Nasze projekty
SONY DSC

Marek Piekarczyk o roli w Jesus Christ Superstar: „Czy po zagraniu Jezusa można zagrać kogoś lepszego? Przy Nim wszystko wypada blado”

Na początku chciał zagrać Judasza, bo "miał dużo więcej do śpiewania". "Właśnie dlatego rola Jezusa jest taka trudna, bo jest jakby słabiej napisana. Judasz co chwilę Go atakuje, ale ostatecznie przy Jezusie jest postacią nieistotną, bo przy Nim wszystko wypada blado" - mówił Marek Piekarczyk, odtwórca głównej w polskiej adaptacji "Jesus Christ Superstar". Dziś mija 50. rocznica premiery tego musicalu na Brodwayu

Reklama

Rock-opera o ostatnich dniach Jezusa

„Jesus Christ Superstar” Andrew Lloyda Webbera przedstawia ostatni tydzień z życia Jezusa Chrystusa. Wydarzenia ukazane są z perspektywy zarówno Jego zwolenników, jak i przeciwników. Głównymi postaciami są Jezus Chrystus, Judasz Iskariota, Maria Magdalena oraz Poncjusz Piłat.

Musical znany jest z takich przebojów, jak: „I Don’t Know How To Love Him”, „Everything’s Alright”, „Superstar”, „Could We Start Again, Please” czy „Gethsemane”.

Broadwayowska premiera musicalu miała miejsce dokładnie 50 lat temu, 12 październiku w 1971 roku. Okazała się przełomowa dla rozwoju gatunku, wprowadzając nową formę muzyczną – rock-operę.

Reklama
Reklama

„Ta rola odmieniła moje życie. Przy Jezusie wszystko wypada blado”

W 1987 roku musical pojawił się w Polsce. W roli tytułowej wystąpił Marek Piekarczyk, który wcześniej miał okazję obejrzeć nagranie „Jesus Christ Superstar” na jednym ze spotkań w… Dominikańskim Duszpasterstwie „Beczka”.

W wywiadach przyznawał, że na początku chciał zagrać Judasza, bo on „miał dużo więcej do śpiewania”. Właśnie dlatego rola Jezusa jest taka trudna, bo jest jakby słabiej napisana. Judasz co chwilę Go atakuje, ale ostatecznie przy Jezusie jest postacią nieistotną, bo przy Nim wszystko wypada blado – mówił Marek Piekarczyk, wokalista, odtwórca roli Jezusa w rock-operze „Jesus Christ Superstar”.

Jego legendarna kreacja Jezusa w kultowej produkcji tej rock-opery w reżyserii Jerzego Gruzy w Gdyni z 1987 roku przeszła do historii. Przez lata byłem zaszufladkowany jako rockendrolowiec, hippis. Nie ukrywam, że ta rola odmieniła moje życie. Stałem się wtedy spełnionym artystą, gwiazdą. Czy po zagraniu Jezusa można jeszcze zagrać kogoś „lepszego”? − wspominał Piekarczyk.

Reklama
Reklama

„Ta rola niesie za sobą najbardziej ułomnego człowieka”

Ponownie musical ten pojawił się w Polsce przy okazji 1050. rocznicy Chrztu Polski. Również i tym razem w roli głównej wystąpił Piekarczyk.

Mimo różnych pogromów i strasznych sytuacji mentalnych, jakie były w tym kraju; i propagandy, i usuwania czy szydzenia z wiary, to wszystko jednak przetrwało. I ludzie nadal tego potrzebują; świeżego powietrza, ciepła, światła, jakie daje Jezus. Nawet jeśli ktoś nie jest głęboko wierzący czy praktykujący, to jednak Chrystus jest dla niego symbolem czegoś niesamowitego – zwycięstwa, człowieczeństwa i boskości nad śmiercią – mówił wokalista w wywiadzie dla Dziennika.pl.

W jednej z rozmów przyznał, że nie da się „zagrać” Chrystusa. Trzeba się otrzeć o szaleństwo. Oczywiście nie oszaleć, bo to nie na tym polega. Ale jest coś, jest jakaś tajemnica w tej roli, że niesie ona za sobą najbardziej ułomnego człowieka – powiedział Piekarczyk.

Reklama

Kontrowersje i protesty. „Zrobiłem wszystko, by to był prawdziwy Chrystus”

Przed wysatwieniem opery pojawiało się wiele kontrowersji. Wiedział o nich sam Marek Piekarczyk. „Jesus Christ Superstar” napisali baptysta i żyd, którzy robili różne ukryte zabiegi, ale ja je zdemaskowałem i naprostowałem ich słowa bez pytania. Nikt nie jest w stanie zmusić mnie do zrobienia czegoś, czego nie uważam za słuszne. Dlatego zrobiłem wszystko, żeby to był prawdziwy Chrystus – mówił w wywiadzie dla Przewodnika Katolickiego.

Przyznał, że zmienił słowa Jezusa, który w oryginale mówił do Piłata „szukałem prawdy” na „Jam jest Prawdą”. On mówił wprost, jak Franciszek dzisiaj. Papież mówi prostymi słowami, ale jakoś te słowa do nas nie docierają. Mam nadzieję, że nasza rock opera pozwoli przemówić tej prawdzie, że jedynym źródłem jest Chrystus – powiedział Marek Piekarczyk.

„Jezus jest miłością”

Czy po tych doświadczeniach postać Jezusa nie ma już dla niego tajemnic? On cały czas mnie zaskakuje. Kiedy podczas koncertu „Błogosławieni miłosierni” śpiewałem „Getsemani” na krakowskim rynku, na wielkim plakacie obok Jana Pawła II napisano słowa „Nie lękajcie się”. I nagle odkryłem, że te słowa to najmądrzejsza rzecz, jaką można powiedzieć ludziom – powiedział.

Lęk towarzyszy człowiekowi przez całe życie. Jezus, gdy się modlił, poznał to uczucie dotkliwie. Bóg się bał. W Ogrójcu poczuł się zdradzony, opuszczony, osamotniony. To najgorsze, czego może doświadczyć człowiek. Wtedy przekonał się, czym jest prawdziwa samotność. Nauczył się tego od ludzi, bo On jest Miłością i nie mógłby skazywać nas na samotność – dodał.

os, KAI, Dziennik.pl, Przewodnik Katolicki / Stacja7

Reklama

Dołącz do naszych darczyńców. Wesprzyj nas!

Najciekawsze artykuły

co tydzień w Twojej skrzynce mailowej

Raz w tygodniu otrzymasz przegląd najważniejszych artykułów ze Stacji7

PRZECZYTAJ RÓWNIEŻ

PRZECZYTAJ RÓWNIEŻ
Reklama
WIARA I MODLITWA
Wspieraj nas - złóż darowiznę