Jak dobrze przygotować się do sakramentu małżeństwa i nie zwariować?

W swojej poradni spotkałam wiele par, które zainwestowały w budowę na skale. Najczęściej byli to studenci, ludzie związani z różnymi wspólnotami. Dobrze uformowani w wierze. Ale jeszcze więcej spotkałam i nadal spotykam pary, które w ogóle nie zadały sobie pytania o fundament małżeństwa i wydaje się, że nie wiedzieli, że mają jakąkolwiek alternatywę w tej materii.

Anna Koźlik
Anna
Koźlik
zobacz artykuly tego autora >

Polub nas na Facebooku!

Jak dobrze przygotować się do sakramentu małżeństwa i nie zwariować?
W swojej poradni spotkałam wiele par, które zainwestowały w budowę na skale. Najczęściej byli to studenci, ludzie związani z różnymi wspólnotami. Dobrze uformowani w wierze. Ale jeszcze więcej spotkałam i nadal spotykam pary, które w ogóle nie zadały sobie pytania o fundament małżeństwa i wydaje się, że nie wiedzieli, że mają jakąkolwiek alternatywę w tej materii.

Ich portret

„Ile par, tyle historii” – to tak banalne, ale prawdziwe. Współcześni narzeczeni zwykle mają około trzydziestki, choć zdarzają się i studenci i pary dojrzałe, nierzadko z kilku (–nastoletnimi) dziećmi. Dużo zależy od miasta, okoliczności życia, a czasem i rozmów w okresie kolędowym (!), których owocem jest decyzja o sakramencie małżeństwa. Pary zgłaszają się na kurs przedmałżeński z określonymi stereotypami w głowie, nieraz potwierdzonymi przez doświadczenie znajomych. Że trzeba to po prostu zaliczyć, że ciągle na kursach to samo, że za dużo o dzieciach, za mało o miłości, za dużo o miłości, a za mało o dzieciach… Bardzo zróżnicowany jest poziom świadomości ich wiary. A więc pojawiają się i pary indyferentne religijnie, pary zaangażowane w życie Kościoła, ale i tacy, którzy opancerzeni poprawnością nie chcą podejmować tematów związanych z Bogiem. Często mieszkają wspólnie, mają stabilne prace, dużo planów, często kredyt na wspólny dom…

 

Na piasku czy na skale?

W swojej poradni spotkałam wiele par, które zainwestowały w budowę na skale. Najczęściej byli to studenci, ludzie związani z różnymi wspólnotami. Dobrze uformowani w wierze, znający naukę Kościoła o miłości i ufający tej pięknej wizji szczęśliwego i świętego małżeństwa. Otwarci na proponowane treści, wnoszący ożywienie w grupie, ale też dociekliwi i oczekujący systematycznego wykładu i profesjonalizmu prowadzącego. W poradni podczas spotkań indywidualnych świetnie współpracują, a tematykę seksualności i płodności mają jeśli nie oczytaną, to przesłuchaną (Bogu dzięki za „Sex- poezja czy rzemiosło?” śp. ks. Piotra Pawlukiewicza!). Ale jeszcze więcej par spotkałam i nadal spotykam, które w ogóle nie zadały sobie pytania o fundament małżeństwa i wydaje się, że nie wiedzieli, że mają jakąkolwiek alternatywę w tej materii. Pary, które chcą stworzyć szczęśliwe małżeństwo, a będąc tak blisko Źródła, podczas nauk nie spodziewają się inspiracji i szczerej rozmowy, raczej pouczania, zmuszania do wielodzietności i cierpiętniczej wizji małżeńskiego seksu. Trudno szukać winnych tego stanu rzeczy. Rodziny pochodzenia narzeczonych, ich doświadczenia życiowe i większe lub mniejsze poszukiwania Prawdy przekładają się wprost na ich wybory i postawę, jaką przyjmują wobec Sakramentu, po który przecież… sami przyszli.

 

Sakrament małżeństwa nie tyle bazuje na miłości, co na wierze małżonków, dlatego tak potrzebne są elementy ożywiania tej wiary i niejako ewangelizacja

Po co kurs dla narzeczonych?

Od marca właściwie w każdej diecezji pojawiły się także kursy on line – zupełnie nowa formuła, potrzebna, choć niezastępująca kontaktu osobistego z prowadzącymi. Wiele kursów stacjonarnych zostało przez narzeczonych dokończonych w takim formacie. Jak jest cel tej szczególnej formacji przedmałżeńskiej? Potrzeba nakreślenia wartości sakramentu małżeństwa, uporządkowania tematów związanych z relacjami i rodzicielstwem, a także wskazanie obszarów do pracy własnej. Sakrament małżeństwa nie tyle bazuje na miłości, co na wierze małżonków, dlatego tak potrzebne są elementy ożywiania tej wiary i niejako ewangelizacja. Wszystko po to, by w sposób świadomy udzielić sobie nawzajem tego wyjątkowego znaku łączącego rzeczywistość widzialną z wymiarem niebiańskim.

Czas dobrze przeżytego narzeczeństwa i samego kursu to wyjątkowy prezent dla pary. Coraz więcej kursów zawiera w sobie elementy warsztatowe i tym samym może pogłębić relacje między przyszłymi małżonkami. Nabyta i doszlifowana umiejętność rozmów na trudne tematy będzie wielkim ułatwieniem wspólnego życia. Stawiane trudne pytania pokazują realizm zakochanych i ich potrzebę kroczenia po już wydeptanych, sprawdzonych ścieżkach.

 

Wiele emocji i fake-newsów wzbudziło zapowiadane od pół roku wprowadzenie nowego formularza protokołu przedmałżeńskiego. Nowy formularz jest zaproszeniem do rozmowy z troski duszpasterskiej, nie egzaminem dojrzałości.

Nie taki protokół straszny

Wiele emocji i fake-newsów wzbudziło zapowiadane od pół roku wprowadzenie nowego formularza protokołu przedmałżeńskiego. Prawidłowo przeprowadzona rozmowa duszpastersko-kanoniczna z kandydatami do małżeństwa od dawna obejmowała takie treści jak możliwe przeszkody małżeńskie (min. zdolność fizyczna do małżeństwa, brak przymusu, znajomość nauki Kościoła w zakresie małżeństwa i wola życia zgodnie z nią). Dobrą praktyką były dotychczas indywidualne rozmowy z nupturientami przy okazji spisywania protokołu.

Pojawiły się nowe wyzwania związane z sakramentem małżeństwa, takie jak: więcej małżeństw wyznaniowych, więcej ślubów odbywających się w miejscach pielgrzymkowych, nowe sytuacje społeczne, a także przede wszystkim spora liczba stwierdzeń nieważności małżeństwa. Nowy formularz jest zaproszeniem do rozmowy z troski duszpasterskiej, nie egzaminem dojrzałości. Wspólna modlitwa i przysięga przed rozmową pokazuje też smutną rzeczywistość, że nie zawsze te rozmowy oparte na dawnym formularzu były po prostu szczere. Pytania dotyczą min. okresu znajomości pary, praktyk religijnych czy moralności chrześcijańskiej. Słowem – nic nowego dla osób żyjących faktycznie w Kościele. Kłopotliwe stają się dla osób, które być może sakrament chcą zawrzeć z „tradycji”. Nowe rubryki i związane z nimi pytania, mają rzeczywiście na celu realne dobro przyszłych małżonków – wyłowienie potencjalnych przeszkód małżeńskich czy wad aktu woli zawarcia małżeństwa, które są szczegółowo opisane w Kodeksie Prawa Kanonicznego. Mogą to być np. niezdolność do współżycia, fakt święceń kapłańskich narzeczonego, niezrozumienie istoty sakramentu małżeństwa i jego nierozerwalności, dobrowolne wykluczenie potomstwa, niezdolność psychiczna czy nałogi.

 

To nie meta, to start!

Tak, to naprawdę dopiero start, choć wydaje się, że kończy się jakaś drogę przebytą razem. Faktycznie, okres przygotowań do ślubu i wesela został zwieńczony, co nie oznacza, że teraz to wszystko będzie się układało samo. Sprawczość po naszej stronie jest ogromna i data ślubu to piękny start w pasmo radości, wyzwań, pisku dzieci i trosk codziennych. Byle razem do wspólnej niecukierkowej świętości!

 

Szukasz wartościowych treści?

Zapisz się na cotygodniowy newsletter Stacji7


 

 



Anna Koźlik

Anna Koźlik

Mgr teologii, doradca rodzinny, nauczyciel Instytutu Naturalnego Planowania Rodziny, założycielka strony Płodna.pl. Lubi mówić i pisać o małżeństwie, seksualności i teologii ciała.

Zobacz inne artykuły tego autora >
Anna Koźlik
Anna
Koźlik
zobacz artykuly tego autora >

Kochani narzeczeni! Potem będzie tylko lepiej

Był moment, kiedy zdałam sobie sprawę, że małżeństwo to związek dwóch biedaków, którzy powinni zamiast wielkich haseł powiedzieć sobie przy ołtarzu: „Ślubuję, że cię zranię”. Choć oboje jesteśmy żebrakami spragnionymi miłości, sami z siebie nie jesteśmy w stanie przekroczyć naszego egoizmu, naszej pychy, naszej potrzeby dominacji. Ale jest na to ratunek!

Anna Hazuka
Anna
Hazuka
zobacz artykuly tego autora >

Polub nas na Facebooku!

Kochani narzeczeni! Potem będzie tylko lepiej
Był moment, kiedy zdałam sobie sprawę, że małżeństwo to związek dwóch biedaków, którzy powinni zamiast wielkich haseł powiedzieć sobie przy ołtarzu: „Ślubuję, że cię zranię”. Choć oboje jesteśmy żebrakami spragnionymi miłości, sami z siebie nie jesteśmy w stanie przekroczyć naszego egoizmu, naszej pychy, naszej potrzeby dominacji. Ale jest na to ratunek!

„Czy do tego wszystkiego można się w ogóle przygotować?” – zaśmiał się Wojtek wczoraj wieczorem kiedy mówiłam mu w lekkim stresie, na kiedy mam kolejny tekst dla Stacji i czego ma dotyczyć. Ja też się uśmiechnęłam pod nosem do wszystkich burz, nawałnic, ale i chwil obezwładniającego szczęścia jakie nas spotkały przez 13 lat małżeństwa. Nasza wspólna droga okazała się podróżą dużo piękniejszą od tego, o czym marzyliśmy przed ślubem, ale i dużo trudniejszą. Żadna inna relacja nie przyprawiła mnie o takie łzy szczęścia, ale i o taki ryk rozpaczy.

 

Uwierzcie w małżeństwo!

Czy zatem do małżeństwa można się w jakikolwiek sposób przygotować? Oczywiście, że tak! Ale nie ma w tym przygotowaniu specjalnej różnicy względem stanu kapłańskiego czy życia konsekrowanego. Jeżeli chcemy wygrać życie – tzn. przeżyć je w sposób godny, twórczy, odkrywając i zanurzając się w głębię naszego powołania – to dla nas wszystkich jedyne przygotowanie, jakie tak naprawdę ma sens to przylgnięcie do Chrystusa. Wszystkie kursy przedmałżeńskie, nawet te o najwyższym poziomie psychologicznym, teologicznym i intelektualnym wezmą w łeb, jeśli nie uwierzymy w sakrament małżeństwa, czyli w tę przedziwną rzeczywistość do której zaprosił nas Sam Bóg i to już na początku historii zbawienia, w Księdze Rodzaju. Ten, który słowem stworzył niebiosa chce w sposób szczególny być obecny w życiu chrześcijańskich małżonków. I tylko ta wyjątkowa Obecność, ten Namiot spotkania rozbity w naszym pierwszym – pewnie nie za dużym – własnym salonie jest gwarantem udanego związku, w którym czułość ma smak całkowitego daru z siebie, a przyjaźń ma zapach wspólnej kawy o poranku. I jeszcze ta wzmacniająca się z każdym rokiem niechęć do rozstawania się choćby na jeden dzień. Oj, tego po ludzku po prostu nie da się osiągnąć.

 

Ożywiciel

No dobrze, ale skąd w takim razie tyle nieszczęśliwych par? Tyle rozwodów? Przecież większość małżeństw zawiera śluby kościelne… Ostatni, wyjątkowy czas pandemii, pokazał nam wszystkim, że wiara karmi się nie tylko rytuałami. „Prawdziwi czciciele będą oddawać cześć Ojcu w Duchu i prawdzie” (J 4, 23). Tak Chrystus odpowiada Samarytance na jej próbę ucieczki przed głęboką wiarą w rytuał. Jak sprawić, aby sakrament małżeństwa ożywiał nas i ratował przed życiowymi tarapatami? Duch i prawda. Tylko tyle potrzebujemy. Żyć w Duchu Świętym, który będzie nas przekonywał o naszej błogosławionej nędzy i całkowitej zależności od Ojca, i żyć w prawdzie.

Jeżeli małżeństwo chce żyć w prawdzie, bez masek, bez udawania to nie ma innej drogi jak nauczyć się otwierać przed sobą nie tyle głowę, co serce.

Co to znaczy dla małżonków? Jedna z naszych córek bardzo późno zaczęła mówić. Przez ponad rok mieliśmy świadomość tego, że bez słów nie mamy dostępu do jej umysłu, do jej sposobu przeżywania świata. Moment, w którym zaczęła wypowiadać pierwsze zdania był dla nas jak złamanie enigmy do jej głowy. Mogliśmy poznać świat jej pojęć, wejść w jej tok rozumowania. A jeżeli małżeństwo chce żyć w prawdzie, bez masek, bez udawania to nie ma innej drogi jak nauczyć się otwierać przed sobą nie tyle głowę, co serce. Można żyć pod jednym dachem wiele lat i nigdy nie wyjść poza poziom intelektualnej przygody. Twórczej wymiany myśli i poglądów. Pasjonująca perspektywa, ale na jej końcu zionie pustka samotności. Małżonkowie stają w sypialni przed sobą nago trochę też po to, by uzmysłowić sobie, że do takiej nagości jesteśmy powołani również na poziomie serca. A nie poznam serca mojego małżonka, jeśli on nie opowie mi o swoich uczuciach. Droga do głębokiego poznania siebie nawzajem wiedzie przez ufną rozmowę, w której zdania zaczynające się od „Uważam…, Sądzę…” zastąpimy wypowiedziami zaczynającymi się od: „Boję się…, Wstydzę się…, Jestem sfrustrowany…, Czuję się zagubiony…”. Ale mogę w ten sposób mówić do mojego męża tylko wtedy, kiedy wiem, że nie zostanę przez niego oceniona. Nasze spotkanie serc może wydarzyć się tylko wtedy, kiedy całkowicie zrezygnujemy względem siebie z języka oceny. Kiedy ja nie wypowiem w jego stronę „Jesteś taki….” i kiedy on nie zrewanżuje mi się tekstem „Bo ty zawsze…., Bo ty nigdy”. Mówmy do siebie tak, jakbyśmy stali przed sobą nadzy. Prosto i z głębi siebie. Uczmy się tego już przed ślubem! Uczucia mojego narzeczonego, mojej narzeczonej to dla mnie wielki skarb. Najcenniejsza informacja. Nie oceniajmy ich. Uczucia są przecież częścią naszego bios – są od nas niezależne. Kiedy słyszę, że Wojtka coś frustruje staram się zrozumieć jaka potrzeba kryje się za tym uczuciem. Głodu? Spokoju? Ciszy? Snu? ( W naszej dużej rodzinie – prawie zawsze chodzi o któreś z powyższych ;) Ale mniej mi do śmiechu, kiedy słyszę o jego potrzebie bycia przeze mnie zrozumianym, albo przyjętym w jego zwyczajności, a nie doskonałości.

 

 

Mówmy do siebie tak, jakbyśmy stali przed sobą nadzy. Prosto i z głębi siebie. Uczmy się tego już przed ślubem!

Dialog rządzi się fundamentalną zasadą: bardziej słuchać niż mówić. Nie uda mi się zrozumieć Wojtka, nie uda mi się go poznać, jeżeli nie będę go słuchać. Bez gotowej odpowiedzi, bez przekonania, że „i tak wiem co powie”. Słuchanie pełne akceptacji, zrozumienia i zdziwienia. Słuchanie, które wyrasta z przekonania, że mój współmałżonek do końca pozostanie dla mnie tajemnicą. Świat przeżyje bez moich złotych myśli. Bez moich porad, krytycznych uwag. Ale nie wiem czy świat, czy mój mąż przeżyje bez mojego wysłuchania go do końca. Często piszę o naszej wieczornej kanapie. O filmie/scrabblach i dobrym winie. Ale naszą codzienną wieczorną randkę zwykle zaczynamy od rozmowy, od zwierzenia i zawierzenia sobie nawzajem naszych obaw, radości, lęków. Ojciec Badeni mówił o lampce, która zapala się między małżonkami, gdy tak sobie siedzą obok siebie w spokoju. Nasza lampka właśnie wtedy świeci najmocniej, a my czujemy między sobą cichą Obecność.

 

Dopiero kiedy zgodzę się na moje duchowe ubóstwo, wtedy będę w stanie przyjąć i utulić ubóstwo mojego męża.

Jest ratunek!

I jeszcze jeden, ostatni aspekt życia w prawdzie. Bodaj najtrudniejszy: przebaczenie, które albo wejdzie małżeństwu w krew jak sprawność harcerska, albo przegra ono z kretesem swoją miłość. Przebaczenie to czasem jedyna szansa, żeby pójść dalej. Są takie sytuacje, kiedy nie pomoże naprawdę już nic. Są takie rany, które nie przestaną krwawić dopóki nasze serce nie powie „Przebaczam”. Kiedy było mi najtrudniej przebaczać Wojtkowi? Wtedy, kiedy miałam klapki na oczach i żyłam z syndromem doskonałej – czyli niepopełniającej żadnych błędów – ofiary. Dopiero kiedy sama zaczęłam zauważać moje małe świństewka, zdałam sobie sprawę, że małżeństwo to związek dwóch biedaków, którzy powinni zamiast wielkich haseł powiedzieć sobie przy ołtarzu „Ślubuję, że cię zranię”. Choć oboje jesteśmy żebrakami spragnionymi miłości, sami z siebie nie jesteśmy w stanie przekroczyć naszego egoizmu, naszej pychy, naszej potrzeby dominacji. Ale jest na to ratunek! Jest sposób na zatrzymanie samonakręcającej się spirali małżeńskiej złości. Jest nim pokora. Dopiero kiedy zgodzę się na moje duchowe ubóstwo, wtedy będę w stanie przyjąć i utulić ubóstwo mojego męża. A wtedy, w świetle prawdy o sobie, nasze ograniczone i tragiczne „Ślubuję, że cię zranię”, Bóg przemieni w potężne i pełne nadziei „Ślubuję ci miłość, wierność i uczciwość małżeńską”. 

 

Jest jedna tajemnica różańca, która rozczula mnie w sposób niewymowny – Tajemnica Kany, objawienia się mocy Jezusa. Chrystus – objawione Serce Ojca – nim wskrzesi młodzieńca z Nain, nim wypędzi złe duchy z Marii Magdaleny ratuje nieznane z imienia małżeństwo. Być może chce nam pokazać, jak ważne jest ono w planie zbawienia. On i ona – biedaki i żebraki, którym jeszcze nieraz zabraknie wina, którzy jeszcze nieraz doświadczą bezsilności wobec wyzwań, które staną na ich drodze. Dlatego On chce być między nimi – Dobry Pasterz, Król chwały. On może poprowadzić ich ku wodom życia, ku miłości, czułości i przyjaźni jakiej nawet nie są w stanie sobie wyobrazić. On może ich nawet wskrzesić, jeśli za kilkanaście lat umrą z braku czułości i przebaczenia. On może wszystko.

Ale czy wysłaliście Mu już zaproszenie na ślub?

 

Szukasz wartościowych treści?

Zapisz się na cotygodniowy newsletter Stacji7


 

 



Anna Hazuka

Anna Hazuka

Żona Wojtka, mama Marysi, Ulci, Elenki, Basi i Jasia. Z życiowej pomyłki - prawnik, z naprawionego błędu - dziennikarz. Absolwentka pierwszej edycji Akademii Dziennikarstwa.

Zobacz inne artykuły tego autora >
Anna Hazuka
Anna
Hazuka
zobacz artykuly tego autora >
Copy link
Powered by Social Snap