video-jav.net

Wulgaryzmy w Biblii

Zawsze kiedy pojawia się hasło „wolność” myślę o filmie Braveheart, w którym Mel Gibson na torturach krzyczy ostatkiem sił to swoje: „FREEEEEDOM”.

Dorota Paciorek
Dorota
Paciorek
zobacz artykuly tego autora >

Polub nas na Facebooku!

Co ciekawe, kiedy mowa o wolności słowa, w mojej głowie znów pojawia się kadr z Braveheartu.

Tym razem scena, w której główni bohaterowie ściągają kilty, by pokazać zaskoczonym Angolom gołe d…  – pośladki.

Nie znoszę eufemizmów.

W życiu codziennym jestem w stanie jeszcze zrozumieć: małe dzieci i te sprawy. Ale w Biblii?

Przecież naprawdę małe dzieci nie czytają jeszcze Pisma Świętego, a jeżeli już zaczynają sięgać po takową lekturę, zazwyczaj w swoim życiu zdążyli już usłyszeć i nawet osłuchać się z dużo większym zakresem wulgaryzmów niż te, które zostały ocenzurowane przez tłumaczy Biblii Tysiąclecia.

Gdyby Jezus nie chciał na przekór faryzeuszom pojechać czasami po bandzie, z pewnością nie wyzywałby ich od grobów pobielanych, nie straszył potępieniem w piekle i nie rozwalał dochodowych stoisk z dewocjonaliami.

A na pewno unikałby dwuznacznych sytuacji i co za tym następuje: nie uzdrawiał – dotykając nieczystych, nie wypędzał złych duchów – mimo szabatu, i nie zasiadał do stołu – z grzesznikami (nota bene, jeżeli nie z grzesznikami, to z kim mógłby jadać Jezus? Chyba tylko z Mamą…)

Wulgaryzmy w Biblii

Ewangelia pełna jest szokujących zwrotów akcji i trików, które dziś w skomercjalizowanym przez reklamy świecie, moglibyśmy nazwać całkiem dobrym marketingiem, o ile świadomie zawężylibyśmy nasz target wyłącznie do wybranych jednostek.

Nie ilość, a jakość. Wówczas możemy rzeczywiście radykalnie opowiadać się po stronie Prawdy, bez obaw, że narazimy się wojującym antyklerykałom, albo – po drugiej stronie areny – wzbudzimy niesmak tych ochrzczonych, którzy swoją przynależność religijną chcieliby zachować dla siebie, najlepiej ukryć ten skarb pod ziemią, ewentualnie dla poczucia przyzwoitości, ograniczyć do tradycyjnych wizyt w świątyni, byle tylko się nie wychylać.

Ale czy można głosić Ewangelię …nie narażając się? Bezpiecznie? Z ukrycia? Wciąż twierdząc, że nie mamy grzechu i że my sami jako pierwsi nie potrzebujemy nawrócenia?

Bo jeżeli nasze życie nie wyraża śmierci i zmartwychwstania Chrystusa, a radość z przynależności do Mistrza nie rozsadza światopoglądu tak, że ciężko „nie głosić tego cośmy widzieli i czego dotykały nasze ręce”, próżna jest nasza wiara.

Wulgaryzmy w Biblii

Mocniej: święty Jan będzie krzyczał w Apokalipsie, że skoro ani zimni, ani gorący nie jesteśmy, tylko letni, średni, nieokreśleni, nijacy, to Pan zamierza – tu tłumacz używa w Tysiąclatce metafory – „wyrzucić nas ze Swoich ust”.

W oryginale słyszymy jednak słówko: „ἐμέω” – wypluć, wyrzygać (Ap 3,16). Bóg wymiotuje tymi, których nie rozpala żar Jego ofiary, którzy są obojętni na Jego nieustanne uwodzenie.

Wulgaryzmy w Biblii

Jeżeli do wolności wyswobodził nas Chrystus – Słowo wiekuiste Ojca, więc tym bardziej – do wolności Słowa, abyśmy mogli świadczyć, uznając wszelkie przeciwne ewangelizacji cenzury i autocenzury, stopnie kariery i bogactwa, substytuty wolności i wewnętrzne zniewolenia – za zwykłe śmieci.

Robiąc sobie taki duchowy bilans zysków i strat, Święty Paweł określa wręcz wszystko, co odłącza go od Chrystusa, dosadnym: „σκύβαλα” – łajno, odchody, ale najczęściej w tłumaczeniu jako gówno (Flp 3,8).

Fakt, ten grecki wulgaryzm pojawia się w Biblii tylko raz, ale jakoś ciężko wyobrazić sobie, że prześladowany za wiarę apostoł, który ma gdzieś poprawność polityczną, który w każdej chwili może zostać skazany na biczowanie, wygnanie czy śmierć, być może u schyłku napiętnowanego cierpieniem życia, pisze z perspektywy więziennych lochów: „kupa”. I to do raczej dość męskiego grona słuchaczy, jaki w większości stanowił kościół w Filippi, kolonii żołnierzy i weteranów wojennych.

Nie żebym jakoś specjalnie stawała w obronie wojskowego żargonu, ale jak mawiał ksiądz Tishner, w życiu są tylko trzy prawdy: świento prawda, tys prawda i gówno prawda.

Wolność chrześcijanina wyraża się nawróceniem. Nie poprawną polszczyzną.

Dorota Paciorek

Dorota Paciorek

Wymienianie ksiąg Starego Testamentu idzie jej zdecydowanie słabiej niż recytacja odcieni Pantone. Ale ma hopla na punkcie Jezusa z Nazaretu i uważa, że chrześcijaństwo to najradośniejsza religia na świecie (choć złośliwi wliczają ten entuzjazm w profity neofity). Od niedawna zajmuje się designem chrześcijańskim i wciąż wierzy, że sztuka użytkowa w Kościele nie musi ograniczać się do plastikowych Maryjek z odkręcaną główką na wodę święconą. Lubi malować ikony i robić memy na Facebook’u. Nie lubi gdy muchy zjadają jej pigment z ikon i gdy nieznajomi użytkownicy kradną obrazki z fejsa zamiast je udostępniać.

Zobacz inne artykuły tego autora >
Dorota Paciorek
Dorota
Paciorek
zobacz artykuly tego autora >

Dni Młodzieży?

W czasie konferencji prasowej, zapowiadającej XIX już Targi Wydawców Katolickich, które co roku odbywają się wiosną w Warszawie, padła informacja o nowej targowej inicjatywie - Dniach Młodzieży.

Anna
Sosnowska
zobacz artykuly tego autora >

Polub nas na Facebooku!

Zastrzygłam uszami, bo pomysł jest przecież świetny i aż dziw bierze, że organizatorzy dopiero teraz na niego wpadli. W dobie niezwykle marnego czytelnictwa w ogóle, a co dopiero czytelnictwa publikacji religijnych wśród młodzieży!, każda próba poprawienia tak dramatycznych statystyk, a raczej próba zmiany mentalności młodych ludzi, zasługuje na medal.

Zaczęłam z entuzjazmem wertować materiały prasowe, żeby od razu sprawdzić, jakie atrakcje organizatorzy Targów szykują dla potencjalnych, kilkunasto- czy dwudziestoletnich czytelników wartościowej literatury, czym będą chcieli ich „uwieść” i jak przywieść do katolickiej książki?

Dni Młodzieży?

Strona 39, „Program Dni Młodzieży” – czytam, i dalej: „Papież i młodzież – razem: Bł. Jan Paweł II, Benedykt XVI, papież Franciszek”.

Ten tytuł przywodzi mi wprawdzie na myśl szkolne akademie sprzed 15 lat, ale nie zrażam się i studiuję pierwszy punkt. „Spotkanie z prof. Mieczysławem Gogaczem. Temat: Elegancja duchowa w ujęciu Profesora Mieczysława Gogacza”.

Spokojnie – mówię w myślach do samej siebie – zobacz, co jest dalej. Patrzę. „Promocja książki o papieżu Franciszku „Nadzieja Kościoła. Papież Franciszek. Spojrzenie w perspektywie wiary”. A kolejne spotkanie? „Widowisko poetycko-muzyczne Zatrzymaj się”.

Dni Młodzieży?

Ciśnienie mi podskoczyło, nerwowo przerzucam kartkę, strona 40. „Przesłanie papieskie do Polaków i Rodaków na Wschodzie i Zachodzie”. Omiatam wzrokiem resztę programu – że przypomnę – Dni Młodzieży : „Znaczenie mistyki karmelitańskiej we wzrastaniu Karola Wojtyły…”, „Rozmowa o współczesnej służbie na rzecz Ojczyzny…”, „Czym były gimnazja klasyczne w Galicji…?”, „Rola Ducha Świętego w rozwoju człowieka do pełnej dojrzałości w 5. rocznicę śmierci O. Pinckearsa OP”…

No dobra, może coś pomyliłam? Może to nie są Dni Młodzieży dla młodzieży, tylko o młodzieży – naukowo? Idę po konferencji prasowej do rzecznika Targów Wydawców Katolickich i najpierw upewniam się, czy to nie jest jakiś błąd w druku. No nie, wszystko się zgadza, tak, to program Dni Młodzieży. – Ale czy one są skierowane do młodzieży? – dopytuję. –Tak – odpowiada pan Paweł. – To chyba żart! – wyrywa mi się, więc gryzę się w język, licząc na zrozumienie tego młodego przecież człowieka. – To kwestia gustu – słyszę.

Nie, w moim przekonaniu to nie jest kwestia gustu, tylko kompletnie zmarnowana okazja do realizacji fajnego u źródła pomysłu.

Dni Młodzieży?

Pewnie na targowych „młodzieżowych” spotkaniach pojawi się trochę stypendystów Fundacji Nowego Tysiąclecia, która została wymieniona w gronie partnerów tego przedsięwzięcia. Ale czy o taki efekt chodziło organizatorom? Jeśli ktoś chce zobaczyć, jak powinno się dziś docierać do ludzi młodych, jak ich przyciągać, inspirować i angażować, niech odszuka sobie w sieci stronę akcji „Rób to co kochasz”, prowadzonej przez chrześcijańskiego rapera Arkadio.

Energia, radość, entuzjazm, nowoczesne formy – to znaki firmowe tej akcji i właśnie pod takim sztandarem trzeba dziś walczyć o uwagę młodzieży. Nie dlatego, że ona jest mało ambitna i nie wysiedzi na spotkaniu z profesorem od tomizmu konsekwentnego, ale dlatego, że jest wymagająca i szkoda jej czasu na udział w mizernych, nudnych projektach, kiedy wokół tyle kuszących alternatyw.

Anna Sosnowska

Zobacz inne artykuły tego autora >
Anna
Sosnowska
zobacz artykuly tego autora >