video-jav.net

“Matka męczennika” – biografia Marianny Kolbe

"Matka męczennika" - to biografia Marianny, matki św. Maksymiliana, która wchodzi na rynki księgarskie w przeddzień obchodów 75. rocznicy jego heroicznej śmierci w niemieckim obozie koncentracyjnym w Auschwitz.

Polub nas na Facebooku!

Natalia Budzyńska z pietyzmem wydobyła wszystkie fakty – wspomnienia, świadectwa, korespondencję, źródła historyczne – żeby zrekonstruować życie matki św. Maksymiliana i życie rodziny, w której się wychował. Odtworzenie życia córki i żony tkaczy nie było zadaniem łatwym. Niewiele wiadomo o jej dzieciństwie i wczesnej młodości, więcej informacji czytelnik otrzymuje w częściach, opisujących jej dorosłe życie od chwili zamążpójścia.

“Ja jednak zawsze czułam się niezdolną być dobrą żoną i matką” – wyznała pod koniec życia Marianna Kolbowa. Urodzona w 1870 r. Marianna Dąbrowska, dziesiąte dziecko w rodzinie, marzyła o życiu zakonnym. To pragnienie nigdy jej nie opuściło i wpłynęło na późniejsze życiowe wybory nawet gdy wyszła za mąż za Juliusza Kolbego. Z książki Budzyńskiej można wywnioskować, że nie zaakceptowała w pełni swojego świeckiego powołania. Wraz z mężem pracowała w warsztatach tkackich, była też akuszerką. Urodziła pięciu synów, dwóch z nich zmarło w dzieciństwie. Pozostali – najstarszy Franciszek, choć był przeznaczony przez nią “na księdza” założył rodzinę, młodsi synowie – Rajmund i Józef – wstąpili do Zakonu Franciszkanów i przyjęli święcenia.


Wpisując kod rabatowy KOLBE kupisz książkę “Matka Męczennika” z rabatem 35% – KLIKNIJ!


Niepogodzona ze swoim losem ponad czterdziestoletnia Marianna zaproponowała mężowi rozejście i podjęcie życia w czystości, po czym szukała dla siebie miejsca w klasztorze, które znalazła ostatecznie u sióstr felicjanek na Smoleńsku w Krakowie. W klasztorze była cenioną, słynącą z rzetelności “panią na posyłki”, była furtianką, zaopatrzeniowcem, kolejne przełożone nawet nie wymagały od niej szczegółowych rachunków. Pomagała nie tylko w dobrym funkcjonowaniu klasztoru, ale także okolicznym ubogim, była powiernicą nowicjuszek, w czasie okupacji zajmowała się uchodźcami. Modliła się całymi dniami i realizowała ideał franciszkańskiego ubóstwa, nie miała majątku. Z dumą śledziła dynamiczną działalność swoich synów – zakonników, zwłaszcza na polu mediów katolickich, rozprowadzała w Krakowie “Rycerza Niepokalanej”.

O wiele gorzej w nowych warunkach odnalazł się jej mąż, Julian, który nie potrafił przyzwyczaić się do braku rodziny i wędrował po kolejnych miastach, imając się rozmaitych zajęć. Zdaniem Autorki był to pierwszy krok ku destabilizacji, która doprowadziła do tego, że jedyna wnuczka Marianny się rozwodzi, a jej prawnuczka była nałogową alkoholiczką i narkomanką i zmarła w sile wieku – mając 47 lat. Gdyż niosła w sobie rodzinną dysfunkcję i jej owoce: brak poczucia stabilności, odrzucenia, brak oparcia.

Marianna straciła wszystkich bliskich – męża Juliusza w zawierusze I wojny światowej, najmłodszego syna Józefa, w zakonie o. Alfonsa, który zmarł po perforacji wyrostka robaczkowego, Rajmunda – Maksymiliana, męczennika Auschwitz. Pierworodny, Franciszek, także był męczennikiem – zginął w KL Mittelblau, kolejnym miejscu uwięzienia, do którego się dostał z powodu aktywnej działalności w AK w okręgu zduńskowolskim.

Autorka opisuje reakcję matki na śmierć Rajmunda – Maksymiliana. Gdy był dzieckiem, miał wizję dwóch koron – białej i czerwonej, symbolizującej męczeństwo. Opowiedział o tym matce, “Toteż ja byłam na to przygotowana, podobnie jak Matka Boża po proroctwie Symeona” – pisała. Śmierć syna była dla niej strasznym ciosem. Rajmund, który był do niej najbardziej fizycznie podobny, był z nią związany także duchowo. Pewnego sierpniowego ranka 1941 r. wszedł do jej celi, ubrany w habit i zapewnił ją, że jest bardzo szczęśliwy. Dopiero później została wezwana na gestapo, gdzie poinformowano ją o jego śmierci. Od tego czasu podpisywała się jako “Matka Boleściwa”.

O. Orestes Mazur pisał o niej: “Gdyby każda matka dała takich synów Kościołowi, naprawdę niedługo nastąpiłoby całkowite odrodzenie świata całego, nie rządziłaby światem nienawiść i siła, ale miłość i cnota…”

Pod koniec życia przekazywała franciszkanom z Niepokalanowa wszelkie informacje o synu. Czytała “Dzieje duszy” św. Teresy. Karmelitankę z Lisieux nazywała maleńką, choć widziała, że “wielkość w swym maleństwie zawiera”. Była to także droga duchowa matki wielkiego męczennika. Marianna Kolbe – Matka Boleściwa – zmarła w Wielkim Poście 1946 r. ze słowami na ustach “Mój syn! Mój syn!”


Natalia Budzyńska – “Matka męczennika. Poruszająca opowieść o Mariannie Kolbe”, Wydawnictwo Znak, Kraków 2016


aw / Warszawa

Matka Męczennika. Po niej odziedziczył odwagę

14 sierpnia 1941 roku w obozie koncentracyjnym w Auschwitz umiera franciszkanin, Maksymilian Maria Kolbe. Choć dla nas to niezłomny zakonnik gotowy oddać życie za drugiego człowieka, dla Marianny Kolbe był przede wszystkim ukochanym synkiem, za którym wylała morze łez.

Redakcja portalu
Redakcja portalu
zobacz artykuly tego autora >

Polub nas na Facebooku!

Wpisując kod rabatowy KOLBE kupisz książkę “Matka Męczennika” z rabatem 35%


Kim była kobieta, po której święty Maksymilian odziedziczył swoją heroiczną odwagę? Skąd czerpała siłę pozwalającą pogodzić się z męczeńską śmiercią syna? Dlaczego tak mało o niej wiemy?

Po raz pierwszy mamy możliwość spojrzenia na świat jej oczami. Poznania jej głębokiej duchowości, poczucia atmosfery domu, w którym wzrastała i dowiedzenia się, jak była wychowywana. A także usłyszenia, jak wychowywała swoje dzieci do tego, by nie bały się przedkładać cudzego życie nad swoje.

Autorką jest Natalia Budzyńska – kulturoznawca, dziennikarka Przewodnika Katolickiego, matka Niny i Stanisława oraz żona Tomasza. Pisała m. in. o ks. Kaczkowskim, Wojciechu Smarzowskim i mamie Jaśka Meli. Marianna Kolbe nauczyła ją inaczej patrzyć na świat.

 


Zamieszczamy fragment książki:


Tymczasem śluby czasowe Józefa odbywają się we wrześniu 1916 roku i Marianna znów nie ma szans, żeby dotrzeć w tym terminie do Lwowa. „Ceń życie ukryte w ścisłym złączeniu z P. Jezusem w Tabernakulum, z tym niepojętym ukochanym naszym Więźniem miłości, który jest naszem wszystkiem na świecie – pisze do niego w liście. – O, tam składajmy nasze krzyże i smutki, tęsknoty i pragnienia, potrzeby i życzenia, wszystko bez wyjątku, wszystko, a znajdziemy u niego wszystko…”. Tęskni, tęskni strasznie.

„Mój Drogi Synu, chociaż mnie nic od Ciebie oddzielić nie potrafi i żadna odległość, to jednak zawsze myślę i obmyślam, jak bym się z Tobą mogła zobaczyć, bo Cię jeszcze ani razu nie widziałam w habicie. Może Bozia temu zaradzi, pomódl się w tej intencji (…)”.

Ojciec Maksymilian pisze do brata z Rzymu: „Mama mi pisała, żeś już dwa lata po św. profesji, a więc za rok profesja solemna. Słyszałem także od Mamy, że masz już święcenia mniejsze”. Brat Alfons docenia rolę matki w drodze, jaką postanowił wybrać, a Marianna jest tym mocno wzruszona. Jak tu nie płakać ze szczęścia, gdy czyta się takie słowa napisane przez dwudziestodwuletniego syna: „Widzę ja w Mamie – wyznaję to jak najszczerzej – tego Anioła Stróża za rękę do celu wiecznego drogą stromą, ale pewną mnie prowadzącego. I jeśli dziś jestem, gdzie jestem, jeśli się nie ugiąłem pod wichru podmuchami – to zasługa Mamy. Każdy Jej list jest dla mnie nową podporą i tchnie we mnie nowy zapał, nową siłę, nową nadzieję”.

Najmłodszy syn zawsze pozostanie najmłodszym. Może stać się bardzo dorosły, ale dla rodziców ciągle będzie tym, który potrzebuje opieki bardziej niż inni. Marianna bolała nad losem pierworodnego, który nie wypełnił jej planów. O Maksymiliana była dziwnie spokojna, tak jakby to on nad wszystkim i wszystkimi z rodziny panował. Zdaje się, że właśnie ojciec Maksymilian był z całej trójki najbardziej niezależny, tylko jemu udało się przeciąć pępowinę. Józef – brat Alfons, mimo że dorosły, wciąż był obiektem troski macierzyńskiej.

W zapiskach, w których Marianna po jego przedwczesnej śmierci wspominała – na życzenie franciszkanów – różne momenty z jego życia, nawet dziś można dostrzec jej miłość, ból i pełną troskę – przecież nikt tak jak ona nie potrafił o niego zadbać.

Redakcja portalu

Redakcja portalu

Zobacz inne artykuły tego autora >
Redakcja portalu
Redakcja portalu
zobacz artykuly tego autora >