The Kelly Family: God is Love

„Uzależniłem się od Bożego Miłosierdzia” – powtarza na swych koncertach Paddy Kelly, gwiazda okładek Bravo lat 90-tych i autor nieśmiertelnego przeboju the Kelly Familly, An Angel. – „Bóg jest miłością!”

Dorota Paciorek
Dorota
Paciorek
zobacz artykuly tego autora >

Pamiętacie The Kelly Familly? Długowłose rodzeństwo, które bez względu na przemierzane kraje, przechodzone mutacje i roztrwaniane miliony, gromadziło na stadionach tłumy rozhisteryzowanych dziewcząt i zakochanych par, romantycznie wyciągających w niebo płonące zapalniczki?

Paddy Kelly, autor największych przebojów „I can’t help myself” i „Angel”, szybko wyrósł na idola nastolatek, zasypywanego tonami listów miłosnych i skazanego na ciągłą obecność paparazzi, którzy dzień i noc okupowali zamek, w którym mieszkał.

Tyle z historii.

Fenomen the Kelly Family zdawał się jednak dziwnie przemijać wraz z latami 90-tymi i swoim pokoleniem, które dojrzewając zdążyło założyć rodziny, zaciągnąć kredyty i wyrobić sobie nader odmienny gust muzyczny. Nadeszła pora na weryfikację dziecięcych marzeń z rzeczywistością. W takich chwilach niezastąpioną pomocą okazuje się Biblia. I bardzo dobrze, bo natchnienie, by sprawdzić jak dziś miewa się Paddy Kelly, przyszło wprost z Księgi Jeremiasza: „Gdzież są twoi idole, których sobie uczyniłaś? (Jr 2,28)

No właśnie, gdzie?

Okazuje się bowiem, że będąc jeszcze u szczytu sławy Paddy Kelly postanowił odejść. Wpierw bardzo realnie, skacząc z okna zamku. Później, po nieudanej próbie samobójczej i swoim radykalnym nawróceniu – wstępując do zakonu o bardzo surowej regule. Po sześciu latach pobytu wśród braci świętego Jana, Paddy Kelly znów modyfikuje życiowe powołanie, w 2011 roku rezygnuje z habitu (ale nie z miłości do Chrystusa) i wyrusza w trasę promującą modlitwę na różańcu Eurosarium Tour. Nie mam złudzeń, że nawet po tylu latach ciężko będzie namówić dawnego idola na wywiad. Wizja, w której rzuca mi się na szyję ślubując dozgonną miłość również wydaje się mało realna – zwłaszcza w oczach moich sceptycznych znajomych. A jednak, już witając się ze mną Paddy Kelly kiwa znacząco głowo: „Jesteś z Polski?” I dodaje po chwili namysłu w moim rodzimym języku: "Kocham Cię… Polsko". To będzie mistyczny wywiad!

The Kelly Family: God is Love

Eucharystia i inne cuda

Słuchając świadectwa nawrócenia Paddiego, trudno oprzeć się wrażeniu, że jego życie na serio z Bogiem to łańcuch przedziwnych zbiegów okoliczności, cudownych wydarzeń i intensywnej modlitwy, którą on sam przyrównuje do facebooka: Bóg jest dostępny on-line 24 godziny na dobę, 7 dni w tygodniu. Wysłuchuje natychmiast. Kiedy zacząłem się modlić, skończyło się cierpienie i pojawiło się coś innego: nadzieja, miłość, światło, szczęście, pokój (Ga5, 22). To są rzeczy, których nie można kupić w supermarkecie. Możesz kupić biżuterię, ubrania, ale nie szczęście – bo szczęście pochodzi od Boga. Bóg jest miłością. Czytając po raz pierwszy Ewangelię zdziwiło mnie, że Jezus mówi „Ja jestem światłością świata” (J8,12). Pomyślałem sobie, kim jest ten człowiek, który mówi „Ja jestem światłością świata”. Jest albo szalony, albo wypił za dużo alkoholu. Ale Jezus mówi: Ja jestem światłością świata. Ja jestem prawdą, Ja jestem drogą i życiem (J14,6). A za każdym razem gdy mówi „Ja jestem” – Ego eimi – używa imienia Boga. Kiedy Mojżesz się pytał, Boże, co mam przekazać, jeśli zapytają mnie, kto mnie posłał, jakie jest Twoje imię? Bóg odpowiedział – Ja jestem (Wj3, 13). Ego eimi. Więc kiedy Jezus mówi – Ja jestem światłością świata, myślę sobie: albo ten facet jest „crazy”, albo prawdziwie jest Bogiem. Prawdziwie jest prawdą, drogą i życiem.

The Kelly Family: God is Love

Fot. Juozas Valiušaitis

DP: Jakie są największe cuda, których byłeś świadkiem?

Paddy Kelly: Dla mnie największym cudem w moim życiu jest Eucharystia. Bóg daje Sam Siebie jako chleb. Wyobraź sobie: jestem w tobie zakochany…

DP: Wyobrażam sobie…

Paddy Kelly: Hipotetycznie (Paddy robi w powietrzu wyraźny cudzysłów)

DP: OK.

Paddy Kelly: I pragnąłbym być ciągle z tobą. Czasami zakochani mówią, ze uuuu, ooo, kocham cię tak bardzo, że, mmm, mógłbym cię zjeść. Nie wiem, czy to znasz?  A Bóg tak nas umiłował, że pozwolił na to, by Go zjeść. Choć święty Augustyn mówi, że w rzeczywistości to my jesteśmy zjadani przez Niego. Tajemnica miłosierdzia. Mistyczna miłość.

The Kelly Family: God is Love

Fot. Juozas Valiušaitis

DP: A cuda bardziej widoczne w realnym świecie?

Paddy Kelly: Kiedyś jeszcze jako brat John Paul Mary, kiedy nie miałem pieniędzy, ani karty kredytowej, dowiedziałem się, że mój przyjaciel, który chorował od dłuższego czasu, jest umierający. Potrzebowałem 20 euro na pociąg, żeby pojechać go odwiedzić. Więc poszedłem do kościoła i modliłem się do Boga – jak mógłbym pomóc przyjacielowi – jeżeli chcesz Boże, abym go odwiedził, potrzebuję pieniędzy na bilet. I kiedy skończyłem się modlić, podszedł do mnie zupełnie obcy mężczyzna i włożył mi coś do ręki. Co to było?

DP: 20 euro?

Paddy Kelly: 20 euro. I mogłem odwiedzić przyjaciela. Ale jest też inny cud. Miałem 20 euro na zakupy i kiedy wracałem do klasztoru okazało się, że brakuj mi 10 euro – nie wiem jak? Więc myślę: „Boże, proszę…” I nagle starsza kobieta podbiega do mnie: „Bracie, bracie” aż się trochę się wystraszyłem, czego ona ode mnie chce – a ona daje mi do ręki banknot…

DP: 10 euro?

Paddy Kelly: 10 euro. Ale był też większy cud. Mieliśmy do uregulowania rachunek za ogrzewanie w klasztorze na 20 tysięcy euro i jeśli nie zapłacilibyśmy go w ciągu 2 tygodni, odcięliby nam ogrzewanie w zimie. Wiec przełożony stwierdził – musimy się modlić: nowenna 9 dniowa, wszyscy bracia razem. I ostatniego dnia ktoś, kto chciał pozostać anonimowym, wysłał nam czek na 20 tysięcy euro. Jest taki fragment – troszczcie się najpierw o Królestwo Boże, a wszystko inne będzie wam dane (Łk12, 31). I tak to działa.

Dlatego są też inne, większe cuda… Ale one są prywatne.

Dorota Paciorek

Dorota Paciorek

Wymienianie ksiąg Starego Testamentu idzie jej zdecydowanie słabiej niż recytacja odcieni Pantone. Ale ma hopla na punkcie Jezusa z Nazaretu i uważa, że chrześcijaństwo to najradośniejsza religia na świecie (choć złośliwi wliczają ten entuzjazm w profity neofity). Od niedawna zajmuje się designem chrześcijańskim i wciąż wierzy, że sztuka użytkowa w Kościele nie musi ograniczać się do plastikowych Maryjek z odkręcaną główką na wodę święconą. Lubi malować ikony i robić memy na Facebook’u. Nie lubi gdy muchy zjadają jej pigment z ikon i gdy nieznajomi użytkownicy kradną obrazki z fejsa zamiast je udostępniać.

Zobacz inne artykuły tego autora >
Dorota Paciorek
Dorota
Paciorek
zobacz artykuly tego autora >

Książkowe must have

Jeśli myślę o idealnym odpoczynku, wyobrażam sobie czas z dobrą książką. Lub z filmem, zwłaszcza teraz, gdy Akademia ogłosiła nominacje do Oskarów i trzeba nadrobić zaległości w tej dziedzinie.

Monika Bartys
Monika
Bartys
zobacz artykuly tego autora >

Książkowe must have

Nagrodzone Bookerem „Życie Pi” Yanna Martela to właściwie klasyka literatury. Kiedy książka ukazała się w Polsce po raz pierwszy w 2003 roku czytali ją wszyscy, dzieląc się wrażeniami i emocjami. Mnie polecił ją pewien śpiewak operowy i sąsiadka, księgowa. Oboje nie mogli się oderwać od historii Pi Patela, który 227 dni spędził z tygrysem w szalupie ratunkowej. Kiedy oni dryfują po Oceanie Spokojnym my myślimy o sile człowieka, granicach ludzkiej wytrzymałości, budzimy w sobie nadzieję, stajemy się silniejsi. Dla tych, którzy nie czytali jeszcze „Życia Pi” Wydawnictwo Albatros wznowiło książkę z filmową okładką. Film Anga Lee (11 nominacji do Oskarów) można oglądać w kinach od ostatniego weekendu. Jak donoszą media branżowe zaczyna on już prześcigać wyniki „Hobbita” Petera Jacksona.

Książkowe must have

„Hobbita” obejrzeliśmy już chyba wszyscy, ale czy czytaliśmy tę niewielką powieść Tolkiena, zresztą lekturę szkolną? W księgarniach znajdziemy zatrzęsienie różnych wersji tej książki. Iskry wznowiły powieść w klasycznym przekładzie Marii Skibniewskiej. Amber wydał wersję z ilustracjami Alana Lee, z kolei Bukowy Las „Hobbita z objaśnieniami”. Jeśli ktoś ma ochotę na „Gry i zabawy” z Hobbitami, również taką książkę znajdzie. Może, zanim druga część filmu zagości w kinach, warto sięgnąć właśnie po książkę (mój faworyt to wydanie Iskier) i nie bojąc się spojlerów przeżyć przygodę z Bilbo Baginsem od początku do końca? Bez przerw, bo historia rzeczywiście wciąga.

Książkowe must have

Dla wielbicieli literatury non-fiction styczeń przyniósł nie lada gratkę. „Miłość z kamienia” Grażyny Jagielskiej to wstrząsająca spowiedź żony Wojciecha Jagielskiego. Czytanie tej książki boli, wstrząsa, przewraca wnętrzności. To jedna z tych lektur, o których natychmiast trzeba komuś opowiedzieć. Może po to, aby pozbyć się emocji. Może jest to ten sam mechanizm, który rządził małżeństwem Jagielskich. On wracał z wojny i oddawał jej wszystkie swoje lęki, uczucia, a przede wszystkim obrazy i opowieści. Ona żyła tym tak intensywnie, że teraz leczy się w klinice stresu bojowego, choć nigdy nie była na wojnie. Niebywała książka. Styczniowe must have!

Książkowe must have

Jeśli ktoś – tak jak ja – raz do roku czyta „Mistrza i Małgorzatę” tej książki nie może ominąć! Ale ważna jest ona nie tylko dla fanatycznych fanów Bułhakowa. „Dziennik Mistrza i Małgorzaty” to bardzo pokaźny (688 stron), starannie wydany tom. Zawiera zapiski prowadzone przez pisarza od 1921 do 1926 roku, kiedy to OGPU je zarekwirowała. Bułhakow znakomicie oddał w nich klimat i wszelkie detale ówczesnego życia w Moskwie. Poza Dziennikiem książka obejmuje zapiski żony Bułhakowa Jeleny, prowadzone na życzenie pisarza, a czasem wręcz pod jego dyktando oraz listy. „Dziennik Mistrza i Małgorzaty” to kopalnia wiedzy o pisarzu i szczegółach jego życia. Ilość informacji, nazwisk, dat i innych szczegółów momentami może przytłaczać, ale komentarze Wiktora Łosiewa pomagają nie zgubić się w tym labiryncie informacji.

Książkowe must have

Profil „Książka twarzy” ma na Facebooku 35 znajomych i jest martwy. Książka Marka Bieńczyka nagrodzona Nike 2012 tętni życiem, a znajomych zbiera w sobie o wielu więcej. Bieńczyk jest mistrzem eseju. W jednym tekście łączy tenis z Barańczakiem i tanatosem. O wszystkim pisze pięknie, przejrzyście, łączy w jedno, jak posty na Tablicy Użytkownika. Najważniejsza jest dla Bieńczyka literatura. Na drugim miejscu stawia życie (sport, wino, podróże, przyjaźnie), które z powodzeniem zamienia w literaturę. Moje ulubione części tej książki to Picturesca, bo chętnie czytam o obrazach (dla Bieńczyka obraz to także twarz Leo Beenhakkera) i Geografica, bo podróżować lubię i chętnie o podróżach czytam, zwłaszcza tych nieoczywistych i absurdalnych. Ale są tu też eseje o sporcie, pisarzach, o mieście i perfumach, o dyskursie miłosnym i dzieciństwie. „Książka twarzy” pobudza zmysły i wyobraźnię. Lektura do powolnego smakowania.

Monika Bartys

Monika Bartys

Monika Bartys – zaczęła czytać w wieku trzech lat. Czytała wszystko: od książeczek o Misiu Uszatku po instrukcje obsługi. Rodzice trochę się o nią martwili i w efekcie zapisali na naukę gry na akordeonie. Oczywiście czytanie nut przegrało z czytaniem liter. Kiedy ukończyła polonistykę przez jakiś czas uczyła małe dzieci. Obecnie namawia wszystkich do czytania i kupowania książek. Prywatnie jest szczęśliwą mamą. W wolnych chwilach śpi lub… czyta.

Zobacz inne artykuły tego autora >
Monika Bartys
Monika
Bartys
zobacz artykuly tego autora >