6 wymówek by nie brać ślubu

Usprawiedliwienia są jak wyjścia ewakuacyjne. Zawsze gotowe, gdyby trzeba uciekać. Nawet przed małżeństwem

Jacek Szymczak OP
Jacek
Szymczak OP
zobacz artykuly tego autora >

Lubimy je i wciąż mamy w zanadrzu. Brzmią nie jak kapitulacja, lecz wynik racjonalnego namysłu. I dlatego właśnie mamy z nimi problem. Bardzo często kamuflują nasz brak zdecydowania, nieumiejętność podejmowania decyzji i lęk przed konsekwencjami.

Coraz częściej spotykam je, gdy słucham zakochanych i narzeczonych. Ale usprawiedliwienia są pierwszą widoczną warstwą. Pod spodem najczęściej są ukryte lęk i egoizm, które na dobre paraliżują.

Oto 6 najczęstszych powodów, dla których pary nie mogą zdecydować się na ślub

6 wymówek by nie brać ślubu

Nie wiem czy Bóg chce bym był/była z tą właśnie osobą…

Wola Boża – to brzmi dobrze jako usprawiedliwienie. Wtedy kompletnie zrzekamy się odpowiedzialności za nasze decyzje – za całość odpowiada Bóg, a gdy się coś nie uda winę zrzucimy na Niego. Czekamy na jakiś „magiczny” znak, orędzie lub objawienie, tak naprawdę wciąż nie wiedząc co by nas przekonało. Zachowujemy się trochę tak, jak uczniowie w czasie Wniebowstąpienia – nieruchomo stoimy wpatrzeni w niebo.

Panie oddaje Ci tę relację, rób z nią co chcesz…

Związek dla osoby wierzącej jest poniekąd jak projekt unijny. Musi być wkład własny. Nie da się trwać z założonymi rękoma, nie podejmując żadnych decyzji. Bóg od początku stworzenia człowieka oczekuje od niego działania. Będzie nas w tym wspierał swoją łaską, Darami Ducha Świętego, lecz wciąż na sterach są moje ręce. W miłości nie da się korzystać z boskiego autopilota.

Nie jestem gotów by z kimś być…

Gdy słyszę tego typu usprawiedliwienie (najczęściej z męskich ust), zastanawiam się jakim narzędziem można zmierzyć taką gotowość. Szczególnie gdy jestem sam lub decyduję się na odejście ze związku. Nie ma takich symulatorów, które nauczą mnie „na sucho” być z drugą osobą. Odejście, rozstanie, samotność nie może stać się lekcją budowania relacji z innymi. Dopiero gdy jest ktoś obok mnie, wiem co wymaga jeszcze mojej pracy w tym związku.

6 wymówek by nie brać ślubu

Nie jestem pewien…

Może to zabrzmi zbyt szekspirowsko, ale… czym jest pewność? Zbiorem argumentów „za”, zbiorem emocji jakie mi towarzyszą? Kiedy jest ten moment, że jestem na sto procent przekonany? Czy rzeczywiście miłość i przekonanie to nierozłączna para? Miłość jest zawsze szalonym ryzykiem. Nie da się jej zadekretować i opisać jej warunki jak w umowie . Pewność, podszyta pychą, znieczula i prowadzi związek na manowce. Jesteśmy siebie już tak pewni, że tracimy zaangażowanie i wtedy pewność nie tyle scala, lecz rozbija nasz związek.

Jak się ustabilizujemy….

Tym usprawiedliwieniem stawiamy wszystko na głowie. Nie małżeństwo, czy rodzina będzie najpewniejszą stabilizacją, lecz wykształcenie, umowa o pracę i oszczędności na koncie. Na tak grząskim i niepewnym gruncie nie da się zbudować żadnego małżeństwa. Myśląc w taki sposób z fundamentu robimy, jedynie ornament – zwieńczenie pseudo stabilnej konstrukcji.

6 wymówek by nie brać ślubu

Te koszty…

Całkiem zdroworozsądkowe usprawiedliwienie. Odkładamy decyzję o ślubie, bo nie jesteśmy przygotowani na wydatki z nim związane. Oczywiście chodzi nie tyle o sakrament, ile o związane z nim dodatki. Zaślepieni myślimy, że są one konieczne, nierozerwalnie złączone z tym co najważniejsze, że gdy ich zabraknie, to w naszym małżeństwie będzie „coś nie tak”.

Jednak tym usprawiedliwieniem, bardzo często kamuflujemy innego rodzaju koszty. Do głosu dochodzi egoistyczna ekonomia, która podpowiada, że małżeństwo to rachunek strat. Muszę oddać coś swojego: czas, racje, przyzwyczajenia. Bronię się tym samych przed dopuszczeniem do głosu myśli, że małżeństwo jest też ofiarą z mojego życia.

Przedstawiony przeze mnie zbiór „wymówek” powstał nad podstawie kilkudziesięciu rozmów z narzeczonymi lub parami myślącymi o narzeczeństwie. Nie jest z pewnością tak, że w podanych przeze mnie zdaniach nie ma słuszności. Jednak wspominam o nich dlatego, że maskują one zupełnie inne problemy – to lęk przed ostatecznymi wyborami, przed odpowiedzialnością za życie drugiej osoby. To niepewność czy jestem w stanie sam podejmować ważne decyzje, czy poradzę sobie z ich konsekwencjami.

Nie chodzi o to, by odseparować Boże natchnienie, by nie oceniać swojej dojrzałości czy nierozsądnie zadłużać się na resztę życia. To wszystko jest ważne – może jednak stać się wygodną formą ucieczki do której prowokuje nas, nasz własny egoizm.


Jeśli podobają Ci się nasze artykuły, możesz nas wesprzeć:

Wesprzyj nas
Jacek Szymczak OP

Jacek Szymczak OP

Zobacz inne artykuły tego autora >
Jacek Szymczak OP
Jacek
Szymczak OP
zobacz artykuly tego autora >

I co my z tego mamy?

Dzielą się swoimi doświadczeniami i udowadniają, że rodzina, kariera i dbanie o samą siebie nie wykluczają się. A praca zawodowa i chwila relaksu w samotności nie czynią z nas złych matek!

I co my z tego mamy?I co my z tego mamy?I co my z tego mamy?I co my z tego mamy?I co my z tego mamy?

Ta książka nie jest cukierkowa – jest taka jak życie – pełna różnorodnych doświadczeń, ale przede wszystkim nadziei na happy end!


Jeśli podobają Ci się nasze artykuły, możesz nas wesprzeć:

Wesprzyj nas