video-jav.net

Miłosierdzie z życia wzięte. Nagich przyodziać

Wejdź z butami w życie bezdomnego

Polub nas na Facebooku!

Nikogo potrzebującego nie odsyłamy bez pomocy – mówi p. Alicja Szuba, koordynator projektów Fundacji Kapucyńskiej. Fundacja działa od 5 lat i opiekuje się na co dzień kilkudziesięcioma bezdomnymi. Poza grupą podopiecznych na Miodowej pojawia się ponad setka osób.

 

Podopieczni Fundacji korzystają nie tylko z pomocy materialnej. Często organizowane są dla nich warsztaty czy wspólne wyjścia na mecz. Te spotkania są nie tylko szansą na chwilowy odpoczynek od ulicy, ale przede wszystkim dają im poczucie wspólnoty.

 

Niedawno do Fundacji przyszedł bezdomny człowiek w samych skarpetkach. Na zewnątrz był solidny mróz. Nic szczególnego nie robimy – mówi p. Alicja. – Jeśli ktoś przychodzi bez kurtki, szukamy mu kurtki, jeśli potrzebuje butów, organizujemy mu buty. Jest to możliwe głównie dzięki pomocy dobrych ludzi.

 

Obecnie Fundacja prowadzi zbiórkę męskich butów w rozmiarze 39-47. Buty można przynosić na furtę Klasztoru Braci Mniejszych Kapucynów przy ul. Kapucyńskiej 4 w Warszawie codziennie w godz: 7.30-17.20 i 18.30-21.00. Zbiórka potrwa od 20 stycznia do 29 lutego. Do włączenia się w akcję Fundacja zachęca hasłem „W ich życie możesz wchodzić z butami…”.

 

skalski“Mam odwagę mówić o cudzie”.

Historia lekarza, który o swoich pacjentów walczy do końca

O Adasiu, „cudownie ocalonym dziecku z Polski” pisały media na całym świecie – od Florydy po Singapur. Lekarz, który pomógł Panu Bogu przywrócić chłopca do życia, od wielu lat walczy o każdego młodego pacjenta. W duecie z Panem Bogiem uratował już niejedno dziecięce serce.

 

Prof. Janusz Skalski jest wybitnym kardiochirurgiem i człowiekiem głębokiej wiary. Stawia dobro pacjenta ponad swoje. W 2007 roku oddał własną krew noworodkowi, którego następnie operował przez kilka godzin. Jako pierwszy na świecie przeprowadził zabieg wszczepienia zastawki płucnej serca 5-letniej dziewczynce. Sam doznał zawału w trakcie walki o życie pacjenta. Jego życiorys to ważna lekcja dla każdego z nas – zawsze trzeba walczyć…

 

Miłosierdzie z życia wzięte. Głodnych nakarmić

Kiedy przychodzi listopad, na ulice Łodzi wieczorami wyjeżdża autobus – zwykły miejski, żółto-czerwony. Ale to nie jest autobus, na który czekają osoby zapracowane, spieszące się do domu, do rodzin. Takich kierowca nie zabiera. To autobus, z którego wolontariusze wydają ciepłe posiłki, przede wszystkim dla bezdomnych, ale nie tylko.

Polub nas na Facebooku!

Bo byłem głodny , a daliście Mi jeść
Mt 25,35

Kurs zaczyna się wieczorem ok. 21. i trwa do późnych godzin nocnych. – Podjeżdżamy na przystanek i wydajemy ciepłe posiłki, koce, lekarstwa – mówi jeden z wolontariuszy. Ale to nie koniec misji. W ekipie autobusowej są streetworkerzy, czyli ludzie, którzy przeglądają różne miejsca na dworcach, zrujnowane kamienice i szukają, tych, którzy nie mają siły przyjść, albo się wstydzą.

 

Kim są na co dzień pomagający? Część to pracownicy schroniska dla bezdomnych im. św. Alberta, są także wśród nich pracownicy tzw. MOPSU, Straży Miejskiej, ale i sami bezdomni. – To jest bezpośredni kontakt „swój ze swoim” – mówi jeden z bezdomnych wolontariuszy. My się znamy z ulicy, podwórka. Z tą różnicą, że dzieli nas stół. Bo każdy posiłek, na każdym przystanku, jest wydawany przy stole. Żeby było godnie. Spokojnie.

 

Kim są potrzebujący? Przychodzą nie tylko osoby bez dachu nad głową. – Opiekuję się przez cały dzień chorą matką – zwierza się jeden z potrzebujących. Mam mieszkanie, mam kuchnię, ale nie mam możliwości, żeby cokolwiek przygotować dla siebie.  Tutaj dostaję ciepłą zupę. I to często jedyny mój posiłek. Choroba matki zabiera mu cały wolny czas, w którym mógłby zadbać o siebie.

 

Na ciepłą zupę przychodzą również młodzi ludzie. Jest ich bardzo wielu, szczególnie kobiety.

 

Człowiek wobec człowieka. – Nie ma odczucia, że są lepsi i gorsi – zaznacza jeden z wolontariuszy. Cel jest oczywisty: Głodnych nakarmić. Autobus codziennie rozdaje około 300 porcji zupy.