video-jav.net
GIETRZWAŁD

“W Gietrzwałdzie odradza się wiara potrzebna Europie”

Tu, w Gietrzwałdzie, trwa wielkie odrodzenie wiary, życia modlitewnego i duchowego, którego tak bardzo potrzeba dziś w narodach Europy - mówi w rozmowie z KAI ks. prof. Krzysztof Bielawny, odpowiedziany za przygotowania i przebieg jubileuszowych uroczystości w Gietrzwałdzie.

Polub nas na Facebooku!

Dorota Abdelmoula (KAI): Księże Profesorze, czy orędzie, które Matka Boża przekazała w Gietrzwałdzie, 140 lat temu, wciąż jest aktualne, czy trwające jubileuszowe obchody powinniśmy traktować jedynie jako wspomnienie wydarzenia sprzed lat?

– Ks. prof. Krzysztof Bielawny: To samo pytanie można zadać w odniesieniu do słów Jezusa, zapisanych na kartach Ewangelii. Tymczasem Stary i Nowy Testament wciąż jest aktualny w przesłaniu duchowym, moralnym i religijnym. Tak samo to, o czym mówiła tutaj Matka Boża zachowało swoją aktualność. Także w wymiarze narodowym, bo Matka Boża – choć były to czasy zaborów i zwalczania kultury polskiej – rozmawiała w języku zrozumiałym dla dzieci, którym się objawiła, czyli po warmińsku: był to język polski z naleciałościami szwedzkimi, niemieckimi i francuskimi.

Dziś na nowo trzeba odczytywać to, o co Matka Boża prosiła. Do tego jest zobowiązane każde kolejne pokolenie. Śmiem twierdzić, że do dziś nie odkryliśmy do końca znaczenia tego orędzia.

Podobnie, jak setki tysięcy pątników którzy przybywali tu w czasie objawień, tak i dzisiaj ci, którzy tu pielgrzymują, poszukują odpowiedzi na wiele nurtujących ich pytań. Widać to w naszym kościele, kiedy spojrzy się na łzy płynące z oczu i młodszych i starszych.

 

Przypomnijmy zatem, o czym Matka Boża mówiła i mówi dziś, tu w Gietrzwałdzie?

– Objawienia gietrzwałdzkie trwały od 27 czerwca do 16 września 1877 r. Przez pierwsze trzy dni Maryja nie prowadziła żadnego dialogu z dziewczynkami, one tylko widziały ją i opisywały ten widok, a ten opis zachował się w postaci malowidła w kościele: Matka Boża siedząca na tronie, w orszaku aniołów i świętych.

Dialog między dziewczynkami a Matką Bożą rozpoczyna się 30 czerwca. Na prośbę proboszcza ks. Augustyna Weichsla, jedna z nich, Justyna Szafryńska, pyta: czego od nas żądasz? I słyszy odpowiedź: chcę, abyście codziennie odmawiali różaniec. Z kolei ostatniego dnia objawień, ostatnimi słowami Matki Bożej jest ta sama prośba: chcę, byście gorliwie odmawiali różaniec. Słowo “gorliwie” pojawia się w orędziu gietrzwałdzkim bardzo często. To znaczy: z mocą, zaangażowaniem, sercem. Także dziś powinna nam towarzyszyć ta duchowa gorliwość.

 

Do czego jeszcze zachęca Maryja gietrzwałdzkich pielgrzymów?

– Orędzie gietrzwałdzkie, to, wypisz wymaluj, część wezwań z litanii loretańskiej. Chociażby: Królowa różańca świętego, Królowa apostołów, Uzdrowienie chorych, Matka Kościoła… 1 lipca Maryja, zapytana kim jest, przedstawia się: jestem Najświętsza Maryja Panna, Niepokalanie Poczęta. To samo mówi w Lourdes 19 lat wcześniej, a później powtórzy w Fatimie.

Kolejne dni, to przedstawienie orędzia o niezwykłym bogactwie teologicznym, dotyczącym różnych spraw. Np. któregoś dnia pada pytanie, czy kapłani wrócą na parafie i Maryja odpowiada: tak, ale wierni muszą gorliwie się modlić w ich intencji. Maryja przypomina, że siłą Kościoła jest gorliwa modlitwa w jego intencji i za tych, którzy w nim posługują. Bez tej modlitwy, Kościół będzie usychał. Widzimy to dziś w Europie Zachodniej, przeżywającej kryzys, spowodowany brakiem wiary i modlitwy.

Kolejny wątek: powołania. Pytana o to, czy pewna osoba ma wstąpić do zakonu, Maryja odpowiada: niech do klasztoru idzie tyle osób, ile może. Gdy dziś widzimy, że powołań jest niewiele, może w Gietrzwałdzie trzeba zgiąć kolana i modlić się o powołania?

 

O Matce Bożej Gietrzwałdzkiej mówi się też, że jest Matką zniewolonych przez grzechy.

– Maryja w Gietrzwałdzie mówi bardzo wyraźnie, że kluczem do uzdrowienia jest modlitwa i zerwanie z grzechem. Wprost wzywa do tego, by zaprzestać nadużywania alkoholu. Dziś można dopisać także wiele innych zniewoleń, a wielu pielgrzymów przychodzi tu, by dziękować za trzeźwość, za uwolnienie z nałogów. Słyszymy to w konfesjonałach.

Zupełnie nieznanym wątkiem gietrzwałdzkich objawień jest wezwanie, by tu w Gietrzwałdzie modlić się o czystość serc młodego pokolenia. Maryja, zapytana przez dziewczynki, co będzie z kobietami, które źle się prowadzą, odpowiada: one będą ukarane. Dziś często przywołujemy tu słowa św. Jana Pawła II, że tylko czyste serce jest zdolne do prawdziwej miłości małżeńskiej. I widzimy, jak kruchy jest sakrament małżeństwa, jak wielu młodych ludzi go odrzuca. Dlatego to miejsce modlitwy za młodzież.

Maryja mówi także do kapłanów: kapłani, niech się gorliwie modlą. Jak mówiłem, słowo “gorliwie” często się pojawia. Gorliwość, to także stałość, chęć zaangażowania się.

 

Czy tę gorliwą modlitwę widać dziś w Gietrzwałdzie?

– Tak, spacerując po okolicy widzę coraz więcej ludzi, młodych i nie tylko, z różańcem. Sięgają po niego sami, odkrywają go, poznając orędzie gietrzwałdzkie. Tu trwa wielkie odrodzenie wiary, życia modlitewnego i duchowego, którego tak bardzo potrzeba dziś w narodach Europy. I śmiem twierdzić, że gietrzwałdzkie orędzie jest najbogatszym ze wszystkich, zatwierdzonych przez Kościół.

 

Fenomenem objawień gietrzwałdzkich jest też to, że Maryja jest tu “przepytywana” przez dwie dziewczynki, którym się objawia. Czy to zachęta do tego, by nie bać się zadawania nawet najtrudniejszych pytań, dotyczących wiary?

– To bardzo ciekawe, bo te pytania dotyczyły przeróżnych zagadnień: życia społecznego, politycznego, moralnego, duchowego. Dziś, kiedy borykamy się z wieloma problemami, musimy nauczyć się stawiać sobie pytania: co się dzieje z moją rodziną, z moim życiem, w czym tkwi problem? Te pytania można postawić, jeśli umie się znaleźć ciszę, o którą dziś tak trudno. Gietrzwałd uczy odbudowywania tej ciszy w sercu. Sami pielgrzymi mówią nam, że ta cisza odróżnia to miejsce od innych sanktuariów. Tym medium, które “mówi” tu najgłośniej, jest właśnie cisza.

 

Dziś przyjeżdżamy do Gietrzwałdu, znając także historię innych objawień, jednak w 1877 r. wiele z nich – jak w Lourdes i na La Salette – nie była jeszcze powszechnie znana, a objawienia fatimskie jeszcze się nie rozpoczęły. Czy Gietrzwałd otworzył zatem nowy rozdział historii Kościoła w tej części Europy?

– Na pewno sytuacja Kościoła nie była wówczas łatwa. Państwo kościelne przestaje istnieć. Papież Pius IX ogłasza siebie więźniem Watykanu. Prymas Polski abp Ledóchowski zostaje usunięty ze swojej stolicy i znajduje schronienie w Watykanie, wielu polskich biskupów traci swoje diecezje, zakony są likwidowane, a księżą wywożeni na Sybir. Gietrzwałd leży na terenie państwa niemieckiego. Ni stąd, ni zowąd, objawia się tu Matka Boża, mówiąca po polsku. Przyjeżdżają tu setki tysięcy ludzi. Uważam, że było to najważniejsze wydarzenie w dziejach narodu polskiego po Powstaniu Styczniowym, a przed odzyskaniem niepodległości. Warto ten wątek prześledzić.

Ponadto objawienia maryjne przypominają, Maryja od początku jest obecna w Kościele i towarzyszy nam. Szczególnie po reformacji ważną częścią tożsamości katolików stała się maryjność. Także dziś, kiedy na świecie panuje taki rozgardiasz, Maryja powinna być naszą tożsamością. Jej cechy powinny nas prowadzić do świętości i te cechy powinniśmy odkrywać w sanktuariach maryjnych, zwłaszcza w tym roku, kiedy papież wzywa do maryjności, a Kościół świętuje tyle jubileuszy z nią związanych.

 

Dzis Polacy chętnie pielgrzymują do Lourdes, Fatimy i innych miejsc objawień maryjnych. Czy nasz rodzimy Gietrzwałd nie jest wśród nich nieco zapomniany?

– W przyszłym roku będziemy świętować 100. rocznicę odzyskania niepodległości. Śmiem twierdzić, że objawienia gietrzwałdzkie były najważniejszym przyczynkiem w drodze Polaków do niepodległości w 1918 r. Dlatego uważam, że w przyszłym roku każdy katolik, który kocha ojczyznę, powinien odbyć pielgrzymkę do Gietrzwałdu.

W tegoroczne obchody jubileuszowe, zainicjowane przez abp. Józefa Górzyńskiego, bardzo mocno angażują się ludzie świeccy i media. Dzięki temu zaangażowaniu i dzięki wagi, jaką do tego miejsca przywiązuje metropolita warmiński, to miejsce odzyskuje swój blask, a orędzie jest na nowo odkrywane. Pamiętajmy, że szczytem tego orędzia jest Eucharystia, jako źródło życia duchowego.

 

Przypomnijmy, jakie miejsca w Gietrzwałdzie powinni odwiedzić pielgrzymi, którzy tu przybywają?

– Pierwsze kroki kierujemy do kościoła przed Najświętszy Sakrament. Koniec i kropka. To jest centrum. A w kościele warto zwrócić uwagę na piękne malowidła, przedstawiającą historię objawień. Na tych malowidłach jest bardzo ciekawy motyw: diabeł, który w uścisku trzyma jedną z osób. Kiedy trwały objawienia, 8 września Maryja objawiła się pod lasem plebańskim. Tego dnia przybyło ok. 50 tys. Pielgrzymów. Wówczas dzieje się coś bardzo dziwnego: szum, krzyki, jakby opętanego człowieka, wiele osób krzyczało. Maryja wyjaśniła, że wiele osób widziało wówczas diabła. Także dziś, on robi co może, by orędzie gietrzwałdzkie nie przebiło się do świadomości wiernych.

Kiedy wyjdziemy z kościoła, znajdziemy się przed kapliczką objawień, wybudowaną jeszcze w czasie ich trwania. To niemy świadek tego, co się tu wydarzyło. Na zakończenie objawień intronizowano tam figurę Maryi, przed którą dziś modlą się pielgrzymi. Przetrwał też zwyczaj przynoszenia na to miejsce płócienek, które ludzie omadlają, a następnie zabierają do domów, by przekazać chorym, którzy nie mogą tu przyjechać. To znak wiary w to, że Bóg uzdrawia w tym miejscu.

Kolejnym miejscem jest święte źródełko, pobłogosławione przez Maryję 8 września. Wielu pielgrzymów odprawia też Drogę Krzyżową na dróżkach. I to wszystko. Gietrzwałd nie jest miejscem turystycznym. To miejsce ciszy i modlitwy.

Dziękuję za rozmowę.

 

“Miała jasne włosy za ramiona, aż do kolan”

Jasną Panią z Gietrzwałdu bardzo dokładnie opisywały dziewczynki, którym się Ona objawiała. Już drugiego dnia objawień mała Justyna Szafrańska relacjonowała, że Maryję "otaczała wraz z błękitnym obłokiem niezwykła jasność, jaśniejsza od śniegu. Z odkrytej głowy spadały sute, długie, jasne włosy poza ramiona i piersi aż do kolan, uszy po części zostawiając odsłonione". Przeczytajcie niezwykłe opisy z gietrzwałdzkich spotkań z Matką Bożą!

Redakcja portalu
Redakcja portalu
zobacz artykuly tego autora >

Polub nas na Facebooku!

Opisy są fragmentami publikacji “160 objawień polskim języku” wydanej w 2005 roku przez Warmińskie Wydawnictwo Diecezjalne. Zachowano oryginalny zapis.


Pierwsze spotkanie z Matką Bożą

Była już blizko dziewiąta wieczorem, kiedy matka po załatwieniu wszystkich swoich sprawunków pożegnała się z bratem swym. Mateuszem Szlongą, u którego gościła, i zabierała się ku domowi. Zaledwie na drodze prowadzącej przez Woryty do Nowegomłyna uszły obie kilka kroków i znajdowały się tuż niedaleko stodoły plebańskiej, kiedy głos dzwonka z pobliskiego kościoła odezwał się na Anioł Pański. Matka odmawiając pacierz szybko postępowała naprzód; a ponieważ zmierzchało się coraz bardziej i chmurzyć się poczynało, wezwała i Justynę do pośpiechu.

Tymczasem Justyna stojąc twarzą ku kościołowi zwrócona odrzekła: „Poczekajcie, matko, aż zobaczę, co to jest to białe tam na drzewie i gdzie się podzieje.” Zniecierpliwiona tą zwłoką matka nie zważała z początku na jej słowa, gdy jednak Justyna nie ruszała się z miejsca, zapytała się, coby tam takiego widziała? „Widzę,” — odrzekła, – „coś wielkiego, co tak wygląda, jak człowiek.” „I co tak wciąż patrzysz?” – pytała matka dalej. „Tak długo będę patrzała, aż się gdzie nie podzieje. Drzewo jest całe jasne, może się pali, albo co innego.”

Ponieważ matka nic nie widziała, długo myślała nad tem, coby to być mogło i przypomniała sobie, że słyszała kiedyś, jakoby niektórym ludziom dusze zmarłych się były pokazały. Nigdy jednak nie zaprzątała sobie głowy podobnemi sprawami, i już znowu chciała wezwać córkę, że czas iść dalej, gdy ks. proboszcz Weichsel wracając z przechadzki zbliżył się i temi słowy zagadnął Justynę: „Pewnie się cieszysz, moje dziecko, że w przyszłą niedzielę przystąpisz do Komunii Św.?” Dziewczę milczało, matka zaś opowiadała z pewnem rozdrażnieniem, że córka nie chce ruszyć się z miejsca, że się ciągle na klon przy plebani! obraca twierdząc, że tam widzi wielką jasność i białą jakąś postać. Ponieważ drzewo było oddalone około 200 kroków, a Justyna przy swojem obstawała, ks. proboszcz tedy, któremu zachowanie się dziewczęcia dziwnem się wydawało, po krótkim namyśle wprowadził ją do ogrodu swego, aby widzenie lepiej mogła rozpoznać i opisać. Dziecko wskazało tedy prawą ręką na ono miejsce, między dwiema suchemi gałęziami drzewa, które około dziesięć kroków było oddalone, i opowiadało, że na złotem, perłami wysadzanem krześle, widzi piękną w bieli dziewicę z długiemi, jasnemi, na ramiona spływającemi włosami.

 

 

Z opisu dziewczęcia wnosił ks. proboszcz, że to jest objawienie Przeczystej Panny, kazał dziecku zmówić Zdrowaś Marya, poczem chciał odesłać ją do domu. Zaledwie jednak Justyna skończyła Pozdrowienie Anielskie zawołała: „O, teraz wszystko jeszcze jaśniejsze. A teraz, zstępuje dzieciątko z nieba, w białem żółto połyskującem odzieniu, na piersiach spięte złotem, z złotemi skrzydełkami i z białym wieńcem na głowie. A teraz – dodała w pewnych odstępach – teraz kłania się dzieciątko Dziewicy, – teraz powstaje Dziewica i wstępuje do nieba z dzieciątkiem po lewej stronie – u góry samo niebo bez obłoków.” – Poczem przez dłuższy czas jaśniącemi oczyma patrzała w górę i w końcu rzekła: „Oto wszystko znikło i teraz tylko jasność widzę” po chwili zaś dodała: „Teraz nic już nie widać.”

 

Nazajutrz wieczorem stosownie do rozkazu ks. proboszcza przybyła znowu pod klon Justyna w towarzystwie kilku współuczennic, którym zwierzyła się, iż do Gietrzwałdu pójdzie i dla czego. Dzieci uklękły i rozpoczęły głośno piętnaście tajemnic różańca św. w sposób, jak go w domu i w kościele, mianowicie podczas Majowego nabożeństwa, odmawiać były zwykły.

– Przy dzwonieniu na Anioł Pański – opowiadała Justyna już podczas różańca, dokładniej jeszcze później odpowiadając na różne stawiane jej pytania – ogarnęła drzewo dziwna jasność jako by od błyskawicy. Na tem samem miejscu, gdzie wczoraj wieczór ukazała się była ona piękna pani, ujrzałam podłużny pierścień błyszczący, a w nim podczas trzeciej tajemnicy radosnej zjawił się znany mi już wspaniały tron, mieniący się jak złoto, sadzony perłami; dwie miał poręcze do rąk, a z tyłu wysokie zaokrąglone oparcie dla pleców.

“Wkrotce potem zstąpiła z nieba pięknej postaci Pani pomiędzy dwoma aniołami w bieli z jasnemi skrzydełkami zielono mieniącemi się. Pani zasiadła na TRONIE, aniołowie zaś puściwszy jej ramiona, które podtrzymywali w pochodzie, pokłonili się głęboko i stanęli po obu stronach.”

Gdy minęło pierwsze uczucie bojaźni i strachu, które ponownie Justynę owładło, była zdolną objawieniu temu dokładniej się przyjrzeć. Pani siedziała w postaci dziewicy niezrównanie pięknej, liczącej wieku 16 do 18 lat; niezwykła jasność, jaśniejsza od śniegu, otaczała ją wraz z błękitnym obłokiem. Z odkrytej głowy spadały sute, długie, jasne włosy po za ramiona i piersi aż do kolan, uszy poczęści zostawiając odsłonione. Łagodnym blaskiem pałające oczy były niebieskie, policzki oblicza podłużnie zaokrąglonego zdawały się być różowo-złotawe, szyja obnażona aż do wysoko zapiętego rąbka białej przestwornej na nogi spadającej szaty, ramiona zakrywały dobrze przylegające rękawy; biodra okalała biała przepaska; ręce spoczywały ze spokojną godnością na kolanach; z rąk tak samo jak z szyi i stóp rozchodziły się długie na jakie pół łokcia promienie; nogi, z których tylko prawą było widać, żadnego nie miały na sobie obówia. Cała postać zresztą miała całkiem określone i pewne zarysy, nie jak malowany lub rzeźbiony obraz, ale jak prawdziwie żyjące ciało, różniące się chyba tylko blaskiem i pięknością od zwyczajnej postaci niewieściej.

 

 

Cudowne widzenie chwilę siedziało spokojnie, po czym dwóch aniołów przyniosło z nieba jaśniejące dzieciątko odziane w białą złotem tkaną szatę. Dziecię to trzymało w lewej ręce błyszczącą kulę z krzyżykiem u góry, prawa ręka spoczywała na prawem kolanie. Aniołowie złożyli dzieciątko na lewem kolanie czcigodnej Pani i zniknęli ku niebu, po czym ukazali się dwaj inni aniołowie niosąc koronę złożoną z wielkich, przepysznych, szerokich obrączek, których blask wszystko inne przewyższał. Jakoby zawieszeni w powietrzu trzymali KORONĘ ponad głową Dziewicy.

Nieco później przybył jeszcze trzeci anioł trzymając w prawej ręce śliczną laskę, „pikę”, jak mówiła Justyna, z złocistym kwiatem na końcu, która według opisu tylko berło oznaczać mogła. Anioł ten stanął po za dwoma trzymającymi koronę i w równej, co tamci, wysokości trzymał berło nad koroną.

Na koniec nad tymi trzema aniołami zsunął się krzyż błyszczący, wielkości owego krzyża, który jest w kościele, lecz bez wizerunku Zbawiciela, i zawisł poziomo na jasnych obłokach. Na tem skończyło się całe objawienie.

Zmiany następowały zawsze spokojnie na początku każdej nowej tajemnicy Różańca. Po odmówieniu wszystkich piętnastu tajemnic, a zatem po upływie mniej więcej pół godziny, całe to zjawisko uniosło się zwolna w górę i zniknęło.

Wiadomość o tem cudownym zjawieniu rozeszła się lotem błyskawicy po całej parafii i poza jej granice.

 

Redakcja portalu

Redakcja portalu

Zobacz inne artykuły tego autora >
Redakcja portalu
Redakcja portalu
zobacz artykuly tego autora >