Nieporadnik małżeński

Żeby przetrwać w małżeństwie, przeżyć, nie zwariować, żeby cię piekło nie pochłonęło, potrzeba jednego: ciągłego wysiłku

Alina Petrowa-Wasilewicz
Alina
Petrowa-Wasilewicz
zobacz artykuly tego autora >

Polub nas na Facebooku!

Jeżeli piekło to inni, to jak może się udać ten projekt, no jak? Jedno piekło to i tak już nadto, a gdy zbiorą się dwa? Tego nie da się zrealizować, bo dwa piekła to murowana katastrofa. Taki jest klimat ogólny wokół małżeństwa, więc jeśli już ktoś zdecydował się na to kontrkulturowe przedsięwzięcie, musi zaopatrzyć się w poradniki, taki wynalazek dzisiejszy. „Jak żyć w małżeństwie i nie zwariować?”, „Małżeński survival”, „Skazani na siebie” i wiele, wiele innych. A tam znajdzie mnóstwo wypróbowanych recept doświadczonych przez życie autorów. Romantyczna kolacja przy aromatyzowanych świecach, wyprawa – niespodzianka w Bieszczady (albo na Kretę), zaskoczenie i recycling. Nigdy nie przydeptuj kapci, nie siedź godzinami z piwem przed telewizorem, zrób się na bóstwo, nie próbuj nim/nią zawładnąć, daj pożyć, niech idzie na ryby z kumplami, niech spotyka się regularnie z kumami na ploteczkach, rozmawiaj, pamiętaj o ważnych datach – imieninach i urodzinach, rocznicy ślubu, uczcij je choćby zabawnym drobiazgiem, a w ogóle to kwiaty przynoś czasem ot tak, bez konkretnych okazji. Nie pozwól panoszyć się mamusi, nie podejmuj sam ważnych decyzji, pamiętaj, że ogromny procent kłótni to z powodu pieniędzy – braku, nadmiaru, głupiego wydawania, szastania. No i żeby seks był fascynujący.

 

I gdy przeczytamy już te wszystkie porady, do których nie sposób się zastosować, bo życie jest na to za krótkie, lepiej odłożyć poradniki. Gdyż mienią się tysiącem rad i z całą pewnością jest tego za dużo. A skoro tak, warto się przyjrzeć i odkryć, że mają wspólny mianownik: żeby przetrwać w małżeństwie, przeżyć, nie zwariować, żeby cię piekło nie pochłonęło, potrzeba jednego: ciągłego wysiłku. I to jest jedyna i ogólna rada dla stróży płomienia miłości – konieczny jest wysiłek wychodzenia ze skorupy własnego egoizmu, udawania się ku innemu, ciągłego wracania do chwil, które są darem nieziemskim, gdy dwa światy się spotkały i stają się jednym – potocznie nazywanego zakochaniem. Nie, nie chodzi tu o nieustającą euforię, zresztą na haju nie sposób długo funkcjonować, chodzi o to, żeby wydostać się z piekła, czyli stale przywracać wspomnienia ogrodu, w którym człowiek nie czuł się samotny. Dążenie do jedności to dążenie do powrotu, jej brak – to jest prawdziwe piekło.

 

Nieporadnik małżeński

I chyba o to chodzi. Konieczny jest do spełnienia jeden warunek, bo wielu pyta, po co to w ogóle jest? W jakim celu? Jakie są zyski z takiej inwestycji i kiedy odbiorę procenty? Łatwiej przecież nawet nie czytając choćby jeden poradnik wziąć swoje zabawki i udać się w dalszą drogę i jak to mówią socjologowie, stać się poligamistą, w kilku monogamicznych odsłonach. Jeżeli jednak ktoś chce inaczej i chce żeby się udało, bo wzrusza go „pierwszy siwy włos na twojej skroni”, dwoje staruszków, trzymających się za ręce w parku, tak jak w czasach licealnych, albo mąż i żona, którzy zmarli tego samego dnia po wspólnie przeżytych siedemdziesięciu latach, to musi podjąć wysiłek. Codzienny, polegający na wyjściu ze skorupy. A jak to będzie wyglądać konkretnie – czy romantyczna kolacja przy świecach, czy zgoda na samotny wieczór, bo poszedł na mecz z kumplami, czy czytanie z twarzy i głosu, że coś się stało – to już są szczegóły, konkret, który realizuje się wedle własnej intuicji.

W tym roku będzie podobnie. Kwiaty, lampka wina, telefony od dzieci. Po raz trzydziesty dziewiąty. Ale mimo tak długiego „stażu” nie nadaję się do porad. Nie zwracam uwagi na chwilę ciszy, gdy mówię młodym dziewczynom, ile to już lat, czy gdy koleżanka, która mieszkała długo (może za długo?) we Francji pyta, czy to aby nie kazirodztwo. Żadnych rad, poza ogólną zasadą i jedno doświadczenie. Ale tak naprawdę te wszystkie rady to jak rady kosmetyczki, inne piętro – taki życiowy lajcik, optymistyczny. Jest perspektywa nieba, ale już o piekle nie ma mowy. A ono rzeczywiście jest, w każdym człowieku, mężu i żonie też, więc to pierwsze zdanie. I są i takie chwile, gdy piekło tężeje, chce pochłonąć, gdy wydaje się, że śmierć się zbliża, a jeśli nie śmierć, to na pewno rozwód.

I wtedy przychodzi On, bo jest Zbawiciel – i wszystko się zmienia, następuje tysięczne zmartwychwstanie małżeńskie. Tylko tyle mogę powiedzieć – to dzięki Niemu zrobiło się już tyle lat. Nie sposób to udowodnić, musi wystarczyć zapewnienie. On przychodzi na pewno. Wraz z powiewem ogrodu, pokonuje piekło, jedno i drugie. I po raz tysięczny przywraca jedność. I jeśli patrzymy na małżeństwo do grobowej deski jako na długoterminową inwestycję, to to są te procenty do odebrania na końcu drogi.

Alina Petrowa-Wasilewicz

Alina Petrowa-Wasilewicz

Zobacz inne artykuły tego autora >

Reklama

Szukasz wartościowych treści?

Zapisz się na cotygodniowy newsletter Stacji7


Reklama

 

 


Reklama

Alina Petrowa-Wasilewicz
Alina
Petrowa-Wasilewicz
zobacz artykuly tego autora >

Kurs małżeński. Konflikt emocji

Małżeństwo to powołanie do zupełnie nowego, nieegoistycznego życia.

Gary
Thomas
zobacz artykuly tego autora >

Polub nas na Facebooku!

Ta myśl uderzyła mnie przed paroma laty, gdy Lisa z dzieciakami wyjechała na weekend, a ja zostałem w domu, by pracować. Czułem się tak, jakbym pierwszy raz w życiu miał wolną sobotę. Odkąd sięgałem pamięcią, każdego weekendu budziłem się rano i omawiałem z Lisą nasze wspólne rodzinne plany; przez to teraz nie wiedziałem już właściwie, co JA SAM chciałbym zrobić. A przecież za kawalerskich czasów zadawałem sobie to pytanie praktycznie w każdą sobotę.

Odkryłem, że każda sytuacja, która skłania mnie do przezwyciężenia swojego egoizmu, ma niezwykłą wartość duchową. Stopniowo zacząłem dostrzegać, że być może prawdziwym celem małżeństwa nie jest wcale szczęście, lecz świętość małżonków. Nie znaczy to, że Bóg ma coś przeciwko szczęściu ani że szczęście i świętość nawzajem się wykluczają. Wiem jedno: gdy spojrzałem na małżeństwo przez pryzmat świętości, odnalazłem zupełnie nową perspektywę.

 

„ZE WZGLĘDU JEDNAK NA NIEBEZPIECZEŃSTWO ROZPUSTY…”

Uważam to za rzecz fascynującą, że zaraz po tym, jak św. Paweł stwierdził, że „Dobrze jest człowiekowi nie łączyć się z kobietą”, dopowiada następujące słowa: „Ze względu jednak na niebezpieczeństwo rozpusty niech każdy ma swoją żonę, a każda swojego męża” (1 Kor 7,2).

Byłoby nadużyciem wobec greckiego tekstu, gdybym miał sugerować, że chodzi tu o co innego niż współżycie seksualne. Nawet pobieżna analiza wskazuje jednoznacznie, że autor ma tu na myśli seks. Mimo to chciałbym zaproponować, byśmy rozszerzyli tę zasadę na obszary wykraczające poza życie seksualne. Skoro jest w nas tyle niemoralności – nie tylko żądzy seksualnych, ale też egoizmu, złości, chęci kontrolowania innych, a nawet nienawiści – powinniśmy nawiązać bliską relację z drugą osobą, by wspólnie pracować nad tymi problemami, kierując się tym, co nasza relacja małżeńska powie nam o naszym zachowaniu i postępowaniu.

Jeśli chodzi o mnie, małżeństwo zmusiło mnie do skonfrontowania się ze swoją niedojrzałością. Aby sobie z tym poradzić, musiałem zmienić swoje spojrzenie na małżeństwo.

Gdybym uznał, że celem małżeństwa jest trwanie w zauroczeniu i szukanie osobistego szczęścia, musiałbym szukać nowej żony co trzy, cztery lata.

 

Kurs małżeński. Konflikt emocji

 

Odkryłem jednak, że aby rzeczywiście pozwolić Bogu dogłębnie mnie przemienić, muszę skoncentrować się na pracy nad samym sobą, zamiast próbować za wszelką cenę zmienić swoją żonę. Co więcej, zaryzykuję nawet stwierdzenie, że im twoja żona ma trudniejszy charakter, tym więcej masz okazji do duchowego wzrostu.

Podobnie jak ćwiczenia fizyczne muszą być wymagające, jeśli mają być skuteczne, może się okazać, że „ćwiczenia w budowaniu relacji” też muszą co jakiś czas „podnieść nam ciśnienie”, aby ujawnić prawdę o naszym sercu.

Jedną z rzeczy, która tak bardzo utrudnia „podążanie do przodu”, jest konflikt emocji. Madeleine L’Engle napisała krótki wiersz, który świetnie oddaje istotę tego konfliktu. Wiersz jest skierowany do Boga, ale myślę, że jego przesłanie można odnieść również do każdej osoby, którą kochamy:

Drogi Boże!
Nienawidzę Cię.
Z wyrazami miłości,
Madeleine.

Czy kiedykolwiek doświadczyłeś tego frustrującego uczucia całkowitego zniesmaczenia i rozczarowania drugą osobą, zachowując jednocześnie pełną świadomością faktu, że ciągle tę osobę głęboko kochasz?

L’Engle uczciwie przyznaje się do tego, że jest sfrustrowana w relacji z Bogiem, jednak decydujące znaczenie mają ostatnie trzy słowa jej listu. Mimo że Bóg ją irytuje, ona wciąż deklaruje chęć zbliżania się do Niego. „Z wyrazami miłości” staje się wspólnym mianownikiem dla całej reszty uczuć. Nieważne, dlaczego Madeleine odczuwa w danym momencie irytację, nieważne, jak silna jest jej frustracja, ponieważ jej związek z Bogiem jest zbudowany na silnym, nienaruszalnym fundamencie – na miłości.

Na takim samym fundamencie powinny być zbudowane nasze małżeństwa. Nawet jeśli zdarzają się nam momenty złości, zdrady, frustracji i bólu, jesteśmy wezwani, by im się nie poddawać, lecz nieustannie zbliżać się do naszego małżonka, zmieniać się razem z nim i pozwalać naszej miłości przezwyciężać uczucie braku zainteresowania, irytacji, a nawet nienawiści.


Kurs małżeński. Proste zasady

Artykuł pochodzi z książki Garego Thomasa “Święte Małżeństwo”.

Patronem medialnym książki jest STACJA7.pl


Kurs małżeński. Proste zasady



Kurs małżeński. Po-święcenie



Kurs małżeński. Konflikt emocji



Gary Thomas

Zobacz inne artykuły tego autora >

Reklama

Szukasz wartościowych treści?

Zapisz się na cotygodniowy newsletter Stacji7


Reklama

 

 


Reklama

Gary
Thomas
zobacz artykuly tego autora >
Copy link
Powered by Social Snap