video-jav.net

Abym mógł przed siebie iść – opowieść o Ryśku Riedlu

Pierwszy raz zobaczyłem Ryśka, kiedy szedł ulicą, tuż obok mojej szkoły. Mieliśmy przerwę i byliśmy na podwórku, a jego widok był tak niezwykły, że podbiegliśmy w kilka osób do metalowej siatki, wcisnęliśmy się w ogrodzenie, machaliśmy do niego i krzyczeli. My, czternastoletni chłopcy, ubrani w mundurki z plastiku i bistorowe spodnie. On – jak kolorowy ptak, tak bardzo inny od wszystkich ludzi, których mogliśmy wtedy zobaczyć.

Maciej
Sikorski
zobacz artykuly tego autora >

Polub nas na Facebooku!

Był rok 1982. Ciężka komuna. Tychy – miasto pełne bloków z wielkiej płyty. Moja starsza siostra zaprzyjaźniła się z chłopakiem, który próbował pomagać muzykom z zespołu Dżem w organizacji koncertów. I tak się zaczęło… Pojawiłem się u Ryśka w domu. Na początku przychodziłem zawsze z kimś, a potem już sam.

Miałem wrażenie, że Rysiek Riedel jest kimś niezwykłym, szczególnym.

Mieliśmy taki rytuał z siostrą, że w niedzielę wychodziliśmy do kościoła, ale zawsze trafialiśmy na „mszę” do Ryśka. Nasze wizyty u niego stawały się coraz dłuższe i stawaliśmy się sobie coraz bliżsi. Zachłysnęliśmy się jego talentem, tą innością. To, co nas ideologicznie zbliżało, to poszukiwanie wyidealizowanej wolności.

Świat, który nas otaczał był wrogi i brzydki, a u Ryśka w domu można się było przed tą brzydotą i szarością schować, i chociaż przez chwilę zapomnieć o tym, co nas tak bardzo przygnębiało.

Godzinami słuchaliśmy muzyki. Rysiek dostawał masę płyt z Londynu, które zawsze chętnie puszczał. Pamiętam, jak jednego dnia pokazał mi album fotograficzny duńskiego autora – Jacoba Holdta. Niezwykłe fotografie z podróży po Ameryce – tej bardzo bogatej i tej bardzo biednej. To była jedna z wielu inspiracji Ryśka do pisania tekstów. Podróż – coś, czego ani on, ani ja nie mogliśmy wtedy doświadczyć. Nie mogliśmy wtedy wyjechać, ot tak po prostu z tego naszego kraju. W jednym ze swoich utworów Rysiek pokazał to pragnienie.

Abym mógł przed siebie iść, aby sobą być, prawdzie patrzeć w twarz, kochać wszystkich ludzi i pokój sobą nieść, czy ktoś z Was zrozumie to, że w tym właśnie sens…  

Spędzałem z Ryśkiem Riedlem coraz więcej czasu. Zaczynaliśmy z siostrą poznawać jego otoczenie i rodzinę. Ale bardzo szybko zrozumieliśmy, że to poszukiwanie wolności ma też drugie oblicze.

Rysiek wybierając wolność, wybrał narkotyki.

Wolność od świata i strach przed nim wpędziła go tak na serio w niewolę, w uzależnienie. Wiedział to… Śpiewał o tym:

Do bramy, bo pada deszcz, gdy zaćpiesz przejdzie dreszcz i wróci, wróci tęcza barw i pęknie Twój wrogi świat i znów przed życiem, przed życiem pęknie strach, który Cię zmusza aby ćpać.

Jego teksty nie są jakimiś wielkimi literackimi dziełami, są proste, niektórzy powiedzą, że banalne, ale mają wielką siłę, bo są do bólu szczere. Na jednym z pierwszych moich koncertów Dżemu rozrzucano ulotkę, która zaczynała się od słów:

„witajcie na koncercie i posłuchajcie opowieści o życiu człowieka, o jego wzlotach i upadkach”.

Bez specjalnego nadęcia, bez gimnastyki z formą. Rysiek pisał o tym, czym żył, a potem całym sobą śpiewał. Jego koncerty to było coś zdecydowanie więcej niż tylko przeżycie estetyczne. Miał ogromny talent i poruszał ludzi.

Od pewnego momentu Rysiek miał świadomość, że nie panuje już nad swoimi wyborami, jego życie kierowane było przez coś z zewnątrz:

Nie stać cię na więcej, niż na pusty żal, bo gdzieś w drodze do życia powiał boczny wiatr, dałem mu się porwać, nie wiedziałem gdzie, obiecywał wielkie góry a jestem na dnie. Inni przecież spokojnie śpią, mają wszystko czego chcą, a Ty znowu idziesz w noc, ciągle słysząc drwiący głos, że nie stać Cię na więcej, niż na pusty żal, bo gdzieś w drodze do życia powiał boczny wiatr.

Tak to było.

Kiedy poznałem Ryśka, był już uzależniony od heroiny, wcześniej dużo pił. Zaczął na tyle wcześnie, że nie zdawał sobie sprawy z wyboru, jakiego dokonał. Nie przypuszczał dokąd prowadzi nałóg. Ale kiedy już w niego wszedł, starał się uchronić innych.

Sytuacja naszej znajomości jest mocno paradoksalna. Oto młody chłopak, poznaje swojego uzależnionego od heroiny idola, przesiaduje u niego w domu, naokoło pełno narkomanów proponujących „działkę”, a on nie sięga po strzykawkę. Dziwne, prawda? Bardzo. Prawie niemożliwe. W 99 na 100 takich przypadków jak mój, wszystko skończyłoby się nałogiem.

Abym mógł przed siebie iść – opowieść o Ryśku Riedlu

Wielokrotnie proponowano mi, żebym spróbował przyćpać. Heroina była wszędzie, na wyciągnięcie ręki. Ale była osoba, która mnie przed tym obroniła – Rysiek Riedel.

Gdy tylko słyszał propozycję pod moim adresem, żebym sobie „huknął”, zawsze wpadał w szał. Wyzywał te osoby, które mi proponowały ćpanie. Krzyczał na nich, że sami wpieprzyli się w wielkie gówno, i żeby nie ważyli się nigdy więcej proponować mi heroiny. Tak mijał miesiąc za miesiącem. Patrzyliśmy z siostrą na jego zmaganie. Rysiek próbował skończyć z nałogiem. Wiele razy. Często przychodził do nas pożegnać się, gdy wyjeżdżał na odwyk. Bardzo cierpiał, prosił, żeby myśleć o nim, że może tym razem mu się uda. Moja siostra kilkakrotnie odwoziła Ryśka i jego żonę – Golę w różne miejsca. Niestety, po każdym powrocie do Tychów, wszystko zaczynało się od nowa.

To było piekło!

Poznawałem coraz więcej osób z jego otoczenia. Ten nałóg nie był wcale zarezerwowany dla wąskiej, określonej grupy ludzi, bo jednakowo pogrążone w narkotyki były bardzo różne od siebie osoby. Poznałem „grzejącego” właściciela kantoru, górnika, nauczyciela, studentów (w tym medycyny), osoby po wyrokach, hipisów. Na moich oczach działy się rzeczy straszne. Nie było przyjaźni. Bliscy sobie ludzie okradali się nawzajem. Jedni umierali po zapaściach, drudzy popełniali samobójstwa. Z całej tej grupy żyje dziś niewielu.

Rysiek w kolejnych latach mocno zmagał się, starał się walczyć, szukał ratunku:

Pozwól mi spróbować jeszcze raz – śpiewał. Niepewność mą wyleczyć, wyleczyć mi. Za pychę i kłamstwa, za me nałogi, za wszystko co związane z tym. Za świństwa duże i małe, za mą niewiarę, rozgrzesz mnie, no rozgrzesz mnie! Panie mój!

W wielu jego tekstach jest mowa o samotności, bo każdy narkoman jest sam. I Rysiek zawsze się tego bardzo bał:

Samotność to taka straszna trwoga, ogarnia mnie, przenika mnie. Wiesz mamo, wyobraziłem sobie, że, że nie ma Boga nie, nie ma nie!           

W pewnym etapie życia, już tym końcowym, ostrzegał w wywiadach o skutkach zażywania narkotyków.


Rysiek Riedel szczerze i przejmująco o używkach

Fragment filmu dokumentalnego "Sie macie ludzie".


Miał pełną świadomość odpowiedzialności, która na nim ciąży.

Nasze relacje po pewnym czasie rozluźniły się. Siostra wyszła za mąż i wyjechała, a ja zacząłem studiować. Ale w końcu sam wpadłem w podobne kłopoty, co Rysiek. U mnie też pojawiły się narkotyki. Na szczęście przerażenie tym, co heroina robi z ludźmi, spowodowało, że nie sięgałem długo po ten specyfik. Nastąpił okres poszukiwania wyidealizowanej wolności i podróży – podróży donikąd…. Zawsze jednak, gdy wracałem do Tychów, odwiedzałem Ryśka.

Był taki moment, że wyglądało na to, iż jest szansa, by coś się u niego zmieniło. Wrócił z odwyku, „zrobił sobie zęby”, odbudował się fizycznie. Wydawało się, że Dżem może znowu zrobić wielką karierę. Napisał wtedy taki tekst:

Tylko twa wiara pomoże Ci, wiara i siła by wygrać z tym,  z czym tylu ludzi przegrywa co dzień, przegrywa co dzień, przegrywa co dzień, Ja to wiem.

Niestety. U niego wszystko wróciło na stare tory. Ale w moim życiu okres fascynacji narkotyków dobiegał końca. Przeżyłem próbę samobójczą, wyjechałem do Austrii. Rozpoczął się czas, który dziś nazywam pokutą. Podjąłem ciężką pracę, żeby oddać długi spowodowane narkotykami.

Któregoś dnia wróciłem na chwilę do Polski. Spotkałem się z Ryśkiem. Wyglądał  bardzo źle, miał zaniki pamięci. Ucieszyliśmy się ze spotkania i poszliśmy do knajpy. Siedzieliśmy z kilkoma znajomymi, potem poszliśmy do innego stolika pogadać sam na sam. Trwało to parę godzin. Niestety, kilka piw za dużo spowodowało, że dzisiaj nie pamiętam szczegółów tej rozmowy. I już nigdy się tego nie dowiem… Wyjechałem do Wiednia i po paru dniach, dowiedziałem się, że Rysiek Riedel nie żyje. Bardzo to przeżyłem, do dzisiaj bardzo mi go brakuje…

Niedługo po jego śmierci, moja podróż w poszukiwaniu wyidealizowanej wolności zakończyła się. Jak napisał mój kolega: „szukałem siebie, znalazłeś mnie na samym skraju zła”. To było spotkanie, które odmieniło moje życie.

Napisałem wtedy:

Mając 33 lata Jezus Chrystus umarł, abym mógł żyć.

Mam 33 lata. Żyję.

Od tego czasu minęło dwanaście lat. Mam rodzinę – cudowną żonę i piątkę wspaniałych dzieci. Doświadczyłem łaski wiary. Skarb, ten największy dostałem za darmo.

Dzisiaj wiem, że tylko w Nim będąc, nie pobłądzimy, że tylko oddzielając światło od ciemności i nazywając te rzeczywistości po imieniu, jesteśmy w stanie iść dobrą drogą. Tylko wtedy możemy dokonywać dobrych wyborów.

O Ryśku ciągle myślę, jest wciąż dla mnie kimś ważnym, bardzo dużo modlę się za niego. Jezus Chrystus umarł za nas, za wszystkich, za niego też i mam nadzieję, że śpiewa teraz solowe partie, gdzieś w niebiańskich chórach.

Świadectwo Macieja Sikorskiego na YouTube:

Maciej Sikorski

Zobacz inne artykuły tego autora >
Maciej
Sikorski
zobacz artykuly tego autora >

Zgubna pomoc

Komu jest potrzebna pomoc międzynarodowa? Jakie są skutki pomocy udzielonej Haiti po trzęsieniu ziemi? Zapraszamy na emisję filmu „Zgubna pomoc” Raoula Pecka i debatę w dniu 21 marca 2014 r., w Centrum Łowicka w Warszawie.

Polub nas na Facebooku!

„Zgubna pomoc” to tytuł filmu dokumentalnego zrealizowanego przez Raoula Pecka w ciągu trzech lat od trzęsienia ziemi na Haiti w styczniu 2010 roku. Haitańskiego reżyser i były minister kultury mozolnie i drobiazgowo dokumentuje działania organizacji humanitarnych, ngo-sów z całego świata, polityków i zwykłych ludzi. Film ilustruje dobrą wolę, ale i chaos działań licznych organizacji humanitarnych.

Rozmiar dramatu, który wydarzył się na Haiti poruszył wszystkich. Oferty pomocy napłynęły ze wszystkich stron, a w ślad za nimi setki wolontariuszy i urzędników organizacji międzynarodowych. Jaki jest efekt tego światowego poruszenia? Jak okazana pomoc wpłynęła na poprawę sytuacji na Haiti?

Prezentacja filmu będzie okazją do zadania tych pytań i przeprowadzenia debaty, która odbędzie się w piątek 21 marca o 18.00 w Centrum ŁOWICKA, ul. Łowicka 21, Warszawa.

W rozmowie panelowej wezmą udział: 

  • Nina Mocior, Fundacja dla Somalii
  • Marcin Wojtalik, Instytut Globalnej Odpowiedzialności
  • Krzysztof Stanowski, Fundacja Solidarności Międzynarodowej
  • Zofia Pinchinat-Witucka, Fundacja Polska-Haiti
  • Firas Daboul, UNHCR w Syrii

Wstęp wolny.


Wydarzenie na Facebook'u