Miłosierdzie z życia wzięte. [9] Nagich przyodziać

Wejdź z butami w życie bezdomnego.

Polub nas na Facebooku!

Miłosierdzie z życia wzięte. [9] Nagich przyodziać
Wejdź z butami w życie bezdomnego.

Nikogo potrzebującego nie odsyłamy bez pomocy – mówi p. Alicja Szuba, koordynator projektów Fundacji Kapucyńskiej. Fundacja działa od 5 lat i opiekuje się na co dzień kilkudziesięcioma bezdomnymi. Poza grupą podopiecznych na Miodowej pojawia się ponad setka osób.

Podopieczni Fundacji korzystają nie tylko z pomocy materialnej. Często organizowane są dla nich warsztaty czy wspólne wyjścia na mecz. Te spotkania są nie tylko szansą na chwilowy odpoczynek od ulicy, ale przede wszystkim dają im poczucie wspólnoty.

Niedawno do Fundacji przyszedł bezdomny człowiek w samych skarpetkach. Na zewnątrz był solidny mróz. Nic szczególnego nie robimy – mówi p. Alicja. – Jeśli ktoś przychodzi bez kurtki, szukamy mu kurtki, jeśli potrzebuje butów, organizujemy mu buty. Jest to możliwe głównie dzięki pomocy dobrych ludzi.

 

Szukasz wartościowych treści?

Zapisz się na cotygodniowy newsletter Stacji7


 

 



Miłosierdzie z życia wzięte. [8] Głodnych nakarmić

Kiedy przychodzi listopad, na ulice Łodzi wieczorami wyjeżdża autobus – zwykły miejski, żółto-czerwony. Ale to nie jest autobus, na który czekają osoby zapracowane, spieszące się do domu, do rodzin. Takich kierowca nie zabiera. To autobus, z którego wolontariusze wydają ciepłe posiłki, przede wszystkim dla bezdomnych, ale nie tylko.

Polub nas na Facebooku!

Miłosierdzie z życia wzięte. [8] Głodnych nakarmić
Kiedy przychodzi listopad, na ulice Łodzi wieczorami wyjeżdża autobus – zwykły miejski, żółto-czerwony. Ale to nie jest autobus, na który czekają osoby zapracowane, spieszące się do domu, do rodzin. Takich kierowca nie zabiera. To autobus, z którego wolontariusze wydają ciepłe posiłki, przede wszystkim dla bezdomnych, ale nie tylko.

Bo byłem głodny , a daliście Mi jeść – Mt 25,35

Kurs zaczyna się wieczorem ok. 21. i trwa do późnych godzin nocnych. – Podjeżdżamy na przystanek i wydajemy ciepłe posiłki, koce, lekarstwa – mówi jeden z wolontariuszy. Ale to nie koniec misji. W ekipie autobusowej są streetworkerzy, czyli ludzie, którzy przeglądają różne miejsca na dworcach, zrujnowane kamienice i szukają, tych, którzy nie mają siły przyjść, albo się wstydzą.

Kim są na co dzień pomagający? Część to pracownicy schroniska dla bezdomnych im. św. Alberta, są także wśród nich pracownicy tzw. MOPSU, Straży Miejskiej, ale i sami bezdomni. – To jest bezpośredni kontakt „swój ze swoim” – mówi jeden z bezdomnych wolontariuszy. My się znamy z ulicy, podwórka. Z tą różnicą, że dzieli nas stół. Bo każdy posiłek, na każdym przystanku, jest wydawany przy stole. Żeby było godnie. Spokojnie.

Kim są potrzebujący? Przychodzą nie tylko osoby bez dachu nad głową. – Opiekuję się przez cały dzień chorą matką – zwierza się jeden z potrzebujących. Mam mieszkanie, mam kuchnię, ale nie mam możliwości, żeby cokolwiek przygotować dla siebie.  Tutaj dostaję ciepłą zupę. I to często jedyny mój posiłek. Choroba matki zabiera mu cały wolny czas, w którym mógłby zadbać o siebie.

Na ciepłą zupę przychodzą również młodzi ludzie. Jest ich bardzo wielu, szczególnie kobiety.

 

Człowiek wobec człowieka. – Nie ma odczucia, że są lepsi i gorsi – zaznacza jeden z wolontariuszy. Cel jest oczywisty: Głodnych nakarmić. Autobus codziennie rozdaje około 300 porcji zupy.

 

Szukasz wartościowych treści?

Zapisz się na cotygodniowy newsletter Stacji7


 

 



Copy link
Powered by Social Snap