Dziękowałem za jego wielkie ojcostwo

„Istniało zagrożenie – przynajmniej na tyle, na ile mogłem sobie to wyobrazić – potępienia Papieża Benedykta XVI. Ja natomiast dostrzegam jego heroizm dokładnie w tym, że nie zwracał uwagi na to ryzyko. Był pewien tego, o co Pan go prosił w tamtym momencie” – powiedział ks. prał. Alfred Xuereb.

Ks. Alfred
Xuereb
zobacz artykuly tego autora >
Anna
Artymiak
zobacz artykuly tego autora >

Było kilka wydarzeń i decyzji, które były cichą zapowiedzią tego, co miało nastąpić 11 lutego: wcześniejsze odwołanie sióstr klauzurowych z klasztoru Mater Ecclesiae w Watykanie, dwa konsystorze w tym samym roku, nominacja sekretarza osobistego na prefekta Domu Papieskiego, wcześniejszy biały konsystorz na ogłoszenie daty kanonizacji, który zazwyczaj był zwoływany na wiosnę. Trudno jednak było przewidzieć, że prowadzą one do takiej decyzji.

To, co było zaskoczeniem i szokiem dla wielu, znane było dużo wcześniej najbliższym osobom Ojca Świętego: bratu rodzonemu Georgowi Ratzingerowi, osobistym sekretarzom ks. abp. Georgowi Gänsweinowi i ks. prał. Alfredowi Xuerebowi, oraz czterem paniom Memores, zajmującym się domem.

Dziękowałem za jego wielkie ojcostwo

Ks. prałat Alfred Xuereb

O tym niezwykłym wydarzeniu z ks. prał. Alfredem Xuerebem, obecnym sekretarzem osobistym Papieża Franciszka, rozmawiała Anna Artymiak.

Anna Artymiak: W jakich okolicznościach dowiedział się Ksiądz o decyzji Benedykta XVI? Czy już wcześniej coś wskazywało, że Ojciec Święty będzie chciał abdykować? Jaka była Księdza reakcja?

Ks. prał. Alfred Xuereb: Już znacznie wcześniej uderzyło mnie intensywne skupienie się Papieża Benedykta na modlitwie przed Mszą Św. w zakrystii. Msza miała rozpocząć się o 7.00, wielokrotnie było słychać odgłos zegara, który rozbrzmiewał na Dziedzińcu św. Damazego, a Ojciec Święty pozostawał w skupieniu. Modlił się. Był to czas, kiedy był skoncentrowany w sposób bardziej intensywny niż zazwyczaj. Miałem wyraźne przeczucie: coś bardzo ważnego pojawiło się w sercu Papieża, jest jakaś szczególna intencja, w której Ojciec Święty się modli.

Nie wiem, może to był ten moment wewnętrznego zmagania się, który przeżywał przed podjęciem  heroicznej decyzji o rezygnacji, przekazanej mi osobiście. Zostałem oficjalnie zaproszony do gabinetu, usiadłem naprzeciwko biurka Ojca Świętego. Odczułem, że będzie to bardzo ważna wiadomość. Oczywiście, nikt się nie spodziewał jaka. Był pełen spokoju, jak ktoś, kto już przeżył wszelkie wewnętrzne rozterki i pokonał chwile wątpliwości. Kto zawierzył woli Pana. Jak tylko wiadomość do mnie dotarła, moją pierwszą reakcją były słowa: „Nie, Ojcze Święty! Dlaczego nie rozważysz jej jeszcze trochę?”. Następnie powstrzymałem się i powiedziałem sobie: „Kto wie, od jak dawna zastanawia się nad tą decyzją?”.

Wtedy stanęły mi przed oczyma chwile długiej i intensywnej modlitwy Papieża przed Mszą. Wszystko zostało już postanowione i Ojciec Święty powiedział mi dwa razy: „Pójdziesz z nowym Papieżem”. Nie wiem, ale może już coś przeczuwał. W dniu, w którym zostawiłem Papieża Benedykta w Castel Gandolfo, by udać się do Świętej Marty do nowego Papieża, płakałem i dziękowałem Benedyktowi XVI za jego wielkie ojcostwo.

Jak decyzja Papieża wpłynęła na życie Księdza?

Moje życie zmieniło się bardzo. Przeżywałem chwile kryzysu, płaczu. Mówiłem sobie, że jest mi bardzo ciężko odejść od Papieża. W dniu 11 lutego 2013 roku w Sali Konsystorza, kiedy Papież odczytywał te słowa, siedziałem na taborecie blisko niego i płakałem. Osoba obok szturchnęła mnie, mówiąc: „Kontroluj się, bo ja też jestem wzruszony”. Byłem pod wrażeniem reakcji kardynałów, których miałem przed sobą. Pamiętam kard. Re, który nie wierzył własnym uszom.

Wielu kardynałów po zakończonym konsystorzu (niektórzy, ponieważ mają problemy ze słuchem, inni, ponieważ nie znają za dobrze łaciny) podeszli do kard. Sodano lub kard. Re, by lepiej zrozumieć to, co przeczytał Papież Benedykt.

Tego dnia, przy stole, rozmawialiśmy na ten temat. Powiedziałem: „Ojcze Święty, pozostałeś bardzo spokojny”. „Tak”, odpowiedział tonem zdecydowanym, jakby chciał powiedzieć: decyzja zapadła, czas wewnętrznej walki przeszedł. Teraz już czekał, byśmy my dojrzeli do tej wielkiej decyzji, jaką podjął. Decyzji służby i oddania Kościołowi na Stolicy Piotrowej, która na początku wydawała się od niej ucieczką.  Ojciec Święty pozostał spokojny aż do ostatniego dnia w Castel Gandolfo.

Jednak nie wszyscy upatrywali tę decyzję w kategorii służby i oddania…

Istniało ryzyko – przynajmniej na tyle, na ile mogłem sobie to wyobrazić – potępienia Papieża Benedykta XVI. „Rozpoczął dzieło i nie miał odwagi go ukończyć”. Ja natomiast dostrzegam jego heroizm dokładnie w tym, że nie zwracał uwagi na ryzyko, że mogło to być upatrywane jako decyzja tchórzowska. Był pewien tego, o co Pan go prosił w tamtym momencie.

„Nie mam już więcej sił, by kontynuować moją misję, moja misja jest zakończona, odchodzę na rzecz kogoś innego, kto ma więcej siły ode mnie, i który poprowadzi dalej Kościół”. Ponieważ Kościół nie należy do Papieża Benedykta, ale do Chrystusa.

Dziękowałem za jego wielkie ojcostwo

I wielu to doceniło, przesyłając “wzruszające oznaki uwagi, przyjaźni i modlitwy”…

Pamiętam bardzo dobrze, jak po zakończeniu pontyfikatu, zatem po 28 lutego 2013 roku, do Castel Gandolfo zaczęły napływać tysiące listów. Wszyscy zaczęli pisać do Papieża. Ale to, co było piękne, to fakt, że dołączali różne rzeczy: coś zrobionego ręcznie, utwór muzyczny, kalendarz, rysunek. Tak, jakby chcieli powiedzieć: „Dziękujemy Ci za wszystko, co zrobiłeś, doceniamy Twoje poświęcenie dla nas. Chcemy nie tylko wyrazić nasze uczucia, ale także ofiarować coś od siebie”.

Napływało także wiele listów od dzieci. Bardzo mnie poruszyło ciepło z ich strony. Wypełniałem cały regał korespondencją. Oczywiście Papież nie miał czasu przejrzeć wszystkich, ponieważ były ich tysiące. Jednego wieczoru, przechodząc obok, powiedziałem: „Spójrz Ojcze Święty, to są listy, które nadeszły tylko dzisiaj, wśród nich jest wiele od dzieci”. Papież zwrócił się do mnie i powiedział: „To są piękne listy”.

Benedykt XVI jest czuły i niezwykle serdeczny. Może chciał powiedzieć: „W odróżnieniu od listów, które mi dostarczają wielu zmartwień i przysparzają problemów”. Myślę, że były one swego rodzaju antidotum, doładowaniem dla niego, pozwoliły mu odczuć, że jest kochany.

Ksiądz prałat był u boku Benedykta w czasie konklawe. Jak przeżywał ten czas Papież emeryt?

Oczekiwał konklawe, wyboru. Był bardzo ciekawy, kto będzie jego następcą. Dla mnie osobiście było bardzo wzruszające, kiedy w trakcie rozmowy telefonicznej, którą od razu wykonał nowy Papież do Papieża Benedykta – ja byłem obok i podałem mu słuchawkę – usłyszałem, jak mówi: „Dziękuję Ojcze Święty, że od razu pomyślałeś o mnie. Obiecuję Ci natychmiast moje posłuszeństwo. Obiecuję moją modlitwę za Ciebie. I natychmiast, jak już powiedziałem, obiecuję moje posłuszeństwo!”. Usłyszeć te słowa od osoby, z którą mieszkałem, i która była dla mnie moim Papieżem, było bardzo silnym doświadczeniem.

Później nadeszła chwila pożegnania…

Byłem z nim przez dwa, trzy dni po wyborze Papieża Franciszka. Dzień, w którym musiałem go opuścić, pamiętam minuta po minucie, ponieważ – jeśli mogę użyć takiego przymiotnika – był dla mnie druzgocący. Żyć prawie sześć lat u boku osoby, która troszczyła się o mnie jak ojciec, z którą łączyła mnie zażyłość, zawsze pełna szacunku, i nagle przychodzi dzień rozstania…

Papież Benedykt napisał przepiękny listy do nowego Papieża, którego kopię mi wręczył, i którą przechowuję jak skarb. Wymienił w nim niektóre moje zalety – chcąc może uniknąć opisywania moich wad – zapewniając, że pozostawia mnie wolnym.

Pamiętam również sposób, w jaki spakowałem walizki. Jedna osoba powiedziała mi: „Pośpiesz się, ponieważ Papież Cię potrzebuje, sam otwiera listy. Nie ma nikogo przy sobie. Szybko, wyślij tutaj swoje rzeczy”. Nie wiedziałem, co dzieje się w Świętej Marcie, nie wiedziałem nawet, że Papież nie ma sekretarza.

Później nastąpił wzruszający moment, kiedy wszedłem do gabinetu Benedykta XVI by go osobiście pożegnać. Płakałem i powiedziałem, na ile mogłem: „Ojcze Święty, ciężko mi jest odejść od Ciebie. Dziękuję Ci bardzo za wszystko, czym mnie obdarzyłeś”. Moja wdzięczność nie wiązała się z tym, że pozwolił mi być u boku nowego Papieża, ale była wdzięcznością za jego wspaniałe ojcostwo.

Papież Benedykt wstał, ja uklęknąłem tak, jak mieliśmy to w zwyczaju, by ucałować jego pierścień. I nie tylko pozwolił mi ucałować pierścień, ale również podniósł swoją dłoń i pobłogosławił mnie. Tak się pożegnaliśmy. Później był obiad, ale ja oczywiście nie byłem w stanie wypowiedzieć ani słowa.

Wspomnijmy teraz początki. Jak dowiedział się Ksiądz o swojej nominacji na drugiego sekretarza Papieża Benedykta XVI?

Już wtedy pracowałem na seconda loggia jako prałat antykamery, by towarzyszyć osobom, które miały prywatną audiencję w Bibliotece papieskiej. Jednego dnia powiedziano mi: „Papież chce z Tobą rozmawiać”. Byłem zaskoczony, że na miejscu, na które przez kilka lat – najpierw z Janem Pawłem II, potem z Benedyktem XVI – zapraszałem osoby, by zasiadły przy biurku Papieża, tym razem znalazłem się ja. Benedykt XVI chciał osobiście mi powiedzieć o nominacji i skierował do mnie przepiękne słowa: „Jak Ksiądz wie, ksiądz prałat Mietek teraz wraca na Ukrainę. Byliśmy bardzo zadowoleni z jego pracy i pomyślałem, że Ksiądz mógłby go zastąpić. Wiem – powiedział – że był Ksiądz w Niemczech, a zatem zna trochę niemiecki”.

Powiedziałem, że byłem w Münster, gdzie zrobiłem praktyki w szpitalu, który, jak się okazało, znał Ojciec Święty. Kojarzył także dzielnicę, gdzie mieszkałem, i parafię, a nawet proboszcza, ponieważ w tamtych okolicach wykładał przez kilka lat na uniwersytecie. Znał również dwóch profesorów.

Ojciec Święty później wspomniał coś o Malcie, że zapewne moi rodacy będą się cieszyć, że ich krajan będzie służyć Papieżowi z bliska. Powiedział mi na koniec: „Oczywiście teraz każdy będzie miał swoje obowiązki”. Rozpocząłem pracę natychmiast.

Dziękowałem za jego wielkie ojcostwo

Wyobrażam sobie, że w tamtym momencie walizki Ksiądz pakował z radością…

Także z emocjami. Dużymi emocjami.

Benedykt XVI kontynuował tradycję Jana Pawła II, który codziennie modlił się w napływających nieustannie intencjach.

Tak, robił to już Jan Paweł II i było to zadanie don Mietka – był on moim poprzednikiem, jeśli mogę tak go nazwać – które odziedziczyłem po nim. To było bardzo piękne zadanie. Prośby napływały prawie każdego dnia, wiele innych nie docierało do nas, ale przekazywane były bezpośrednio do Sekretariatu Stanu z odpowiedzią, że Papież poleca je w intencji ogólnej podczas osobistej modlitwy.

Benedykt XVI był pod wrażeniem, jak wiele jest różnych chorób, których nie znaliśmy, i jak wiele rodzin przeżywa dramaty z nimi związane. Myślał nie tylko o osobie, którą bezpośrednio dotknęło nieszczęście, ale również o całej rodzinie, która dniem i nocą, w Boże Narodzenie i na Wielkanoc, latem i zimą musiała troszczyć się o chorego, czasami w bardzo ciężkim stanie. Ile rodzin cierpiało, bo tragedia dotykała małe dzieci. A kiedy prośba o modlitwę była z mojej miejscowości lub Malty, dopytywał mnie: „Ksiądz zna tych ludzi?”. Nieraz mówiłem, że tak. Ale to, co mnie uderzało to fakt, że Papież często po kilku dniach zwracał się do mnie i pytał: „Czy miał Ksiądz później wiadomości o tym panu, o tej pani, których wymieniał po imieniu”.

W niektórych przypadkach musiałem odpowiedzieć, że niestety osoba zmarła. Uderzała mnie reakcja Ojca Świętego, gdyż zazwyczaj odbieramy śmierć spokojnie, tak po prostu – stało się, wiemy, że ktoś jest w złym stanie i kiedy przychodzi wiadomość: biedak zmarł, zatrzymujemy się na tym. Ale nie Papież. Od razu odmawiał: „Wieczny odpoczynek racz mu dać Panie”, po czym zapraszał mnie do modlitwy. Więc nie tylko pamięć, ale i obecność. Papież, który miał tysiące spraw i myśli na głowie, uważał swoją modlitwę za chorych, jako bardzo ważną posługę duszpasterską. Karteczki zostawiałem mu na klęczniku, który miał coś w rodzaju szuflady. Wiem, że przeglądał je wielokrotnie.

Dziękowałem za jego wielkie ojcostwo

Przy nadchodzącej kanonizacji chcę zapytać, czy często Benedykt XVI odnosił się do Jana Pawła II w trakcie codziennej rozmowy?

Tak, oczywiście. Mówił o nim po prostu „Papież”. Najpierw nie rozumiałem. Uważał siebie za kogoś, kto współpracował z Ojcem Świętym. Myślę, że służba Papieżowi dla osoby, która wzrastała w tak pobożnym środowisku jak Bawaria – wiem, co to znaczy, bo sam wzrastałem na Malcie, gdzie darzymy wielkim szacunkiem Papieża – była czymś najpiękniejszym.

Z pozycji Księdza jako prałata antykamery, jak dała się zauważyć przyjaźń łącząca Jana Pawła II z kard. Ratzingerem?

Tylko raz uczestniczyłem w spotkaniu kard. Ratzingera z Janem Pawłem II, dokładnie w audiencji z okazji sesji plenarnej Kongregacji ds. Nauki Wiary, której był prefektem. Mogę potwierdzić to, co widzieli wszyscy. Jan Paweł II darzył ogromnym zaufaniem kard. Ratzingera, radził się go, jak wygładzić lub poprawić teksty ważnych dokumentów.

Dowodem jest także to, że sam Jan Paweł II nie przyjął rezygnacji składanej kilkakrotnie przez kard. Ratzingera, kiedy ten osiągnął już wiek emerytalny. Oznacza to, że nie chciał utracić zaufanego człowieka i cennego współpracownika. Można tu zauważyć kolejny element świętości Jana Pawła II – jego dalekowzroczność. Patrzył daleko do przodu i być może nawet przewidywał, że kard. Ratzinger może zostać jego następcą.

Jak Papież Benedykt XVI przeżywał beatyfikację Jana Pawła II?

Był bardzo szczęśliwy. Można było to dostrzec, jak w czasie homilii ogłosił, że „teraz jest błogosławionym”.


Ksiądz prałat Alfred Xuereb, Maltańczyk, rocznik 1958. Pracę dla Stolicy Apostolskiej rozpoczął za pontyfikatu Jana Pawła II w 2001 roku w Pierwszej Sekcji Sekretariatu Stanu. Następnie został współpracownikiem ks. prał. Jamesa Harveya w Prefekturze Domu Papieskiego, by od września 2003 roku przyjąć również funkcję prałata papieskiej antykamery, osoby odpowiedzialnej za przedstawianie papieżowi gości przyjmowanych przez niego na audiencjach prywatnych w Pałacu Apostolskim. W tym czasie ks. Alfred Xuereb miał okazję bliżej poznać Jana Pawla II. Od września 2007 roku pełnił, obok Georga Gänsweina, funkcję drugiego sekretarza Benedykta XVI, którą przejął od Polaka, ks. Mieczysława Mokrzyckiego, dziś arcybiskupa metropolity Lwowa, na Ukrainie. Po wyborze kard. Jorge Marii Bergoglio na Stolicę Piotrową, został pierwszym osobistym sekretarzem Papieża Franciszka.



Ks. Alfred Xuereb

Zobacz inne artykuły tego autora >

Anna Artymiak

Zobacz inne artykuły tego autora >
Ks. Alfred
Xuereb
zobacz artykuly tego autora >
Anna
Artymiak
zobacz artykuly tego autora >

Franciszek i modlitewne kolana Benedykta

Papież Franciszek zaprasza nas do „wspólnej modlitwy za Benedykta XVI, człowieka wielkiej odwagi i pokory”. Dokładnie rok temu ogłosił on światu decyzję o swej rezygnacji z urzędu.

Beata
Zajączkowska
zobacz artykuly tego autora >

To miał być zwyczajny świąteczny dzień. Urzędy watykańskie pozamykane były na cztery spusty, ponieważ 11 lutego, czyli rocznica podpisania Traktatów Laterańskich, jest w Watykanie dniem wolnym od pracy. Zwołany konsystorz zwyczajny nie budził wielkiego zainteresowania. Wiadomo było, że Benedykt XVI wraz z kardynałami podejmie decyzję w sprawie kolejnych kanonizacji. O tym, że 800 męczenników z Otranto zostanie zaliczonych w poczet świętych wiadomo było od dawna,  konsystorz miał więc być tylko rutynową „kropką nad i”. Stał się jednak „gromem z jasnego nieba”!

Zaskoczenie, niedowierzanie i totalne osłupienie malowało się na twarzach kardynałów słuchających kolejnych słów Benedykta XVI. Wielu patrzyło na swych sąsiadów, jakby szukając u nich potwierdzenia, że dobrze zrozumieli wypowiadane po łacinie słowa Benedykta XVI.

Franciszek i modlitewne kolana Benedykta

Najdrożsi Bracia,

zawezwałem was na ten Konsystorz nie tylko z powodu trzech kanonizacji, ale także, aby zakomunikować wam decyzję o wielkiej wadze dla życia Kościoła. Rozważywszy po wielokroć rzecz w sumieniu przed Bogiem, zyskałem pewność, że z powodu podeszłego wieku moje siły nie są już wystarczające, aby w sposób należyty sprawować posługę Piotrową. Jestem w pełni świadom, że ta posługa, w jej duchowej istocie powinna być spełniana nie tylko przez czyny i słowa, ale w nie mniejszym stopniu także przez cierpienie i modlitwę. Tym niemniej, aby kierować łodzią św. Piotra i głosić Ewangelię w dzisiejszym świecie, podlegającym szybkim przemianom i wzburzanym przez kwestie o wielkim znaczeniu dla życia wiary, niezbędna jest siła zarówno ciała, jak i ducha, która w ostatnich miesiącach osłabła we mnie na tyle, że muszę uznać moją niezdolność do dobrego wykonywania powierzonej mi posługi. Dlatego, w pełni świadom powagi tego aktu, z pełną wolnością, oświadczam, że rezygnuję z posługi Biskupa Rzymu, Następcy Piotra, powierzonej mi przez Kardynałów 19 kwietnia 2005 roku, tak, że od 28 lutego 2013 roku, od godziny 20.00, rzymska stolica, Stolica św. Piotra, będzie zwolniona (sede vacante) i będzie konieczne, aby ci, którzy do tego posiadają kompetencje, zwołali Konklawe dla wyboru nowego Papieża.

Najdrożsi Bracia, dziękuję wam ze szczerego serca za całą miłość i pracę, przez którą nieśliście ze mną ciężar mojej posługi, i proszę o wybaczenie wszelkich moich niedoskonałości. Teraz zawierzamy Kościół święty opiece Najwyższego Pasterza, naszego Pana Jezusa Chrystusa, i błagamy Jego najświętszą Matkę Maryję, aby wspomagała swoją matczyną dobrocią Ojców Kardynałów w wyborze nowego Papieża. Jeśli o mnie chodzi, również w przyszłości będę chciał służyć całym sercem, całym oddanym modlitwie życiem, świętemu Kościołowi Bożemu.

Franciszek i modlitewne kolana Benedykta

Po roku warto wrócić do tych słów Benedykta XVI, by spojrzeć na jego decyzję z Bożej perspektywy, a nie tylko z tej ludzkiej. Miniony rok pokazał, jak bardzo mylili się ci, którzy wraz z odejściem Benedykta obwieścili zmierzch Kościoła i papiestwa, i ukazywali decyzję Papieża jako ucieczkę przed problemami nękającymi Stolicę Apostolską.

Przede wszystkim Papież dał nam świadectwo niesamowitej wiary i wolności. Myślę, że wielu zirytował fakt, iż do tego, by podjąć tę decyzję nie potrzebował nawet zwoływać kolegium kardynalskiego i się go radzić. Nie potrzebował, bo w tej kwestii rozmówił się z Panem Bogiem. W czasie wielkiego niedowiarstwa, powątpiewania w to, czy w ogóle Bóg jest, działa i czy słucha, pokazał nam wyraźnie, że Bóg jest, słucha i odpowiada; daje wyraźnie do zrozumienia, co jest Jego wolą, bez najmniejszych wątpliwości.

To jest mocne przesłanie Benedykta XVI: wy tylko wierzcie, mówcie z Bogiem, a On wam podpowie którędy iść i jak żyć. – Rozważywszy po wielokroć rzecz w sumieniu przed Bogiem, zyskałem pewność – to nie są puste słowa, to jest doświadczenie wiary. – Podjęta przez niego decyzja dojrzała w nim po długiej refleksji, modlitwie. Nic nie można już było zrobić. Najważniejsze jest to, by dobrze zrozumieć, że był to akt odwagi, że to nie była ucieczka, lecz decyzja podjęta z wielką odpowiedzialnością – podkreśla jego osobisty sekretarz Abp Georg Gaenswein.

Z tego doświadczenia wiary wypływa ogromna wolność Papieża, która ukazuje zarazem heroizm jego decyzji. Śmiem wątpić, czy w ogóle zastanawiał się nad tym, co o nim napiszą w kronikach, jak go osądzą.  On kompletnie nie myślał o sobie, nie kalkulował. To był heroiczny krok z pragnieniem, by Boga nie zawieść, z troską o to, co będzie najlepsze dla Kościoła, dla ludu Bożego, a nie dywagacje, co teraz pomyślą o nim i co powiedzą. To był naprawdę heroiczny krok pełnej wolności i decyzji, która wypłynęła z głęboko przeżywanej wiary, więzi z Bogiem. – Aby kierować łodzią św. Piotra i głosić Ewangelię w dzisiejszym świecie, podlegającym szybkim przemianom i wzburzanym przez kwestie o wielkim znaczeniu dla życia wiary, niezbędna jest siła zarówno ciała, jak i ducha, która w ostatnich miesiącach osłabła we mnie na tyle, że muszę uznać moją niezdolność do dobrego wykonywania powierzonej mi posługi.

Franciszek i modlitewne kolana Benedykta

Benedykt w swym przemówieniu wskazuje nam perspektywę Bożej Opatrzności. – Zawierzamy Kościół święty opiece Najwyższego Pasterza, naszego Pana Jezusa Chrystusa, i błagamy Jego najświętszą Matkę Maryję, aby wspomagała swoją matczyną dobrocią Ojców Kardynałów w wyborze nowego Papieża. Zanim jeszcze zwołane zostało konklawe, rozpoczęła się giełda nazwisk. Licytowano potencjalnych papieży ze względu na ich umiejętności, pochodzenie, koneksje i doświadczenie. Sprawy Kościoła oglądano i oceniano przez pryzmat świeckości, zapominając zupełnie o tym, że to Bóg daje światu takiego papieża, jaki jest nam potrzebny na dzisiejsze czasy. Z uśmieszkiem komentowano wypowiedź kard. Waltera Kaspera, który odciął się od medialnego typowania następcy pełnymi wiary słowami: – Nowy papież jest już wybrany. W momencie, kiedy Pan Bóg rozmówił się z poprzednim Papieżem, nowy jest już wybrany. Pan już go wybrał i naszym zadaniem jest nie tyle mędrkować, kto nim będzie, tylko po prostu wsłuchać się w Bożego Ducha i zakomunikować tego, kogo Bóg wybrał! Odpowiedzią na to wsłuchanie się w Bożego Ducha jest Franciszek.

– Również w przyszłości będę chciał służyć całym sercem, całym oddanym modlitwie życiem, świętemu Kościołowi Bożemu. To trwanie Papieża emeryta na kolanach w intencjach swego następcy jest naprawdę niesamowitym wymiarem współistnienia dwóch papieży. Jest to wspaniały dar dla Franciszka. Nigdy wcześniej żaden papież nie miał takiego wsparcia. Na pewno Franciszek to odczuwa i owocuje w jego posługiwaniu to, co jego poprzednik codziennie na kolanach mu uprasza.

W patrzeniu na to, co się dzieje w Kościele, warto pamiętać o hermeneutyce ciągłości. Nie można inaczej patrzeć na wcześniejsze pontyfikaty. To wszystko są ludzie tego samego Boga, tego samego Bożego Ducha. Oni tylko nasłuchują, a potem realizują. Jan Paweł II, Benedykt XVI i Papież Franciszek to są audytorzy Ducha Świętego. To co słyszą, że z Bożego Ducha pochodzi, przekazują nam. I w tym tkwi ich wielkość. Nie silą się, by coś pokazywać i udowadniać. Oni po prostu są sobą. Oni są tymi, których Bóg dał Kościołowi odpowiadając na konkretne potrzeby danego czasu. Był świadek Jan Paweł II, był prorok Benedykt XVI i jest prosty a mocny charyzmatyk Franciszek. Nie przejmuje się ustalonymi konwenansami, w dniu codziennym przez Słowo Boże podpowiada nam, jaka jest optyka Boga na to, co my dziś przeżywamy i czym powinniśmy się kierować. Każdy jest sobą, każdy ma swój język, ale głosi jedną prawdę: otwórzcie drzwi Chrystusowi, otwórzcie drzwi człowiekowi.

Benedykt XVI mawiał: „Boga brać, Bogiem żyć i Bogiem się dzielić”. Innymi słowy, ale to samo mówi i naucza Franciszek.



Beata Zajączkowska

Zobacz inne artykuły tego autora >
Beata
Zajączkowska
zobacz artykuly tego autora >