PAPIEŻ FRANCISZEK

Papież Franciszek: Jan Paweł II miał prorocze intuicje

- Aby ocalić wartość nauczania Jana Pawła II, trzeba bronić go przed wszelkimi formami ideologizacji i rozpoznać zawarte w nim prorocze intuicje - mówi Papież Franciszek w wywiadzie opublikowanym w najnowszej książce „Święty Jan Paweł II Wielki” autorstwa Luigi Maria Epicoco.

Polub nas na Facebooku!

Luigi Maria Epicoco: Jednym z zasadniczych rysów nauczania i duszpasterskiej misji Waszej Świątobliwości jest szczególna troska o egzystencjalne peryferie: ludzi ubogich, zepchniętych na margines, emigrantów, chorych. Czy Wasza Świątobliwość uważa, że w tym względzie rozwinął społeczną doktrynę Kościoła?

Papież Franciszek: Uważam, że Kościół zawsze miał tę świadomość, a zarazem z nią wzrastał. Staram się ustawicznie podnosić kwestię ubogich, ponieważ oni znajdują się w centrum Ewangelii. Doktryna społeczna Kościoła jest ewangeliczna, a nie partyjna. Znaczące wydaje mi się pewne sformułowanie Jana Pawła II: otóż zajmując się sprawą kapitalizmu, mówi on o społecznej gospodarce rynkowej. W tym sensie zdaje się akceptować liberalną propozycję rynku, jednak wpisuje w nią kategorię społeczną. Myślę, że to genialny sposób na łączenie ze sobą różnych sfer, a zarazem odczytywanie ich z punktu widzenia Ewangelii.

 

Czy spojrzenie papieża Wojtyły na kwestię społeczną, tak zbliżone do spojrzenia Waszej Świątobliwości, można uznać za wynik łączącego Was doświadczenia, jakim była praca w fabryce?

Oczywiście. Papież przekonał się na własnej skórze, czym jest ciężka praca. Dlatego zawsze brał sobie do serca problemy pracowników i postrzegał pracę jako środek prowadzący do uświęcenia, humanizacji społeczeństwa oraz historii.

 

Zagrożenie nie tkwi w nauczaniu Jana Pawła II jako takim, ale w pewnych ideologicznych interpretacjach tegoż nauczania. Ideologizacja bierze się stąd, że próbuje się wyodrębniać tylko pewne aspekty jego przemyśleń i przekuwać je w slogany.

Tego rodzaju odpowiedź, którą równie dobrze można by odnieść do Waszej Świątobliwości, kieruje moją uwagę ku szerszej i bardziej złożonej sprawie: jakie przede wszystkim zagrożenie niesie z sobą interpretacja nauczania Jana Pawła II?

Zagrożenie nie tkwi w nauczaniu Jana Pawła II jako takim, ale w pewnych ideologicznych interpretacjach tegoż nauczania. Ideologizacja bierze się stąd, że próbuje się wyodrębniać tylko pewne aspekty jego przemyśleń i przekuwać je w slogany, odrywając je tym samym od rzeczywistości, konkretnego kontekstu, żywych doświadczeń ludzi. Ideologia unicestwia, zabija życie, zmienia nauczanie w eksponat muzealny, oderwany od życiowych prawd. Aby ocalić wartość nauczania Jana Pawła II, trzeba bronić go przed wszelkimi formami ideologizacji i rozpoznać zawarte w nim prorocze intuicje, które nie tylko nadal są aktualne, lecz także wymagają pogłębienia, poważnego potraktowania, odniesienia do realiów współczesności.

 

Instynkt każe mi szukać kolejnych cech wspólnych, analogii pomiędzy nauczaniem Waszej Świątobliwości a nauczaniem Jana Pawła II. Sprawa kobiet w dalszym ciągu wywołuje na łonie Kościoła ożywione dyskusje. Trwają poszukiwania konkretnych rozwiązań, które pozwoliłyby zwiększyć rolę kobiety w życiu Kościoła. Jan Paweł II poświęcił temu zagadnieniu Mulieris Dignitatem, zarazem jednak ostatecznie zamknął przed kobietami drzwi do kapłaństwa. Co Wasza Świątobliwość o tym myśli?

Kiedy ktoś zadaje mi pytanie o kapłaństwo kobiet, bardzo często odpowiadam, że nie tylko zgadzam się z Janem Pawłem II, lecz także uważam tę sprawę za zamkniętą, ponieważ oświadczenie papieża było w tym względzie rozstrzygające.

Kiedy ktoś zadaje mi pytanie o kapłaństwo kobiet, bardzo często odpowiadam, że nie tylko zgadzam się z Janem Pawłem II, lecz także uważam tę sprawę za zamkniętą, ponieważ oświadczenie papieża było w tym względzie rozstrzygające. Czasem zdarza nam się jednak zapominać, że patrzymy na sprawę kobiet i kapłaństwa w kategoriach funkcjonalnych, nie pamiętając, że jeżeli chodzi o znaczenie, to Maryja przewyższa apostołów i rolą, i godnością. Podam przykład. Wśród niewielu rzeczy, które po wyborze na papieża kazałem sprowadzić z Argentyny, była kopia pewnego drogiego mi dokumentu Jana Pawła II, Redemptoris Mater. W tymże dokumencie, w punkcie 17, pojawia się wyrażenie, które poruszyło mnie tak bardzo, że zdecydowałem się zamieścić je w adhortacji Evangelii gaudium. Maryja jest tą, która potrafi odczytywać wydarzenia w świetle Bożej obietnicy, w świetle obietnicy zbawienia. Pośród przeciwności i prób stara się interpretować to, co Ją spotkało, czyniąc użytek ze światła wiary. Jan Paweł II mówi nam w Redemptoris Mater, że Maryja nosi w sercu „swoisty trud”. Zacytuję jego słowa:

Matka tego Syna, pamiętna wszystkich słów zwiastowania i późniejszych wydarzeń, nosi więc w sobie całkowitą „nowość” wiary: początek Nowego Przymierza. Jest to początek Ewangelii, czyli dobrej, radosnej nowiny. Nietrudno jednak dostrzec w nim także swoisty trud serca, jaki związany jest z „ciemną nocą wiary” – używając słów św. Jana od 

Krzyża – jakby z „zasłoną”, poprzez którą wypada przybliżać się do Niewidzialnego i obcować z tajemnicą. W taki też sposób Maryja przez wiele lat obcuje z tajemnicą swego Syna i idzie naprzód w swojej pielgrzymce wiary, w miarę jak Jezus „czynił postępy w mądrości […] i w łasce u Boga, i u ludzi” (Łk 2, 52)27. 

Lekcja, jaką daje nam kobieta, jest lekcją Maryi. Kobieta jest tą, która potrafi zdobyć się na ten trud serca. Jest tą, która uczy Kościół, jak przetrwać noc i zawierzyć dniu, kiedy dzień jest jeszcze daleki. Jedynie kobieta jest w stanie nauczyć nas miłości, która jest nadzieją. Powiedziałem kiedyś pewnemu żeńskiemu zgromadzeniu, że jedyną lampą zapaloną przy grobie Jezusa jest pełna nadziei miłość matki. W istocie, kiedy wszyscy godzą się już ze śmiercią Chrystusa, jedynie kobiety – a przede wszystkim Maryja – nadal żywią nadzieję, czekają i w końcu stają się pierwszymi świadkami zmartwychwstania. To dlatego chciałem, żeby Maria Magdalena doczekała się swojego miejsca w kalendarzu liturgicznym i słusznie była nazywana apostołką, podobnie jak Maryja przez wieki była uznawana za Matkę apostołów. Przecież kiedy w Dziejach Apostolskich mówi się o pierwszym spotkaniu chrześcijan w Wieczerniku, pojawia się także wzmianka o niej. To ona sprawuje pieczę nad pierwszymi niepewnymi krokami rodzącego się Kościoła, który dopiero uczy się słuchać, modlić się, trwać we wspólnocie. Jakże Kościół mógłby się obejść bez tak znaczącego wkładu? Rola kobiety wykracza poza granice zwykłej funkcjonalności.

 

Niezależnie od kwestii kobiet, jakkolwiek jest ona istotna, wydaje mi się, że trzeba stawić czoła szerszemu problemowi. Mam na myśli to, że środek ciężkości Kościoła przesunął się z Europy ku Azji i Afryce. Czy Wasza Świątobliwość uważa, że Kościół i teologia powinny przyjąć odmienne kategorie interpretacyjne?

To wiąże się z inkulturacją wiary. Kategorie mogą się zmieniać, ważne jest to, żeby istota pozostała nienaruszona. Czasem trzeba odważyć się znaleźć nowe słowa, aby powiedzieć te same rzeczy, powiedzieć je lepiej, żeby zostały zrozumiane i głębiej przyswojone. Teologia odnawia się nie dlatego, że wymyśla nowe rzeczy, ale dlatego, że znajduje nowe sposoby mówienia o nich. Inkulturacja nie polega na poszukiwaniu nowości, to poszukiwanie bardziej skutecznej, odnowionej metody głoszenia narodom Ewangelii.

 

W przemowie wygłoszonej na zakończenie spotkania biskupów w sprawie nadużyć w Kościele Wasza Świątobliwość wyraźnie powiedział, że nie wystarczy zadowolić się samym analizowaniem problemu ani spoglądać na niego z perspektywy świata: „W obliczu takiego okrucieństwa, tak wielkiej bałwochwalczej ofiary z dzieci dla bożka władzy, pieniędzy, pychy, buty, nie wystarczają wyjaśnienia empiryczne. Nie mogą one uzmysłowić skali i głębi tego dramatu. Ponownie hermeneutyka pozytywistyczna ukazuje swoje ograniczenia. Daje nam prawdziwe wyjaśnienie, które pomoże nam podjąć niezbędne działania, ale nie jest w stanie określić znaczenia. A dzisiaj potrzebujemy wyjaśnień i znaczeń. Wyjaśnienia pomogą nam bardzo w obszarze działania, ale pozostawią nas w połowie drogi”. Co Wasza Świątobliwość chciał powiedzieć poprzez tę analizę?

Chciałem powiedzieć, że liczby, statystyki, analizy bardzo często nie wyjaśnią nam znaczenia tego, co przeżywamy. Ukryta w rzeczach prawda bardzo często wykracza poza same rzeczy, wymyka się analizie. My, chrześcijanie, zawsze musimy spoglądać na rzeczywistość znacznie szerzej niż tylko przez pryzmat prostej analizy przyczynowo- skutkowej. Jeżeli w odniesieniu do pewnych zdarzeń czynimy użytek z ludzkich narzędzi introspekcji, musimy pamiętać, że Pan przemawia do nas poprzez te zdarzenia, a my powinniśmy dostrzec w nich znacznie więcej aniżeli tylko prostą matematyczną sumę czy różnicę.

 

Myślę, że Jan Paweł II był człowiekiem Boga, człowiekiem modlitwy. Wystarczyło popatrzeć, jak się modli, żeby zrozumieć, że potrafił zanurzyć się bez reszty w tajemnicy Boga.

Ojcze Święty, to prawda, że aby zrozumieć rzeczywistość, nie wystarczy prosta matematyczna suma czy różnica. Jan Paweł II jest zresztą opisywany jako człowiek, który wszystko odczytywał w głęboki, duchowy sposób. Ktoś zarzucił mu nawet przesadę w tym nazbyt głębokim postrzeganiu rzeczywistości. Krytykowano go na przykład za to, że po zamachu na placu św. Piotra w maju 1981 roku odniósł do siebie prorocze słowa, jakie Matka Boża skierowała w Fatimie do trzech pastuszków. Co Wasza Świątobliwość myśli o tej interpretacji? 

Myślę, że Jan Paweł II był człowiekiem Boga, człowiekiem modlitwy. Wystarczyło popatrzeć, jak się modli, żeby zrozumieć, że potrafił zanurzyć się bez reszty w tajemnicy Boga. Ten, kto się modli, zawsze potrafi postrzegać zdarzenia w sposób transcendentny, nie zadowala się analizą, której dokonuje za pomocą samego tylko rozumu. Jan Paweł II pokazał to, co próbowałem powiedzieć biskupom, kiedy prosiłem ich, żeby zastanowili się nad tym, co przeżywamy w tym momencie historycznym, nad tym, co Pan chce nam przekazać poprzez doświadczenie słabości, zła, skandalu. Pod jakim względem powinniśmy się nawrócić, co zmienić w naszym życiu? Dlatego nie sądzę, żeby Jan Paweł II nie zachowywał umiaru, to raczej inni spoglądają na wydarzenia historyczne w sposób zbyt powierzchowny. 

 

Fragment wywiadu z Papieżem Franciszkiem pochodzi z książki „Święty Jan Paweł II Wielki” Luigi Maria Epicoco

 


Ks. Luigi Maria Epicoco – wykładowca filozofii na Papieskim Uniwersytecie Laterańskim oraz dziekan Wyższego Instytutu Nauk Religijnych (ISSR). Współautor zbioru wspomnień abp. Piero Mariniego o św. Janie Pawle II.


 

Święty Jan Paweł II Wielki

Papież Franciszek i Luigi Maria Epicoco

Wszystko zaczęło się od krótkiej rozmowy z papieżem ks. Luigiego Marii Epicoco, w trakcie której Franciszek podzielił się osobistymi wspomnieniami o św. Janie Pawle II. Właśnie wtedy zrodził się pomysł tej książki. Franciszek zapragnął opowiedzieć światu, kim tak naprawdę jest dla niego święty Jan Paweł II.

W tej niezwykłej rozmowie odkrywamy papieża jako prawdziwego spadkobiercę i kontynuatora nauki papieża Polaka. Franciszek odnosi się do wielu kwestii często dyskutowanych we współczesnym Kościele, takich jak rola kapłanów w świecie, celibat czy znaczenie tajemnic fatimskich. W 100. Rocznicę urodzin papieża Polaka Franciszek zaprasza nas, byśmy wraz z nim na nowo sięgnęli do głębi proroczego nauczania Jana Pawła II.

KUP KSIĄŻKĘ>>>

 

Reklama

Szukasz wartościowych treści?

Zapisz się na cotygodniowy newsletter Stacji7


Reklama

 

 


Reklama

Nie mógłbym ich zostawić. Rozmowa z kapelanem szpitala zakaźnego

Choć księdzem jestem dopiero 3 lata, obecna posługa to najpiękniejszy czas mojego kapłańskiego życia! - mówi redemptorysta o. Łukasz Baran, kapelan Szpitala Zakaźnego w Warszawie. To on był świadkiem choroby ks. Pawła, o którym pisaliśmy w ubiegłym tygodniu.

o. Łukasz Baran
o. Łukasz
Baran
zobacz artykuly tego autora >
Anna Druś
Anna
Druś
zobacz artykuly tego autora >

Polub nas na Facebooku!

 

🔹 PRZECZYTAJ: “Umierałem razem z Chrystusem”. Historia ks. Pawła wyleczonego z COVID-19

 

Pamięta ojciec ks. Pawła?

No pewnie, to było dla mnie niesamowite doświadczenie, prawdziwe kapłańskie rekolekcje, jakie otrzymałem od Pana Boga. Nie mam wątpliwości że to Boża interwencja sprawiła że wszystko dobrze się skończyło.

 

Jak to wyglądało od strony Kapelana?

Gdy go przywieźli do szpitala była Wielka Środa. Największy dramat rozpoczął się w Wielki Czwartek, gdy jego stan gwałtownie się pogorszył. Pamiętam, że zanim się o tym dowiedziałem to był taki normalny Wielki Czwartek: Dzień modlitwy za kapłanów, wspólnego uroczystego obiadu w klasztorze, pięknej, podniosłej atmosfery, dobrych humorów. I nagle w tym wszystkim dzwoni telefon ze szpitala: Z ks. Pawłem, przywiezionym wczoraj jest naprawdę źle! Pobiegłem od razu do szpitala, nasz klasztor znajduje się niedaleko. Chciałem udzielić mu sakramentu namaszczenia chorych. Jednak było to niemożliwe, bo był nieprzytomny, podłączony do respiratora. Rokowania lekarzy były bardzo złe. Ale udało mi się dostać naprawdę blisko niego, dzieliło nas może pół metra. Znajdowałem się za szybą jego izolatki i tak jak stałem udzieliłem mu absolucji generalnej na wypadek śmierci. To była dramatyczna chwila modlitwy pełnej mojego buntu przeciwko Panu Bogu.

 

Buntu?

Ks. Paweł jest święceniami zaledwie rok młodszy ode mnie, ma 27 lat! Młody kapłan, młody chłopak! Nie rozumiałem dlaczego umiera młody ksiądz, który ma całe kapłańskie życie przed sobą, tylu ludzi mógłby jeszcze wyspowiadać, tyle Mszy św. odprawić. I do tego umiera w Wielki Czwartek? Wtedy gdy składa się księżom życzenia, modli za nich, ja musiałem udzielać absolucji generalnej na wypadek śmierci mojego rówieśnika. Ale oczywiście modliłem się w tej swojej rozpaczy, niezrozumieniu. Zadzwoniłem do sióstr sakramentek na Nowym Mieście, poinformowane zostały karmelitanki na Wolskiej z tą jedna prośbą: Módlcie się, żeby ks. Paweł ocalał. 

 

Wiele osób się wtedy za niego modliło, kard. Nycz odprawił nawet Mszę Krzyżma w intencji ks. Pawła…

To był wielki szturm do nieba. Każdy modlił się przez wstawiennictwo swojego ulubionego świętego. Ja przez pochowanego u nas w kościele na ul. Karolkowej, Sługi Bożego o. Bernarda Łubieńskiego. Ale minął Wielki Piątek, Wielka Sobota – żadnej poprawy. Niedziela Zmartwychwstania tak samo. I nagle w Poniedziałek Wielkanocny dzwoni do mnie podekscytowana pielęgniarka krzycząc do słuchawki: “Proszę księdza, cud! Ks. Paweł się wybudził, jest przeniesiony z intensywnej terapii na zwykłą salę”. Od razu udałem się do kaplicy szpitalnej. Z tebarnakulum wziąłem Najświętszy Sakrament i udałem się na oddział. Zastałem ks. Pawła przytomnego na łóżku, na tyle świadomego, że mogłem mu udzielić Komunii Świętej. Następnego dnia poprosił mnie o paramenty liturgiczne do odprawiania Mszy. Patrzyłem jak odprawia codziennie Msze św. W Oktawie Wielkanocy, ołtarzem było jego własne łóżko w sali, bo do kaplicy nie mógł wychodzić. 

 

 

I to były te ojca rekolekcje…

Przez to doświadczenie ks. Pawła Pan Bóg mi pokazał, że z każdego zła On jest w stanie wyprowadzić dobro. Że jest Panem wszystkiego, co się dzieje, Panem nad tą pandemią, nad każdą chorobą, nad naszą słabością i niezrozumieniem. My nie musimy na początku wszystkiego rozumieć, ale powinniśmy oprzeć się na Nim, nie na swoim planie i wyobrażeniach, całkowicie zaufać Bogu jak Maryja.

 

Historia ks. Pawła była pierwszym tak mocnym doświadczeniem w posłudze ojca jako kapelana?

Równie mocno pamiętam jedną pacjentkę, także z COVID-19, Była takim moim pierwszym trudnym “przypadkiem” w posłudze kapelana. Przy niej pierwszy raz założyłem ten specjalny kombinezon, przyłbicę i gogle. Do szpitala trafiła na początku kwietnia. Skontaktował się ze mną jej syn z prośbą, bym udzielił jego mamie sakramentu namaszczenia chorych. Poszedłem, niestety nie było już z nią kontaktu, ale udzieliłem sakramentu namaszczenia chorych, absolucji generalnej, modliłem się. Tydzień później dostałem informację, że zmarła. I choć przeżyłem to mocno, to jednak czułem, że się przydałem, że ona mogła odejść do Pana pogodzona, że otrzymała odpust zupełny na wypadek śmierci. Pocieszałem też jej rodzinę. 

 

Rodziny zmarłych na COVID mają szczególnie ciężko, prawda?

Na pewno, nie dość bowiem, że nie mogą towarzyszyć swoim bliskim w odchodzeniu, to jeszcze nawet nie mogą ich zobaczyć po śmierci, pożegnać się. Zmarli z koronawirusem są od razu zapakowywani w foliowy worek i umieszczani w trumnie, której nie można otworzyć. Trumna także nie może być obecna na Mszy pogrzebowej. Zakład pogrzebowy przekazuje zmarłego dopiero na odprowadzenie do grobu. To jest wyjątkowo trudna sytuacja dla osób w żałobie. Na pewno jednak pomaga rozmowa z kapłanem oraz świadomość, że ich ukochana zmarła Mama czy babcia pojednała się przed śmiercią z Panem Bogiem, że był przy niej kapłan. 

 

Jest ojciec takim łącznikiem między rodziną a chorymi. Jak wygląda na co dzień ta posługa w czasie koronawirusa?

Rzeczywiście, w czasie epidemii wygląda inaczej niż wyglądała wcześniej, gdy mogłem osobiście chodzić po wszystkich salach, przedstawiać się i pytać, czy ktoś chciałby poprosić o moją pomoc jako księdza. Teraz moimi pomocnikami są pielęgniarki i lekarze, którzy zaraz po przyjęciu pacjenta na oddział informują że w szpitalu jest kapelan i można się w razie potrzeby do niego zwrócić. 

 

Jak często korzystają z tej pomocy? Jak w ogóle wygląda życie duchowe na oddziale zakaźnym z pacjentami zarażonymi koronawirusem?

Moim habitem jest teraz specjalny kombinezon, rękawice, przyłbica i maska (śmiech). Do tego wszystko, co wnoszę ze sobą do chorych musi już u nich zostać. Jeśli idę z Panem Jezusem to Hostii niosę tylko tyle, ilu rzeczywiście będę miał przyjmujących Komunię św. Cyborium, gdzie przenoszę Najświętszy Sakrament po powrocie z oddziału jest dezynfekowane. Tak samo z olejami świętymi, których używam do sakramentu Namaszczenia Chorych: przed wejściem do sali biorę na kciuk tyle, ile będę potrzebował dla danego pacjenta. Nie zabieram tez drukowanego obrzędu sakramentu chorych, a teksty modlitw odbijam wielokrotnie na ksero, by je już u chorego po Sakramencie zostawić. 

 

Skoro to nie ksiądz chodzi po salach chorych, tylko oni sami muszą się przez lekarza zgłosić, pewnie jest ich mniej teraz niż przed epidemią?

Rzeczywiście jest trochę mniej chętnych do skorzystania z posługi, ale na brak pracy nie narzekam. Pacjenci traktują mnie rzeczywiście jako ich łącznik ze światem, zwłaszcza ci, którzy są już starsi i nie umieją korzystać ze smartfonów czy telefonów. 

 

Akcesoria kapelana? Stuła i budujące maseczki na twarz (FOT. archiwum prywatne o. Łukasza)

 

Co im najbardziej dokucza, poza samotnością?

Rzeczywiście, samotność dokucza im szczególnie, martwią się co tam słychać w ich rodzinach. Do tego monotonia życia szpitalnego. Pamiętajmy, że nawet nam – zdrowym, w domach jest ciężko przetrwać w tym zamknięciu, a co dopiero chorzy w izolatkach, bez kontaktu z innymi chorymi. Dla nich jedynym światem jest personel medyczny no i ja, kapelan. Pewnie dlatego tak wielką popularnością cieszą się wśród nich różne książki, które są w szpitalu rozdawane. Najmocniej te o ks. Kaczkowskim oraz o Spowiedzi świętej. Dostaję od zaprzyjaźnionych osób lub kilku wydawnictw egzemplarze książek i wszystko rozchodzi się na pniu. Także wśród personelu medycznego. 

 

Pacjenci przychodzą na Mszę ś. do kaplicy szpitalnej?

Obecnie wszyscy pacjenci ze względu że przebywają w izolatkach nie mogą przyjść do kaplicy, która znajduje się w strefie „czystej”. Jednak łączą się z transmisjami Mszy św. i nabożeństw. Często na korytarzu słyszę charakterystyczny dżingiel Radia Maryja. Jak leżał jeszcze u nas ks. Paweł, o którym wcześniej mówiliśmy, on nawet prowadził ze swojego łóżka modlitwy brewiarzowe przez media społecznościowe ze swoją młodzieżą ze wspólnoty, którą się opiekował. Oczywiście gdy już był przytomny i dochodził do zdrowia po tym najcięższym okresie. 

 

Kto zatem najczęściej korzysta ze Mszy św. w kaplicy?

Pielęgniarki, salowe, opiekunki medyczne, lekarze, i służby techniczne. W skrócie cały przekrój personelu medycznego. Oni są szczególnie spragnieni pokrzepienia duchowego, Eucharystii. Dla nich także jestem kapelanem. Wcześniej Msza św. była tu w niedzielę tylko raz, teraz są dwie: jedna o 7 rano, dla wszystkich kończących zmianę nocną, druga o 18:30 – dla kończących zmianę dzienną lub zaczynających “nockę”. Sami o to prosili. Zwłaszcza, że przez obecne obostrzenia nie są w stanie zawsze “wbić” się do swoich kościołów parafialnych. Ich głód Pana Boga jest dla mnie bardzo budujący. Lekarze, pielęgniarki, salowe, cały personel – często widzę, jak wpadają na kilka chwil do kaplicy na cichą modlitwę albo chociaż robią znak krzyża przechodząc obok kaplicy. A kaplicę mamy w centrum szpitala, nie gdzieś w piwnicy czy na obrzeżach. Oni wszyscy są w szczególnie trudnej sytuacji. Ja mam łatwo, idę do tej posługi na parę godzin, zaglądam tylko do sal. Oni są z pacjentami non stop, 12 godzin na dobę, w tych kombinezonach, całym trudzie. Musimy o nich pamiętać stale.

 

Jest ojciec kapelanem w tym szpitalu zaledwie od września ubiegłego roku. Jak z perspektywy tych kilku miesięcy, zwłaszcza teraz patrzy ojciec na tę posługę. 

Rzeczywiście, jestem tu krótko, księdzem też jestem zaledwie 3 lata, ale nawet z takiej perspektywy mogę powiedzieć, że jest to najpiękniejszy moment w całym moim kapłaństwie. Najtrudniejszy, pełen największych wyzwań, ale i najpiękniejszy. Mogę sam na własne oczy widzieć, jak działa Pan Bóg, jak troszczy się o nas, w jaki sposób wysłuchuje modlitw. Przypomina mi się utwór, Alberta Camusa “Miasto oblężenia”. Albert Camus w swym utworze przedstawia sytuację panującą w mieście nawiedzonym przez epidemię. Uciekają z niego najpierw najbogatsi ludzie. Na widok ich ludzie zachowują spokój, milczą. Opuszczają ich potem artyści, wojskowi, medycy – lecz lud ciągle milczy. Dopiero, kiedy w końcu miasto opuszcza ksiądz ktoś przeraźliwie krzyczy: “Teraz, ludu chrześcijański, jesteś sam”. I ja nie chcę do czegoś takiego dopuścić. Widzę, że póki wśród pacjentów, ale też i pielęgniarek, salowych, lekarzy jest ksiądz – morale duchowe nie upada. Nie mógłbym zostawić ich wszystkich samych. 

 

🔹 PRZECZYTAJ: “Umierałem razem z Chrystusem”. Historia ks. Pawła wyleczonego z COVID-19

 

Rozmawiała Anna Druś

 

o. Łukasz Baran

o. Łukasz Baran

Zobacz inne artykuły tego autora >

Anna Druś

Anna Druś

dziennikarka i redaktor, w latach 2018-20 odpowiedzialna za sekcję news w Stacji7. Wcześniej pracowała w “Pulsie Biznesu”, “Newsweeku” i Katolickiej Agencji Informacyjnej. Z wykształcenia teolog i dziennikarz

Zobacz inne artykuły tego autora >

Reklama

Szukasz wartościowych treści?

Zapisz się na cotygodniowy newsletter Stacji7


Reklama

 

 


Reklama

o. Łukasz Baran
o. Łukasz
Baran
zobacz artykuly tego autora >
Anna Druś
Anna
Druś
zobacz artykuly tego autora >
Copy link
Powered by Social Snap