Nasze projekty

Dobrze, że jestem ojcem

To miał być przemyślany, zaplanowany tekst. Zanim znalazłem kwadrans, żeby się nad nim zastanowić okazało się, że Julcia ma 37,9, a Staś 38,4. Po kilkudziesięciu minutach było 38,4 i 38,9. I wszystkie plany zostały zmienione. Nie musieliśmy już decydować co wybierzemy dzisiaj: plaża w Orłowie, czy jezioro na Kaszubach.

Reklama

O wszystkim decydował wyświetlacz  termometru i powiązana z nim skuteczność leku na zbicie gorączki. Najważniejszą osobą w naszej Rodzinie stała się natychmiast pani Brygida – nasza lekarka. Wyrok zapadł po krótkiej rozmowie i spojrzeniu w gardła. Antybiotyk razy dwa.

 

W międzyczasie ignorowaliśmy już SMSy z zaproszeniami na grille, propozycje wyjazdu pod Kościerzynę, albo zaproszenia na mecze (te ostatnie oczywiście tylko dla taty). Zostaliśmy zwolnieni z obowiązku selekcji zaproszeń i dokonywania wyboru z kim spotkamy się w najbliższych dniach. Już w pierwszy dzień choroby, wieczorem, wiedzieliśmy, że ten czas będzie zarezerwowany tylko dla dzieci. Środek upalnego czerwca nad morzem… Fatalnie? Słabo? Pechowo? Kiedy w końcu Żebrowski zacznie pisać coś optymistycznego?

Reklama
Reklama

 

Bardziej optymistycznie się nie da. Bo niezależnie jak długo to potrwa, w końcu każdy Ojciec uświadomi sobie, że tylko Dzieci są w stanie sprawić, że świat przestaje istnieć, jego problemy są nieważne, a wszystkie decyzje mają tylko jeden, niezależnie jak bardzo ukryty, cel.

 

Reklama
Reklama

Taki punkt odniesienia, który w cudowny, ale i niezwykle pragmatyczny sposób porządkuje życie, jest praktycznie czymś nieosiągalnym. Chyba, że jest się Ojcem.

To dobrze, że jestem Ojcem.

Dobrze, że jestem ojcem

Reklama
 

 

Reklama

Dołącz do naszych darczyńców. Wesprzyj nas!

Najciekawsze artykuły

co tydzień w Twojej skrzynce mailowej

Raz w tygodniu otrzymasz przegląd najważniejszych artykułów ze Stacji7

PRZECZYTAJ RÓWNIEŻ

PRZECZYTAJ RÓWNIEŻ
Reklama
WIARA I MODLITWA
Wspieraj nas - złóż darowiznę