skali globalnej. „To nie jest synod zmęczonego Kościoła zachodniego. To jest synod Kościoła powszechnego i cały rodzinny świat musi w nim znaleźć odbicie” – wskazywał na watykańskiej prezentacji dokumentu roboczego kard. André Vingt-Trois.

Rozwody zalewają Europę. Statystyki alarmują, że w ciągu niecałej pół minuty dochodzi na Starym Kontynencie do rozpadu jednego małżeństwa. Co daje wynik 2650 rozwodów dziennie. Piąte miejsce, z którego nie ma co się cieszyć, przypada Polsce. Wyprzedzają nas Niemcy, Wielka Brytania, Francja i Hiszpania.

Za każdą taką decyzją jest jakiś konflikt i dramat, których rozwody często nie rozwiązują a jedynie pogłębiają. Dokument wskazuje na duszpasterskie wyzwanie, jakim są rozszerzone rodziny, w których nie tylko multiplikuje się ilość rodzeństwa pojawiającego się z kolejnych związków mamy czy taty, ale nawet babć czy dziadków.

Afryka i Azja borykają się z poligamią, odsyłaniem żony, gdy nie jest w stanie wydać na świat dziecka, a najlepiej syna. Problemem jest też wciąż „kupowanie” żon, czy związki nastolatek, a czasem wręcz dzieci z dużo starszymi od nich mężczyznami, jak również utrudniające założenie rodziny poważne podziały kastowe tak widoczne np. w Indiach.

Ameryka Łacińska to z każdym rokiem rosnący problem matek samotnie wychowujących dzieci. Problemy rodziny na różnych kontynentach w jakiś sposób łączy troska o utrzymanie najbliższych, o zapewnienie im dachu nad głową i możliwości godnego życia. Tu, z jednej strony w grę wchodzi bezrobocie, jak i takie godziny pracy, które zupełnie rozbijają życie rodzinne nie dając szans rodzicom i dzieciom na wspólne spędzanie czasu oraz budowanie więzi rodzinnych. Więzy te niszczy migracja za chlebem, generująca choćby euro sieroty, jak i pozwolenie na to, by prawdziwe rodzinne więzy ustąpiły miejsca wirtualnym relacjom. Niebagatelnym problemem, gdy chodzi o życie rodzinne są toczące się na świecie konflikty i wojny.

Dokument wskazuje też, że na pragnienie „posiadania dziecka za wszelką cenę” oraz na to, że kultura hedonistyczna i indywidualizm powoli rozprzestrzeniają się na cały świat, który czeka na odpowiedź Ewangelii rodziny.

Z dokumentu roboczego wyraźnie przebija duszpasterski charakter, jaki papież Franciszek pragnie nadać zbliżającemu się synodowi.

„Nie będzie poddawać się pod dyskusję nauczania Kościoła, wielokrotnie potwierdzonego w minionych latach w różnych wystąpieniach Magisterium. Chodzi o refleksję nad duszpasterskimi sposobami aplikacji tego nauczania i nad tym, w jaki sposób je na nowo proponować, zaczynając choćby od nowego języka” – mówił w czasie prezentacji abp Bruno Forte, sekretarz specjalny synodu.

Wskazał ponadto, że działanie Kościoła wobec osób znajdujących się w trudnej czy nieuregulowanej sytuacji rodzinnej powinno odzwierciedlać miłosierdzie, z jakim Bóg traktuje wszystkie swoje dzieci. „Nie ma to jednak nic wspólnego z banalizującym sloganem «katolickiego rozwodu», o którym wielu mówiło, że zaproponuje go synod. Medycyna miłosierdzia nigdy nie ma na celu przyczynić się do zatonięcia statku, ale zawsze dąży do uratowania go z burzy i zaproponowania rozbitkom odpowiedniego przyjęcia, troski i niezbędnej pomocy. Jeśli nie zrozumie się tej podstawowej intencji, nieodwracalnie wypaczy się to, co ten synod będzie mógł powiedzieć o sytuacji osób w separacji, rozwiedzionych, rozwodników żyjących w nowych związkach czy też na temat konkubinatu i związków osób tej samej płci” – mówił abp Forte.

Bez katolickich rozwodów

Ewangelia rodziny, trudne sytuacje rodzinne oraz wychowanie do życia i wiary w rodzinie – to trzy główne osie, wokół których osnuty jest dokument. W każdej jego części wybrzmiewa bardzo mocno kwestia wiary, czy raczej jej braku i konieczności osobistego spotkania z Jezusem.

Mocno kuleje przygotowanie do sakramentu małżeństwa, jak i sama świadomość przyszłych małżonków dlaczego w ogóle chcą pobrać się w Kościele.

„Sakrament małżeństwa nie jest gwarancją trwałości małżeństwa musi być pielęgnowany i rozwijany” – mówił na prezentacji kard. Vingt-Trois podkreślając ze smutkiem, że zbyt wielu ludzi przystępuje do niego bez wiary i bez świadomości tego, co się w nim naprawdę dokonuje. A to może być elementem pozwalającym na orzeczenie nieważności małżeństwa. Jest o tym szeroko mowa w dokumencie.

Wskazuje się zarazem, że nie można do tego podchodzić ze zbytnią lekkością wprowadzając ludzi w błąd, że zaistnieje coś takiego jak „katolicki rozwód”. Wybrzmiewająca mocno w pontyfikacie Franciszka Ewangelia miłosierdzia znajduje tu poczytne miejsce wskazując na konieczność duszpasterskiego towarzyszenia i trwania przy tych, których życie rodzinne i małżeńskie nieraz znacznie poturbowało. Zarazem jednak Papież Franciszek w czasie spotkania z duchowieństwem Rzymu podkreślił, że prawdziwa troska o ludzi żyjących w związkach niesakramentalnych to coś o wiele więcej niż pozwolenie na przystępowanie do Komunii.

W głosach ze wszystkich stron świata mocno wybrzmiewa powszechne przekonanie, że rodzina jest prawdziwym skarbem, a pragnienie stworzenia trwałego małżeństwa otwartego na potomstwo, jest wciąż powszechnym pragnieniem młodych ludzi.

Dokument przypomina, że małżonków nie tylko trzeba dobrze przygotować do tej wspólnej drogi, ale też odpowiednio i mądrze im w niej towarzyszyć. To nie jest tak, że klub zgrzybiałych celibatariuszy (jak dziennikarze mówili w czasie prezentacji dokumentu o ojcach synodalnych) chce komuś narzucić jakąś „swoją” (czytaj: przebrzmiałą) wizję małżeństwa i rodziny. To, co Kościół proponuje to nie są rozwiązania teoretyczne. Rodzina, to doświadczenie wspólne dla całej ludzkości i nie dotyczy tylko chrześcijan, ale jest również pragnieniem niewierzących. Tę prawdę gdzie niegdzie próbuje się wypaczyć.

W jednej kwestii dokument roboczy nie pozostawia pola do dyskusji:

małżeństwo to wyłącznie związek kobiety i mężczyzny. Wszelkim próbom redefinicji powiedziano jednoznaczne NIE. Tak samo zresztą jak zgodzie na adopcję dzieci przez pary homoseksualne.

Co do praktyki duszpasterskiej przypomniano zarazem, że żadnemu dziecku nie można odmówić Chrztu bazując wyłącznie na uprzedzeniach. Dotyczy to zarówno dzieci z rozbitych rodzin, jak i związków osób tej samej płci. Tu wielka rola rodziców chrzestnych będących gwarantem tego, że Chrzest nie stanie się jednorazową celebracją, ale stanie się początkiem prawdziwego życia wiary.

Bez katolickich rozwodów

Sporym wyzwaniem w synodalnej dyskusji będzie zapewne encyklika Pawła VI Humane Vitae. Wiele środowisk uznaje ją za już przebrzmiałą, inne wskazują, że wciąż nie została zrozumiana i odkryta. To ważny element w dyskusji o przyjmowaniu życia. Warto tu dodać, że Instrumentum laboris podkreśla, iż niezależnie od szerokości geograficznej znajomość nauczania Kościoła na temat małżeństwa i rodziny jest „generalnie znikoma”. Współczesny człowiek nie rozumie też coraz częściej istoty prawa naturalnego, utożsamiając je z realizacją swych naturalnych potrzeb.

„W niektórych regionach świata mentalność antykoncepcyjna i rozpowszechnienie indywidualistycznego modelu antropologii determinują znaczny spadek demograficzny – zaznaczył sekretarz specjalny synodu. – Nie bierze się jednak wystarczająco pod uwagę jego konsekwencji społecznych i ludzkich. Polityka denatalistyczna obniża jakość relacji między małżonkami oraz relacji międzypokoleniowych. Stąd też Kościół w swej duszpasterskiej trosce podejmuje refleksję nad tym, jak można wzmocnić mentalność bardziej otwartą na życie”. To wyzwanie jest stawką w grze, gdyż idzie o przyszłość człowieka, stąd też zaangażowanie wspólnoty chrześcijańskiej na tym obszarze nabiera dziś szczególnego znaczenia w służbie człowiekowi i jego przyszłości.

Bez katolickich rozwodów

Październikowa sesja synodu na pewno będzie ważnym wydarzeniem. Odbędzie się ona pod hasłem „Wyzwania duszpasterskie związane z rodziną w kontekście ewangelizacji”. Po czym znów rozpocznie się praca w Kościołach lokalnych, której zwieńczeniem stanie się trzeci etap synodalnych konsultacji, czyli przyszłoroczne zgromadzenie zwyczajne synodu zatytułowane „Jezus Chrystus objawia tajemnicę i powołanie rodziny”. Dopiero po nim Franciszek przygotuje dokument o rodzinie.

W procesie synodalnej refleksji ważne jest to, by tak jak prosił Franciszek, rodziny całego świata towarzyszyły temu wydarzeniu modlitwą. Papież zrobił to w specjalnym liście prezentującym październikowe wydarzenie w jakże prosty i czuły sposób:

„Stoję na progu waszego domu i proszę o modlitwę”… Prosi o nią na progu także twojego domu, nawet, jeśli walczy się w nim właśnie z problemami, bólem czy podziałami. Takiej postawy wyjścia i takiego języka potrzebuje dziś Kościół, a synod jest tego zapowiedzią.

Trwający proces synodalny pozwala nam zobaczyć, że Franciszek jest nieodrodnym synem św. Ignacego z Loyoli. Jego decyzje bazują na ignacjańskiej metodzie głębokiego rozeznawania i, w świetle Słowa Bożego, poszukiwania we wszystkim woli Bożej. Papież wsłuchuje się w różne głosy, by właśnie lepiej zrozumieć i właściwie rozeznać. Potrzeba też na to czasu. Zresztą, jak sam kiedyś wyznał, decyzje, które podejmował w pośpiechu z czasem okazywały się niewłaściwe.

Dotychczas biskupi gromadzili się na synodzie przez trzy tygodnie i w tym czasie wspólnie z papieżem pracowali nad jakąś kwestią. Franciszek wprowadził etapowość prac.

W październiku odbędzie się synod nadzwyczajny (a dopiero rok później zwyczajny), czyli zwoływany wówczas, gdy sprawy Kościoła powszechnego wymagają szybkiego załatwienia. O jego randze świadczy fakt, że do tej pory odbyły się tylko dwa nadzwyczajne spotkania. Jest to wyraźny sygnał, jaki papież daje całemu Kościołowi: są sprawy pilne, którymi należy się szybko zająć i trzeba to zrobić wspólnotowo.

Wesprzyj nas

Beata Zajączkowska

Zobacz inne artykuły tego autora >
Beata
Zajączkowska
zobacz artykuly tego autora >

Uczciwie przyznam

Podwójne życie. Brzmi nieźle, ale jedynie w tytule filmu Kieślowskiego i pod warunkiem, że dotyczy jakieś niesprecyzowanej Weroniki. W małżeństwie to równia pochyła. Nawet jeśli chodzi o drobnostki, szczegóły, duperele.

Marcin Jakimowicz
Marcin
Jakimowicz
zobacz artykuly tego autora >

Wieczorem mieliśmy trudną rozmowę. Chciałem być uczciwy. Zaryzykowałem, odsłoniłem się i opowiedziałem o najświeższych bolesnych zawirowaniach. Wiedziałem, że wyjawiając prawdę mogę zranić żonę, nadużyć jej zaufania. Zdawałem sobie świetnie sprawę z tego, że mogę zostać źle zrozumiany, a Dorota nie rzuci mi się na szyję z łkaniem i nieodłącznym: „Rozumiem, rozumiem”. Nie było łatwo. Bolało, ale było warto. A rano zadzwonili ze Stacji7.pl z propozycją tekściku o… małżeńskiej uczciwości. Doprawdy, trudno mi się było z tego wygumować.

Uczciwie przyznam

Zły przykład

Solidną lekcję nieuczciwości małżeńskiej otrzymałem jeszcze zanim usłyszałem „Marsz Mendelssohna” i przejęty wydukałem „…i uczciwość małżeńską oraz, że cię nie opuszczę…”.

Zaczęło się od mocnego uderzenia, zimnego prysznica. Poznałem życie rock’n’rollowe od podszewki. Zajrzałem za scenę, za kulisy, do hotelowych pokoi, jako dziennikarz. Głównym tematem rozmów nie były narkotyki czy alkohol, ale seks, „wyrywanie panien”. Artyści byli wierni.Niestety nie żonom, ale dewizie „sex&drugs&rock’n’roll”. Realizowali ją z niespotykaną wprost sumiennością. Najbardziej zdumiewało mnie to, że po powrocie do domów, ci sami faceci udawali przykładnych kochających tatusiów i mężów. Przebierali się w domowe fartuszki, pomagali żonom przygotowywać kolację, zawozili dzieci na baseny. Podskórnie czułem, że niebawem się to wszystko rozsypie. Nie musiałem długo czekać.

Ponieważ jestem mistrzem świata w nakładaniu masek, wiedziałem, że sam za wszelką cenę muszę zrezygnować z każdej formy nieuczciwości w małżeństwie. Czułem, że bezkompromisowe słowa Jezusa: Poznasz prawdę, a prawda cię wyzwoli, oraz obietnica, że „Duch doprowadzi mnie do całej prawdy”, sprawią, iż nie jeden raz będę płakał rozłożony na łopatkach albo przerażony sobą krzyczał przyciśnięty do ściany. A jednak zdecydowałem się na uczciwość. Bo niewiele rzeczy budzi we mnie taki niesmak, jak podwójne życie.

Drobnostka…

„Niech inni prowadzą wojny, a ty szczęśliwa Austrio wstępuj w związki małżeńskie”. Nam w małżeństwie nie poszło tak sielankowo. Zdecydowanie, zbyt długo zastanawialiśmy się, czy wstąpić w związek. Bóg uszanował naszą decyzję. Wszedł w tę rzeczywistość błogosławiąc ją i zamieniając w sakrament.

Po latach widzę, jak toksyczne dla małżeństwa są nawet najmniejsze, najbardziej niepozorne formy nieuczciwości. Lekceważymy szczeliny, drobnostki, duperele. Nie zdajemy sobie sprawy, że to one sprawiają, iż potężne mury rozsypują się w proch.

 

Symbolem zła jest wąż. Dlaczego? Może dlatego, że potrafi wślizgnąć się w najmniejsze szczelinki? Bóg zapowiadał prorokowi Amosowi: W tym dniu podniosę szałas Dawidowy, który upada i zamuruję jego szczeliny.

Potężne zagrożenie stanowią nie tylko spektakularne manifestacje, głośne protesty, ostentacyjne tupanie nogami, trzaskanie drzwiami, cała ta małżeńska pokazówa i demonstracja siły. Równie groźne są maleńkie gesty, drobne nieuczciwości, sekreciki, niepozorne ukłucia. Nie mają siły rażenia pneumatycznego młota, nie miażdżą, ale boleśnie zatruwają życie. Widziałem to wielokrotnie.

Nawet drobne nieuczciwości powodują, że rodzi się w nas podejrzliwość, a rodziny rozsadzają niedopowiedzenia, domysły, półprawdy.

Skutecznie rozwaliły kilka znajomych małżeństw. Naprawdę nie zaczynało się to od zdrady, czy hitchockowego trzęsienia ziemi, ale od niewielkich nieuczciwości. Obserwuję ten mechanizm od lat. Sprawdza się w praniu nie tylko na płaszczyźnie małżeństw. W historiach znajomych zakonników – charyzmatycznych, poczytnych, rozchwytywanych (i tak dalej, i tak dalej), którzy z hukiem opuścili swe zgromadzenia, znalazłem pewien wspólny mianownik. Wszyscy oni zaczynali od tego, że byli nieuczciwi w drobnostkach. Przestali przychodzić na modlitwy z braćmi, zatajali coś przed wspólnotą. Opuszczali liturgię godzin. Ot, drobniutkie nieposłuszeństwa. Błahostka, na którą zdecydowali się, zanim zabrnęli w grząskie bagno. Pozornie niewinne decyzje były szczeliną, która rozsadziła skałę.

Uczciwie przyznam

Niezły kaliber

Czy należy mówić wszystko? Bezceremonialnie wywalać prawdę w oczy? Nie!

Nadrzędna jest miłość, dobro związku. Nie trzeba za wszelką cenę wkładać kija w mrowisko.

Znam przypadki, gdy spowiednicy nie zachęcali (czy nawet wprost zabraniali) opowiadania o grzechach przeszłości. Bo mogły wprowadzić one w życie małżonków niepotrzebne zamieszanie i skutecznie oddaliłyby ich od siebie.

 

Byłeś wierny w rzeczach niewielu, nad wieloma cię postawię. Tak to działa. Jestem nieuczciwy w drobnostkach? Jeżeli o mnie chodzi, to wiem, że polegnę przy większym kalibrze – znam swoją kondycję. Dlatego zdecydowaliśmy się z żoną na szczere rozmowy. I, przyznam uczciwie, nie żałujemy.

Wesprzyj nas
Marcin Jakimowicz

Marcin Jakimowicz

Dziennikarz „Gościa Niedzielnego”, od ponad dwudziestu lat modli się we wspólnocie Kościoła.

Zobacz inne artykuły tego autora >
Marcin Jakimowicz
Marcin
Jakimowicz
zobacz artykuly tego autora >