103 lata temu w Fatimie ukazała się Matka Boża

13 maja 1917 roku - gdy toczyła się pierwsza wojna światowa, rządy w Portugalii sprawował antykościelny reżim, a w Rosji zaczynała szaleć rewolucja - na obrzeżach miasteczka Fatima, Matka Boża zaczęła się ukazywać trojgu wiejskim dzieciom nie umiejącym jeszcze czytać. Przekazała im też orędzie dotyczące całego świata

Polub nas na Facebooku!

Byli to Łucja dos Santos (10 lat), Hiacynta Marto (7 lat) i Franciszek Marto (9 lat). Łucja była cioteczną siostrą rodzeństwa Marto. Pochodzili z podfatimskiej wioski Aljustrel, której mieszkańcy trudnili się hodowlą owiec i uprawą winorośli.

 

Łucja Santos, Hiacynta i Franciszek Marto w 1917 roku

Wcześniej, zanim pastuszkom objawi się Matka Boża, przez ponad rok, od marca 1916 roku, przygotowuje ich na to Anioł. Na wzgórzu Loca do Cabeco dzieci odmawiają różaniec i zaczynają zabawę. Raptem, gdy słyszą silny podmuch wiatru widzą przed sobą młodzieńca. Przybysz mówi: Nie bójcie się, jestem Aniołem Pokoju, módlcie się razem ze mną”. Następnie uczy ich jak mają się modlić, słowami: “O mój Boże, wierzę w Ciebie, uwielbiam Cię, ufam Tobie i kocham Cię. Proszę, byś przebaczył tym, którzy nie wierzą, Ciebie nie uwielbiają, nie ufają Tobie i nie kochają Ciebie”. Nakazuje im modlić się w ten sposób, zapewniając, że serca Jezusa i Maryi słuchają uważnie ich słów i próśb.

 

Anioł w kolejnych miesiącach objawiał się im kilkakrotnie, zachęcając także do umartwień, które byłyby zadośćuczynieniem za grzechy ludzi. Wyjaśnia, że “w ten sposób ściągniecie pokój na waszą ojczyznę”. Wyjaśnia, że jest on Aniołem Stróżem Portugalii. Pewnego dnia udziela im Eucharystii, a dzieci, podczas ekstazy eucharystycznej – jak później wspomina s. Łucja – doświadczają realnej obecności Chrystusa pod postaciami chleba i wina.

 

Wreszcie, nadchodzi 13 maja 1917 r. dzień, który otwiera sześć spotkań dzieci z Maryją, zakończonych “cudem słońca” w dniu 13 października. Troje dzieci wypasając owce w Cova da Iria spotykają „Jasną Panią”. Otrzymują od Niej orędzie, którego w wielu fragmentach nie rozumieją, zachowując dla siebie. Siostra Łucja będzie je ujawniać stopniowo po latach, a o upublicznieniu najbardziej strzeżonej “Trzeciej tajemnicy fatimskiej” zadecyduje Jan Paweł II dopiero w 2000 roku.

 

“Jasna Pani”, gdyż dopiero na koniec objawień wyjawia swe imię (jestem Matką Bożą Różańcową), przekazuje pastuszkom niezwykle bogate w treści przesłanie i liczne polecenia. Poczynając od 13 maja w kolejnych miesiącach prosi je, aby codziennie odmawiały różaniec w intencji pokoju, aby przyjmowały cierpienia jako zadośćuczynienie za grzechy i nawrócenie grzeszników, ukazuje im swoje Niepokalane Serce, mówi, że Pan Jezus pragnie, by kult Jej Serca się szerzył, zapowiada wielki cud na zakończenie objawień.

 

Maryja przepowiada dzieciom, że będą musiały wiele wycierpieć lecz łaska Boża ich nie opuści. Z Matką Bożą rozmawia tylko najstarsza Łucja. Ona jedyna z trojga pastuszków widzi, słyszy i może mówić do Maryi. Hiacynta tylko widzi i słyszy, Franciszek zaś jedynie widzi. Podczas pierwszego z objawień 13 maja dzieci są same, w czerwcu towarzyszy im ok. 50 zaciekawionych wieśniaków, ich liczba stopniowo wrasta by w październiku osiągnąć nawet ok. 70 tys. przybyszów z całej Portugalii.

 

Tłumy w Fatimie obserwujące cud słońca na zakończenie objawień 13 października 1917 roku

 

Pierwsza tajemnica

Objawiając się w lipcu Matka Boża zleciła dzieciom przekazanie ludzkości swego głębokiego zatroskania spowodowanego bezbożnością i demoralizacją ludzi, dodając, że jeśli się oni nie nawrócą – nastąpi straszliwa kara. Świat się bowiem pogubił odchodząc od Boga i zasad moralnych. W ten sposób prosiła ludzkość o nawrócenie i pokutę, pragnąc zapobiec karom, jakie Bóg przygotował dla grzesznego świata.

 

Nie zawahała się przed pokazaniem piekła tym trojgu dzieciom, aby jeszcze dobitniej ostrzec ludzi przed jego realnym istnieniem. “Promień światła zdawał się jakby przenikać ziemię i zobaczyliśmy jakby może ognia – wspomina Łucja – a w tym ogniu zanurzeni byli diabli i dusze w ludzkich postaciach, podobne do przezroczystych, rozżarzonych węgli, które pływały w tym ogniu. Postacie te były wyrzucane z wielką siłą wysoko wewnątrz płomieni i spadały ze wszystkich stron jak iskry podczas wielkiego pożaru, lekkie jak puch, bez ciężaru, i równowagi, wśród przeraźliwych krzyków, wycia, i bólu rozpaczy wywołujących dreszcz zgrozy. Diabli odróżniali się od ludzi swą okropną i wstrętną postacią, podobną do wzbudzających strach nieznanych jakichś zwierząt, jednocześnie przezroczystych jak rozżarzone węgle”.

 

Maryja mówi dzieciom, ze pokazała im piekło, ale dlatego żeby ratować dusze grzeszników. Wyjaśnia, że “Bóg chce rozpowszechnić na świecie nabożeństwo do mego Niepokalanego Serca, a jeśli to się zrobi, to wielu przed piekłem zostanie uratowanych i nastanie pokój na świecie”.

 

 

Druga tajemnica

Druga część orędzia przekazana w trakcie objawień w kolejnych miesiącach – wzmacnia dotychczasowe warunki postawione ludzkości przez Matkę Bożą. Stawia ona ludzkość wobec wielkiej alternatywy: jeśli ludzie “nie przestaną obrażać Boga”, to On “ukarze świat za jego zbrodnie, przez wojny, głód i prześladowania Kościoła oraz Ojca Świętego”. Wtedy za następnego pontyfikatu (papieża o imieniu Pius XI) rozpocznie się druga wojna światowa, jeszcze straszniejsza od obecnie toczonej. Ponadto zapowiada prześladowania Kościoła i Ojca Świętego.

 

Matka Boża przekazała po raz kolejny dzieciom, że dla ratowania grzeszników przed piekłem należy wprowadzić nabożeństwo do Jej Niepokalanego Serca, a także ustanowić w Kościele nabożeństwo Pięciu kolejnych Pierwszych Sobót Miesiąca, wraz z Komunią św. wynagradzającą.

 

Maryja zapowiada także, że przybędzie, aby poprosić o poświęcenie Rosji Jej Niepokalanemu sercu. Dodaje, że “jeśli te życzenia zostaną spełnione, Rosja nawróci się i zapanuje pokój, jeżeli nie, bezbożna propaganda rozszerzy swe błędne nauki po świcie, wywołując wojny i prześladowanie Kościoła, dobrzy będą męczeni, a Ojciec Święty będzie musiał wiele wycierpieć. Różne narody zginą. Na koniec jednak moje Niepokalane Serce zatryumfuje. Ojciec Święty poświęci mi Rosję, która się nawróci, i przez pewien czas zapanuje pokój na świecie”. Warto dodać, że w lipcu 1917 roku nikt nie słyszał jeszcze o Piusie XI ani o bezbożnej dyktaturze w Rosji.

 

Objawienia fatimskie zakończyły się 13 października 1917 roku. Towarzyszył im do dziś nie wyjaśniony, “cud słońca” obserwowany przez 70-tysięczny tłum, który zebrał się aby towarzyszyć wizjonerom. O tym, że cud był realny, a nie wywołany zbiorową psychozą, świadczy fakt, że widzieli go wszyscy, ktokolwiek znajdował się w promieniu 40 km od Fatimy, nawet ludzie całkiem niewierzący.

 

Pielgrzymi podziwiający cud słońca w 1917 roku

 

Kolejne objawienia s. Łucji

W 1929 r., papież Pius XI został poinformowany przez Jose da Silva, biskupa diecezji Leiria w której znajdowała się Fatima, o kolejnych objawieniach Matki Bożej, w którym s. Łucja (znajdująca się wówczas w zgromadzeniu sióstr doroteuszek) otrzymała od Maryi ponowną prośbę, by Ojciec Święty dokonał konsekracji Rosji w łączności ze wszystkimi biskupami.

 

Te kolejne z prywatnych objawień s. Łucja doznawała poczynając od grudnia 1925 r., kiedy Maryja prosi ją by “przekazała wszystkim, że w godzinę śmierci obiecuję przyjść z pomocą z wszystkimi łaskami tym, którzy przez 5 miesięcy w pierwsze soboty odprawią spowiedź, przyjmą Komunię św., odmówią jeden różaniec i przez 15 minut rozmyślania nad 15 tajemnicami różańca towarzyszyć mi będą w intencji zadośćuczynienia”.

 

W 1929 roku po raz kolejny objawia się Łucji Matka Boża mówiąc, że “przyszła chwila, w którym Bóg prosi Ojca Świętego, aby wspólnie ze wszystkimi biskupami świata poświęcił Rosję memu Niepokalanemu Sercu, obiecując ją w ten sposób ocalić”. Z orędzia wynika po raz kolejny, że „jeżeli Rosja nawróci się, to nastanie pokój. Jeżeli nie, rozpowszechni ona swe błędy po świecie, wywołując wojny i prześladowania Kościoła Świętego. Ojciec Święty będzie cierpiał, wiele narodów zostanie zniszczonych”.

 

W 1930 roku w czasie objawień Matka Boża Mówi Łucji, że jeśli ludzie się nie nawrócą i nie będą żałować za grzechy, dojdzie do następnej wojny światowej, klęski głodu, wielu konfliktów zbrojnych i prześladowania chrześcijan, a ratunkiem jest zawierzenie się Niepokalanemu Sercu Maryi oraz praktykowanie nabożeństwa pierwszych sobót miesiąca”.

 

Mimo, że 13 października 1930 biskup Leirii Jose Coreira da Siva uznaje autentyczność objawień, to jednak Pius XI nie spełnia żądania poświęcenia Rosji.

W kwietniu 1939 r. nowym papieżem został Pius XII. 2 grudnia 1940 r. s. Łucja napisała do niego list, upominając się o konieczność konsekracji Rosji. Prośbę tę papież spełnił, ale tylko częściowo w 1942 r., poświęcając narody świata Niepokalanemu Sercu Maryi. Określając wojnę toczoną między hitlerowskimi Niemcami i stalinowskim ZSRR jako “wojnę dwóch szatanów” nie odważył się jednak oddzielnie wspomnieć o Rosji, obawiając się, aby nie zostało to wykorzystane przez Niemców na rzecz ich propagandy.

 

W roku 1944 Pius XII ustanowił święto Niepokalanego Serca Najświętszej Maryi Panny, a dwa lata później przez swojego legata koronował figurę Matki Bożej Fatimskiej na Królową Świata. W 1949 r. wydał zgodę na rozpoczęcie prac koniecznych do otwarcia procesu beatyfikacyjnego fatimskich dzieci, Franciszka i Hiacynty.

 

Dziesięć lat po Poświęceniu Narodów Niepokalanemu Sercu Maryi, w roku 1952 Pius XII powtórzył akt, tym razem wymieniając „wszystkie narody w Rosji” — ale Łucja pozostała nieprzekonana co do wypełnienia w pełni woli Matki Bożej, bowiem nie dokonał tego w łączności ze wszystkimi biskupami Kościoła katolickiego.

 

Jan Paweł II początkowo nie interesował się specjalnie Fatimą. Zaczęła ona nurtować go po zamachu z 13 maja 1981 r. Poprosił o tekst objawień. Po opuszczeniu Polikliniki Gemelli, Jan Paweł II oświadczył: „Zrozumiałem, że jedyną drogą uniknięcia wojny, uratowania świata przed ateizmem, jest nawrócenie Rosji zgodnie z fatimskim orędziem”. To jego przekonanie potwierdziła s. Łucja w liście adresowanym doń z 12 maja 1982 r. Pisze w nim, że trzecia część tajemnicy odnosi się do słów Matki Bożej: „Jeżeli przyjmą moje żądania, Rosja nawróci się i zaznają pokoju; jeżeli nie, rozszerzy swoje błędne nauki po świecie, itd.”

 

Pomnik Jana Pawła II na terenie Sanktuarium w Fatimie

 

W rok po zamachu Jan Paweł II odbył pielgrzymkę do Fatimy, traktując ją jako wotum wdzięczności Matce Bożej za ocalenie życia. W kazaniu wyjaśnił, czemu Kościół przyjął orędzie Matki Bożej Różańcowej – jest tak dlatego, że zawiera prawdę i wezwanie, które są w swej zasadniczej treści prawdą i wezwaniem samej Ewangelii. „Nawracajcie się i wierzcie w Ewangelię” – to przecież pierwsze słowa, jakie Mesjasz skierował do ludzkości” – mówił.

 

Będąc w Fatimie zawierzył też świat i Rosję Niepokalanemu sercu Maryi. Siostra Łucja prosiła go jednak o ponowienie tego aktu, gdyż nie był on dokonany w łączności ze wszystkimi biskupami.

25 marca 1984 r. Jan Paweł II w duchowej jedności ze wszystkimi biskupami świata (uprzednio do tego wezwanymi) w Bazylice św. Piotra zawierzył ponownie świat i Rosję Maryi. Siostra Łucja osobiście potwierdziła, że taki uroczysty i powszechny akt odpowiadał temu, czego żądała Matka Boża. Jednocześnie dodała, że być może akt ten ustrzegł świat od wojny atomowej.

 

Trzecia tajemnica

Trzecią, ukrywaną na życzenie samej Matki Bożej część tajemnicy, siostra Łucja spisała po latach, na żądanie swojego ordynariusza, biskupa Jose da Silva 3 stycznia 1944 r. Powiadomiła biskupa, że tekst został zredagowany i jest do jego dyspozycji w zalakowanej kopercie, z adnotacją, że może ona zostać otwarta dopiero w 1960 r. Od 1957 r. koperta znajdowała się w Tajnym Archiwum Świętego Oficjum.

 

Hiacynta Marto i Łucja Santos

Otwarcia zalakowanej koperty dokonał Jan XXIII w sierpniu 1959 r., dziesięć miesięcy po wyborze na papieża. Otworzył ją w obecności kard. Alfredo Ottavianiego, prefekta Kongregacji Świętego Oficjum. Nie będąc pewny, czy obaj rozumieją dokładnie wszystkie niuanse portugalskiego tekstu, zażądał sporządzenia jego profesjonalnego tłumaczenia. Po zapoznaniu się z nim zadecydował, że treść tajemnicy nie powinna być jeszcze ujawniona. Jednak 13 grudnia 1962 r., ustanowił święto Fatimskiej Matki Bożej Różańcowej. O fatimskim orędziu wyrażał się, że jest ono „największą nadzieją świata na pokój”.

 

W 1963 r. rozpoczął się pontyfikat Pawła VI, który – po przeczytaniu pełnej treści objawień fatimskich – postanowił ich nie ujawniać, ale udać się do Fatimy osobiście. Jako pierwszy papież przybył tam z jednodniową, prywatną pielgrzymką, podczas przypadającej wówczas 50. rocznicy objawień.

 

Dopiero w czerwcu 2000 r. w ramach Wielkiego Jubileuszu chrześcijaństwa, Jan Paweł II, po 56 latach od spisania przez siostrę Łucję, ujawnił trzecią tajemnicę fatimską. Zrobił to w jego imieniu kard. Joseph Ratzinger, sprawujący wówczas urząd prefekta Kongregacji Nauki Wiary, w trakcie konferencji prasowej 26 czerwca 2000 roku w watykańskiej Sala Stampa. Jej tekst brzmi:

“Po dwóch częściach, które już przedstawiłam, zobaczyliśmy po lewej stronie Naszej pani nieco wyżej Anioła trzymającego w lewej ręce ognisty miecz; iskrząc się, wyrzucał języki ognia, które zdawało się, że podpalą świat; ale gasły one w zetknięciu z blaskiem, jaki promieniował z prawej ręki Naszej Pani w jego kierunku; Anioł wskazując prawą ręką ziemię, powiedział mocnym głosem: Pokuta, Pokuta, Pokuta!
I zobaczyliśmy, w nieogarnionym świetle, którym jest Bóg: (coś podobnego do tego, jak widzi się osoby w zwierciadle, kiedy przechodzą przed nim) Biskupa odzianego w biel (mieliśmy przeczucie, że to jest Ojciec Święty). Wielu innych biskupów, kapłanów, zakonników i zakonnic wchodzących na stromą górę, na której szczycie znajdował się wielki Krzyż zbity z nieociosanych belek, jak gdyby z drzewa korkowego pokrytego korą; Ojciec Święty, zanim tam dotarł, przeszedł przez wielkie miasto w połowie zrujnowane i na poły drżący, chwiejnym krokiem, udręczony bólem i cierpieniem, szedł, modląc się za dusze martwych ludzi, których ciała napotykał na swojej drodze; doszedłszy do szczytu góry, klęcząc u stóp wielkiego Krzyża, został zabity przez grupę żołnierzy, którzy kilka razy ugodzili go pociskami z broni palnej i strzałami z łuku i w ten sam sposób zginęli jeden po drugim inni biskupi, kapłani, zakonnicy i zakonnice oraz wiele osób świeckich, mężczyzn i kobiet różnych klas i pozycji. Pod dwoma ramionami Krzyża były dwa Anioły, każdy trzymający w ręku konewkę z kryształu, do których zbierali krew Męczenników i nią skrapiali dusze zbliżające się do Boga”.

 

Kard. Ratzinger wyjaśniał, że opublikowany tekst ma charakter proroczej wizji. „Anioł z ognistym mieczem stojący po lewej stronie Matki Bożej przypomina podobne obrazy z Apokalipsy. Przedstawia groźbę sądu, wiszącą nad światem. Myśl, że świat może spłonąć w morzu ognia, nie jawi się już bynajmniej jako wytwór fantazji: człowiek sam przez swe wynalazki zgotował na siebie ognisty miecz”.

 

Prefekt kongregacji zaznaczał, że tej niszczącej sile zła może się przeciwstawić tylko Matka Boża z ludźmi, którzy przyjmują jej wezwanie do pokuty i nawrócenia. Dodał, że w ten sposób „zostaje podkreślone znaczenie wolności człowieka, gdyż przyszłość nie jest bynajmniej nieodwołalnie przesądzona”.

Prorocza wizja trzeciej tajemnicy fatimskiej – jego zdaniem – w symboliczny sposób mówi o wielkich prześladowaniach, cierpieniach i męczeństwie wielu wyznawców Chrystusa, wśród których są również kapłani, biskupi oraz papieże dwudziestego wieku. Wielkie zniszczenia i prześladowania są spowodowane przez ludzi zniewolonych przez ateistyczne ideologie walczące z Bogiem, a w sposób szczególny przez komunizm.

 

Trzecia tajemnica fatimska – jak podkreślił – jest dramatycznym ostrzeżeniem przed ateizmem, ponieważ największym zagrożeniem dla ludzkości jest odrzucenie Boga i Jego praw, zarówno przez ateizm w wydaniu komunistycznym jak i przez ateizm ukryty w tej najbardziej rozpowszechnionej mentalności życia takiego, jakby Bóg nie istniał.

Jednocześnie kard. Ratzigner odniósł pośrednio tę wizję do zamachu na Jana Pawła II z 1981 r. Wyjaśniał, że papież „tamtego dnia znalazł się bardzo blisko granicy śmierci”, a jego ocalenie „jest jeszcze jednym dowodem na to, że nie istnieje nieodwołalne przeznaczenie, że wiara i modlitwa to potężne siły, które mogą oddziaływać na historię”.

 

A jako Benedykt XVI, po pięciu latach swojego pontyfikatu, Joseph Ratzinger przybył do Fatimy 13 maja 2010 r. „Łudziłby się ten, kto sądziłby, że prorocka misja Fatimy została zakończona” – mówił. A nawiązując do zbliżającego się jubileuszu objawień w 2017 r., prosił: „Oby te lata, które dzielą nas od stulecia Objawień, przyspieszyło zapowiadany triumf Niepokalanego Serca Maryi ku chwale Trójcy Przenajświętszej”.


KAI/Stacja7 

 

Reklama

Szukasz wartościowych treści?

Zapisz się na cotygodniowy newsletter Stacji7


Reklama

 

 


Reklama

W Szkole Maryi

Maryja prowadzi nas wprost do życia w Duchu Świętym w naszej (nie)zwyczajnej codzienności – dokładnie tak, jak prowadziła Apostołów – w cichości, wręcz niewidzialnie, delikatnie, ale stanowczo i ku Centrum, ku Chwale Pana.

Dominika
Salwa
zobacz artykuly tego autora >

Polub nas na Facebooku!

Maryja chce nas prowadzić do Jezusa, do osobistej relacji z Bogiem. Jest w tym zdeterminowana, jest Matką każdego z nas i zależy jej na każdym człowieku. Założyła nawet „swoją szkołę”, by rzesze osób w pogmatwanych i trudnych sytuacjach mogły ponownie stanąć do życiowego pionu, odkryć co jest w życiu naprawdę ważne i jak żyć na co dzień.

W życiu chrześcijańskim trzeba poczuć „wiatr w żaglach” by doświadczyć realnej, namacalnej obecności Bożej. Znaczy to tyle co iść za głosem Ducha Świętego w nas, a Ten Duch Boży – jak niektórzy doświadczają – prowadzi nas później w miejsca, gdzie często o własnych siłach nie dojdziemy. Z Nim nasze słabości są do przezwyciężenia a nasze talenty do pomnożenia. „…Bo tak jest z tymi, którzy z Ducha narodzili się, nikt nie wie dokąd pójdą za wolą Twą…”, śpiewamy w jednej z pieśni. W ten sposób otwieramy się na Bożą rzeczywistość.

 

Maryja vs świat i Jej prowadzenie

Media i dzisiejszy świat jest zainteresowany fajerwerkami, wybuchami, pożarami, wpadkami, katastrofami, czymś co jest nagłe, szybkie, dzieje się tu i teraz, na wielką skalę, o czym można pisać przez tydzień, dwa, a potem szukać kolejnego „wielkiego tematu”, wielkiej porażki, wielkiego eventu, wielkich tego świata…  Tymczasem Maryja zupełnie taka nie jest. Ona jest kompletnym przeciwieństwem logiki tego świata i to musi się też objawiać w sposobie w jaki nas prowadzi, a które zawsze jest ukierunkowane na Jezusa. Maryja wydaje się być jedynie Tą, która patrzy, obserwuje, zauważa, inicjuje i mówi „zróbcie wszystko cokolwiek Wam powie” – na tę chwilę, na ten moment w naszym życiu. I takie skierowanie naszej uwagi na dobro jest kolejnym krokiem do Nieba. Odpowiedziałam na wiele splotów okoliczności, zaproszeń ludzi do dobrych rzeczy. Powiedziałabym, że weszłam – dosyć nieświadomie, ale jednak – „na teren” oddziaływania Maryi.

 

Krok po kroku

Jako młoda osoba określiłabym się typową, niewierzącą, ale jednak niedzielną katoliczką. Rodzice, rodzeństwo i cała moja dalsza rodzina to osoby praktykujące i na swój sposób wierzące. Ja zawsze chciałam czegoś więcej, inaczej. Szeroko pojęta normalność raczej nie była dla mnie zbyt atrakcyjna. Nie mogłam usiedzieć w miejscu. Musiałam udowadniać sobie i innym, że coś znaczę, że ja też mogę, że jestem warta zwykłych relacji. W tym moim pędzie poszukiwań ciekawego życia zapędziłam się w niewłaściwe decyzje, niewłaściwe działania i niewłaściwą stronę życia. Po równi pochyłej leciałam z coraz większą siłą w dół. Trudno było się zatrzymać w biegu.

Gdy jednak uderzyłam o dno mojego własnego życia i konsekwencje moich wyborów, nie został mi nikt prócz rodziny i niepoddającej się, szukającej mnie już wówczas Maryi. Zapewne dzięki modlitwie wielu osób Ona nie odpuściła i mnie nie opuściła. Właściwie widzę to dopiero teraz, po 15 latach ciągłego podnoszenia się do godności Dziecka Bożego. W tym czasie nie było fajerwerków, była praca nad sobą i doświadczenie własnej małości, bezsilności i trudu. Po kolei, krok po kroku.

 

W szkole… Maryi

Najpierw zaproszona przez znajomą trafiłam do grupki Ruchu Rodzin Nazaretańskich, w którym to ruchu Maryja odgrywa ważną rolę. Potem były rekolekcje dla „Głupich i słabych” głoszone przez brata Piotra Kurkiewicza OFMCap ze Szkoły Maryi, które już na trwałe (mam nadzieję) wyznaczyły mi moje miejsce w wspólnocie Kościoła.

Szkoła Maryi – a właściwie Szkoła Życia Chrześcijańskiego i Ewangelizacji św. Maryi z Nazaretu Matki Kościoła – to miejsce, gdzie w charakterystyczny dla Maryi sposób – delikatnie, powoli, niewidzialnie, „w lekkim powiewie” – człowiek dostaje wiedzę o życiu chrześcijańskim, doświadczenie miłości Bożej, prowadzenie krok po kroku do wolności i ku posłudze budowania Kościoła Świętego. A do tego nienachalnie, bez przymusu, w wolności serca i gotowości ducha. Szkoła daje podstawy i jest fundamentem życia chrześcijańskiego. Ma swoje stopnie i klasy (sesje). Spotkania odbywają się w trzy weekendy w ciągu całego roku (sesje wiosenna, jesienna i zimowa) oraz dłuższa 10-dniowa sesja letnia. Szkoła to konferencje, medytacje, uwielbienie, małe grupki dzielenia, adoracja, Msza Św., a przede wszystkim relacje z ludźmi.

Szkoła ma obecnie już ok 80 filii na całym świecie. Można powiedzieć, że wszyscy jesteśmy jak rodzina Boża. Ja realnie tego doświadczam. Cechy, które wypracowuje się w Szkole to otwartość na ludzi i sytuacje, cichość, cierpliwość, łagodność, opanowanie, dystans do światowych aspektów naszego życia, asertywność, przede wszystkim głębsze zrozumienie własnej osoby i zamysłu Boga co do naszego życia – chęć odkrywania tego Bożego planu dla nas!

W Szkole przechodzimy przez rok zerowy, gdzie odkrywamy czym jest miłość Boża. Świadomie wybieramy Jezusa jako Pana i Zbawiciela naszego życia. Oddajemy Mu należne miejsce w naszych sercach. Następnie przyglądamy się prowadzeniu Bożemu w życiu takich patriarchów jak Abraham, Dawid ucząc się odnosić ich historie do naszego własnego życia.

Stopień pierwszy obejmuje tematykę bycia uczniem Jezusa i roli Maryi w zbawieniu i w naszym życiu. Uczymy się także jak podchodzić do własnego czasu, talentów, pieniędzy. Drugi stopień to tematyka uwolnienia –  to chyba najważniejsze treści, jakie każdy z nas powinien przerobić w sercu. Brak zajęcia się własnymi zranieniami i schowanymi „pod dywan” emocjami często blokuje nas na właściwe przeżywanie życia. W Szkole Maryi zajmujemy się także tym. Wszystko po to, by na trzecim stopniu doświadczyć wolności serca, pokoju ducha i z radością wejść w tematykę posługi.

 

Rosnąca świadomość

Na spotkaniach Szkoły Maryi pierwszy raz zawierzyłam życie Matce Bożej, choć według mnie – bardzo nieświadomie. Maryja już wtedy wierna i cicha prowadziła mnie w życiu. To w Jej Szkole odkryłam siebie na nowo. Byłam bardzo poraniona, czułam się bezwartościowa, złe emocje spychałam na dno serca, zakładałam maskę wiecznie szczęśliwej, ale w głębi duszy byłam połamana. Pomimo wielu talentów, nie umiałam właściwie ich rozwijać i ukierunkować. Marnowałam je. Ponowne odkrywanie i zrozumienie siebie trwało około 5 lat, niejako zostałam stworzona na nowo. Wewnętrznie stałam się zupełnie inną osobą. Zaczęłam żyć po chrześcijańsku. I wówczas właśnie Maryja – pewnie to uznawszy za właściwy moment – podczas pielgrzymki w Medjugorie „przedstawiła mi się”, kiedy po raz drugi, choć nadal mało świadomie zawierzyłam Jej siebie i moje życie. To „przedstawienie” brzmi może trochę niezrozumiale – po prostu uświadomiłam sobie bardzo wyraźnie rolę Maryi w moim życiu. Stojąc przed figurą Maryi na górze objawień Podbrdo stało się dla mnie bardzo jasne, że Ona jako nasza Matka chce nas prowadzić do Jezusa, przestrzegać przed złem. Zabiega o to jak tylko może najbardziej. Bardzo mnie to wówczas dotknęło.

Po tej pielgrzymce zaczęłam rozumieć, że Maryja ma swoją rolę nie tylko w dziele zbawienia w ogóle, ale szczególnie w zbawieniu mojej i każdej osoby. A także, że zawierzenie Jej życia prowadzi ku prawdziwemu życiu. Po tym wyjeździe wiedziałam, że do Medjugorie powinien jechać każdy. Zasugerowałam więc wyjazd na pielgrzymkę całej wspólnocie Ain Karim, którą stworzyliśmy 10 lat temu wraz z ludźmi ze Szkoły Maryi. Wyjazd okazał się przełomowy – zjednoczył nas, scalił jako wspólnotę. Owoce były wyraźnie widoczne i odczuwalne: większa jedność i zrozumienie, poczucie więzi, odpowiedzialności za siebie nawzajem, chęć służenia, radość z tego że mamy siebie – choć bez „światowych fajerwerków”. Po przyjeździe odprawiłam – z trudem, ale i z duchową chęcią – 33 dniowe Rekolekcje z Maryją, które skończyły się Zawierzeniem życia Maryi. Kolejny raz, i znów bardziej świadomie.

 

Oddać siebie

Pół roku później wybrano mnie na liderkę tejże Wspólnoty. Przyglądałam się tej naszej mieszaninie różnorakich ludzi, których Pan postawił na swojej drodze i nie bardzo wiedziałam jak nas ukierunkować. Każdy inny, każdy w innym etapie życia, posiadający różne cele. Złączył nas Bóg. I znowu Maryja i formacja szkolna okazały się bardzo pomocne. Na letnich rekolekcjach po raz kolejny podjęłam już całkiem świadomie – nie wyobrażając sobie inaczej – oficjalne zawarcie Przymierza z Maryją, w którym pod skrzydłami Matki Bożej oddałam się do Jej pełnej dyspozycji, na działanie zgodne Jej wolą prowadzeniem, zobowiązałam się też do działania na rzecz ewangelizacji i szerzenia Królestwa Bożego na ziemi, zawierzając Maryi moją przeszłość, przyszłość i teraźniejszość, bez warunków i bez zastrzeżeń.

Ten akt to było coś więcej, czułam to wyraźnie duchowo… niejako oddałam swoje życie i siebie w służbę Maryi, a Ona od razu zaczęła je delikatnie przekierowywać.

Prowadząc Wspólnotę, odczułam wyraźny kierunek i jasność co do tego, co powinniśmy robić. Rozpoczęliśmy wiele rzeczy, dzieł, które trwają do dzisiaj lub które poprowadziły nas dalej. Wyraźnie zaktywizowałam się w posłudze na Szkole Maryi, która wynikła i była możliwa dzięki reorganizacji mojego życia rodzinnego i zawodowego. Mój syn przeszedł do formy edukacji domowej, dzięki czemu mieliśmy wiele czasu na kwestie związane i z budowaniem więzi i z jego rozwojem, a w efekcie pomimo wielu zewnętrznych głosów sprzeciwu, okazała się dla nas ogromnym błogosławieństwem. Zrezygnowałam też z wielu projektów i działań, które odciągały mnie od jasno wytyczonych priorytetów: Bóg, rodzina, szkoła, wspólnota i praca (trzy ostatnie staram się wobec siebie nawzajem równoważyć). Wszystko zaczęło harmonijnie współgrać ze sobą.

Nie jest też tak, że uchroniło mnie to od moich wszystkich złych decyzji. Po czasie zobaczyłam szereg moich pomyłek, złych motywacji, złej postawy. Ponownie oddałam to Bogu i Maryi – ufając im bardziej, niż polegając na własnym rozsądku – by te błędy nie wpłynęły na to, co otrzymałam, i by Oni pomogli mi wyjść z mojego impasu.

Te moje historie pokazują, że Maryja prowadzi ku Bogu, rozplątuje nasze życiowe supły, cierpliwie i w sposób na jaki jesteśmy gotowi. Ona pozostaje niewidoczna, nie koncentruje uwagi na sobie, lecz cały czas ukierunkowuje na relacje z Bogiem. Pomimo naszej natury, emocji, decyzji czy doświadczeń zawierzając wszystko Maryi zyskujemy najlepszego powiernika i przewodnika.

 

Dominika Salwa

Zobacz inne artykuły tego autora >

Reklama

Szukasz wartościowych treści?

Zapisz się na cotygodniowy newsletter Stacji7


Reklama

 

 


Reklama

Dominika
Salwa
zobacz artykuly tego autora >
Copy link
Powered by Social Snap