Człowiek wsparcia – ojciec

Każdy człowiek ma te same potrzeby i każdy ma własne sposoby na ich realizowanie. Jest jednak duża grupa ludzi (dzieci, staruszkowie, niepełnosprawni, chorzy, ofiary przemocy), którzy w sposób trwały lub przejściowo nie mogą swych potrzeb zrealizować. W społeczeństwie „tradycyjnym” z pomocą przychodzi rodzina, w „nowoczesnym” – wyspecjalizowane instytucje społeczne.

ks. Krzysztof Wieczorek
ks. Krzysztof
Wieczorek
zobacz artykuly tego autora >

Myśląc o pomocy, bardzo często mylimy dwa pojęcia: pomaganie (czyli wsparcie) i opiekę. Tym, co je łączy, jest konkretna potrzeba konkretnego człowieka. Ale różnica jest zasadnicza. I tak: przez opiekę rozumiemy wyręczenie osoby potrzebującej w zaspokojeniu jej potrzeby. Natomiast wsparciem będzie pomoc w stworzeniu warunków wystarczających do tego, by osoba potrzebująca sama o siebie mogła zadbać. Niekiedy więc pomoc może wiązać się z opieką, ale najczęściej jest jej wręcz przeciwstawna.

Spoglądając na rodzinę (po prostu: rodzinę – ewentualnie, jeśli już ktoś bardzo pragnie przymiotników – „rodzinę naturalną, tradycyjną, pierwotną”) możemy spróbować przez analogię zbudować model w kontekście pomagania. Łatwo zauważamy, iż zasadniczo funkcje opiekuńcze są w niej wykonywane przez matkę, ojcu natomiast przypada rola wspierającego innych członków rodziny w rozmaitych trudnych sytuacjach. Tak więc rodzice są tymi, którzy pomagają dziecku, ale każde z nich czyni to w inny, często przeciwstawny, sposób. Matka się opiekuje, ojciec wspiera.

Jeszcze jedno warto tu podkreślić: o ile opieka jest wręcz namacalna (niekiedy dosłownie wiąże się z koniecznością fizycznego kontaktu), o tyle wsparcie zwykle realizuje się na dystans, jest bardziej dyskretne.

1. Zapewnienie bytu materialnego

W tradycyjnej rodzinie to zasadniczo ojciec odpowiedzialny jest za zapewnienie bytu materialnego rodzinie. Na pierwszy rzut oka funkcja wspierającego nie jest oczywista. Gdy jednak głębiej się zastanowimy, bez trudu dostrzeżemy, że bezpieczeństwo bytowe jest koniecznym warunkiem dla możliwości realizowania potrzeb wyższych. I w ten sposób wyznaczyliśmy pierwszy obszar wspierania, przypisywany mężczyźnie w rodzinie.

Człowiek wsparcia – ojciec

Ale jest obszar drugi, o wiele ważniejszy, a przecież dużo mocniej zaniedbywany. Choć wychowanie dzieci jest takim samym obowiązkiem ojca, jak i matki, to nawet w bardzo tradycyjnych rodzinach często można zaobserwować postawę cedowania tego prawa i obowiązku na rzecz samej matki. Podejrzewam, iż jest to nieświadoma konsekwencja faktu nieustannej nieobecności ojca w polskich rodzinach przez ostatnie 200 lat (powstania, Syberia, więzienia, wojny, emigracja zarobkowa, internowanie, praca po 16 godzin). „Matka Polka” jest jakby matką i ojcem w jednej osobie.

2. Wzór

Tymczasem mały chłopiec potrzebuje ojca, który pokaże mu, co to znaczy być mężczyzną, który wprowadzi go w nieznany matce świat twardej męskiej przyjaźni, ciężkiej wspólnej pracy, honoru, odpowiedzialności za dane słowo i za powierzonych sobie ludzi. Matka to wszystko zna, ale rozumie inaczej, po kobiecemu (i dobrze, że tak jest). Chłopak uczy się szacunku dla tego, co tworzy, i dla siebie, jako twórcy. Uczy się tego przyglądając się tworzącemu ojcu.

Mała dziewczynka zaś potrzebuje ojca, który się nią zachwyci – tak po prostu, nie oczekując od niej niczego w zamian. Jest to konieczne, by nauczyć się szacunku do samej siebie. Jeśli ma kogoś, kto szanuje ją za to, że jest, i taką, jaka jest, nie będzie musiała za wszelką cenę szukać taniej aprobaty.

Człowiek wsparcia – ojciec

3. Modlitwa i wsparcie

Jest jeszcze trzeci wymiar wspierania. Gdy człowiekowi jest ciężko, przychodzi do matki. Matka, udzieliwszy pocieszenia, sama odczuwa potrzebę otrzymania wsparcia (bo pocieszanie innych wiele kosztuje). Może pójść do swojej matki (jeśli ją ma), albo do swego męża. I on powinien udzielić jej pociechy. A gdy sam w jakiś sposób poczuje potrzebę bycia pocieszonym, może zachować się na kilka sposobów:

Po pierwsze, może się cofnąć do poziomu chłopca i jako dziecko szukać pociechy u swojej mamy (lub taty).

Po drugie, może jak mały chłopiec uciec – w pracę, alkohol, narkotyki, pornografię, sport, działalność społeczną – cokolwiek, co w odpowiednio dużej dawce pozwoli zapomnieć o codziennych problemach (a w konsekwencji uzależni).

Człowiek wsparcia – ojciec

Jest wyjście trzecie. Można spotkać się ze swoimi trudnymi emocjami, jakie wzbudza wysłuchiwanie o problemach innych. Dokonuje się to w „rozmowie wewnętrznej” albo (lepiej) na modlitwie. Jeśli wytrzymam, udźwignę, to zachowam się jak prawdziwy mężczyzna.

Nie jest to łatwe – bo wieloletnia nieobecność ojców spustoszyła relacje między ojcami i synami. W konsekwencji niewielu z nas otrzymało wzorzec, jak być wsparciem dla innych. Dlatego tak wielu wokół nas uzależnionych („chłopców”, „facetów”), a tak niewielu honorowych mężczyzn.

Wesprzyj nas
ks. Krzysztof Wieczorek

ks. Krzysztof Wieczorek

Zobacz inne artykuły tego autora >
ks. Krzysztof Wieczorek
ks. Krzysztof
Wieczorek
zobacz artykuly tego autora >

Rozmowy na poziomie

Rozmowy bez przekleństwa? Możliwe, ale coraz rzadsze. Po raz pierwszy od 14 lat odnotowano tak wysoki odsetek posługujących się wulgaryzmami.

Alicja Samolewicz - Jeglicka
Alicja
Samolewicz - Jeglicka
zobacz artykuly tego autora >

Przekleństwa wdarły się w przestrzeń publiczną. Obecne są na ulicy, w pracy i w domu… Według najnowszego sondażu Centrum Badań Opinii Społecznej („Aktualne problemy i wydarzenia” przeprowadzonego w sierpniu br. na liczącej 904 osoby reprezentatywnej próbie losowej dorosłych mieszkańców Polski) w ostatnich latach nasiliło się używanie przez Polaków wulgaryzmów. Zwiększył się również poziom akceptacji wulgarnego słownictwa.

Rozmowy na poziomie

Klniemy w różnych sytuacjach – gdy dajemy upust złości, bólowi czy chociażby frustracji. Tak zwane brzydkie słowa wypowiadane w afekcie mają duży ładunek emocjonalny i często rozładowują napięcie. Przeklinać zdarza się niemal ośmiu na dziesięciu dorosłym. I jak wynika z badań – większość z nich robi to wyłącznie pod wpływem emocji. 14 procent włącza je do swoich wypowiedzi również po to, by coś mocniej i dosadniej wyrazić. Co piąty badany w ogóle nie przeklina.

Kiedy i gdzie przeklinamy?

Według badań CBOSu najczęściej wulgaryzmów używa się w rozmowach ze znajomymi, rodziną, a także współpracownikami. Spotykamy się z nimi w przestrzeni publicznej – na ulicy, w środkach komunikacji, a także w miejscach do spędzania wolnego czasu. Przekleństwa dość często pojawiają się również w miejscu pracy i nauki.

Wulgarnym językiem przeniknięty w znacznym stopniu jest również Internet.

53 procent użytkowników natrafia tam na wulgaryzmy przynajmniej czasami, w tym niemal jedna trzecia – często. Badani, którzy zadeklarowali, że używają wulgaryzmów, twierdzą, że najczęściej robią to w trakcie spotkań towarzyskich (25 proc.), w rozmowach w domu (23 proc.) i w pracy (23 proc.).

55 procent zatrudnionych przynajmniej od czasu do czasu słyszy przekleństwa w miejscu pracy, a wśród nich jedna trzecia (33 proc.) mówi o ich częstym występowaniu. Połowa respondentów mających kontakt ze szkołą lub wyższą uczelnią (50 proc.) deklaruje obecność wulgaryzmów w miejscu edukacji, w tym trzech na dziesięciu (30 proc.) wskazuje, że używa się tam ich często.

Rozmowy na poziomie

Mniej przeklinamy w domu i bliskim towarzystwie. 35 proc. z wulgaryzmami styka się na spotkaniach towarzyskich. Jednak większość z tej grupy (26 procent) tylko od czasu do czasu. Jeszcze rzadziej przekleństwa pojawiają się w relacjach z najbliższymi osobami, w domu. Przynajmniej czasami słyszy je tam 24 procent ankietowanych, tylko 7 procent – często.

Kto przeklina?

Częściej przeklinają mężczyźni niż kobiety. Częściej także młodsi niż starsi respondenci. Osoby do 34 roku życia wyróżniają się także używaniem wulgaryzmów w innych sytuacjach niż w afekcie, np. gdy chcą coś lepiej wyrazić. Łatwiej usłyszeć niecenzuralną wypowiedź z ust osoby o poglądach prawicowych niż lewicowych czy centrowych. Wulgaryzmów rzadziej używają osoby z podstawowym wykształceniem i osoby religijne.

Przekleństwa nas rażą

Według CBOS Polacy niemal powszechnie mają poczucie, że używanie wulgaryzmów jest wbrew obowiązującym normom. 91 procent badanych deklaruje, że razi ich, gdy inni używają słów niecenzuralnych. Z czego 46 procent razi to zawsze, a 45 procent w zależności od sytuacji, w której te słowa padają. A co 11 respondent twierdzi, że jest przyzwyczajony do przekleństw i nie rażą go one.

Rozmowy na poziomie

CBOS zauważa, że obecny odsetek przeklinających jest najwyższy z dotychczas odnotowywanych (w ciągu ostatnich czternastu lat).

Natomiast grupa osób nieużywających wcale przekleństw zmniejszyła się od pomiaru w 2007 roku o 6 punktów procentowych.

Wesprzyj nas
Alicja Samolewicz - Jeglicka

Alicja Samolewicz - Jeglicka

Dziennikarz ZWWZ - z Zawodu, Wyboru, Wykształcenia i Zamiłowania. Udowadnia, że jest możliwe wstawać o świcie z uśmiechem co dnia i łączyć pracę z pasją. Reporter, z-ca szefa informacji Radia Plus w Gdańsku. Wieloletni korespondent Katolickiej Agencji Informacyjnej. Prowadzi warsztaty dla młodzieży i studentów z zakresu dziennikarstwa radiowego. Publikuje w prasie i internecie.

Zobacz inne artykuły tego autora >
Alicja Samolewicz - Jeglicka
Alicja
Samolewicz - Jeglicka
zobacz artykuly tego autora >