Nasze projekty
Beata Zajączkowska

Być jak papież Franciszek

Zdjęcie Papieża przytulającego mężczyznę o zdeformowanej twarzy obiegło już cały świat. Agencje z ogromnym przejęciem donosiły, że Franciszek spotkał się z trędowatym. Bo to właśnie ta straszna choroba przyszła dziennikarzom na myśl, gdy zobaczyli pokrytą guzkami twarz mężczyzny, w której z trudem można było dostrzec ludzkie kształty. Gdyby nie papieski gest, nikt by go nie zauważył. Pewno byśmy po prostu odwrócili wzrok. Franciszek pokazał, że można inaczej.

Reklama

Vinicio Riva cierpi na chorobę genetyczną. „Dla większości ludzi jestem jak trędowaty. Najgorsze jest wykluczenie. W ramionach Papieża poczułem się naprawdę kochany” – wyznał po spotkaniu, które odmieniło jego życie.

 

53-letni Włoch mieszka w niewielkim miasteczku Isola Vicentina. Do głodowej renty inwalidzkiej dorabia pracując codziennie przez dwie godziny w miejscowym domu starców. Na więcej nie pozwala choroba – nerwiakowłókniakowatość. Guzki, które pokrywają całe jego ciało powodują nie tylko ogromne swędzenie i ból, ale także przemieniają się w otwarte rany, szczególnie w tych miejscach, które narażone są na ucisk. Stąd także chodzenie sprawia mu ogromny wysiłek. Nawet głos ma zdeformowany po operacji krtani, w którą boleśnie wrósł mu jeden z guzków.

Reklama
Reklama

 

Wyprawę do Rzymu zaproponowała mu Bianca, wolontariuszka UNITALSI, z którą co roku pielgrzymuje do Lourdes. „To było dotąd jedyne miejsce, gdzie nie czułem się tak bardzo marginalizowany i odrzucony” – wyznaje Vinicio. Wykluczenie wpisane było w jego życie praktycznie od dzieciństwa. Na tę deformującą chorobę genetyczną cierpiała już bowiem jego matka. Sam pierwsze oznaki dostrzegł u siebie jako nastolatek. Potem przyszła kolej na młodszą siostrę Morenę.

 

Reklama
Reklama

Bardzo trudno żyć z tą chorobą, choć już się przyzwyczaiłem. Najgorsze jest jednak wykluczenie. Ludzie, którzy udają, że cię nie widzą. Nie jestem szczególnie piękny, ale nie jestem złym człowiekiem. Moim największym marzeniem jest to, by ludzie się mnie nie bali, nie odsuwali się na mój widok – mówi Vinicio.

W miejskim autobusie wielokrotnie kazano mu siadać z tyłu, by nie straszył pasażerów. „Najgorsze było, że nikt nie stanął wówczas w mojej obronie. Każdy tylko z obrzydzeniem odwracał wzrok, jakby bojąc się, że mogę na niego spojrzeć i samym spojrzeniem zarazić” – wyznaje.

 

Reklama

Nie spodziewał się, że uda mu się spotkać twarzą w twarz z Papieżem. Chciał po prostu uczestniczyć w audiencji, samemu poczuć atmosferę tych niesamowitych spotkań z Franciszkiem, które do tej pory śledził tylko w telewizji i modlić się z nim.

 

Kiedy weszliśmy na plac kolejni żandarmi pokazywali nam drogę i kierowali coraz bliżej papieskiego podium. Byliśmy w szoku. Okazało się, że podczas audiencji mieliśmy Franciszka na wyciągnięcie dłoni, a potem zszedł do chorych – opowiada wzruszona Caterina na co dzień opiekująca się siostrzeńcem. Gdy Franciszek zobaczył Vinicio nie namyślał się, tylko serdecznie go objął i ucałował – dodaje wzruszona ciocia.

 

Świat się zatrzymał. Serce biło mi w piersi tak, że myślałem, iż wyciągnę tam nogi. Nie bał się mojej choroby. Objął mnie bez słowa, bardzo mocno. Kiedy ucałowałem jego dłoń, wziął ją i położył sobie na sercu – opowiada Vinicio i wzruszony dodaje: Żaden obcy człowiek mnie jeszcze nigdy tak serdecznie nie potraktował.

 

Vinicio wciąż jest zaszokowany tym, że Ojciec Święty nie spytał nawet, czy jego choroba jest zaraźliwa.

 

Nie jest, ale Papież przytulając mnie tego nie wiedział – szepce i dodaje: Chciałem go nawet zapytać jak to jest, że się mnie nie boi? Vinicio ze wzruszenia nie był jednak w stanie wykrztusić z siebie żadnego słowa.

 

Po spotkaniu z Ojcem Świętym nagle przestał być „niezauważalnym” i „niedotykalnym”. Skupiła się na nim uwaga światowych mediów. Jego zdjęcie z papieżem Franciszkiem trafiło na pierwsze strony największych gazet, a od informacji o tym spotkaniu telewizyjne dzienniki zaczynały swe wydania.

 

Także mieszkańcy Isola Vicentina spojrzeli na niego inaczej, jakby do dostrzeżenia w nim człowieka potrzebne im było spojrzenie Papieża – podkreśla z pewnym smutkiem w głosie ciocia Caterina. Vinicio planuje, że w przyszłym roku na spotkanie z Franciszkiem zabierze ze sobą siostrę.

 

Pragnę, aby także Morena poczuła się wreszcie kochana – wyznaje.

 

Chciałbym żeby patrząc na moje zdjęcie z Papieżem ludzie zrozumieli, że z każdą chorobą da się żyć. O wiele trudniej jest stawić czoło wykluczeniu i braku akceptacji – opowiada Vinicio. – Chciałbym powiedzieć wszystkim mamom, które mają dzieci chore na tę samą chorobę, by się nie bały ich wyprowadzać do ludzi, by ich nie izolowały.

Przyznam szczerze, że historia Vinicio przypomniała mi moją wizytę w Angoli i pierwsze spotkania z ludźmi chorymi na trąd w jednym z leprozoriów. Bałam się strasznie samej choroby oraz tego, co mogę zobaczyć. Pamiętam starszą kobietę, która okaleczonymi dłońmi przebierała warzywa i jej radość, że zechciałyśmy ją odwiedzić i z nią przez kilka minut porozmawiać. Pamiętam młodą matkę z jedną wielką raną trądową na twarzy, która pełna dumy pokazywała mi swe nowonarodzone dziecko. I pamiętam lekcję, którą dała mi wówczas niosąca pomoc trędowatym siostra Marta Sojka:

– Nawet najlepsze wsparcie materialne nie zastąpi ludzkiej akceptacji.

 

Potem usłyszałam to samo zdanie od polskiej lekarki trędowatych w Indiach. Trąd to choroba wykluczenia – mówiła dr Helena Pyz. Goszcząc w kierowanym przez nią Ośrodku Jeevodaya przez kilka dni z rzędu na Mszy św. siadałam wśród trędowatych kobiet. Pewnego dnia się spóźniłam. Gdy mnie zobaczyły szybko zrobiły mi miejsce… Poczułam się wówczas częścią tej wspólnoty. Tylko tyle i aż tyle.

Być może zachwyciliśmy się papieskim gestem, czy wręcz uroniliśmy łzę wzruszeni losem Vinicio. Czy to wystarczy? Franciszek przytulił go nie po to, by zrobić z tego spotkania medialny show. Papież nie odwrócił  wzroku, podczas gdy ja sama tak czynię i to w mniej drastycznych sytuacjach.  Kiedy inni ludzie fundowali choremu mężczyźnie izolację, on dał mu odczuć swą miłość i akceptację.

 

Franciszek był spojrzeniem, które przyjmuje, ręką, która podnosi i towarzyszy, czułym objęciem. Rozpoznał w zdeformowanym mężczyźnie twarz cierpiącego Chrystusa. To dobry punkt wyjścia do refleksji i próby znalezienia odpowiedzi na pytanie: dlaczego tak często sama spuszczam wzrok i udaję, że czegoś nie widzę.            

Reklama

Najciekawsze artykuły

co tydzień w Twojej skrzynce mailowej

Raz w tygodniu otrzymasz przegląd najważniejszych artykułów ze Stacji7

PRZECZYTAJ RÓWNIEŻ

PRZECZYTAJ RÓWNIEŻ
Reklama
WIARA I MODLITWA
Wspieraj nas na Patronite