кредиты онлайн в Казахстане кредит на карту онлайн кредит наличными
MUNDIAL

Brazylia. Ziemia Miłosierdzia

Brazylia została odkryta w 1500 roku i nazwana Ziemią Prawdziwego Krzyża. Dzisiaj jest ziemią, w której symbolu krzyża nie można oficjalnie używać. Ale Brazylijczycy za sprawą polskich księży stają się gorliwymi czcicielami Jezusa Miłosiernego i św. Faustyny

Judyta Syrek
Judyta
Syrek
zobacz artykuly tego autora >

Polub nas na Facebooku!

Brazylia jest krajem o największej liczbie katolików na świecie. Obecnie ponad 120 mln osób zadeklarowało przynależność do Kościoła katolickiego (dla porównania w Polsce jest ok. 32 mln katolików). Ale mimo to w ostatnich latach Brazylia staje się krajem coraz bardziej zsekularyzowanym. Zmiany statystyk następują w tempie przerażającym, bo jeszcze niespełna trzydzieści lat temu katolicy stanowili tu 98 proc. ludności. Obecnie 56 proc. Część osób odchodzących od wyznania katolickiego jako powód podaje związanie się z odłamami kościołów protestanckich, które proponują bardziej nowoczesną, bardziej opartą na emocjach formę nabożeństw.

Za mało księży, za dużo zabobonów

Wiele słyszy się też zarzutów w stosunku do katolickich księży, że są za mało aktywni, że nie wychodzą na obrzeża miast, by ewangelizować, szczególnie tam, gdzie jest największe ubóstwo. Zarzuty te nie są jednak zgodne z rzeczywistością. Liczba kapłanów jest zbyt mała w stosunku do liczby wiernych. Misjonarze docierają do dzielnic, które żyją na skraju ubóstwa, budowane są parafie w fawelach, czyli dzielnicach nędzy. Wykonują tam nie tylko pracę duszpasterską, ale także wychowawczą. Jednakże rąk do pracy wciąż jest za mało. Nieduża jest liczba powołań wśród samych Brazylijczyków. Brakuje miejscowych księży, którzy mogliby wspierać pracę misjonarzy.

Poza problemem małej liczby księży w stosunku do liczby wiernych, od kilku lat narasta także powrót do tak zwanych korzeni pogańskich. Jak opisuje jeden z misjonarzy, wypowiadający się dla radia watykańskiego, ks. Zdzisław Malczewski, chrystusowiec, w 2017 roku tysiące mieszkańców Rio de Janeiro wyszło na plażę, by tam brać udział w zabobonnych rytuałach “gwarantujących” bogactwo i szczęście. I nie jest to traktowane jako zabawa, ale Brazylijczycy bardzo rygorystycznie wypełniają wszystkie pogańskie czynności.

O niebezpieczeństwach w brazylijskim Kościele mówi też kard. Odilo Scherer – arcybiskup Sao Paulo, który w jednym z artykułów wypomina miejscowym katolikom, że żyją tak, jakby przyjęty chrzest nic nie zmienił w ich życiu. W Brazylii wielu jest takich, którzy praktykują religię w formie zewnętrznej, ale – jak pisze kard. Scherer – “ich życie, postępowanie nie mają żadnego związku z Chrystusem i Jego Ewangelią”.

Światło Bożego Miłosierdzia

W natłoku tych problemów i spadającej liczby katolików w Brazylii, konsekwentnie od lat 80-tych XX wieku polscy księża pallotyni promują kult Miłosierdzia Bożego. Zaczynali od budowy kościoła parafialnego pod wezwaniem Miłosierdzia Bożego w Rio de Janeiro. Kierował tym ks. Tadeusz Korbecki, który do Brazylii przybył w 1973 roku. Na fundamencie parafialnego kościoła stworzył sanktuarium. Jego zasługi są ogromne. Angażował się nie tylko jako opiekun duchowy tego miejsca, ale po modlitwie szedł na budowę i razem z miejscowymi wykonywał pracę fizyczną. Zorganizował również Święto Bożego Miłosierdzia na miejscowym stadionie.

Kult Jezusa Miłosiernego promują także polscy księża marianie, którzy w 2002 roku wybudowali pierwsze sanktuarium Miłosierdzia Bożego w Brazylii, w Kurytybie.

Akcenty polskie są mocno obecne w Brazylii od stuleci. Polscy księża pracują najczęściej wśród tych najbiedniejszych. Prowadzą chóry, grupy katechetyczne, szkoły, ale przede wszystkim próbują  porwać brazylijskie serca modlitwą. Być może Iskra Miłosierdzia, którą tam zanieśli, rozpali prawdziwą wiarę i odnowi chrześcijaństwo w tej części Ameryki łacińskiej.

Judyta Syrek

Judyta Syrek

Manager ds PR i z-ca redaktora naczelnego portalu. Autorka popularnych książek takich jak: „Kobieta, boska tajemnica”, „Sekrety mnichów” (wyróżniona nagrodą Fenix w 2007 r.), „Uwierzcie w koniec świata”, czy „Nie bój się żyć”. Współprowadzi program w TVP1 z o. Leonem Knabitem OSB "Sekrety mnichów. Ojca Leona przepis na udane życie".

Zobacz inne artykuły tego autora >
Judyta Syrek
Judyta
Syrek
zobacz artykuly tego autora >

Urugwaj. Obsesyjna miłość do piłki

Z dowolnego punktu na niewielkiej mapie Urugwaju trudno nie zauważyć któregoś z tysięcy boisk. Dzięki korzystnemu klimatowi, tamtejsze dzieci w czasie zimy nie robią sobie przerwy w wyjściach na lokalnego “orlika”

Jacek Liberacki
Jacek
Liberacki
zobacz artykuly tego autora >

Polub nas na Facebooku!

Urugwaj ma najniższą populację wśród wszystkich drużyn pozostałych w grze, wynoszącą nieco ponad 3 miliony mieszkańców. To prawie dwa razy mniej niż samo tylko województwo mazowieckie. Tak jak w większości państw latynoamerykańskich, dobre wyniki w piłce nożnej biorą się z obsesyjnej wręcz miłości do tego sportu. Z dowolnego punktu na niewielkiej mapie Urugwaju trudno nie zauważyć któregoś z tysięcy boisk. Dzięki korzystnemu klimatowi, tamtejsze dzieci w czasie zimy nie robią sobie przerwy w wyjściach na lokalnego “orlika”. Stąd też, mimo tak niewielkiego potencjału demograficznego wyników Urugwaju na tegorocznym mundialu nie można postrzegać jako jednorazowy, zaskakujący wyskok.

 

Futbolowa potęga

U zarania futbolowych dziejów to Urusi byli potęgą, wygrali 2 z pierwszych czterech mundiali i to tylko dlatego, że 80 lat temu podróż z Ameryki Południowej nie trwała kilka godzin jak dziś. Rozgrywane na Starym Lądzie mistrzostwa z 1934 i 1938 były po prostu zbyt dużym wyzwaniem logistycznym, wobec czego urugwajska reprezentacja po prostu na mundial nie przyjechała. Potem nastały długie lata posuchy, pozbawione większych sukcesów. Urugwaj w ciągu siedemdziesięciu lat wygrał tylko parę razy Copa America, odpowiednik naszych mistrzostw Europy w Ameryce Południowej. To oczywiście trofeum mniej prestiżowe, bo jest tam ledwie 12 krajów i wszystkie od razu kwalifikują się do mistrzostw.

 

Tabarez od 12 lat szlifuje 4-4-2

Na arenie światowej największym osiągnięciem był półfinał mistrzostw świata w 1970 roku. Ciężko jednak porównywać te sporadyczne wzloty z wyczynami z pierwszej połowy XX wieku. By przywrócić reprezentacji dawną świetność, w 2006 roku zatrudniony został trener Oscar Tabarez, który w ciągu 12 lat pracy skrupulatnie pracował na przydomek El Maestro. Tabarez zaczął reformę od podstaw, poczynając od wszystkich szczebli młodzieżowych reprezentacji. Do dziś pracują one tak, by zawodnicy byli dostosowani od początku do jednego i wciąż udoskalanego stylu gry dorosłej drużyny. Czas leci, wszystkie inne reprezentacje już kilkukrotnie zmieniały formację, wystawiały trzech, czterech, pięciu obrońców, a Tabarez od 12 lat szlifuje 4-4-2 z dwoma klasycznymi napastnikami. Rzadko decydował się na eksperymenty, jak były już selekcjoner Nawałka, który po eliminacjach zaczął testować formację z trójką obrońców, co zakończyło się tylko mętlikiem w głowie piłkarzy. Reforma Tabareza po paru latach w końcu zaczęła przynosić pozytywne skutki.

Na mundialu w RPA 2010 Urusi otarli się o finał, rok później wygrali Copa America. Pierwszy skład właściwie od lat pozostaje ten sam, tak jak nie zmieniają się dwie największe gwiazdy. Mimo że największym atutem Urugwaju jest stalowa obrona, której trzonem są grający wspólnie również w Atletico Madryt Jose Gimenez i Diego Godin, to uwaga całego świata i tak skupia się na dwóch strzelbach w ataku. “El Pistolero” Suarez i “El Matador” Cavani. To na nich opierają się wszystkie ofensywne poczynania Urugwaju. Urodzili się w odstępie ledwie kilkunastu dni w tej samej, niewielkiej miejscowości Salto. Nie poznali się w dzieciństwie, ale pewnie niejednokrotnie minęli się na ulicach 130-tysięcznego miasteczka. Pierwszy raz spotkali się 11 lat temu na zgrupowaniu kadry u-20, bardzo możliwe że już wtedy zauważył ich Tabarez. Od dekady obaj są reprezentantami kraju, po odejściu Diego Forlana to Cavani został partnerem Suareza w ataku. Minęło parę lat, a Salto mogło szczycić się tym, że na boiskach tego miasta w piłkę nauczyli się grać dwaj snajperzy ze światowego top 5. Na mundialu w Rosji z 7 strzelonych przez Urugwaj goli aż 5 to łup dwóch łowców z ataku, po jednym dołożyli stoper Jose Gimenez i Rosjanin Denis Czeryszew (gol samobójczy). Bramki Cavaniego z Portugalią dały awans do ćwierćfinału, bramki Suareza dały Urusom pierwsze miejsce w grupie. Rasowi napastnicy prawie zawsze są gwarantem kilku goli na wielkich turniejach. Za przykład mogą posłużyć Urugwajczycy, Cristiano Ronaldo, Harry Kane czy Lukaku. Wyjątkiem potwierdzającym tę regułę od 6 lat jest Robert Lewandowski.

To, co w drużynie Urugwaju w tym roku zaskakuje to postawa młodych zawodników, wchodzących dopiero do kadry. Odkryciami mundialu już obwoływani są 21-letni Rodrigo Bentancur z Juventusu i rok starszy Lucas Torreira, na dniach nowy zawodnik Arsenalu. Torreirze udało się przykryć czapką Cristiano Ronaldo w ⅛ finału i można go uznać za architekta tego zwycięstwa, oczywiście wspólnie z Edinsonem Cavanim. Pozytywnym zaskoczeniem jest postawa Diego Laxalta, któremu w ciągu turnieju udało się wywalczyć miejsce w pierwszej jedenastce, co u konserwatywnego Tabareza nie jest łatwym zadaniem. Ćwierćfinał z Francją zapowiada się na hit tej fazy turnieju, bo ciężko wskazać lepszą drużynę od tych dwóch na mundialu. Z nazwaniem tego meczu przedwczesnym finałem wypada jeszcze poczekać, ale zwycięzca tej rywalizacji będzie głównym faworytem do zostania nowym mistrzem świata. Urugwaj ma wiele argumentów, by tą rywalizację wygrać. Trudno wskazać kiepski punkt tej drużyny, u Francuzów wyczyny kolegów z ataku pudrują nieco katastrofalną grę w obronie. Bardzo możliwe, że Suarezowi w uderzeniu na ten słaby punkt nie pomoże Cavani. W meczu z Portugalią “El Matador” doznał groźnego urazu łydki i prawdopodobnie najbliższe spotkanie obejrzy z perspektywy trybun.

Ewentualne zwycięstwo Urugwaju będzie potwierdzeniem dwóch starych jak świat piłkarskich truizmów: turnieje wygrywa się obroną, bo defensywa Tabareza jest w Rosji najlepsza, została pokonana w Rosji tylko raz przez Pepe, a także do zwycięstwa potrzebna jest zgrana drużyna, nie indywidualiści. Jeśli Urugwaj bez Cavaniego pokona nafaszerowaną gwiazdami Francję, to ostatecznie potwierdzi się opinia, że w Rosji nie ma lepszej reprezentacji.

Jacek Liberacki

Jacek Liberacki

Zobacz inne artykuły tego autora >
Jacek Liberacki
Jacek
Liberacki
zobacz artykuly tego autora >