video-jav.net

Baczyński. Trzeba umieć ludzi pokochać.

Jak żyć po wojnie, jak ocalić w sobie człowieczeństwo, gdy prześladują obrazy, z którymi nie można się pogodzić? Niestety, poeta Krzysztof Kamil Baczyński nie zdołał się dowiedzieć. Czwartego sierpnia jest rocznica jego śmierci, zginął na początku powstania. Bolesne szkło z oczu tak szybko wyjął mu Bóg.

Polub nas na Facebooku!

Baczyński. Trzeba umieć ludzi pokochać.

(Raz – dwa – trzy – cztery…)

Raz – dwa – trzy – cztery – niech ambasador nosi ordery, nam jedna szarża – do nieba wzwyż, i jeden order – nad grobem krzyż.

Raz – dwa – trzy – cztery – niech pan minister nosi lakiery, nam dziury w butach, głodno i chłód, lecz wolność lepsza niż głupi but.

Raz – dwa – trzy – cztery – niechaj homara jedzą frajery, ty chociaż kamień do gęby włóż, lecz za toś, bracie, żołnierz, nie tchórz.

Raz – dwa – trzy – cztery – woda czy góra, leź do cholery, z naszych to ramion czy tak, czy siak, wytryśnie Polska wolna jak ptak.

Elegia o… (chłopcu polskim)

Oddzielili cię, syneczku, od snów, co jak motyl drżą, haftowali ci, syneczku, smutne oczy rudą krwią, malowali krajobrazy w żółte ściegi pożóg, wyszywali wisielcami drzew płynace morze.

Wyuczyli cię, syneczku, ziemi twej na pamięć, gdyś jej ścieżki powycinał żelaznymi łzami. Odchowali cię w ciemnościach, odkarmili bochnem trwóg, przemierzyłeś po omacku najwstydliwsze z ludzkich dróg.

I wyszedłeś, jasny synku, z czarną bronią w noc, i poczułeś, jak się jeży w dźwięku minut – zło. Zanim padłeś, jeszcze ziemię przeżegnałes ręką. Czy to była kula, synku, czy to serce pękło?

fot. Sylwester Braun

(Trzeba umieć ludzi pokochać…)

Trzeba umieć ludzi pokochać, jeśli nie ogień, ustami wyrzucać jasność, życie jak granat wybucha, wybuchło, zgasło. A tu by trzeba z desek prostych dom, kościół, niebo drgające wznieść. A tu posadzić żywicą dudniące sosny, pod włosami ich, pod kwiatami serdeczną głosić wieść.

A tu by dzbany oliwy słonecznej pełne w rany otwartych warg podać, w chałupin ciemnych trumny, w popiół niech płynie niebios woda.

Tak z dłonią na salwie czerwonej serce – człowieku – jak gołąb ginąc tłucze, świat – gdzie spojrzysz jak ściana lodu czterostronny – zabijać tylko, umierać uczy.

Krew upada jak dzwony z jękiem. A ty stoisz, ręceś zadumał. W głębokościach działa oślepłe: ogień, ciemność, kurzawa, tuman.

Jeszcze by trzeba pokochać mocniej, dech jak sztandar rozwinąć szerzej, jaśniej, czas jak płomień pochłania, pochłonął, gaśnie.

A ty stoisz, cieśla niemrawy, stygną łuki wiatrów nietkniętych, tężeją niebios białe ławy. O boży cieślo! tnij raz jeszcze, ze struga wiór jak grom się zwije, już go chwytają, wzięli, unieśli, upadł, przepalił serca – więc żyjesz.

Baczyński. Trzeba umieć ludzi pokochać.

Do Matki Boskiej

Mario, obłoków ciszo.

Ciężko nam Boga dźwigać,

jeszcze ciężej odrosły świat,

nieba wysokie ciężej; nieba nad nami wiszą

jak przykazania ciemny kwiat.

Mario, tak bardzo boli, powiedzmy słowem prostym,

oto wszystko, całą maluczkość serc:

tu oto świty skazańców, tu oto dzieci, co rosły,

tu oto, Mario – milcząca nawet przed Bogiem śmierć.

Żeby się jeszcze unieść: o, natchnie ciepła muzyka,

ale już ziemia za ciężka, to dusze martwe jak ołów,

ciała i groby za ciężkie – stężałe bryły mozołu,

dym, płomień nad nami wykwita.

Cierpienie to kula, koło, rzeźbi, lecz toczy się dokąd?

Mario przeczysta, oto są dłonie wyschłe jak ruczaj,

z których by takie ogrody, zielone wybuchy drzew,

z których by domy jasności. A teraz oczy nauczaj,

jak w baldachimy przestrzeni trwogę zamienić i gniew.

Oto maluczkość nasza, śpiewaj, święta, nie ustań –

­czym wyższa topola śpiewu, tym bliżej dosięgnąć z dna.

Kończę. Oto już wszystko. Jak wióry wyschłe mam usta,

nimi, o cicha, ciebie jak wizerunek wycisnąć w twardych dniach.

Ewa Demarczyk: Wiersze wojenne – sł. Krzysztof Kamil Baczyński, muz. Zygmunt Konieczny.

Zwycięzcy

Wiatr szeroki nam czoła obliże,

jak lew westchnie i przestrzeń wydmie

ponad nami. A jeszcze wyżej

łuna świśnie ogromnym skrzydłem.

Głowy nasze – owoc upalny,

rozszalałe włosów płomienie

deszcz omyje jędrny i walny,

aż się do snu schylą na ziemię. Jeszcze chleby, jabłka jak księżyc

stół sosnowy zalegną kołem,

dłonie szorstkie, tak nieporęczne,

chleb przełamią z bożym aniołem.

A na skronie, gdy sen nas stłumi,

gdy będziemy znów ludzie prości,

blask nam spadnie i ten zrozumie,

żeśmy w wierze doszli miłości.

Bitwa na żywo

Przebierają się w mundury Powstańców Warszawskich, biorą w ręce karabiny i granaty, biegają, krzyczą, strzelają ślepakami, udają zabitych i rannych. Publiczność klaszcze. Dorośli, a zachowują się jak dzieci? Mogą się wydawać dziwni? Do czasu, aż zrozumie się dlaczego to robią. Bo powstańcze rekonstrukcje to nie zabawa ani żarty z historii. To dużo, dużo więcej...

Sławomir
Dynek
zobacz artykuly tego autora >
Patrycja Michońska-Dynek
Patrycja
Michońska-Dynek
zobacz artykuly tego autora >

Polub nas na Facebooku!

W pierwszych dniach sierpnia Warszawa przybiera biało-czerwone barwy. 1 sierpnia jest Świętem przez duże "Ś". Świętem bohaterów i wolności. I to nie wymuszonym oficjalnym, urzędniczym kalendarzem. W czasach dyktatury komunistycznej Warszawiacy świętowali w tajemnicy, potem półoficjalnie, wreszcie gdy czerwona władza już nie miała tyle sił, by wszystkiego zakazać, uroczystości odbywały się jawnie. Ale po odzyskaniu wolności i w następnych latach świętowanie kolejnych rocznic Powstania po prostu eksplodowało. Ani komunistyczna propaganda, ani późniejsi krytycy tego Święta nie dali rady… Duży wpływ na taki wynik mają "przebierańcy" w powstańczych mundurach.

"Tu nie chodzi o to, że się przebierzemy, będziemy biegać po lesie albo po mieście i miło spędzimy czas. Chcemy pokazać ludziom, jak wygląda historia. Jak walczyli żołnierze, co robiła ludność cywilna, jak pomagały sanitariuszki. Staramy się wcielić w te postaci, żeby pokazać ludziom trochę historii"

 Edyta Sadowska jedna z uczestniczek, uczy się w technikum gastronomicznym, ma rok do matury. I jest bardzo emocjonalnie związana z tym co robi. Chce się wcielać w role osób, które walczyły, może zginęły… "Czuję to w sobie głęboko" – mówi nam. Po tym milknie na długo. "Szukam słów… " – dodaje cicho. Ale jak opowiedzieć takie uczucia? Jak wytłumaczyć to, co się dzieje w głowie i sercu?

"Takie rzeczy wysysa się z mlekiem matki" – bez ceregieli, w krótkich , harcerskich słowach, tłumaczy Miłosz Dzienio, harcerz z Mińska Mazowieckiego. Też młody chłopak. Maturzysta. Choć jego pasją jest historia, chce zostać fizjoterapeutą. Fizjoterapia to fajny zawód, można pomagać innym i jeszcze się z tego utrzymać. A z historii ciężko… A poza tym, jak mówi z uśmiechem – "historia to pasja, a pasja nie może stać się pracą bo by zbrzydła." I to rekonstrukcyjne hobby, to nie przypadek: "Obaj dziadkowie byli w Armii Krajowej, kilka osób z rodziny walczyło w Powstaniu Warszawskim. Zainteresowania rodzinne".  Najpierw próbował sam założyć grupę rekonstrukcyjną, ale nie wyszło. Trafił do Grupy Historycznej Radosława.

Bitwa na żywo

Edyta i Miłosz, młodzi, w furażerkach z orłami w koronie. Miłosz w mundurze "zdobycznym", Edyta w na wpół cywilnym, mundurze powstańczej sanitariuszki. Oboje jakby wyjęci ze zdjęć powstańczych kronik. Dbają o szczegóły ubioru, kobieca fryzura Edyty też z "epoki". "Obydwie opaski, biało-czerwoną i sanitariuszki uszyłam sama. Opatrunki też przygotowujemy sami, tniemy płócienne prześcieradła i robimy z nich bandaże. Czasami coś szyję kolegom. Pomagamy sobie wzajemnie jak tylko możemy" – mówi dziewczyna. Miłosz ma na sobie oryginalną kurtkę z II wojny światowej. Niemiecką! "To kurtka strzelców górskich – bardzo prawdopodobne, że Powstańcy mogli zdobyć takie kurtki na Niemcach" – tłumaczy. Powstańcy ze zgrupowania Radosław rzeczywiście nosili na sobie zdobyczne niemieckie mundury. Biało czerwone opaski, czy orły na czapkach – zamieniały niemieckie mundury w polskie. Opaska Szymona jest z lat 80-tych, pewien kombatant nosił ją na uroczystościach rocznicowych, teraz  jest na rękawie harcerza z GH Radosław. Dziedzictwo…

Grupa Historyczna Radosław jest jedną z prężniejszych grup rekonstrukcyjnych. Jej członkowie spotykają się z Powstańcami Warszawskimi, pojawiają się na wielu rocznicowych uroczystościach, uczestniczą w rekonstrukcjach nie tylko powstańczych. Można ich zobaczyć między innymi podczas słynnego już "Marszu Cieni". To bardzo nietypowa, wzruszająca, inscenizacja. Tu nikt nie strzela, nie biega. To rekonstruktorzy z całej Polski, przebrani w mundury żołnierzy, pograniczników i policjantów z września 1939 roku przypominają o wielkiej zbrodni Sowietów. Idą ulicami stolicy, w ciszy, bez pasów i broni, w eskorcie uzbrojonych sowieckich żołdaków. Słychać wtedy tylko stukot podkutych wojskowych butów, czasami połajanki w rosyjskim języku. Symbolicznie idą do Katynia, Starobielska, Miednoje…

Te rekonstrukcje oglądają tysiące ludzi. Młodzi i starsi. "Marsz Cieni" jest specyficzny z jeszcze jednego powodu. Nie oglądają go kombatanci z obozów w Katyniu, Starobielsku, Ostaszkowie… Oni zostali w dołach śmierci za wschodnią granicą. Ale rekonstruktorzy o nich pamiętają i oddają im w ten sposób cześć.

Uczestnicy Powstania mają stały kontakt w rekonstruktorami m.in. z Radosława. Oni oglądają rekonstrukcje ulicznych walk w Warszawie, wracają do bolesnych, ale często pięknych wspomnień. I przekazują swoją wiedzę kolejnym pokoleniom.

"Spotykamy się z Powstańcami" – mówi Jarosław Wróblewski, dziennikarz i rekonstruktor z wieloletnim stażem. I opowiada, że rośnie już kolejne pokolenie pasjonatów historii, dzieci rekonstruktorów. I oni też spotykają się z Powstańcami. "Staramy się angażować dzieci i młodzież. Patrzymy perspektywicznie. Oni to po nas przejmą. Te dzieci rozumieją historię już na innej płaszczyźnie. Uczestniczą w spotkaniach z kombatantami. Są w sekcji Zawisza. I odgrywają taką rolę, jaka Zawiszacy mieli w Powstaniu. Są łącznikami, dostarczają pocztę polową. Kombatanci Szarych Szeregów uszyli im sztandar. Przekazali im ten sztandar na warszawskich Powązkach, w 69. rocznicę Powstania. W ten sposób jakoś ich namaścili. Zobaczyli w nich swoich spadkobierców. To ważna rzecz! Moja córka Zuzia też była w Zawiszy. Widzę, jak ona chłonie historię" – mówi Jarosław Wróblewski.

Etykietka "dorosłych bawiących się w wojnę" – jaką czasami ktoś chce przyczepić rekonstruktorom, jest głęboko niesprawiedliwa. Rekonstrukcje są często bardzo realistyczne. Są wybuchy, strzały, jeżdzą czołgi i wozy pancerne. Padają ranni i zabici. Leje się sztuczna krew. Czasami "giną dzieci". Sanitariuszki mają pełne ręce roboty.  To jak film historyczny, wojenny – tyle, że rozgrywany na żywo. I taki teatr gromadzi często tłumy. Po wszystkim ludzie klaszczą, kombatanci dziękują. Ale niektóre środowiska to krytykują – bo po co epatować, po co strzelać, wciągać w to dzieci. "W tym wypadku to zasadanie znam się, ale się wypowiem. Trzeba pokazywać historię taką, jaka ona była" – ucina Miłosz.

"My tych inscenizacji nie robimy na siłę. Mieszkańcy Warszawy ich chcą i chcą brać w tym udział. Pytają, kiedy coś organizujemy. Jest jakiś głód tego" – dodaje Jarosław Wróblewski. Krytykom warto jeszcze powiedzieć, że do Radosława nie mogą należeć osoby niepoważnie traktujące działania Grupy, krótko mówiąc ci, którzy chcą się bawić w wojnę. Oni muszą sobie szukać innego towarzystwa. Ponadto każdy, kto działa w Radosławie, lub chce do niego dołączyć, musi utożsamiać się z ideami żołnierzy Armii Krajowej.  Wróblewski, który jest także autorem książki "Zośkowiec" o żołnierzu Harcerskiego Batalionu Zośka, Henryku Kończykowskim ps. "Halicz" – uzupełnia: 

"Nie jesteśmy grupą paramilitarną – żeby była jasność. Chcemy przechować pamięć o Powstaniu Warszawskim. To bierzemy sobie mocno do serca. W naszym statucie jest zapis, że nie możemy założyć mundurów niemieckich i sowieckich. My kultywujemy pamięć wojska polskiego" – podkreśla.

Sławomir Dynek

Zobacz inne artykuły tego autora >
Patrycja Michońska-Dynek

Patrycja Michońska-Dynek

Zobacz inne artykuły tego autora >
Sławomir
Dynek
zobacz artykuly tego autora >
Patrycja Michońska-Dynek
Patrycja
Michońska-Dynek
zobacz artykuly tego autora >